Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 205 761 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2541725
Wpisy
  • liczba: 553
  • komentarze: 11929
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2083 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Zmiany, zmiany...

wtorek, 20 września 2016 19:52
 

   Człowiek powinien ewoluować, inaczej wciąż tańczylibyśmy wokół ogniska wymachując maczugą.

 

   W ostatnich miesiącach w moim codziennym życiu też nastąpiło parę zmian, którymi chcę się podzielić.

 

   Pierwsza dotyczy ciała, konkretnie walki o kondycję i nie ukrywajmy - o zachowanie jakiej takiej sylwetki. Żmudne i wyciskające nieestetyczny pot ćwiczenia, które muszą wszak trwać minimum 40 minut, żeby były efektywne, na jakiś czas zastąpiłam "ucieczką przed tygrysem szablozębnym".

 

   Może niektórzy czytali o tym w Wysokich Obcasach, była też wcześniej notka w sieci. Oto już w latach 70-tych postała rewolucyjna teoria, że czterominutowe mordercze ćwiczenia interwałowe są w stanie całkowicie zastąpić godzinny wycisk na siłowni czy bieżni.

   Sztuka polega na tym, iż owe króciutkie ćwiczenia muszą być naprawdę zabójcze, czyli odbywać się w takim tempie, jak gdyby gonił nas tygrys szablozębny.

Puls musi skoczyć na 120 i wyżej.

 

      Ćwiczenia wykonuje się w trybie : 20 sekund ćwiczeń, 10 sekund relaksu, 20 sekund ćwiczeń, itd, łącznie 4 minuty.

W efekcie jeszcze przez dobę nasz organizm spłaca tzw. dług tlenowy, a tłuszcz jest sukcesywnie pobierany aby zregenerować mięśnie nadwyrężone skrajnym obciążeniem.

   Brzmi to niewiarygodnie, a jednak działa.

   Z premedytacją przez kilka tygodni olałam Chodakowską i marszobiegi, aplikując sobie codziennie rano 4 minuty ucieczki. Zamiast tygrysa można sobie wyobrazić goniących czterech gwałcicieli w meksykańskich slumsach, albo coś.

 

   Konkluzja: przestrzegając tych samych zasad żywienia co zazwyczaj i tak samo je łamiąc, nie zauważyłam ani przyrostu wagi, ani spadku kondycji.        

   Oczywiście, 4 minuty dziennie nie dostarczą człowiekowi tych endorfin, które płyną wskutek długotrwałego wysiłku, ale są cudowną alternatywą w przypadku braku czasu i możliwości. Wystarczy metr kwadratowy podłogi.

 

   Drugą rewolucyjną zmianą było zastąpienie pasty i płynu do płukania zębów - mieszanką oleju kokosowego i sody oczyszczonej. Olej kokosowy ma właściwości lecznicze i łagodzące wszelkie stany zapalne, zaś soda wybiela i pomaga usuwać kamień.

   Przyznaję, smak jest dość paskudny w trakcie mycia, jeśli się oddycha przez nos. Jeśli oddychamy ustami, nie poczujemy nic. Mieszanka daje się błyskawicznie wypłukać, nic nie zostaje na języku. Dobroczynny skutek jest taki, że rano nie czuje się w ustach filcowego kapcia, zęby wydają się bielsze i gładsze. O różnicy w cenie nie wspomnę.

 

   Wreszcie ostatnią zmianą było skierowanie tradycyjnych kremów do twarzy w stronę kosza, a zastąpienie ich olejami, oraz krzemowym żelem. O mojej miłości do preparatów firmy Invex Remedies  z Kielc pisałam wielokrotnie. Tu można zobaczyć ich ofertę:

 

http://www.invexremedies.pl/sklep/pl/19-dermokosmetyki

 

   Roztwory złota, srebra i krzemu jeżdżą ze mną nawet na jednodniowe wypady, gdyż nie mogę ryzykować, że zabraknie mi któregoś z nich, kiedy zaskrzypi mi w gardle, w nosie, albo wyrośnie pryszcz na brodzie.

 

    Żel na bazie krzemu i boru zastępuje nie tylko krem, ale też balsam do ciała i do rąk. Jest bardzo wydajny, butelkę 200 ml za 38,00 zł zużywam już od kilku miesięcy i on wciąż tam jest. Dodając pod oczy i wokół ust parę kropel olejku z nasion opuncji z Maroka (np. z Mydlarni u Franciszka) lub arganowego, możemy zapomnieć o kremach z drogerii, które często uczulają, są albo za tłuste, albo za suche, a przede wszystkim kosztują.

 

C:\fakepath\P1090689.jpg

 

  Taki to paradoks… Zamiast korzystać z coraz bardziej wymyślnych technologii poprawiających urodę -“ olej i soda oczyszczona.

   Spokojnie, nie zachęcam do mycia naczyń piaskiem, a włosów szarym mydłem. Ale peeling głowy papką z siemienia lnianego, mycie skalpu samą odżywką i takie tam - czemu nie?


Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

Strach przed lataniem? No, proszę Was...

sobota, 10 września 2016 16:22


   Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze mój kark wytrzymywał wielogodzinne podchodzenie pod ścianę, a zwłaszcza powrót do wylotu doliny w Tatrach, zamarzyło mi się polecieć na paralotni.

   Będąc szczęściarą z urodzenia, trafiłam od razu na najlepszego lotnika na Podhalu, którego TVN i inne stacje wykorzystują do swoich programów ekstremalnych. Wtedy wspinaliśmy się pieszo na Przełęcz między Kopami, a potem Bóg zesłał odpowiedni wiatr i po półgodzinnym kołowaniu nad smrekami mogłam sfrunąć do podnóża jako ten Archanioł Gabriel, budząc szczerą zazdrość wśród gapiów. Oni musieli dygać na nogach te 1,5 godz. w dół.

   Obecna pogoda w Dolomitach dała nam okazję do tylu wspinaczek, że któregoś dnia zapragnęłam spróbować czegoś innego. W Corvarze, niemal pod naszym nosem, działało biuro organizujące loty w tandemie. Zapisałam się na południe, jednak po przybyciu okazało się, że wszystkie loty są odwołane, bo przyszedł zły wiatr od zachodu.
   Następne dwa dni były straszliwie wietrzne, więc trzeba było czekać.
Wreszcie trzeciego dnia się udało.

   Przydzielono mi młodego przystojniaka Roberto, z którym wjechałam niemiłosiernie długimi krzesłami na stację Valon (ok.2200 m). Tam na kamienistym zboczu rozłożono płachtę, żeby nie wybić sobie zębów o podłoże. Wszak żeby polecieć, najpierw trzeba trochę pobiegać.

   Otrzymałam kombinezon, grube rękawice, oraz kask. Kombinezon był uniwersalny, wcześniej latała w nim pani na oko jakieś 30 kg cięższa, oraz pan o 30 cm wyższy. Po zapięciu wszystkich suwaków i klamer wyglądałam jak Barba Papa. Ale fakt, było w nim ciepło, bo tam na górze można zamarznąć nawet kiedy na dole jest 30 stopni.

Tu proces ubierania, które jest zawsze przedmiotem niewybrednych żarcików.:

 

C:\fakepath\DSCF4033a.jpg

 

   Teraz musieliśmy jeszcze poczekać na dobry wiatr. Jak mówił mój lotnik z Tatr - "latanie polega na czekaniu".
Na szczęście tym razem wystarczyło 10 minut i padło hasło: Teraz.

   Przyznaję, że trochę spanikowałam. Przed nami był stromy stok, max. 40 metrów w dół, potem wypłaszczenie i płot.
Gdybyśmy nie zdążyli się wzbić w powietrze, wylądowalibyśmy na płocie.
   W dodatku dostałam jeszcze do ręki kamerę na długim kiju, co stanowiło dodatkowy czynnik stresujący. Bałam się, że wszystko mi się dokumentnie popieprzy.

 

C:\fakepath\DSCF4043.jpg

  Ale nie było źle. Nie wiem jak, ale nagle znaleźliśmy się w powietrzu. Roberto zabrał ode mnie ciężką kamerę, dalej już sam kręcił filmik i robił zdjęcia z boku, z góry i z dołu.
Pomysł genialny, bo mając nawet sztab kamerzystów przy starcie i lądowaniu, tego co najlepsze nie udałoby się uwiecznić.
A było bajecznie… Pod nami turkusowe jeziorko, wokół ściany Piz Boe, Sassonghera, Col Alto. Zarośnięte lasami zbocza, albo idealnie wystrzyżone łąki, jak pola golfowe. Miasteczko i wijąca się jak wąż szosa.

 

C:\fakepath\GOPR0348a.jpg

 

C:\fakepath\GOPR0354a.jpg

 

C:\fakepath\GOPR0360a.jpg

 

C:\fakepath\GOPR0361a.jpg


   Niestety, wiatr szybko osłabł i zaczęliśmy tracić wysokość. Roberto robił co mógł, aby nas podciągnąć do góry, ale z pustego i Salomon nie naleje…
Po 15-20 minutach zaczęliśmy kołować nad łąką, która robi za lądowisko. Wylądowaliśmy idealnie, na raptem 3 metrach.

 

C:\fakepath\DSCF4014a.jpg

 


Potem jeszcze dla porządku mój lotnik pokazał mi film, żebym świadomie podjęła decyzję, czy chcę go kupić.
No, ja myślę. Choćbym miała wziąć kredyt w banku!
Na szczęście kwota była niewygórowana.

   Nawiązując do Eriki Jong - "Strach przed lataniem" jeszcze mnie nie dotyczy.
Może to wciąż brak wyobraźni…
Jakoś nie umiem się starzeć "godnie"… :)


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

Nowsze pocztówki, czyli krowy, kozy i latawce...

sobota, 03 września 2016 19:16

 

    Nieustająco zapraszam na relacje na blogu: http://helenarotwand.bloog.pl  

 

   Co tu kłamać - ósmy dzień pogoda trzyma jak drut. Nawet jeśli rano się chmurzy, za chwilę wychodzi oślepiające słońce. Ultrafioletu tyle, że aż się skrapla. Trzeba się pomadować grubą warstwą blokera, żeby skóra nie zlazła do kości.

    

Ale za to jak cudnie...

To moje dzisiejsze.

 

C:\fakepath\DSCF3831.jpg

 

   Zwierzyny tu nie brakuje. Wczoraj na przykład pojawił się taki dziwny kozioł, romantyczny i zakochany:

 

C:\fakepath\DSCF3757.jpg

 

   Krowy mnie tu rozczulają, bo mają przepiękne, białe jak śnieg rzęsy, i  jeszcze na czubku misterne fryzurki:

 

C:\fakepath\DSCF3744.jpg

 

 C:\fakepath\DSCF3800.jpg

 

    A gdyby ktoś wciąż nie rozumiał, dlaczego "ryzykuję życiem i zdrowiem", to niech zobaczy, w jakim towarzystwie się wspinam. 

Skoro ON może, to ja tym bardziej...

 

C:\fakepath\DSCF3772.jpg

 

No bo pięknie jest, nieprawdaż...?

 

C:\fakepath\DSCF3742.jpg

 

C:\fakepath\DSCF3774.jpg

 

C:\fakepath\DSCF3777.jpg

 

CDN


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Pocztówki z Dolomitów

czwartek, 01 września 2016 8:47

 

  Na tę chwilę podrzucam tylko parę migawek z ostatnich paru dni.   Zapraszam na blog górski: 

http://helenarotwand.bloog.pl  

 

   Mieszkamy w Corvarze. Nad nami góruje masywny Sassongher.:

 C:\fakepath\DSCF3622.JPG

 

Na 2 000 metrów takie czułe scenki:

 

C:\fakepath\DSCF3651.JPG

 

Czwartego dnia poleźliśmy na trzytysięcznik Sas Rigais. Widok z dołu:

 

C:\fakepath\P1090644.JPG

 

i z góry:

 

C:\fakepath\P1090631.JPG

 

Drapię się...

 

C:\fakepath\P1090640.JPG

 

CDN.


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wreszcie i na mnie przyszedł czas...

piątek, 26 sierpnia 2016 19:31


   Nadszedł i dla mnie czas urlopu właściwego. Dotąd mogłam tylko łkać po
cichu, czytając Wasze relacje z wypoczynku.

   Będę prawie tam, gdzie zawsze o tej porze roku - w Dolomitach. Liczę na
swoje szczęście do pogody, bo bez tego ani rusz. W ubiegłym roku - pewnie
nie pamiętacie - ale i ja na 3.000 m, i Wy w mieście mieliście ponad 30 stopni ciepła.

   Ale Wam było łatwiej...

   Najważniejsze, żeby nie lało.


   Będę się meldować na blogu górskim:

http://helenarotwand.bloog.pl

i opisywać co ciekawsze trasy.

   Nie oczekuję wyrazów podziwu ani aplauzu :) Proszę tylko o trzymanie kciuków za pogodę, całe kości i w ogóle...


Pozdrawiam


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 1 października 2016

Licznik odwiedzin:  2 541 725