Bloog Wirtualna Polska
Są 1 211 622 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2596988
Wpisy
  • liczba: 558
  • komentarze: 12061
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2149 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Gość w dom, klej do ręki...

poniedziałek, 28 listopada 2016 17:54

 

   Proszę Państwa, oto Cecylia.

 

Długo chciałam wierzyć, że to anioł, ale w końcu przestałam się oszukiwać.

 

To z pewnością nie anioł, raczej ważka, Dobra Wróżka, Dzwoneczek czy co tam.     

 

DSCF5902.jpg 

 

    Poznałyśmy się w sklepiku na Sycylii. Przewieziona w rękach (właściwie "na rękach" jak niemowlę) samolotem, przez wiele lat siedziała sobie spokojnie na wysokiej półce, spoglądając na nas z góry.

 

   Do czasu.

 

   Teraz nie siedzi ani nie fruwa. Ona się rehabilituje. Mówiąc ściśle - się klei.

 

   Wisi na wyciągu jak na oddziale ortopedycznym, pod tyłkiem ma stos książek rozmaitych dla równowagi (autor nie miał tu znaczenia, tylko gabaryt) i się utwardza.

Miała urwaną nogę, kawał sukienki, skrzydła a nawet palce.

 

 DSCF5901.jpg

 

  A oto sprawca tego nieszczęścia:

 

 DSCF5885.jpg

 

   Zresztą nie tylko tego, gdyż razem z ważką na komodę i podłogę poleciały inne sztuki, np. porcelanowy anioł..., znów nie anioł, raczej Amor, zdjęcie w grubej ramie za szkłem i tak dalej.

 

    Nie przewidziałam, jak wielka jest potęga nudy.

 

    Gdy zwierzę się nudzi, żadna wysokość nie jest wystarczająco duża, żeby tam nie sięgnąć. Zgrabna nóżka wróżki czy ważki wprost prosiła się, żeby za nią złapać. Reszta poszła sama.

 

   Zuza zwana Zołzą była u nas przez kilka dni na gościnnych występach. Nie pozwalała mi ćwiczyć z Chodakowską, bo natychmiast rozkładała się na moim dywaniku i łapała za piętę, którą robiłam wykopy.

 

Piła wodę wyłącznie z mojego kubka, woda z miski widocznie na nią szczeka.

 

DSCF6075.jpg 

 

zaś woda w butelce służy wyłącznie do turlania...

 

P1090756.jpg 

 

A oto co może wprowadzić kota w stan hipnozy...

 

 DSCF6042.jpg

 

DSCF6056.jpg

 

No i rozpraszała nas przy pracy, bo stół zawalony gratami to przecież kopalnia zabawek...

 

P1090741.jpg

 

DSCF6085.jpg

 

Była tak niemożliwie kochana, że nawet nie mogłam się na nią gniewać za tę wróżkę, czy może ważkę...

 

DSCF6068.jpg

 

Teraz wciąż jej wypatruję w różnych zakamarkach mieszkania. Tęsknię.

 

Szlag by trafił tę alergię...

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

 

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

 

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

 

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się
Tagi: kotka

komentarze (17) | dodaj komentarz

Uciekinier, czyli jak odzyskałam wiarę w ludzi.

piątek, 11 listopada 2016 13:21

 

   Ubiegły tydzień zafundował mi emocje, przy których wybór Trumpa na Prezydenta USA to małe Miki. Mógłby równie dobrze zostać prezydentem Polski. Też nie mogłabym na niego patrzeć.

 

     Parę dni temu mój Tata skończył 80 lat i z tej okazji mama zaprosiła najbliższą rodzinę do restauracji. I kiedy zbieraliśmy się już do wyjścia, mama zeszła jeszcze z Tatą do toalety. Niektórzy zapewne wiedzą, że ojciec po wypadku 5 lat temu wymaga ciągłej opieki. Ale nikomu nie przyszło do głowy, że trzeba go pilnować i w toalecie.

   W każdym razie Tata wyszedł sam, ale nie tymi drzwiami co trzeba. I kompletnie zdezorientowany zamiast wrócić na korytarz, wyszedł drzwiami awaryjnymi na ulicę.

W samej marynarce, bez dokumentów, pieniędzy ani kartki z nazwiskiem i numerem telefonu mamy, których pełno ma w płaszczach i kurtkach.

 

   Kiedy przeszukanie restauracji, hotelu ani okolicy na piechotę i taksówką nic nie dało, wezwaliśmy Policję i Straż Miejską. Policja przywiozła nawet psa, który jednak nie był w stanie złapać tropu. Uspokajano nas, że zawiadomiono też MZA, bo wszystko wskazywało na to, że tata po prostu wsiadł w jakiś autobus i odjechał w siną dal.

   Idąc tym tropem wytypowaliśmy autobusy, którymi mógł pojechać i zaczęliśmy jeździć po pętlach. Przy okazji dowiedziałam się, że warszawskie autobusy należą dla kilku niezależnych firm, a MZA jest tylko jednym z podmiotów. Dodzwoniłam się do dyspozytora kolejnej, a on obiecał puścić wiadomość do kierowców. Ponieważ było niedzielne popołudnie, nie mogłam złapać nikogo więcej.

 

   Po kolejnych godzinach bezsilności musieliśmy zdać się na Policję, która jednak do rana niczego nie ustaliła. Nie pomogło sprawdzenie monitoringu, bo podobno wszystkie kamery w okolicy w feralnym momencie odwrócone były w inną stronę.

Zaczęłam obdzwaniać noclegownie, ale nikt podobny do taty od wczoraj się nie pojawił. Wbrew zapewnieniom Policji, do żadnej z nich jeszcze nie dzwoniono.

 

    Udało mi się nawiązać kontakt z dyspozytorami kolejnych firm autobusowych, którzy także zobowiązali się puścić informację w eter. I kiedy na żądanie Fundacji Itaka poleciałam na posterunek po kopię zgłoszenia zaginięcia, usłyszałam... że się odnalazł!

 

Tata się odnalazł, jest na posterunku na Bemowie! Cały i zdrowy.

   Więcej - jest suchy, nieprzemarznięty, (choć w nocy padało i było maks. 4 stopnie) i w stanie nieuszkodzonym. Kiedy dotarłam na Bemowo, tata miał już pobraną krew i zrobiono mu podstawowe badania. Był zupełnie zdrowy i tylko trochę zmęczony.

 

    Kiedy już odreagowałam strach i nerwy, grożąc mu że zaczipuję go pod skórą jak dzieci Davida Beckhama, bo to skandal, żebym ojca z posterunku Policji musiała odbierać, taki wstyd i w ogóle...:) , kiedy oddałam go w ramiona odchodzącej od zmysłów mamy i siostry, rozpoczęłam prywatne śledztwo.

   Wiedziałam tyle, że tata znalazł się w punkcie gastronomicznym przy WAT na Bemowie. Nie potrzebowałam wiele czasu, żeby po nitce do kłębka dotrzeć do pani Barbary Wąs, której zawdzięczamy cudowne ocalenie Taty.

 

   A było tak: Tata pojawił się w barze Strzelec vis s vis WAT-u po 10.00 rano. Chciał coś zjeść, ale szybko okazało się, że nie ma ani grosza. Zamiast go spławić, pani Basia uruchomiła proces myślowy. Rozumiała, że starszy człowiek nie może ot, tak sobie chodzić po deszczu i zimnie bez płaszcza, dokumentów ani pieniędzy. Przepytała panie z pobliskiego domu emeryta wojskowego, czy to nie ich pacjent. Jedna z nich nawet przyszła, żeby sprawdzić, czy podane przez tatę nazwisko nie jest pomyłką. Nie było.

   Wtedy zawiadomiono Policję. Czekając na jej przyjazd, Tata został zasilony gorącą zupą i herbatą. Tylko czujność pani Basi sprawiła, że już po godzinie Tata mógł wrócić do domu. Nie chcę myśleć, jak długo mógł się jeszcze błąkać po mieście.

 

   Niezależnie od szczęśliwego finału wciąż zachodzimy w głowę, gdzie Tata spędził całą noc. Spania pod mostem by nie przeżył. Jedyne co nam przychodzi do głowy to to, że jeździł po całym mieście autobusami. Ale czy tak było...?

   Pewnie nigdy się tego nie dowiemy. Tata niestety nie pamięta nic z tego wieczoru ani nocy. A ja przynajmniej uzyskałam potwierdzenie, że są jeszcze w tych głupich czasach ludzie z sercem i rozumem. Dzięki, Pani Basiu!

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Zemsta zza grobu, czyli uprasza się zmarłych…

sobota, 29 października 2016 17:03

 

    Wiem, powtarzam się. Już dawno temu pisałam, że zmarli muszą mieć niezwykłą frajdę widząc nas biegających jak z pęcherzem po cmentarzu, taszczących donice, wieńce, znicze wielkości noworodka, szmaty do umycia grobu, szukających właściwej alejki.

 

Ci co odwiedzają swoje groby częściej, trafiają bez problemu.

Ci co spełniają swój obowiązek raz do roku, zostają przykładnie ukarani…

 

   Należąc do tych drugich mam niestety co roku pewien problem, ale to co się zdarzyło wczoraj, przerosło moje najgorsze doświadczenia.

 

   Postanowiłam oto wcześniej odwiedzić grób moich dziadków na małym cmentarzu w Pyrach. Uzbrojona we wszystko co powyżej, z ulgą znalazłam miejsce do zaparkowania i ruszyłam główną aleją. Mając w pamięci powtarzane jak mantra słowa mojej mamy „Pamiętaj, za dziewiątą tują alejką w prawo, trzeci grób od końca”, liczyłam tuje.

Grób jest dość stary, więc do przejścia od bramy nie jest daleko.

 

Chyba, że go nie ma tam, gdzie powinien być…

 

   Przeszłam za dziewiątą tują, nic. Wróciłam, przeszłam rząd bliżej, rząd dalej. Za ósmą i dziesiątą tują (plus dwa w przód i w tył) też go nie było.

Zaczęłam podejrzewać, że mam halucynacje. Przecież nie mógł po prostu zniknąć!

Byłam tu wiele razy i wszystko się zgadzało…

 

   Po 40-stu minutach kursowania w te i nazad w karku pojawił się przeszywający ból, a grobu nadal nie było. Teorie spiskowe wpadały jak na zawołanie: Ktoś ukradł płytę i położył swoją. Mama nie zapłaciła na czas i kościół zabrał miejsce, itd…

 

   Zadzwoniłam do rodzicielki, która powtórzyła wszystko to, co doskonale wiedziałam. Dodała tylko, że to 16-sty rząd i 16-ty grób. Ale co mi z tych informacji, jeśli na tym cmentarzyku nie ma żadnych oznaczeń?

    Z aparatem przy uchu i ładunkiem w drugiej ręce bezskutecznie spenetrowałam od nowa wszystkie alejki, a frustracja narastała.

   Jakaś życzliwa pani zwróciła uwagę, że za bardzo pędzę, że powinnam powoli szukać. No i co że pędzę? Nawet gdybym przegapiła ten grób RAZ, to przecież nie tyle razy…

 

    W końcu dopadłam jakiegoś młodego człowieka, który najpierw poszedł kawał w przód i zaczął liczyć rzędy od środka cmentarza, cofając się w stronę bramy. Już zaczęłam protestować, że to na pewno nie tak blisko (albo daleko, zależy skąd patrzeć), ale on z niezmąconym spokojem wszedł w którąś alejkę i odliczył do 16-stu.

   Przy trzynastym już wiedziałam, że zrobiłam z siebie kretynkę. To był TEN grób, żadnych wątpliwości. Nie miał prawa tu być, ale BYŁ.

   Zaniemówiłam, potem potrząsnęłam ręką pana, bełkocząc jakieś podziękowania…

  

   Byłam na skraju wyczerpania, ale wyskrobałam z torebki cukierka kawowego i wzięłam się do pracy. Wciąż jednak dudni mi w głowie pytanie: Jak to możliwe, żeby pamięć płatała aż takie figle?

   Ba, nie figle, tylko zwykłe świństwo mi spłatała! Jakim cudem obie z mamą uczepiłyśmy się tej cholernej dziewiątej tui, skoro wejść trzeba za szóstą?

 

Nie, nie zapytam Pani Premier, jak żyć.

Jej odpowiedź mnie w ogóle nie interesuje.

 

Po prostu pora umierać…

 

I tym optymistycznym akcentem kończę, życząc wszystkim wesołego znicza.

 

Zdjęcia pożyczone:)

DSCF5758.jpg

 

DSCF5821.jpg

 

DSCF5767.jpg 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (26) | dodaj komentarz

Ostatnia rodzina, a właściwie dlaczego ostatnia?

niedziela, 16 października 2016 8:20

   Zainteresowanie Zdzisławem Beksińskim i jego rodziną nie słabnie, choć gdyby przepytać tzw. przeciętnego obywatela, czy zna jego twórczość, czy potrafi wymienić z tytułu i opisać choćby 3 obrazy, pewnie zapadłaby cisza.

   Tymczasem samych filmów na jego temat nakręcono 11, głównie dokumenty. Dużych biografii czy wywiadów-rzek jest bodaj trzy, do tego sporo antologii.

   Nie potrafię wymienić innego, jeszcze niedawno żyjącego malarza, wokół którego byłoby tyle szumu.

 

   Nie oszukujmy się, oprócz tego, że Beksiński genialnym artystą był  (przede wszystkim jako nieliczny oprócz warsztatu miał też POMYSŁ NA OBRAZY), stał się również łakomym kąskiem dla mediów żądnych krwi.

   A tej akurat u Beksińskich nie brakowało…

 

   Nie chcę się mądrzyć na temat malarstwa, zresztą sama do Sanoka wybieram się chyba od pięciu lat i wybrać się nie mogę.

   Pokuszę się tylko o subiektywną recenzję filmu Ostatnia Rodzina.

 

   Film utytułowany, nagłośniony, na pewno należy do najlepszych obrazów ostatnich lat. Dialogi jakby bez scenariusza, leciutkie, naturalne…

    TO właśnie uwielbiam w polskim kinie, że można wychwytywać słowne niuanse, bez bariery językowej.

   Oczywiście, jeśli film jest dobry.

 

   Rozmowy toczące się w kuchni, w przedpokoju, płyną jakby nikt ich nie reżyserował.

   Zachwyca Aleksandra Konieczna, ewidentnie wielka niedoceniona aktorka, bo poza serialem trudno ją zobaczyć w dużych produkcjach.

   Seweryn - polubiłam go dopiero kiedy osiwiał i zagrał fascynującego Don Juana. Wcześniej go nie znosiłam. Tutaj tak daleko odszedł od siebie samego, że wielki szacun…

 

Ale…

 

   Nie znałam pracy Tomka Beksińskiego w latach 80-tych, nie słuchałam jego audycji na żywo. Nie wiedziałam, jak duży ma dorobek w tłumaczeniach, jak musiał być inteligentny, skoro tłumaczył Monty Pythona itd.

   Teraz to wiem z różnych przekazów, dlatego postać Tomka w wydaniu Dawida Ogrodnika nijak się nie ma do moich wyobrażeń.

    Nie dziwię się, że jego przyjaciele oprotestowali ten film.

Wystarczy włączyć sobie na Youtube Wywiad z wampirem, z Jagielskim z roku 1999, żeby zobaczyć, że Tomek w realu nie przypominał postaci granej przez Ogrodnika. Scena ta została zresztą bardzo zgrabnie zmontowana w filmie, gdzie Jagielski to Jagielski, a Tomek to Ogrodnik. Ale to nie jest TEN Tomek.

 

   Nawet nie mając bladego pojęcia o tej rodzinie trudno sobie wyobrazić, że po przeprowadzce do Warszawy 18-latek, który głownie tłucze butelkami albo głową o ścianę i  wciąż próbuje się zabić (jak to pokazuje film), wprowadza się do OSOBNEGO mieszkania, choć jest rok 1977, a Beksińscy wtedy jeszcze do zamożnych nie należą.

   Mimo kolejnych prób samobójczych i aktów agresji nie widać, żeby ktoś starał się go leczyć. W filmie Tomek odbywa JEDNĄ sesję z niemym terapeutą, zakończoną oczywiście fiaskiem.

 

   Jakoś nie mogę uwierzyć, że rodzice, którzy przecież żyli w permanentnym strachu o niego, ograniczali się do robienia mu nalotów, kiedy długo nie odbierał telefonu. A kiedy demoluje kuchnię matki, ojciec łapie za kamerę i kręci…

 

   Nie czuję tu ciągłości i konsekwencji zdarzeń. Tak jakby nakręcono 6 godzin filmu, a potem z konieczności usunięto większość. To co zostało, nie jest ze sobą spójne.     

   Nie trzeba być psychologiem, żeby widzieć wszystkie błędy popełniane przez rodziców. Ale brak wiedzy i nieumiejętność rozmawiania z osobą w depresji to jedno, a całkowita bierność i dystansowanie się to drugie. Z książek i wywiadów a także relacji świadków wynika, że ich życie wyglądało jednak inaczej, niż pokazano w  filmie.

 

   Wierzę, że po śmierci żony Beksiński nie miał już sił mierzyć się z chorobą Tomka i że odczuł ulgę po jego samobójczej śmierci.

   Ale koniec, jaki jemu samemu zgotował los, mógł wymyślić tylko najbardziej upiorny z upiorów, wyzierających z jego obrazów...

Może ten?

 

 z7393540Q.jpg

 

Albo ten:

 

20120321_122640.jpg

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

Bóg jest męskim szowinistą

poniedziałek, 03 października 2016 16:22

 

Miałam sen...

Raczej koszmar senny. Nagle uświadomiłam sobie, że oto minął Sylwester i Nowy Rok, a ja nie złożyłam NIKOMU życzeń.

Gorzej, nikt MNIE nie złożył życzeń!

   Zimny pot mnie oblał na myśl, jaka zapanowała znieczulica, jak oto rezygnujemy z elementarnych zasad życia w grupie. Siedzimy w swoich norkach jak susły w zimie i nie mamy już ochoty nawet się wspólnie zabawić... Brrr...

 

   Na szczęście się obudziłam i przypomniałam sobie, że tak źle nie jest. Że dziś idziemy wspólnie walczyć.

 

   To takie wielkie słowa - walczyć o prawa kobiet, o godność, o poszanowanie...

Tyle razy padły one z ust osób trzymających mikrofon, i tych zaczepionych na ulicy.

Żeby nie wiem jak wystrzegać się patosu, w tej sytuacji się nie da.

   Ale ważny jest jeden fantastyczny aspekt - że manifestują nie tylko kobiety żywotnie zainteresowane tematem prokreacji, czyli antykoncepcją, in vitro, prawem do aborcji i badań prenatalnych. Ramię w ramię idą też kobiety po 50-tce i 70-tce, ciężarne i te które dzieci mieć nie zamierzają. Feministki i wzorowe gospodynie domowe. Płodne i bezpłodne.

I mężczyźni.

 

   Według ministra Błaszczaka protesty w sprawie tak zwanego obywatelskiego projektu o zakazie aborcji to tylko temat zastępczy, zwykła hucpa, aby podgrzewać atmosferę, skoro konflikt o Trybunał przygasa.

   Myli się pan, panie ministrze. To dopiero początek.

Kobiet jest więcej niż mężczyzn. Kobiet mądrych i świadomych jest zdecydowanie więcej niż mądrych i świadomych mężczyzn. Kobiet dźwigających na barkach ciężar utrzymania rodziny, opieki nad gromadką dzieci, czasem chorych i niepełnosprawnych, jest dużo, dużo więcej niż nawiedzonych hipokrytów, uważających, że wiedzą lepiej, co jest dla nas dobre.

 

  Ja wiem, że nawet wśród kobiet zdarzają się idiotki typu Pawłowicz. Ale na szczęście wielu mądrych mężczyzn sprzeciwia się drakońskim przepisom, nawet jeśli ten temat zupełnie ich nie dotyczy?

 

      Wśród procedowanych zmian znalazł się zakaz badań prenatalnych. Tyle że nawet tak durny konserwatywno-nawiedzony portal jak FRONDA kilka lat temu z uciechą zamieścił historię chłopca, któremu przed laty zoperowano kręgosłup w łonie matki. Zdjęcie rączki trzymającej za palec chirurga, zrobiło światową karierę.

 

The-Hand-of-Hope-72dpi.jpg

 

  Fronda zachłystywała się tym cudem życia, jaki darowano chłopcu, który dziś jest zdrowym nastolatkiem.

    Ale jakie miałby on szanse na życie i zdrowie, gdyby nie zdiagnozowano i nie zoperowano go w piątym miesiącu życia?

Panie Terlikowski! Pan był naczelnym Frondy przez wiele lat. Nic panu tu nie zgrzyta?

 

   Byłam dziś na manifie w obronie praw kobiet. Niestety niebo nie sprzyjało kobietom, gdyż od rana lało jak z cebra. Mimo to tabuny pań, ubranych na czarno w mniej lub bardziej prowokacyjny sposób, wędrowały po mieście (miastach) biorąc udział w zgromadzeniach, wspólnym czytaniu książek czy innych eventach. Ja i moje dziewczyny wzięłyśmy na dzisiaj urlop.

   Sama wyglądałam jak czarna wdowa, choć wypożyczony na tę okazję od mamy czarny płaszcz okazał się zbyt ciepły.

Było 16 stopni.

Chociaż tyle, Panie Boże...

Ale na przyszłość radzę się poprawić!

Nie, ja nie grożę... Ale...

 

(pierwsze cztery zdjęcia nie moje, ale się nimi pochwalę)  :)

 

Czarny Pon. 3.jpg

 

Czarny pon.1.jpg

 

Czarny pon. 4.jpg

 

Czarny pon. 2.jpg

 

P1090716.jpg

 

P1090711.jpg

 

P1090710.jpg

 

P1090720.jpg

 


Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 5 grudnia 2016

Licznik odwiedzin:  2 596 988