Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 228 990 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2692624
Wpisy
  • liczba: 564
  • komentarze: 12200
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2228 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Od przybytku głowa nie boli. Podobno...

czwartek, 09 lutego 2017 10:29

 

   Kto likwidował mieszkanie po starszej osobie wie, że to jest praca na pełny etat.

 

   Od progu  wpadają nam w ramiona tysiące przedmiotów, a każdy oznacza decyzję - co wziąć sobie, co wyrzucić, co spróbować sprzedać, i za ile, a co rozdać biednym. Począwszy od tych używanych na co dzień, talerzy, szklanek, sztućców, poprzez ubrania i buty, pościel czy obrusy, skończywszy na omszałych od kurzu sprzętach typu moździerz, żelazko na duszę, kryształowe wazony, czy kilo cukru z 1959 roku. Kołnierze z lisów, mocno wyleniałe, ozdoby choinkowe ręcznie wyplatane pół wieku temu (może nawet przez nas), makatki i książki pozierają na nas z każdego kąta.

 

   Mamy tu  Encyklopedię Powszechną, bodaj trzynastotomową, która w dobie internetu  przyda się może tylko do uszczelnienia okien, gdyby sroga zima. Mamy słowniki wyrazów obcych sprzed 40-stu lat, w których nie znajdziemy wielu dziś niezbędnych słów, takich jak napęd, dysk zewnętrzny, karta pamięci, smartfon, melanż czy outsorsingować.

 

   Znajdziemy za to słynne „Jedynie praktyczne przepisy” pani Ćwierczakiewiczowej według wydania z 1885r., ale druk o 100 lat nowszy („Skoro już karmnik przeznaczony jest do zabicia, to w wigilję tego dnia nic mu już jeść dawać nie trzeba, tylko kilka razy poić…”

   Karmnik to wieprzek, a dalej mamy szczegółowy opis, jak mu skrócić życie, brrr…)

 

   Musimy też zagospodarować dziesiątki słoików z dżemem, kiszonymi ogórkami czy wiśniami, z których odlano kiedyś nalewkę. Dobrze, jeśli widnieje na nich data i nie jest to na przekład rok 1990.

   Znajdą się z pewnością świeże i przeterminowane zioła, makarony i kasze, ale to nic nowego. Sami mamy tego dość.

 

   Czasem spotka nas nagroda w postaci ładnej starej filiżanki, przedwojennych sztućców czy cukiernicy. Szkoda że od piętnastu lat nie słodzimy.

 

   Na długie zimowe wieczory przypadnie nam studiowanie wora z dokumentami. Trzeba przejrzeć kartka po kartce, żeby nie przeoczyć jakiejś tajnej lokaty, o której żaden bank nam dobrowolnie nigdy nie powie, czy polisy, którą towarzystwo ubezpieczeniowe zakopie głęboko. Bo towarzystwo nie od tego jest, żeby wypłacać jakieś pieniądze.

 

   Ale największy hardcore czeka nas przy odkrywaniu składów z lekami.

 

   Jeśli właściciel mieszkania był osobą starszą, ilość znalezionych leków nas przerośnie.

Kiedy pomyślimy, że znaleźliśmy już wszystkie, odkryjemy kolejne szuflady z często nienaruszonymi opakowaniami.

 

I z czego ci emeryci mają GODNIE żyć?

W tych szufladkach pochowane jest co najmniej kilka tysięcy złotych!

 

   Widać tu kompletny brak uwagi i współpracy ze strony lekarzy, bo trudno żeby starsza osoba pamiętała wszystko, co mu w ostatnim roku zalecono. Medycy wypisują bezmyślnie  dziesiątki nowych recept, narażając chorego na ogromne wydatki i dalszy rozstrój zdrowia.

   Widać chaotyczne szukanie panaceum na dolegliwości,  w wyniku czego znajdujemy sześć różnych leków na wątrobę, tyleż na nerki, dwa razy tyle leków nasercowych, nasennych, na obniżenie ciśnienia, na podwyższenie ciśnienia, na żołądek, na alergie skórne, na gardło, na bóle w krzyżu, oczywiście też witaminy i suplementy…

   A to wszystko pomnożone przez dwa, albo cztery - często nieotwarte - opakowania.

 

   Po rozdaniu wszystkiego co się nadawało do użycia rodzinie, znajomym i hospicjum, które nie przestrzega reżimów szpitalnych (zaszkodzić swoim chorym raczej już nie może), zostało mi kilka kilogramów samych blistrów i tubek, wyjętych z opakowań. Oddałam je do pobliskiej apteki. Drugie tyle w postaci kartoników upchnęłam w śmietniku.

Uff… 

 

 

DSCF6782.JPG


Podziel się

komentarze (22) | dodaj komentarz

Sztuka oddychania

niedziela, 29 stycznia 2017 12:58

 

   Wróciliśmy z nart w dolinie Gastein, którą odkryliśmy rok temu i której zapewne zostaniemy wierni przynajmniej kilka sezonów, bo na to zasługuje.

 

Wrócę do niej jeszcze, na razie będzie o tym, czym się oddycha.

 

   To żadna nowość, że w Alpach powietrze wlewa się do płuc jak ciekły kryształ, a w nocy mimo temperatury -14 st. śpi się przy otwartym oknie jak niemowlę.

   Rano za to można gapić się z rozdziawioną gębą na festiwal mgieł, chmurek i wschodzącego słońca i złościć się, kiedy aparat nie uchwyci wszystkiego, co byśmy chcieli.

   Ale coś uchwyci...

  

   Przed świtem...

 

DSCF6630.jpg

  

Świt...

 

DSCF6592.jpg

 

   Ranek...

 

DSCF6728.jpg

 

DSCF6610.jpg

 

   Nowością natomiast jest fakt, iż płynąca przez dolinę rzeka ma temperaturę +10 st., co w stosunku do temperatury powietrza daje różnicę 24 stopni! Przyczyną są potężne źródła cieplicowe (Rydzyk niech zzielenieje), przez co woda w basenach termalnych ma 35 st., a ciurcząca z maleńkiej fontanny na rynku nawet +41 st. Całe miasto zimą wygląda jak jedna wielka elektrociepłownia, para bucha znad każdego akwenu, nie mówiąc o kompleksie term, który dymi jak komin.

 

   Mnie najbardziej zafascynowała rzeka. Idąc nocą wzdłuż jej brzegu możemy się poczuć jak w oparach londyńskiej mgły. Pięknie jest.

 

 DSCF6641.jpg

 

DSCF6643.jpg

 

   Aby tam dotrzeć, trzeba przejechać 1100 km, podzieliliśmy więc trasę na nierówne części, tak aby nocować w Polsce przy granicy czeskiej.

   W tamtą stronę na nocleg wybraliśmy barokowy osiemnastowieczny zamek/pałac (nie ma zgodności) w Chałupkach. W zamku działa bardzo porządny hotel, ze świetną restauracją. Leży przy samym moście granicznym nad Odrą, do Czech idzie się 5 minut.

 

DSCF6581.jpg

 

   Most jest ponad stuletni, nosi nazwę „Kaiser Franz Josefs-Jubiläums-Brücke”.

 

   Widać symbiozę między mieszkańcami Bohumina i Chałupek, Czesi wynajmują restaurację zamkową w Polsce na swoje wesela, z kolei po tamtej stronie odbywają się polsko-czeskie wielkie targi ślubne.

 

   Powrót zaplanowaliśmy nieco inaczej, z noclegiem w Wodzisławiu Śląskim. Tu znaleźliśmy strasznie brzydki z zewnątrz, ale bardzo wygodny w środku hotel Ostrawa. Ponieważ miasto ma zabytkową XVII|-wieczną Starówkę, planowaliśmy wieczorny spacer po całym dniu podróży.

     Pijani alpejskim powietrzem nie mogliśmy w pierwszej chwili ogarnąć, co się dzieje.

 

    O smogu słyszałam wiele, także o tym że okolice Rybnika są najbardziej zatrutym miejscem w Polsce. Ale zawsze myślałam, że to jest coś takiego jak czad - jest, ale można go wykryć tylko przy pomocy aparatury. W Wodzisławiu aparatura nie jest potrzebna. Ma się wrażenie jakbyś trzymał głowę w koksowniku. Albo siedział na parowozie. Jakby ktoś rozpalił naokoło nas cztery ogniska, w których pali gumiaki, papę dachową, butelki PET i miał węglowy naraz. 

   Chodziliśmy po Rynku, ale smród nie znikał. Miejscami nawet się nasilał.

 

   Miasto robi co może, żeby stać się atrakcyjne dla ludzi. Całe centrum jest miejscem bez krawężników, dosłownie. Wszystkie chodniki płynnie schodzą do ulic, wszędzie da się podjechać wózkiem.

   Mieszkańcom też nie brakuje fantazji. Dowodem na to są miejsca takie jak "NAJLEPŚNIKI", "MINISTERSTWO ŚLEDZIA I WÓDKI", gdzie można dostać m.in. "starą wódę na myszach", czy urokliwa restauracja "WIEJSKA CHATA", gdzie serwują dania nie tylko wiejskie, ale i dworskie, na fajnych talerzach stylizowanych na starą porcelanę.

 

DSCF6737.jpg

 

Tu kaczka z buraczkami glazurowanymi w miodzie.

 

DSCF6742.jpg

 

  Ale chociaż miasto próbuje walczyć z zatruciem powietrza, organizując akcje pt. "Zdemaskuj smog",  na razie oddychać się tam nie da.

"Cóż, widać można żyć bez powietrza..." śpiewała Ewa Demarczyk

 

   Z ciężkim sercem jechaliśmy przez Śląsk przy zamkniętym wlocie powietrza. Przy każdej próbie otwarcia do samochodu wpadał gryzący w gardło smród.

Ciężki powrót do polskiej rzeczywistości...

 

Polecam w pobliżu Warszawy: najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Nie wierzę, że to już połowa stycznia...

sobota, 14 stycznia 2017 15:28

 

   Kiedy jakiś czas temu syn wyprowadzał się z domu, wyobrażałam sobie ogrom wolnego, niczym nie skrępowanego czasu. Snułam wizję zapisania się na jakieś uniwersyteckie kursy z literatury, regularne uczęszczanie do sauny i takie tam luksusowe zajęcia.

 

   Dziś czasu nie tylko jest mniej, ale i zajęć coraz więcej. I nie wydaje mi się, że to ja stałam się powolniejsza...

 

   Koniec roku przyniósł oczywiście nawałę świątecznych prac, choć bez zakupu prezentów, jako że drugi raz z rzędu gremialnie to sobie obiecaliśmy. Przyniósł też niestety wielkie nerwy związane z sytuacją w Sejmie.

   Do tego źle się zadziało w rodzinie, gdyż teściowa trafiła do szpitala w stanie krytycznym.

 

   Próbowaliśmy jakoś odczynić złe, więc w noc Sylwestrową pojechaliśmy na Krakowskie Przedmieście, żeby napaść wzrok dekoracjami. Przypatrzmy się im dobrze, bo kiedy wybory samorządowe przyniosą nam zmianę Prezydenta miasta, może w nim zapanować mrok i wilgoć. W końcu kolorowe podświetlanie mostów czy budynków to fanaberia, a pieniądze są potrzebne do łatania dziur budżetowych.

 

Na razie jest tak:

 

DSCF6470.jpg

 

DSCF6485.jpg

 

DSCF6476.jpg

 

   Nowy Rok, a niech go...!

 

Dobra, nie będę bluźnić, bo jeszcze 350 dni przed nami. Lepiej nie pogarszać swojej sytuacji.

   No więc Nowy Rok zaczął się o 5.20 telefonem ze szpitala, że teściowa właśnie zmarła. Trudno sobie wyobrazić "lepszy" początek Nowego Roku...

 

   Potem bieganina, załatwianie formalności. Pierwszy raz sami organizowaliśmy pogrzeb, więc nerwy były. Na szczęście są firmy, które większość tych spraw biorą na siebie, więc wszystko było pod kontrolą. Poza łzami, bo te jakby najtrudniej zdyscyplinować...

   Na mszy ku naszemu zdumieniu zjawił się poczet honorowy z zespołu szkół, w którym mama przepracowała wiele lat. Dzieciaki, które nigdy jej nie poznały, dzielnie stały na baczność ze sztandarem. 

   A podczas pogrzebu wystąpił jeden z jej dawnych uczniów, matura rok 1981, z przepięknym listem na temat wspaniałej nauczycielki i wychowawczyni.

   Ciekawe, ilu dzisiejszych nauczycieli spotka się z takimi dowodami pamięci i szacunku w 36 lat po zakończeniu nauki przez swoich uczniów.

 Czy są jeszcze tacy nauczyciele

 

   Okazało się też, że ludzie CZYTAJĄ NEKROLOGI!

Tak słyszałam, ale nie do końca wierzyłam, a jednak sporo osób zjawiło się na pogrzebie właśnie po przeczytaniu nekrologu.

 

   Nie zdążyłam za bardzo odreagować, kiedy musiałam pakować manatki i w dzień po pogrzebie o 6.00 gnałam 500 km na drugi koniec Polski w sprawach zawodowych. Niebo nie było mi łaskawe, gdyż przez pierwsze 200 km szalała śnieżyca, a zamarzające błoto tworzyło wały na asfalcie. Mogłam jechać 140 km/h, ale chwilami udawało mi się przyspieszyć ledwo do 70.

   Na szczęście ktoś tam w górze chyba się zreflektował i zakręcił dmuchawę. Zrobiło się sucho, a nawet chwilami słonecznie.

Dzięki temu już po 6 godzinach dotarłam do celu.

 

  Wracałam 13-tego w piątek. Po raz kolejny zadano kłam przesądom. Nie tylko dotarłam do domu cała i zdrowa, ale mimo katastroficznych wieści powtarzanych w każdych informacjach o śnieżycach, przez niemal całą drogę było sucho.   

 

   No i proszę powiedzieć, czy ja mam czas czytać drugi tom GD Robertsa, Cień góry, kontynuację Shantarama (którą przy okazji bardzo polecam)?

1000 stron, jak Millenium, ale wciąga niesamowicie.

Gdzie można dokupić trochę wolnego czasu...?

I czy to wtedy nadal będzie "wolny czas"...?

 

 

Na koniec przydatny adres  w pobliżu:

 -         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Piękna i Bestia, czyli "Najlepiej w życiu ma Twój kot".

piątek, 30 grudnia 2016 11:36

 

    Podróże kształcą. Ostatnio musiałam znów odbyć długą podróż na południe Polski, razem jakieś 9 godzin w samochodzie. Oprócz Rada Maryja jedyną stacją szybko namierzalną podczas przemieszczania się, jest Trójka. Niechcący więc wysłuchałam fragmentów książki "Najlepiej w życiu ma Twój kot. Listy" Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza. Czytała Elżbieta Barszczewska i Olgierd Łukaszewicz.

 

   Teksty spodobały mi się na tyle, że zamówiłam od razu w Znaku tę książkę. Właściwie dwie.

Lektura przyniosła mi spore ukojenie w obliczu tych prawie "zamachów stanu", "puczów" i innych nieprawości. Nie mogłam sobie odmówić, żeby Wam o tym opowiedzieć.

   

   Tytułem wyjaśnienia - Szymborska miała 40 lat, a Filipowicz ponad 50 kiedy rozpoczęli oni coś na kształt romansu, choć nigdy nie zamieszkali razem. W ich listach (a były ich setki, czasem wysyłane codziennie) czuć ogromne pokrewieństwo dusz, czułość, przyjaźń i miłość. Czasem są jak stare małżeństwo, skarżą się na kłopoty ze zdrowiem, płacą swoje rachunki, a czasem wyznają sobie miłość i tęsknotę, przy czym ona większą.

   Ich romans-nie-romans trwał 23 lata. Listy trafiły do Biblioteki Jagiellońskiej, zgodnie z życzeniem noblistki. Są niekiedy ilustrowane, kolorowane ręcznie lub wyklejane fragmentami gazet i pocztówek. Czuć namiętność do pocztówek. Oboje byli namiętnymi zbieraczami.

 

   Poniżej parę fragmentów, które wydały mi się reprezentatywne.

Szczerze mówią, podobają mi się one bardziej niż listy Przybory i Osieckiej, po których znacznie więcej sobie obiecywałam. Mam nadzieję, że Wam też przypadną do gustu.

 

14.08.68

Kornelu,

Oto garść pytań, które mi spać nie dają:

1. Ile gatunków wódki masz w domu?

2. Od kogo Gienia dostała te czerwone elastyczne spodnie?

3. Dlaczego wymyślasz sobie tyle trudnych do określenia zajęć, podczas kiedy w górach nie ma kto w zwozić drzewa?

4. Czemu w całym Zakopanem nie ma nikogo podobnego do ciebie?
5. Czy twoja Salomea jest w dalszym ciągu głucha?

(...)

8. Jaka znowu polonistka pisze o tobie pracę magisterską? I dlaczego to nigdy nie jest POLONISTA?

(...)

10 Czy jak wrócę kiedyś, będziesz mi znowu mówił WIESŁAWO?

 

Odp.

1. Aktualnie tylko śliwowica szabasowa (nie liczę Martella z 61 r.)

2. Gienia twierdzi że kupiła na ciuchach, ale wiadomo, że p.Czesiek był niedawno w NRD.

3 i 4. No właśnie.

5. Tak, jak pień

8. Nie wiem

10. Odpowiedziałem telefonicznie

 

26.01.69

Droga Wisławo,

Proszę o możliwie szybką odpowiedź, czy będziesz ze mną chodzić na piwo do Gospody Zamkowej? Nadszedł właśnie transport piwa butelkowego, pełnego. Niestety schody prowadzące do lokalu są fatalnie oblodzone, co daje się we znaki zwłaszcza podczas opuszczania Gospody.

Uściski. K.

 

16.07.69

Dostałam dwie karteczki od Ciebie. Bardzo się cieszę, że jest Ci tam dobrze. Na razie wcale jeszcze nie żądam, żebyś za mną trochę tęsknił, ale nieźle by było, gdybyś zaczął to robić w ostatnim tygodniu pobytu.

   Tutaj wszystko bez zmian, oprócz szczura u Adama, który (szczur)zdobył się na nową inicjatywę i obesrał Adamowi szczoteczkę do zębów.

Masz serdeczne ucałowania od robotników, chłopów i inteligencji pracującej Miasta Krakowa.

Ja się dołączam. Twoja W.

 

24.09.69

Kochany,

Zawiadamiam cię, że bardzo bym chciała mieć futerko z ryjówek malutkich albo zębiełków karliczków. Miałam ci wysłać pocztówkę z tymi zwierzątkami (...), ale mi się właśnie na nią wylała herbata (wedle Twojej wymowy, bo dla mnie wylała się niestety cherbata). Ryjówka i zębiełek są to zwierzątka koloru bronzowego, oba mają długie ryjki, więc będziesz ich musiał szukać w ziemi. Gdyby ci się zrobiło żal, to przywieź mi żywe, a futro mogę mieć z gronostaja, choć co prawda tyle już hołoty (chołoty) nosiło gronostaje, że nie wiem.

Całuję cię bardzo

W.

 

8.09.70

 

List w sprawie ucha.

Kochany Kornelu. Skoro zdecydowałeś się tu przyjechać, to staraj się przyjechać cały i nie zapomnij przed odjazdem  o lewym uchu, które rok temu zostawiłeś w łazience. Ja zaraz to zauważyłam i było mi trochę przykro, ale przez delikatność nie robiłam żadnych uwag. Wolałabym jednak, żeby tego rodzaju zaniedbanie nie powtórzyło się tym razem. Zostawianie ucha w łazience jest lekkomyślnością. Kot może je zawlec pod jaką szafę, albo Wiktoria wynieść ze śmieciami. Takie piękne ucho powinno być stale używane i otoczone opieką...

 

   W 68 r.Wisława została zesłana do sanatorium w Zakopanem z powodu gruźlicy (podobno nie po raz pierwszy). Uziemiło ją to na kilka miesięcy. Bezskutecznie szukała sposobów uwolnienia się, zanim "dr Koch zaczął się o niej wypowiadać negatywnie"..

 

23.08.68

Kornelu.

Znowu mi smutno(...). W tym przeklętym areszcie wszystko trzeba zamieniać na słowa, a przecież nie wszystko się da...

(...) Podczas tego widowiska lekarze ganiali po pokojach z dobrym skutkiem, bo oto na trzecim piętrze przyłapali jakąś parę na czynności skądinąd bardzo naturalnej (a nawet pożądanej, jeśli weźmiemy pod uwagę liczebność naszej armii i w ogóle obronność państwa). Wydarzeniem tym będziemy sobie tu żyli przez parę dni i bardzo dobrze, bo czyrak Prezesa już się goi i jako temat powszechnego zainteresowania liczyć się nie może.

 

16.09.68

Dziś przez pomyłkę pielęgniarka dała mi cały gram streptomycyny i teraz okropnie boli mnie prawy pośladek i głowa. Po raz pierwszy w moim życiu ujawnił się tajemniczy związek między tymi dwiema częściami ciała.

 

27.09.68

Kochany Kornelu. Zapamiętaj sobie ten budynek, bo to właśnie tutaj rozgrywa się jedna z najbardziej olśniewających karier aktorskich. Z dumą donoszę ci, że wczoraj wystąpiłam przed słuchaczami radiowęzła jako Pchła Szachrajka!

W opracowaniu następujące role:

Śpiąca Królewna, Bułka z Masłem, Lukrecja Borgia, Urszulka Kochanowska, Pasta Kiwi, Bogini Wenus, Musztarda Kremska, Curie Skłodowska i Sprawiedliwość Społeczna.

 

5.10.68

Kornelu kochany.

Najlepiej w życiu ma Twój kot, bo jest przy Tobie.

Czytam teraz grubą książkę o wulkanach. Niestety, okazuje się, że nie ma prawie żadnych szans, żeby taki np. Giewont mógł kiedyś wybuchnąć (co musiałoby spowodować ewakuację sanatorium do Krakowa)

 

Ku mojemu szczeremu zdumieniu przekonałam się, iż zanim ja wymyśliłam moich fikcyjnych korespondentów w "Opętaniu", ONI byli pierwsi! Bardzo jestem rozczarowana.

Pisali do siebie między innymi tak:

 

Czcigodna Pani Hrabino,

Poczuwam się w obowiązku donieść Czcigodnej Pani kilka oburzających faktów dotyczących osoby, którą darzy Pani tak wielkim zaufaniem. Chodzi o plenipotenta Pani, niejakiego Eustachego Pobóg-Tulczyńskiego

(...)

Że Pan Tulczyński lubi kobietki - to rzecz w okolicy znana. Jego wieczorne (i jak się mówi, także nocne) wizyty u pani Leokadii Pikulskiej, wdowy po obywatelu cząstkowym w Kołodrupach, oraz na zmianę u p. Krysi Hrehorowicz (panna, 28 wiosen) (...) ośmieszają tego podstarzałego (40-letniego już) Adonisa, a szanownej i czcigodnej Pani Hrabinie zaszczytu jak sądzę nie przynoszą,

Życzliwy

 

   A poza tym dużo było o uczuciach, miłości, zazdrości, tęsknocie. Z niewiadomych powodów Szymborska uważała Filipowicza za najprzystojniejszego mężczyznę świata. Jakoś nie widzę...

 

 z11765086Q,Wislawa-Szymborska-lubila-fotografowac-sie--pod-ta.jpg

 Wysokie Obcasy

16.09.68

Kornelu

Bardzo cię kocham. Proszę nie nadużywać telefonu, podając to w wątpliwość! Przez telefon trudno mi cokolwiek udowodnić! Ale bardzo mnie martwi, że i w listach mi się to nie udaje. Kto jak kto, ale to właśnie ja powinnam być zżerana podejrzeniami najgorszego rodzaju...

 

25.09.68

Wisławo kochana.

Jeśli nie zaprzestaniesz ustawicznego podawania w wątpliwość twojej wartości jako kobiety i człowieka (kwestionując w ten sposób sens i wartość moich uczuć do Ciebie) - będę zmuszony zastosować środki odwetowe. Jakie - tego jeszcze nie wiem, ale nie będą one przyjazne...

 

21.10.68

Kornelu Kochany,

Zechciej przyjąć wyrazy umiarkowanego współczucia z powodu zamążpójścia pani Kennedy. Może ten ciężki dla ciebie cios otworzy ci oczy na osoby mniej co prawda starsze, ale i mniej interesowne.

Znam np. taką jedną, która woli parę miłych słów, od jachtu z kortem tenisowym na pokładzie, i pół jabłka z Twojej ręki niż 100 hektarów pomarańczowego gaju na Riwierze.

Na żądanie przyślę Ci jej adres, fotografię i odcisk serdecznego palca.

Twoja W. 

 

25.09.74

Kochany Kornelu. Oto zbliża się nieodwołalnie dzionek mojego powrotu. Zlikwiduj na czas wszystkie romanse, poobiecuj alimenta komu trzeba, wymieć z domu wszystkie damskie pourywane podwiązki, dokończ opowiadania, które miałeś czas pisać podczas mojej nieobecności, pobiegnij do p. Cieślawskiego po nową partię widokówek (...) po czym kochany Kornelu, nie odkładaj sobie najlepszych kartek do szuflady, pamiętaj, że masz prawo to zrobić tylko z jedną.

Całuję,

Twoja W.

 

I na koniec - prawie 20 lat od pierwszych listów:

 

15.10.85

Kochany Kornelu!

Życzenia Urodzinowe przyjmij od swojej Entuzjastki, Wielbicielki, Adoratorki, Amatorki i Ochotniczki -

Wisława.

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (24) | dodaj komentarz

Znowu święta...

piątek, 23 grudnia 2016 17:56

 

   Po raz szósty przymierzam się do złożenia życzeń miłym Paniom i Panom, którzy mnie odwiedzają. Ale nigdy nie było mi tak ciężko.

   Nigdy nie byłam tak zdołowana ogólną sytuacją w Polsce, nie czułam takiej bezradności wobec arogancji, bezczelności i bezprawia.

   Nigdy też  zwykle wyświechtane i górnolotne słowa jak patriotyzm, Polska, prawo, nie brzmiały tak dramatycznie.

 

   Dlatego życzę wszystkim siły, wytrwałości, solidarności i nadziei, że kiedyś przywrócimy w tym kraju jako taki porządek. Bo nikt tego za nas nie zrobi. Ani Unia, ani NATO, ani tym bardziej kościół. Zwłaszcza on.

 

   Życzę Wam, żeby przynajmniej przy stole obeszło się bez sporów. U nas na szczęście wszyscy podzielają te same poglądy, ale słyszę, co się się dzieje po domach. Tak strasznie szkoda...

 

   Zamiast bombek i ozdóbek przesyłam kwiaty.

 

Wszystkiego dobrego.

 

DSCF6405.JPG

 


Podziel się

komentarze (28) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 22 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  2 692 624