Bloog Wirtualna Polska
Są 1 239 533 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2760293
Wpisy
  • liczba: 570
  • komentarze: 12378
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2291 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Coś ważnego w moim życiu, chociaż to jeszcze nie wnuk.

piątek, 21 kwietnia 2017 16:30

 

DSCF7093a.jpg

 

   Pierwsza była Ada. 6 miesięcy, całkiem spora i pyzata. Wyjątkowo głośna, płaczem domagająca się uwagi. Jej matka wciąż nie zrzeka się praw rodzicielskich, ale odwiedza ją tak rzadko, jak się da, ostatnio raz na miesiąc.

 

   W drugiej salce fika nóżkami Adaś. 4 miesiące. Leży bez pieluszki, na pupie ma jedną wielką ranę od odparzeń. Mimo to na widok pochylającej się nad nim ludzkiej twarzy uśmiecha się od ucha do ucha.

   Przywieziony dopiero co z interwencji policyjnej jako jedyny zasypia zwinięty w pozycji embriona, jakby chciał wrócić do brzucha matki. Śpi nawet kiedy Ada głośno krzyczy. Być może to jego pierwszy spokojny sen od urodzenia.

 

   Olek, 4 miesiące, jest zupełnie inny. Śpi z rączkami szeroko rozrzuconymi na boki, z odsłoniętym brzuszkiem. Jak kot mający pełne poczucie bezpieczeństwa. Jest w ośrodku od 3 miesięcy. Po obudzeniu się leży cichutko, nawet mimo mokrej pieluszki. Uśmiecha się do mnie, cierpliwie czeka, aż ktoś go podniesie, nakarmi. Zasypia na rękach, żal go odłożyć do łóżeczka.

 

   Ale trzeba, bo obok obudziła się Mania. Też się szczerzy bezzębnymi dziąsłami, chwyta za mój palec z siłą  człekokształtnych, i to dorosłych. Ciężko wyrwać ten palec. Ma pióropusz puszystych włosków na głowie, które falują jak nie przymierzając, łan zboża. Próbuję ją nakarmić, ale wygłupia się na całego. Po pięciu minutach cała jestem w kaszce, a ona ryje ze śmiechu.

 

   Odkładam Manię, bo za ścianą rozdzierająco płacze Zosia. Ma 4 tygodnie, nie znam jeszcze jej historii.

   Zachowuje się tak jak pozostałe -€“ one milkną w sekundę po wzięciu na ręce. Albo się przytulają, przysysają do dekoltu, usiłują wcisnąć sobie do buzi brzeg mojej bluzki lub palec (znów ten chwyt), albo rozglądają się ciekawie po świecie. Nieważna mokra pielucha czy pusty brzuszek. Są ciche, również wtedy, kiedy odkładam je do łóżeczka.
   Jakby wiedziały, że nie mogą rozrabiać, bo a nuż więcej nikt ich nie weźmie.

 

   Dwadzieścia łóżeczek, a w nich 20 historii z piekła rodem. Dzieci porzucone w szpitalu po urodzeniu, zostawione w oknie życia, zabrane przez Policję z awantur domowych. Dzieci zdrowe i z upośledzeniem różnego typu. Wszystkie mają jedną wspólną cechę - uśmiechają się do nas tak, że człowiek się topi jak wosk.

 

   W tym kraju dostać tyle bezinteresownego uśmiechu naraz, wcale nie jest normą…

 

   Kto więcej bierze, kto dostaje?

   Oczywiście, MY wolontariusze dostajemy więcej. Już głaskanie kota potrafi umiarowić serce, obniżyć poziom stresu. A wiecie ile daje głaskanie takiej pachnącej główki przez 4 godziny? Żadna piguła na sen nie jest już potrzebna. Człowiek zasypia po tym sam jak niemowlę.

   Choć kręgosłup skrzeczy, bo przecież zapomnieliśmy o prawidłowej postawie przy podnoszeniu, ale co tam kręgosłup...

Że bez jedzenia do 18.00, bez kropli wody, nawet bez sikania…? No i co?

Da się.

I warto.

 

IOP -€“ Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny w Otwocku czeka na pomocników. Służę pośrednictwem w każdej sprawie. Aktualnie zbieramy książki dla dzieci nowe lub w dobrym stanie, na kiermasze. Przyjmiemy wszelkie fanty na loterie, pomoc w postaci żywności lub środków pielęgnacyjnych (oprócz pampersów, bo tych jest dużo) no i pomoc w lulaniu.

 

Ta jest bezcenna.

 

http://www.adopcja.org.pl/nasze_programy_1.php

 

https://www.facebook.com/search/top/?q=iop%20w%20otwocku%20-%20fundacja%20rodzin%20adopcyjnych

 

Jest czysto, pachnąco, kolorowo.

 

DSCF7095.jpg


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

Alleluja i do przodu!

czwartek, 13 kwietnia 2017 21:17

 

Szanowni Czytelnicy,

Wszystkiego naj-naj, spokoju, odpoczynku, zgody przy stole i poza nim, słonecznych spacerów, w telewizji tylko „Siedmiu wspaniałych” albo "Pretty woman", żadnych miśków czy szyszek, a ze zwierząt futerkowych wyłącznie zająca

 

życzę

 

Ja.

 

Niech Moc będzie z Wami!

 

Przesyłam parę pomysłów na jaja... Smacznego!

 

PS. Ja nie mogę...! Przysięgam, naprawdę nie wiedziałam, że w sobotę będą grać "Siedmiu wspaniałych". Tak strzeliłam, dla facetów, bo przecież prawdziwi mężczyźni Pretty woman nie będą oglądać...

 

IMG_3733.jpg

 

IMG_0007.jpg

 

P1080799.JPG


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Jubileusz rodziców, audiobooki i porządki w szafie

czwartek, 30 marca 2017 18:29

 

 

   Czas ucieka nie wiedzieć jak i kiedy, a zwłaszcza po co.

Moi rodzice dopiero obchodzili Złote Gody, a tu nagle… Diamentowe!

Sześćdziesiąte!

    Jeśli mąż po 50-ciu latach małżeństwa trafia do Męczenników (podobno), to dokąd trafia żona, która od 60 lat pielęgnuje swojego męża?

  Chyba do aniołów, choć powinna raczej do archaniołów, gdyby tam przyjmowali kobiety… 

 

   Pomyślałam, że taka okazja się raczej nie powtórzy, więc zaczęłam przygotowywać Jubileusz trochę inaczej, niż się to zwykle odbywało.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pochwalę się na blogu. Na razie chciałam pochwalić kogoś innego.

 

    Przypadkiem trafiłam na dziewczynę, która - jak się okazało, nie jedyna - wyplata okolicznościowe kartki. Znów się okazało, że jakaś zapóźniona jestem, bo takie hobby uprawia sporo osób. W dodatku do ich dyspozycji powstał już cały przemysł, produkujący elementy ozdób wszelakich, aby dało się z nich złożyć żądany motyw.

   Pozostaje mieć tylko trochę fantazji i powstają takie cuda.

 

 IMG_0687-k.JPG

 

IMG_0690-k.JPG

 

IMG_0702-k.JPG

 

   Karty są opakowane w osobne pudełko, również zdobione.

Ja zdecydowałam się zamówić kartę dla rodziców u Aloshy , na jej blogu http://przy-kominku.blog.onet.pl/

   Wygląda pięknie. W środku jest papier do wpisania życzeń. Będę chciała, aby wszyscy zaproszeni goście złożyli na niej swoje podpisy.

Może komuś z Was przyda się ten pomysł?

 

   W ramach robienia porządków w książkach trafiłam na parę miniaturowych wydań. Jednym jest Manifest Rewolucyjny Marksa.

  Nie trzeba nawet używać lupy, żeby go przeczytać. Pomyślałam sobie, że ktoś czyje poglądy da się zmieścić w takim formacie, nie miał chyba za wiele do powiedzenia…

 

DSCF6997.JPG

 

DSCF6998.JPG

 

DSCF6999.JPG

 

   Ostatnio cierpię na lekkie rozdwojenie jaźni, ponieważ w domu czytam książki papierowe, zaś uciekając od wiadomości, które mogą przyprawić o ciężką nerwicę, w samochodzie słucham audiobooków. Wcześniej praktykowałam to tylko w delegacjach na kilkusetkilometrowych trasach. Teraz od każdego zapięcia pasów, aż do ich rozpięcia słucham.

 

   Specyfika jazdy po mieście wymaga, aby nie była to literatura zbyt skomplikowana, żaden Joyce ani Houellebecq. Najlepiej kryminał.

   Ważna jest też osoba czytającego.

 

   Moim wielkim rozczarowaniem była Iza Kuna czytająca „Kuzynki” Pilipiuka. Nie wiem nawet, czy jest to dobra czy słaba książka, bo została fatalnie przeczytana, choć panią Kunę jako aktorkę bardzo lubię.

 

   Na drugim biegunie znajdują się książki czytane przez Macieja Stuhra, w tym „Czerwony kapitan” i trylogia o detektywie Strike’u niejakiego Roberta Galbraitha. Może nie wszyscy wiedzą, że serię ową napisała pod pseudonimem J.K. Rowling, widocznie kiedy już miała dość Harry Pottera.

   Z Harry Pottera nie czytałam ani jednej strony, za to jej „Trafny wybór” mile mnie zaskoczył. Nie podejrzewałam jej o taką wszechstronność, bo to zupełnie inny kaliber.

 

   Seria o detektywie naprawdę wzbudza podziw. Nie byłam nigdy fanką kryminałów, ale od tych trzech ciężko się oderwać. To znaczy ciężko wysiąść z samochodu, bo Stuhr robi wszystko, żeby człowiek spóźnił się do pracy. Wielogłosowość, dopasowanie się do płci, wieku, nastroju a nawet postury poszczególnych postaci sprawia wrażenie, że mamy prawie słuchowisko.

 

  Wykrzyczane emocje, wyszeptane wyznania, to wszystko wciąga i pobudza wyobraźnię. Choć  właściwie my nie musimy już sobie wyobrażać postaci, Stuhr zrobił to za nas.

   "Wołanie kukułki", "Jedwabnik", "Żniwa zła". 

   

Wielki talent, wielkie zaangażowanie w pracę.

Kocham Pana, Panie Maćku.


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wiosna nasza...?

środa, 15 marca 2017 19:12

 

   Wiosna nie chce przyjść, ale wcale jej się nie dziwię.

   Rzeź drzew, która się dokonała za pozwoleniem władz, zniechęciła ptaki do zakładania gniazd. Ptaki głupie nie są, co się będą budować na terenie przeznaczonym do rozbiórki…?

 

   Dobra zmiana trafiła więc i do lasu, i to nie tylko za sprawą myśliwych szalejących za żubrami.

   Od zucha uczono mnie, że mech porasta drzewa od północnej strony. Widać jednak przyroda tak osłupiała wskutek tego, co się w Polsce wyrabia, że mchu… mchowi… temu mechu pomyliły się kierunki i rośnie na wszelki wypadek z każdej strony.

 

DSCF6928.jpg

 

    8 Marca powędrowałam pod siedzibę rządzącej partii na Nowogrodzkiej.

    Nigdy tam wcześniej nie byłam. Budynek z bliska wygląda okropnie. Spłowiałe listewki, kiedyś zapewne ozdoba betonowych ścian, dziś tylko straszą. Tu i ówdzie sterczy klimatyzator. Widać równych i równiejszych.

   Najbardziej rozbawiło mnie to zestawienie:

  DSCF6944.jpg

 

Chyba wiem, jakiej specjalności lekarze tam pracują.

 

   Swoją drogą ciekawe, jaki czynsz płaci przychodnia za przebywanie w takiej bliskości od PANA…?

I za szyld większy od właściciela budynku.

   A właściwie dlaczego PiS nie inwestuje w remont?

   Pewnie przymierza się do przenosin do Belwederu…? Albo do Pałacu Prezydenckiego. 

   Pełniącego obowiązki Prezydenta, A. Dudę przeniosłoby się na Nowogrodzką, albo gdzieś dalej, żeby nie kłuł w oczy wzrostem.

 

   Co tam Pałac Prezydencki, głupstwa mówię! Zamek Królewski będzie bardziej odpowiedni!

 

   Hasła na demonstracji:

 

DSCF6942.jpg

 

DSCF6937.jpg

 

   Żeby odreagować poszłam na kolejny spektakl Andrzeja Poniedzielskiego „MELO-NIE-DRAMAT” w Kuźni Kulturalnej w Wilanowie.

   Wiem, wiem, nudna jestem z tym Poniedzielskim. Ale co poradzić, że nikt mnie nie potrafi tak odprężyć, rozbawić do łez, wzruszyć jak on?

   Tym razem więcej było liryki, melancholii, refleksji nad światem, choć i mądrego dowcipu nie brakowało.

Uwielbiam tę jego uderzająco prostą logikę:

 

…”to piosenka która mówi:

Jak się nie ma co się lubi,

to nie lubi się i tego, co się ma…”

 

   Kocham go za patriotyzm (choć to takie dziwne słowo), kiedy z wrodzoną kulturą ale i zatroskaniem mówi o naszych wielu matkach:

 

„Mam taką matkę w kratkę,

Mówię Kraj,

Myślę Oj... -

 

- czyzna…”

 

   Nie ma u niego jadu, pustej złośliwości. Raczej delikatne szpileczki, kiedy opowiada, że polityka jest tak straszna, że trzeba tego naprawdę potrzebować, żeby się w nią pchać.

   Czyli jeśli ktoś poszedł w politykę, znaczy... poszedł... za potrzebą.

 

I tak dalej.

 

PS. Właśnie przyszła wiadomość o śmierci Wojciecha Młynarskiego... Teraz został nam już tylko Poniedzielski.


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

Ach, ten antykatolicki Pokot

piątek, 03 marca 2017 12:43

 

   Na „Pokot” Agnieszki Holland poszłam z dwóch powodów. Po pierwsze mam zaufanie do niej, a także do jurorów Berlinale. Skoro się tak bardzo poznali na naszym filmie, to wstyd byłoby nie zobaczyć.

 

   Po drugie chciałam się dowiedzieć, o co chodzi z tym „antykatolickim” czy „antykościelnym” wydźwiękiem filmu. Tak poważne oskarżenia mógł zebrać tylko dobry film. Zwłaszcza że Jedynka TVP nie zająknęła się ani jednym słowem na temat Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie. Ale to wiemy nie od dziś, że międzynarodowe uznanie nie ma żadnego znaczenia, jeśli adresat nie jest „nasz”.

 

   Ostatnim powodem, choć wstyd się przyznawać, była chęć zobaczenia mojego faworyta, nad którym pastwię się od kilku lat, czyli Jakuba Gierszała.

   Podobno z pustego i Salomon nie naleje. A jednak z Henia Gołębiewskiego dało się wycisnąć niezłą grę, choć dopiero w „Edim”. Tak też miałam w sobie wiarę, że Agnieszka Holland uczłowieczy nawet Gierszała.

 

   No to zacznę od niego.

NIE ZAWIODŁAM SIĘ!!!

   Pan Jakub jednak zaczyna od uśmiechania się (koniec sceny), więc zaskowyczało serce moje.

Atak padaczki był już dłuższy, ale nadal nic nie mówił.

   Za to później się rozgadał i poszło jak z płatka. Znawcom Rancza jego sposób mówienia nieodparcie nasunie księdza Macieja, ale to mi akurat zupełnie nie przeszkadzało. Lubię księdza Macieja.

A poza tym – super.

 

   A propos księdza, cóż poradzić, że jednym z głównych „agresorów” w filmie jest ksiądz? Bo niby skoro sam Bóg powiedział ludziom „Czyńcie sobie ziemię poddaną” to tym samym legitymizował zabijanie zwierząt i trzymanie ich w nieludzkich warunkach (???).

   Nic dziwnego, że głoszenie takich herezji zostało tutaj przykładnie ukarane. Chyba przez samego Pana Boga (który jak podejrzewam ma dość wycierania sobie nim gęby), choć za pośrednictwem sroki…

  I macie film "antykatolicki"...

 

   A reszta wrażeń…?

   Cóż, film jest po prostu piękny. Malarski, klimatyczny, mistyczny. Krajobrazy są tak dobre jak u Kolskiego, mgły jak welony, sarny mają oczy jak Madonny Rafaela, dzik włazi bez pytania do stodoły (ale to znamy choćby z warszawskiego Ursynowa), a pomieszanie stylów mile zaskakuje.

   Znakomita jest Agnieszka Mandat jako główna bohaterka. Los nie dał jej dotąd wielu ciekawych ról do zagrania. Nie widzę jej zresztą w większości wielkich postaci dramatycznych, jej warunki i sposób mówienia są stworzone do TEGO właśnie filmu.

   I dobrze, że choć raz trafiła na rolę życia. Jest bardzo przekonywująca.

   I pomyśleć, że mało brakowało, a zagrałaby Stacha Celińska. Przy całej sympatii do Celińskiej, nie wyobrażam jej sobie przedzierającej się przez las i tonącej po pas w śniegu. O scenach dyskretnie rozbieranych nie mówiąc.

   Może z tego powodu Celińska zrezygnowała na 3 tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć, otwierając Agnieszce Mandat drogę do pięknej roli.

 

   Wstyd przyznać, ale książki Olgi Tokarczuk jeszcze nie czytałam. Mam zamiar nadrobić to zaniedbanie jak najszybciej. Czeka już na mnie Paczka w Ruchu.

 

   A na razie gorąco polecam film.

 

PS. Przeczytałam książkę. Uważam że jest słabsza od filmu, a to rzadkość. Obie Agnieszki nasyciły tę historię emocjami, malarstwem. Sama książka wypada przy tym blado. Ale to tylko moja opinia...

 

682597_1.1.jpg


Podziel się

komentarze (28) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 26 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  2 760 293