Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 310 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2844682
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12563
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2352 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Na dotarciu...

poniedziałek, 31 stycznia 2011 17:33

 

12.05

5.50 rano. Niedziela.

Leżę i myślę, czy nie ma sposobu, żeby o tej godzinie jeszcze pospać? Czy to już oznaka starości, czy chorobliwa nadaktywność umysłu...?

Wstaję, szkoda nerwów. Kubek serka granulowanego, żeby nie zemdleć z głodu i - godzinka steppera.
7.00 - prysznic
7.30 - jajecznica z kurzęcą piersią. Zawsze to zdrowsze niż bekon, chociaż smakuje jak komunistyczna pasztetowa .
8.00 - kawa z koniakiem. Alkoholizm czy dekadencja? Nie, zwykła alergia pokarmowa na jajo. Muszę czymś odwrócić uwagę żołądka, inaczej da mi tak popalić, że do południa nie będę się mogła oddalić od łazienki.

Dzień się robi strasznie długi, jak się człowiek tak rano podniesie...Siadam do laptopa.

  Panowie z Sympatii nadal piszą, chociaż coraz rzadziej. Logiczne; zdjęłam zdjęcie ze strony, nie loguję się regularnie, powoli staję się, jak na tej reklamie lekarstw..., "niewyraźna".

 Nie cierpię z tego powodu. Przez te 2,5 miesiąca poznałam mechanizmy rządzące tym portalem i wiem, że już nie mam tu czego szukać. Znudziło mnie odpowiadanie na zaczepki pełne błędów ortograficznych, płytkich komplementów, zaproszeń na słynną "kawę". Większość nie  bierze w ogóle pod uwagę tego, co napisałam na profilu, a nie mogę już po raz dwusetny tłumaczyć, że nie jestem niedopieszczoną, znudzoną mężatką.

Za to przyjaciółka, przez którą tu trafiłam, nadal zakochana po uszy. Może coś się z tego wykluje na poważnie, daj jej Boże. A ja znalazłam paru świetnych kumpli i korespondenta, o jakim nigdy nawet nie marzyłam :-) 

Chociaż czasem mam ochotę mu przywalić... Ależ mam ochotę!

- Jedno  pytanie nie daje mi  spokoju: naprawdę powiedziałeś, że nie idziesz na żadne świąteczne obiady i wszyscy to zaakceptowali??? ŚWIAT SIĘ KOŃCZY?

Powiedziałem, że nie jadę na święta i dyskusja była niepotrzebna.

    Swoboda życiowa uzależniona jest od natężenia pracy, potencjalnych chorób dzieci, umiejętności zaplanowania całego dnia. Raz jest prościej a raz pod górkę....

Zasada jest prosta:.cokolwiek się robi i planuje, sprawy domowe muszą płynąć bezszelestnie. 

        Nie uznaję zasady "co ludzie powiedzą". Odnosi się to do wyjazdu na święta, chodzenia w zimę bez skarpetek, jazdy starym, obdrapanym samochodem itp.

  Weekend to korowód nadrabianych, zaniedbanych uczynków rodzinno- towarzyskich lub jakieś szkolenia. Tydzień zawsze jest luźniejszy.

  Pisz, nie kombinuj.

 A przy okazji...nie traktuj tego jako zła koniecznego lub partii szachów błyskawicznych. Powoli, bez napięcia... Niech słowo płynie.

Ja też nie zawsze jestem na tyle blisko klawiatury, aby szybko odpisać.
 

Łatwo ci mówić. Niby mnie nie popędzasz, ale ręce mi się trzęsą kiedy widzę 5 twoich postów, a jeszcze nie odpowiedziałam na żaden... To nie jest zarzut, miło że piszesz. Ale jeśli byś nagle zamilkł na 2 dni, od razu pomyślałabym, że tramwaj obciął ci głowę, albo zatrułeś się arszenikiem.

Miałam tu na S. bardzo fajnie zapowiadające się kontakty , ale  niektóre się zgubiły na amen, a inne nagle się budzą po 3 tygodniach milczenia, jak gdyby nigdy nic. Ależ mnie to  wpienia!

    Nurtuje mnie cały wieczór jedno Twoje stwierdzenie "czy poszukujemy tego samego". Nie mogę tego rozgryźć...  Rozwiń trochę myśl.

 To proste: piekielnie się różnimy.  Ty masz zadatki na poetę abstrakcjonistę, a ja lecę 2 metry nad ziemią. Wystarczająco wysoko, żeby nie wybrudzić atłasowych pantofelków, ale dość nisko, żeby nie stracić kontaktu z ziemią. Widzisz mnie, czy przynajmniej słyszysz szum skrzydeł?

      


Podziel się

komentarze (3) | dodaj komentarz

Austriackie gadanie. Lot w kosmos

niedziela, 30 stycznia 2011 15:34

 

8.05

 

Wróciłam z tej Austrii z mieszanymi uczuciami i chyba muszę zmienić swój opis na profilu. Ktoś z Sympatii nawet w tej sprawie mnie dość ostro zaatakował, twierdząc, że nie wszystkie austriackie miasteczka są takie cudne. No i chyba muszę ustąpić, bo tym razem faktycznie się zawiodłam. Nie było ani tak powalająco w temacie zabytków, ani tak czysto jak zazwyczaj. Sporo pięknych rzeczy niszczeje, niektóre miasteczka są - jak mówił mój mały siostrzeniec - "umarte", nie tonie to wszystko w kwiatach jak w innych rejonach.

 

Zwiedziliśmy Graz, Klagenfurt, zobaczyliśmy religijne kiczowisko czyli kościół autorstwa niejakiego Hundertwassera w Baernbach, bazylikę w Mariazell. Krajobrazowo było oczywiście fajnie, zwłaszcza Worthersee przy Klagenfurcie, po którym pływa się stateczkiem, robi wrażenie. Przyklejone do zboczy kościółki, rezydencje.  Ale to mnie tak nie cieszyło, jak wcześniej. Moja przyjaciółka skwitowała to krótko: W d... się poprzewracało!!! A i owszem, ale jak się widziało wielką czwórkę klasztorów portugalskich, to prosta katedra w Grazu...jak by to powiedzieć... Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca???


Za to pojedliśmy bardzo zacnie, opiliśmy się niezłych austriackich win i... pora była wracać.


Nietrudno zgadnąć, co zrobiłam najpierw, zaraz po otwarciu drzwi mieszkania i rzuceniu bagaży na ziemię...


Nie zawiodłam się ;-)) Listów czekało sporo, np. Cholera, nie wiem, o której wracasz. Przygotowałbym transparenty, jakieś dzieci zorganizował z chorągiewkami, a tak?


Fryderyk poszedł na całość i napisał powieść SF w odcinkach, czym zupełnie mnie rozłożył. Pisał ją przez cały tydzień, żeby skrócić "męki oczekiwania" na mój powrót:

Mój statek wylądował... (wdech) Kraina jest pusta. (wdech) Krzyczę z oddali do oddalających się postaci, aby zostały.... (dramatyczny wdech) a może to miraże.... ocieram pot z czoła....  muszę jakoś zagospodarować czas, aż przylecą inni "wybrani".... posadzić parę kwiatków.... (wdech), obliczam zapasy mocy..... tlenu starczy na 10 dni.... wtedy przybędzie zaopatrzenie (wdech).... nowa porcja mocy.... nowe rozkazy....


przyglądam się ciekawie co jest wokół.... pustka.... komunikator milczy.... nadaję okresowe SOS....

planeta wydawała się nieprzystosowana do lądowania, ale wstępne parametry  okazały się błędne... (wdech).... pobrano próbki gleby.... zasadzono ziarno, pojawiły się pierwsze kiełki.... (wdech)... kolonizacja możliwa...

Koniec przekazu

 -------------------------------

Zmiana formy nadawania.

Dziennik planetarny dzień pierwszy (1):

Odnaleziono człekopodobną formę życia. Logika na poziomie zaawansowanym. Kojarzenie faktów mocno rozbudowane.  Empatia pulsacyjna. Działanie wynikowe. Organizm genetycznie poszukujący innych form życia. Focha nie ujawniono. Agresja - 0. Broń obusieczna. Tarcza obronna dosyć szczelnie osłaniająca dodatkowy  pancerz. Konieczność wypracowania wspólnego języka. Alfabetu gestów..... Konieczność poznania zwyczajów życiowych. Form karmienia i pojenia. Wypracowanie algorytmu.  

 Kończy się pierwszy dzień. Siedzenie w kapsule jest mordęgą..... Czekanie jest mordęgą...  Skafander ciśnie.... Konieczny tlen..... pobudzenie wzrostu zakiełkowanej roślinności....

 Koniec przekazu

 

I tak przez 6 stron A4. A potem:


Witaj. Mam nadzieję, że wypoczęłaś i jesteś gotowa do walki ze światem... :)  

Hej. Po przeleceniu z - nomen omen - kosmiczną prędkością twojego dzieła, już chciałam cię opierniczyć, że tylko nogę za próg wystawiłam, a ty już zdradzasz mnie mentalnie, potencjalnie z jakąś zieloną! Ale zerknęłam jeszcze raz...i... - o ja głupia!!  


1. najważniejsze to: czy dobrze się bawiłaś?  Nieźle, nieźle.

2. co widziałaś fajnego?  Tak naprawdę powaliła nas tylko bazylika w Mariazell, jakiś zupełny odpał jeśli chodzi o wystrój. Oryginalne to, że 80 % figur i postaci było ze srebra, a nie jak zawsze - ze złota. Wyglądało to zjawiskowo, zupełnie nie kiczowato.

 3. dlaczego mnie tam nie było? hihihiihhi  Bo się w tym czasie łajdaczyłeś z kosmitką.

 

4. co jadłaś zagranicznego?   Apfelstrudel, Wienerschnitzel,... same banały, ale bardzo dobre. Zwłaszcza szparagi mają takie, że chce się je nazwać tak jak kiedyś w menu w "Kosmicznym Krabie" - Las na Wenus. O kurczę, to już blisko twoich przygód !!!

 

5. jak w Austrii mówi się: "ratunku skończył się papier"? :)  Bardzo śmieszne! Naprawdę chcesz wiedzieć ?

 

9.05

 

- Fryderyku. Życia mi nie starczy , żeby skomentować to wszystko, co wyprodukowałeś przez ten tydzień. Przeleciałam tylko pobieżnie.  Dobrze, że wbrew swojej zasadzie, nie zaczęłam od końca...

(Mój mąż twierdzi, że SŁOWEM można kobietę omotać/ zauroczyć, żeby nie powiedzieć:uwieść najszybciej, ze skutkiem długorwałym. Ani mi się waż!)


Więc (znowu!) na razie cię żegnam, albowiem

a) sterty klamotów czekają na rozpakowanie i nie wiedzieć czemu, nie chcą tego zrobić same,

 

b) w lodówce oprócz światła i niskiej temperatury  niczego nie ma,  może poza dojrzewającym serem, porzuconym przed wyjazdem, ale akurat w tym przypadku lepiej by było , gdyby go nie było,

 

c) trzeba podlać kwiaty, zawiadomić rodzinę i partię, że po raz kolejny się udało, przeczytać 160 służbowych maili i trochę prywatnych , wypić powitalnego drinka itp.

 

A potem się odezwę. Miło wiedzieć, że komuś mnie przez ten tydzień brakowało ...


Podziel się
Tagi: Austria

komentarze (3) | dodaj komentarz

Kończymy z Sympatią

sobota, 29 stycznia 2011 18:58

 

30.04.
 

 

Mija miesiąc mojej obecności na Symptii. Wciąż dostaję listy , ale mniej. Wycofałam zdjęcie, więc ilość postów drastycznie spadła. To potwierdza moją teorię że bez ładnego zdjęcia nie ma na co liczyć.


Nie mogę już tracić czasu na odpisywanie walniętym 25-latkom i innym zbłąkanym duszom, szukającym pocieszenia albo pustej rozrywki. I tak tonę w tej korespondencji, czas przecieka mi przez palce, jakbym zanurzyła je w miodzie. Telewizja straciła jakiekolwiek znaczenie. Muszę sama siebie za włosy wyprowadzać do spania, kiedy mija moja "godzina duchów", bo tracę kontakt z rzeczywistością. Przestałam też czytać.


  Usprawiedliwiam się, że ta korespondencja jest większą gimnastyką dla głowy, niż czytanie. To jak szkolenie komandosów, ciągły test na  wiedzę, refleks, dowcip, umiejętność wyłapywania aluzji i skojarzeń... Mózg mi paruje.


Tych 3 -4 korespondentów  w zupełności zaspokaja moją próżność i potrzebę wyzwań. Bawią mnie, na przykład takie teksty:


Ja: Przecież wiesz, że nie spotkamy się nigdy w realu.
On: A może w Tesco?
Kabaret!

 Widzę, że zaczęłam inaczej chodzić, wysoko noszę głowę, patrzę młodym ludziom w oczy i się uśmiecham, nieważne, czy to "konsultant" w ERZE, czy kucharz w Sakanie.

A w samochodzie śpiewam na całe gardło. Wcześniej też śpiewałam ale ciszej i wtedy na ogół:  Znowu w życiu mi nie wyszło, a teraz chętniej: "Luz, blues, w niebie same dziury".

Jest fajnie!

 

1.05.


Wyjeżdżam na tydzień do Austrii. Będę szwendać się po tych cudnych, czystych miasteczkach, o których napisałam na swoim profilu Będzie mi jednak  strasznie brakować internetu... Żegnam się z moimi korespondentami, jakbym miała nigdy nie wrócić....
 

 



Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zabawki Pana Boga

sobota, 29 stycznia 2011 10:46

 

 

22.04

 

Czy mamy jakikolwiek wpływ na to, co się za chwilę wydarzy? Czy jesteśmy tylko pionkami na szachownicy?

Dziś poczułam się tak, jakby nagle z nieba wysunął się wielki paluch i przesunął mnie na pole, na którym wcale nie chciałam się znaleźć. I nie powinnam była.

 

Jechałam Wałem Miedzeszyńskim na północ, w stronę mostu Siekierkowskiego. Ruch był duży, samochody posuwały się ciasno jeden za drugim, chociaż dość szybko. Wszystkim się gdzieś spieszyło.


Na wysokości stadionu autobus jadący równolegle prawym pasem zaczął z piskiem hamować. Ja również dałam po hamulcach i oba pojazdy grzecznie zatrzymały się przed pasami, na które weszła kobieta. Kiedy mijała mój samochód, poczułam potężne uderzenie w kufer. Siłą bezwładności moje auto ruszyło do przodu, zgarniając kobietę na maskę. Na szczęście impet zepchnął ją na lewo, skąd miękko osunęła się na ziemię, a moje auto przeleciało jeszcze ze 30 metrów do przodu.

 

Wielki paluch zrobił ruch: wieża zbiła piona, goniec zajął jej miejsce...

 

Gdyby autobus się nie zatrzymał, kobieta spokojnie poczekałaby na zmianę świateł 300 m dalej i nic by się nie stało.

Gdyby uderzenie w kufer nastąpiło 2 sekundy wcześniej lub później, nic by się nie stało..

Gdyby jadący za mną Bułgar zachował odstęp, albo miał lepsze hamulce, albo być bardziej czujny... nic by się nie stało...

 

Ale gdyby kobietę wciągnęło POD mój samochód, nie uniknęlibyśmy tragedii. A tak tylko lekko potłuczona pojechała do domu.


Czyli jak: bawimy się ludźmi, ale tym razem ich nie zabijemy? Damy im drugie życie, niech dalej walczą? Jakiś pieprzony Mortal Combat, czy co?


Zabawki Pana Boga?




Podziel się

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zasłona dymna

piątek, 28 stycznia 2011 17:17

 

 

22.04.

 

Matka Natura daje nam popalić. Jeszcze nie odetchnęliśmy po tej cholernej zimie, jak nalazło nowe nieszczęście: parę dni temu na Islandii wybuchł wulkan, którego nazwy nikt nie jest w stanie wymówić. Wali z niego w niebo 11-kilometrowy słup popiołu, przez co zamarł ruch lotniczy nad całą Europą. Osłupiało też ptactwo przelotowe....

 

Podli internauci od razu puścili w eter dowcip : to nie pył wulkaniczny, to prochy Jagiellonów sp...ją z Wawelu...

 

A moim zdaniem to Pan Bóg nie mógł już patrzeć na nas i na całą Europę, więc zrobił sobie zasłonę dymną. Na szczęście kazał odkorkować ten mniejszy stożek... Przy większym ludzkość europejska mogłaby zacząć sobie wybierać dowolny kontynent , byle daleko stąd...

 Przy okazji Stwórca odsapnie też od hałasu, bo uziemione samoloty zalegają na wszystkich lotniskach.  Nikt nie wie, jak długo to potrwa, ale przecież nie ma kogo zapytać... ON nigdy nie odbiera telefonu...

 

 Cudzoziemcy utknęli w różnych dziwnych punktach Europy, na przykład urzędnicy skarbowi z Holandii zawiśli w Portugalii, przez co znajomym odwleka się kontrola. Polacy na wakacjach siedzą w Egipcie i innych Tunezjach, a szereg obcokrajowców musiała przedłużyć rezerwację w Polsce. Niestety, nie byli oni godni zastąpić tych, co nie dojechali na pogrzeb naszej pary Prezydenckiej... Los faktycznie był niełaskawy dla organizatorów.

 

Wyjazd z Polski do Holandii na przykład mógł się więc odbyć tylko pociągiem, jeśli ktoś nie dysponował własnym pojazdem . Ale lekko nie było. Nie dość, że pociąg objeżdżał chyba całe Niemcy, żeby wreszcie dotrzeć do  Amsterdamu, co trwało  ze 20 godzin, to jeszcze zaraz w Rzepinie zamknięto na głucho wagon restauracyjny!!! Takie wymogi ponoć postawili Niemcy. Trans-Europa-Express jechał więc przez prawie dobę nie oferując ani szklanki wody ani kanapki, ani nawet kostki cukru.

 

Nie wiem, jakim cudem nie doszło tam do zamieszek ani aktów kanibalizmu, bo gdybym JA jechała tym pociągiem, zapewne by doszło. W Polsce nie do pomyślenia. Na pierwszej stacji przedsiębiorczy konduktorzy zorganizowaliby kontener kanapek - poszłyby za każdą cenę! Parę takich kursów i nie musieliby przez resztę roku pracować.


Ale nie praworządni Niemcy, o nie! Zakazano polskiego Warsa, nie podstawiono niemieckiego - trudno, ale o żadnej partyzantce mowy być nie mogło! Niech pasażerowie umrą z głodu, Ordnung muss sein!

 

 Korespondencja z Tomkiem rozpędza się i nie chce się zatrzymać.

 

Naszym problemem jest ustalenie, czy my rzeczywiście szukamy tego samego  

- jakoś nasze łopaty spotkały się na tej pustyni

Ty chyba kładziesz nacisk na potyczki słowne, rozbujanie słownictwa , delektowanie się językiem...

- to sinusoidalne.

Ja już ten etap mam za sobą. Teraz  interesuje mnie wyłącznie sens, treść, najprostszy przekaz. Nie chce mi się zgadywać, co poeta miał na myśli...wolę dostać pytanie wprost i wprost odpowiadać...

- zahaczam czasami o narrację, ale nie przeginam


... Co nie zwalnia mnie oczywiście od poprawności  językowej, ani nie zabrania mi bawić się formą czy  skojarzeniami ... (ufffffffffff)


- Czy wiesz, o co mi chodzi? - O NORMALNOŚĆ MYŚLOWO-JĘZYKOWĄ tzn.

chodzi o to, aby język giętki zrobił wszystko co pomyśli głowa (czy jakoś tak....) szukam dojrzałych emocjonalnie ludzi... takich słownie ułożonych. Układających palce na klawiaturze, aby coś przekazać... Zaintrygować... Podsycić tempo rozmowy.

 

- Ale to ty narzucasz straszne tempo! Nie wyrabiam się , bo nie mogę przecież spędzić przy laptopie całego wieczora... Mąż siedzi obok, na stole stoi melon z prosciutto, a ja klepię w te klawisze.
Spróbuję jakoś uporządkować to wszystko, ale potrzebuję chwili....


- po co ten pośpiech ...Jak odpiszesz jutro też będzie dobrze. Nie jestem frustratem życiowym, który będzie słał Ci ponaglające myśli...

 

Łatwo powiedzieć... Ale co począć, kiedy to tak wciąga? Czasem jest bardzo zabawnie, czasem męcząco. Chłopak jest  chaotyczny, rozpoczyna  różne wątki, ale zanim zdążę się do nich dopiąć, już je porzuca i zaczyna inne.

Jest taki zachłanny, jakby bał się, że za chwilę wszystko się skończy. Jakby chciał wtłoczyć w te parę zdań wszystko, co wie i czego chciałby się dowiedzieć. Jest bystry i wyszczekany. Po raz pierwszy zaczynam się bać, że to ja za nim nie nadążę. Kurczę. Nie tak miało być!

 

Acha, muszę coś zrobić z jego imieniem. Tomasz jest banalny... Może nazwę go Fryderykiem?



Podziel się

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 844 682