Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 022 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3014219
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 12668
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2442 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca...?

piątek, 30 stycznia 2015 9:21

 

 Kłopot mam...

 

Wciąż powtarzam, że kocham polskie kino, polskie aktorstwo. Powinnam się cieszyć jak głupia, że "Ida" dostała nominację do Złotego Globa i do Oskara. Więc dlaczego się nie cieszę?

   No, bo nie wiem, za co ten deszcz wyróżnień...

 

   Zwolennicy teorii spiskowych zaraz powiedzą, że to lobby żydowskie forsuje film o tragicznej historii, a Żydów jak wiadomo w Akademii nie brakuje.

No, tak, ale gdyby to było takie proste, to pierwsze z brzegu  Pokłosie, za które opluto i wyklęto młodego Stuhra, a które moim zdaniem jest lepsze sześć razy od  Idy, zdobyłoby tych nagród dużo więcej.

   Że film klimatyczny, bo czarnobiały - owszem, zdjęcia piękne, nie powiem ani słowa przeciwko. Ale nagrodzony Artysta też był czarnobiały, a z naszego podwórka - dużo lepszy Rewers też. Nie ma w tym nic nowatorskiego.

 

   Agata Kulesza jest tak znakomitą aktorką, że zagra dobrze nawet wieszak na płaszcze. Tutaj też jest świetna, właściwie dla niej warto ten film obejrzeć. Natomiast panna Ida gra do przesady  "oszczędnie" (słowo wytrych). Niewiele mówi, tylko patrzy...

   Wbrew pozorom wcale nie jest proste, zagrać dobrze taką rolę. Jeśli ktoś  widział, w jaki sposób nic nie mówi Daria Trafankowska w "Iwonie, księżniczce Burgunda", dopiero zobaczy różnicę.  NIC NIE MÓWIĆ też trzeba umieć.

 

   Męczyła mnie ta Ida podczas oglądania, męczy i teraz. Niektórych dłużyzn nie da się uzasadnić koniecznością narracji. Jeśli Ida klęka do pacierza, to czy na litość boską, musi mówić do kamery CAŁY pacierz? Kiedy odchodzi w dal, to idzie i idzie, (jak to Ida, nomen omen), aż człowiek chce krzyknąć Dojdź już, kobieto!

(Zupełnie jak na Traviacie, kiedy mniej wykształcony meloman ma chęć popełnić harakiri, gdy ta Violetta umiera i umiera... )

 

Przepraszam, trywializuję, ale jestem u siebie.

 

   Jeśli Ida dostanie Oskara, szczerze się ucieszę. Jednocześnie będę miała poczucie, że to nie ten film, nie ten czas. I ciekawa będę, co powie wtedy pan Pawlikowski.    

    Bardzo mi się nie podobała jego krytyczna opinia nt. ceremonii rozdania Złotych Globów, że nudna i rozwleczona. Gdyby dostał nagrodę, z pewnością nie pozwoliłby sobie na taką szczerość. Ceremonia Oskarów od lat uchodzi za nudną i rozwleczoną, ale jeśli Oskar nam przypadnie, myślę, że jego opinia o niej będzie zgoła inna.

 

   Ale to nie koniec wątpliwości. Oto weszła na ekrany dawno zapowiadana "megaprodukcja" pod tytułem "Hiszpanka".

Bladego pojęcia nie mam, skąd się wziął tytuł. Pomysł, żeby wmówić Paderewskiemu, że ma grypę, nieskuteczny zresztą, wcale tego nie usprawiedliwia.

 

   Dawno nie widziałam tak dziwnego filmu. Gazeta dała temu czemuś 5 na 6 gwiazdek, na co niewiele filmów w historii zasłużyło. Sposób kręcenia jest zupełnie niepolski - to coś między "Moulin Rouge" a "Grand Budapest Hotel". Rozmach, imponujące efekty specjalne i duuuży budżet.  Byłoby ciekawie, gdyby nie było tak chaotycznie i niespójnie. Jak podsumował Krzysztof Varga w recenzji - to oszalały bełkot, z którego wynika, że wolność w 1919 roku zawdzięczamy nie walce zbrojnej, lecz telepatom, okultystom i innym maniakom.

 

   Nie zawiódł mnie też mój faworyt Jakub Gierszał, nad którym pastwiłam się już nieraz. Wciąż zastanawia mnie ten wybryk Pana Boga. Stworzyć aktora tak pięknego i tak absolutnie pozbawionego talentu... - duża perfidia.

   Tutaj ma do wypowiedzenia krótkie zdania, najwyżej 3 wyrazowe, a i tego nie potrafi zagrać naturalnie. Choć jego rola w zasadzie jest epizodyczna (gra jakiegoś mało istotnego figuranta), jego głowa jest największa na plakatach. Paderewski (jak Piast Kołodziej) gdzieś wyziera w dalekim tle, demoniczny (jak we wszystkich swoich rolach) Crispin Glover gniecie mu się pod pachą.Za to Gierszałów jest nawet dwóch!

     Na szczęście zabijają go przed końcem i do końca jest już zabity, chociaż inni - jak się okazuje -  byli  tylko w spirytystycznym transie...

 

   "Hiszpanka" pewnie nie uzyska takiej popularności medialnej jak "Ida", bo jak mniemam - nikt jej do Oskara nie wytypuje. Chociaż właściwie... Dlaczego nie?

 

af9c25c4baf4f234c995e5a66c0ca4d8.jpg

Zdjęcie z Onetu.


Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

Rozwiązanie

piątek, 23 stycznia 2015 17:28

 

No to teraz chwila prawdy:)

   Rozwiązania trzech zadań z poprzedniego wpisu były proste i oczywiste pod dwoma warunkami. Najpierw - że nie reagowaliśmy zbyt impulsywnie, kierując się pierwszym wrażeniem i intuicją.  Mózg jest leniwy i chętnie korzysta z impulsu, zgodnie z pierwotnym odruchem - na hałas reaguję ucieczką, a nie dumam, czy to tylko teściowej nie wypadła  z rąk szklanka. W życiu codziennym odruch jednak nie wystarcza. Trzeba włączyć myślenie analityczne.

    To widać dobitnie w zadaniu o ołówku i o maszynach. Wiele naprawdę inteligentnych osób najpierw strzelało - 10 groszy, 100 minut. Dopiero po namyśle się poprawiały. Oczywiście ołówek kosztuje 5 groszy, a pióro 1,05. Maszyny zaś będą produkować 100 urządzeń przez te same 5 minut, co poprzednio.

 

   Drugi warunek - że nie próbowaliśmy z kolei wgłębiać się w zadania od strony matematycznej, pisać równania z niewiadomymi, potęgować czy wyciągać pierwiastków.

   Zadanie z liliami bardzo kusiło, żeby liczyć. Przyznam, że sama się w tę pułapkę złapałam. Próbowałam liczyć i tak i siak, a rozwiązanie było banalne: skoro w 48-mym dniu mamy zarośnięte 100 %, to w 47-mym dniu musimy mieć połowę. Koniec.

 

   Gratuluję wszystkim, którzy od razu odpowiedzieli poprawnie. Tylko wtedy mieliby szanse w teleturniejach, gdzie liczy się czas i pierwsza odpowiedź. Na szczęście w tym teście można było się poprawić:)

   Nigdy się nie dowiem, czy wśród osób które znalazły rozwiązanie najprostsze, było więcej kobiet, ale myślę, że tak. Kobiety wykazują się większą zdolnością do analitycznego myślenia. Znajduje to swoje potwierdzenie np. w tym, że w komórce CIA zajmującej się tropieniem najgroźniejszych terrorystów (np. Bin Ladena), wśród 23 osób zatrudnionych było 17 kobiet.

 

   Polecam dodatek Na pamięć w Gazecie Wyborczej, co którąś sobotę. Zadania są trudne, ale dają satysfakcję.

   Choć tam właśnie przeczytałam rzecz zaskakującą - otóż w 80 % za stan naszej pamięci w późniejszym wieku odpowiada................ ruch fizyczny!!!

   Czyli - buty na nogi, marsz, siłownia, Chodakowska, obojętne. Ważne, żeby ćwiczyć cokolwiek, wtedy może skleroza nie dopadnie nas tak wcześnie.

Parafrazując Pilcha - więcej krwi do głowy, mniej rebusów.

Choć te ostatnie też się przydają...

 

Pozdrawiam

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

O, inteligencjo...!

niedziela, 18 stycznia 2015 18:55

 

     Nie jestem fanką krzyżówek, to znaczy nie byłam, dopóki pewna gazeta nie zaczęła dołączać raz na jakiś czas książeczki pełnej fachowych informacji na temat naszego mózgu, rebusów, jolek itp. Wciągnęło mnie to, nie powiem.

    W ostatnim numerze pojawił się dodatkowo najkrótszy test na inteligencję - trzy zadania, które mają odpowiedzieć na pytanie, czy umiemy myśleć analitycznie.

 

   Przyznam, że nieraz wkurzyły mnie testy na IQ publikowane w różnych mediach, bo choć się za głupią nie uważam, padałam jak mucha na wielu zadaniach. Większość bowiem wymaga znajomości prawideł obowiązujących w matematyce, którą to naukę pochowałam po zaliczeniu matury na 5, i nigdy na jej grób nie poszłam.

 

   Tym razem jednak są to trzy zadania, które wydają się niezwykle łatwe, bo odpowiedź nasuwa się sama, intuicyjnie. Tyle że celem ćwiczenia jest właśnie nie uleganie intuicji, lecz zmuszenie mózgu do chłodnej kalkulacji i skupienia. Nie podam, gdzie je opublikowano, żeby nie wzbudzić pokusy sprawdzenia rozwiązania, ale zachęcam do podjęcia próby. Nie podawajcie tu wyników, zanotujcie je tylko dla siebie, podam je w następnym wpisie. Dodam tylko, że zaledwie 6 % Polaków odpowiedziało poprawnie na wszystkie, 16 % na 2 zadania, zaś 37 % nie rozwiązało żadnego.

 

  Średnia poprawnych odpowiedzi wśród studentów najlepszych amerykańskich uczelni waha się między 1,43 a 2,18 (na 3), więc proszę się nie załamywać.

 

Cytuję:

1. Jeśli 5 maszyn w ciągu 5 minut produkuje 5 urządzeń, to ile czasu zajmie 100 maszynom zrobienie 100 urządzeń?

 

2. Na stawie rozrasta się kępa lilii wodnych. Codziennie kępa staje się dwukrotnie większa. Jeśli zarośnięcie całego stawu zajmie liliom 48 dni, to ile dni potrzeba, żeby zarosły połowę stawu?

 

3. Ołówek i pióro razem kosztują 1,10 zł. Pióro jest o 1,- zł droższe od ołówka. Ile kosztuje ołówek?

 

 

Rozwiązywaliście już kiedyś testy na inteligencję? Jak Wam poszło?

 

 

Miłego główkowania!

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (30) | dodaj komentarz

Nowa inwazja, czyli o nartach po raz ostatni

wtorek, 13 stycznia 2015 20:07

 

   Jeszcze dwa spostrzeżenia z Austrii.

  

    Przede wszystkim wielkie zaskoczenie, żeby nie powiedzieć - rozczarowanie.

Rosjan jest tylu co przed czterema laty, a może i więcej. Nie ma przejazdu kolejką, zasiadu w restauracji, czy spaceru przez miasto, żeby nie usłyszeć rosyjskiego.

  To obaliło nadzieję, iż europejskie sankcje utrudnią Rosjanom podróżowanie po Europie, ergo - wywołają niechęć do Putina, czyli przyczynią się do spadku jego popularności. W konsekwencji spowodują jego odsunięcie od władzy.

  

   Gdyby sądzić po obecności klasy średniej w Alpach - nic się nie zmieniło.

Mój mąż stwierdził w pewnym momencie: Nigdy nie sądziłem, że z ulgą posłucham niemieckiego...

   Zwłaszcza, że przeważnie na wyciągach panuje cisza. Wszyscy kontemplują widoki, odpoczywają, czasem ktoś z rzadka rzuci zdanie. Rosjanie gadają bez przerwy, mają też często krótkofalówki, żeby oszczędzić na telefonach, więc robią jeszcze większy hałas. Można oszaleć.

  

    Kiedy nagle w schronisku przy jednym stole zebrały się trzy polskie rodziny, chcieliśmy zaraz jakiś klub zakładać, albo chociaż grupę wsparcia. Bo Polaków niestety jest tu mało.

 

      Gdyby nie polityka, przybysze ze Wschodu może nie budziliby aż takich emocji. Zasilają kasę hoteli i restauracji, kiedy brakuje gości z Zachodu. Jednak jest ich po prostu za dużo, także dzieci. Kelnerzy skarżą się, że takie 4-5-letnie bambry zachowują się, jakby już zarządzały całą galaktyką i odpytują kelnerów np. ze znajomości francuskiego.

    Ich mnogość działa  wkurzająco. Nie chcę wyjść na nacjonalistkę, ale wyobraźcie sobie że jedziecie do Sopotu na urlop, a tam 85% ludzi mówi po... chińsku. Albo po węgiersku, obojętne. Naprawdę głupie uczucie.

    Do tego takie drobiazgi jak brak ogłady. W salce śniadaniowej, czy w pomieszczeniu, gdzie się zakłada buty narciarskie, nie zdarza się, żeby Niemiec czy Austriak wszedł bez powitania. To jest tak oczywiste, jak mówienie "dzień dobry" w Urzędzie Skarbowym, gdzie mamy załatwić ważną sprawę. Jeśli ktoś wchodzi bez powitania - znaczy, ruski.

 

      Białe kozaczki, srebrne kombinezony, kaski z kryształkami Swarovskiego... Nie trzeba podsłuchiwać, żeby poznać nację.   

   Jeśli w schronisku na wysokości 2.700 m widzę tlenioną blond-czarną Wenus (żywcem Creulla De Mon), z karminową szminką na ustach, wołam do niej w myślach: Kobieto, przecież wiatr i śnieg rozsmaruje ci tę szminkę do uszu...

Ale do kogo ja gadam...?

 

    6 stycznia Rosjanie obchodzili swoją Wigilię. Na szczęście nie było to uciążliwe dla innych mieszkańców.

No, a o 22.30 zaczęły się fajerwerki i muszę przyznać, że rzadko coś takiego daje się zobaczyć na żywo. Naprawdę imponujące.

   Na to konto rano wyciąg zaczął jeździć później niż zwykle, a na ulicach było niemal kompletnie pusto. To tylko dowód na ilość Rosjan, którzy tu przyjechali. Normalnie do porannego wjazdu z dolnej stacji czekaliśmy 25 minut, tyle zajmował wjazd ok. 1500 osób. 7.01  przed nami przesuwało się 10 narciarzy.

   Następnego dnia było podobnie. Widok pustego miasta niesamowity. Pamiętacie film "Dzień bez Meksykanów" o tym, jak wyglądałaby Ameryka, gdyby nagle wyparowali wszyscy Latynosi - służba, śmieciarze, sklepikarze, nauczyciele, nianie? Ameryce groziłaby natychmiastowa zagłada.

Ischgl bez Rosjan wygląda równie dziwnie. Ciekawe, czy teraz w następnym tygodniu dojadą inni goście, którzy chcieli uniknąć tłoku?

Pewnie się tego już nie dowiemy...

 

   Drugie spostrzeżenie - Austriacy kompletnie lekceważą unijny zakaz palenia. W każdej restauracji stoją popielniczki i dym faktycznie unosi się tu i ówdzie. Nie, żeby mnie to cieszyło, raczej szokuje mnie złamanie sztandarowego zakazu palenia, który sprowadził palaczy do podziemia.

    We Włoszech na przykład nie wolno palić nawet na dworze pod restauracyjnym parasolem. Trzeba wyjść poza obręb parasola. Akurat znam takich palaczy, których unijne dyrektywy praktycznie uwięziły w domu, bo nigdzie już nie wolno palić. Tylko Czechy uznały, że ich państwo istnieje ponad 1000 lat a Unia Europejska zaledwie 20, więc mają w poważaniu takie zakazy. Poza tym w Europie pełna dyscyplina. A tu proszę, taka niesubordynacja...

   Nie jest to niestety miłe, kiedy w kultowym klubie Schatzi, gdzie śliczne i niezbyt ciepło odziane panny tańczą  na barze, a w powietrzu stoi siekiera dymu niespotykana u nas od lat... Szkoda, bo chociaż nie jestem lesbijką, sama lubiłam się na nie pogapić przy szklaneczce wybornego wina Zweigelt. A teraz myślę tylko o tym, jak prześmierdną moje ciuchy w 10 minut.

 

   Akurat przed naszym wyjazdem w tamtejszej TV podali, że miarka się przebrała, że Austria nie będzie więcej "popielniczką Europy" i że unijny zakaz zacznie wreszcie i tu być respektowany. No to zobaczymy...

  

A to Schatzi:

 

IMAG0114.jpg

 

IMAG0113_BURST001.jpg


Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

Jak nisko można upaść???

czwartek, 08 stycznia 2015 9:13

gĂłryd.jpg

 

  Powyższa scenka odbywała się przy takich komendach:

- W prawo!! Przecież mówię w prawo!!! Która ręka jest prawa??

Na co maluch posłusznie podnosi prawą rączkę, ale konsekwentnie skręca w lewo. I tak raz po raz...

 

   Ischgl to raj dla narciarzy i niektórzy wykorzystują go w opór. Tu o 7.00 rano jest jeszcze ciemno, a mimo to wyciągi już kursują. Ostatni napaleńcy zjeżdżają do miasta o 17.00. ALE NIE JA!

   Ja wykluwam się powoli, w niczym nie popędzam małżonka. Aaaa, niech nawet będzie 11.00, zanim się wreszcie wwieziemy na górę (2300 punkt wyjścia. Inne stacje przeważnie pow. 2700 m).

   Kiedy kolejny raz zaliczam glebę, powtarzam sobie jak mantrę: ja przecież kocham te narty, kocham narty...

 

   Najbardziej spektakularnie przyziemiłam na nowo otwartej trasie, na której trzeba się najpierw dobrze rozpędzić, żeby podjechać pod górkę. No, to się rozpędziłam...  Mąż z daleka zobaczył tylko wielką chmurę śniegu, jak na filmach Disneya, z której wyleciały kolejno narty i kijki. Kiedy opadł pył bitewny, dopiero zobaczył mnie. 

   A tam, nic sobie nie zrobiłam. Oczywiście zaraz jakiś usłużny Germanin podleciał, podał nartę pytając, czy wszystko w porządku. To tutaj standard.

 

   Ischgl ma 250 km tras i wciąż otwiera się nowe. Miesiąca by nie starczyło, żeby zjechać każdą choć ze dwa razy. Trasy mają od 2 do 11 kilometrów długości i przeważnie pracuje 45 wyciągów. Spróbujcie znaleźć taki, do którego jest kolejka! Zjeżdżasz i wjeżdżasz, zjeżdżasz i wjeżdżasz, i tak w kółko.

   Jak koszmar senny wracają stare wspomnienia ze Szczyrku, gdzie stojąc godzinę do wyciągu, dawało się dziennie zaliczyć 3-4 zjazdy. Pod warunkiem, że w ogóle był śnieg.

 

   Ten region przylega do Szwajcarii i ma oczywiście umowę na wspólne ski-passy, więc można jeździć do woli po tamtej stronie, chociaż to już przecież nie Unia! Jeśli się człowiek zapomni a burza śnieżna złapie go TAM, (tak było w dzień naszego przyjazdu), to czasowo wylatuje z Unii... Gorzej, kiedy się nie ma ze sobą dokumentów (kurczę, nie zawsze mamy!)

 

   Nasze szczęście do pogody na razie bezwstydnie działa. Po strasznych dniach grudnia, kiedy nawet w wysokich partiach brakowało śniegu, a na dole było plus 10, lało i potwornie wiało (jak w Polsce), wraz z naszym przyjazdem przyszedł lekki mróz (-4 do -10 w górze), słaby wiatr i obłędne słońce. I tak już piąty dzień. Widoki - do zwariowania.

  

gĂłryc.jpg

 

gĂłryb.jpg

 

gĂłrya.jpg

 

     Z ciekawostek, właśnie policzyłam, że mój z rzadka używany kombinezon narciarski, ma już... 17 lat. Fragment  z Pilcha, który cytowałam o dorastaniu do ubrania latami, pasuje jak ulał. Kiedyś był na mnie minimalnie luźny, teraz jest akurat. To w sumie dobra wiadomość, skoro się w niego mieszczę...

 

 Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  3 014 219