Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 314 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2844695
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12563
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2352 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Sport to mord, cytując Jadwigę.

sobota, 30 stycznia 2016 17:18

 

    O sporcie chyba nie pisałam nigdy, bo znam się na nim tak dobrze, jak na poezji.

Czyli wcale.

Na szczęście niebo obdarzyło mnie mężem obojętnym na piłkę nożną, a to prawdziwy skarb.

    Ale chciał nie chciał, wydarzenia sportowe nie omijają mojego domu tak całkiem.

Nie można było wszak przejść obojętnie nad sukcesami Małysza, który w pewnym momencie był naszym największym dobrem narodowym.

   I choć nie oglądam meczów, jednak kibicuję szczerze Agnieszce Radwańskiej czy naszym piłkarzom ręcznym i siatkarzom.

Nożnym nie kibicuję, ale też życzę im jak najlepiej.

 

  Niedawny felieton Jadwigi http://www.okiemjadwigi.pl/mistrzowie/ wywołał jednak we mnie silną potrzebę wyrażenia swojego zdania na temat sportu w ogóle.

I ono, to zdanie, brzmi tak:

   Bezwarunkowo zabroniłabym zawodowego uprawiania pewnych dyscyplin sportu. Wykreśliłabym je z programu wszelkich mistrzostw i olimpiad. Zlikwidowałabym sponsoring i reklamę, oraz hodowanie sportowców od małego dziecka.

 

Jakie to dyscypliny?

Może zacznę od tych, do których nic nie mam.

  1. Gry zespołowe - wszystkie rodzaje piłki, pływanie synchroniczne itp.
  2. sporty finezyjne, wymagające talentu, inteligencji, sprawności (ale nie tylko siłowej) i wdzięku, czyli badminton (Jadwiga, nie podlizuję się :-)), łyżwiarstwo figurowe, tenis, gimnastyka artystyczna i sportowa, judo, szermierka, łucznictwo i strzelectwo
  3. z lekkoatletyki tylko skoki - w dal, wzwyż, narciarskie i do wody też, oraz rzuty, czym tak kto chce.
  4. szachy.

   Wycięłabym wszystkie dziedziny, w których liczy się wyłącznie siła, wytrzymałość organizmu i… najnowsze osiągnięcia koncernów odzieżowych a także farmaceutycznych.

   Zaliczam do nich wszelkie biegi, w tym biegi na nartach (sorry, Justyna) i panczeny, kajakarstwo, pływanie na czas, a zwłaszcza KOLARSTWO. Również boks i wszelkie wrestlingi, bo tłuczenie się po pysku czy wątrobie kłóci mi się z ideą sportu w ogóle.

 

   Uważam za nieludzkie, zmuszanie osobników ludzkich do nadludzkich treningów ku uciesze tłumu. Oczywiście, nikt siłą przecież dziecka na trening nie zawlecze. Ale jeśli już zacznie, i co gorsza, ma w danej dziedzinie jakieś predyspozycje i sukcesy, to przepadło. Nie rozumiem wzbudzania w młodych ludziach żądzy pobiegnięcia czy popłynięcia o dwie setne sekundy szybciej od rywali. Jaką wartość ma takie zwycięstwo? Czy warto poświęcić na to całe dzieciństwo, młodość i najlepsze lata dorosłego życia?

 

  Jak udowodnić, że dzisiejsze zwycięstwo o dwie setne sekundy było naprawdę triumfem sportowca, a nie zasługą nowiutkiego kombinezonu, z nieznanej jeszcze powszechnie tkaniny? Jak wycenić talent pływaka Michaela Phelpsa, który na trzech kolejnych mistrzostwach świata zdobył łącznie 17 złotych medali? Geniusz sportu, czy mutant o specyficznej budowie ciała, dzięki czemu płynął o ułamki sekund szybciej i tyle razy pokonał rywali?

   Co z tymi sportowcami, którzy zmarli na trasie, czy zaraz za metą, bo przekroczyli granicę wytrzymałości, ale adrenalina nie pozwoliła im zauważyć sygnałów ostrzegawczych? Co wreszcie z tymi, którzy nigdy nie stanęli na podium, choć sportowi wyczynowemu poświęcili najlepsze 20-30 lat swojego życia?

   Co z aferami dopingowymi, kiedy młody człowiek wreszcie stwierdza, że albo weźmie, albo nigdy nie pokona rywali? Kto ponosi odpowiedzialność za frustrację tych którzy jednak nie biorą, kiedy żegnają się z marzeniem o podium?

Jak poważnie traktować bicie kolejnych rekordów, kiedy za miesiąc czy rok nowe badania antydopingowe wykażą, z czego te sukcesy wynikały?

   I jak powstrzymać genetyczne modyfikowanie osobników przeznaczonych dla sportu? Przecież głośno mówi się, że TO właśnie jest przyszłość, a nie jakieś pigułki.

 

   Wiem, że nie da się z dnia na dzień ogłosić, że pewne dziedziny sportu wylatują z programów olimpijskich. I że jeśli ktoś chce się ścigać, to niech to robi w amatorskich zawodach (choć i tu umierają ludzie, kiedy w 35 -stopniowym upale biegną w maratonie albo wyścigu kolarskim (ostatnio 8.07.15)).

 

940_2.jpg

http://bieganie.pl/?show=1&cat=24&id=940

 

    Powinno się jednak stopniowo ale konsekwentnie ograniczać te dyscypliny, w których granica ludzkich możliwości dawno została przekroczona i dalsze postępy są już tylko zasługą koncernów.

 

   Chętnie posłucham. opinii na  ten temat.

  

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (32) | dodaj komentarz

Samoleczenie cz. 2

sobota, 23 stycznia 2016 9:03

 

    Na służbę zdrowia nie warto narzekać, bo ona, ta służba, ma to gdzieś, a my tylko tracimy czas i energię.

   Kiedyś pisałam o samoleczeniu, bo wciąż samą mnie zaskakuje, jak dużo mogą zdziałać proste metody, dostępne za darmo i w każdych warunkach.

Proponuję czasem do nich wrócić.

http://helena-rotwand.bloog.pl/id,339908693,title,Ratuj-sie-kto-moze,index.html

 

   Teraz  chciałabym coś dorzucić do koszyka, bo nie ma ludzi zdrowych, są tylko niedobadani, jak twierdzi nasz przyjaciel - chirurg miękki.

Znacie moje uwielbienie dla pewnego terapeuty manualnego, osteopaty, który stał się obecnie moim lekarzem pierwszego kontaktu od chorób wszelkich. No, może nie lekarzem, ale człowiekiem pierwszego kontaktu na pewno.

Namiar poniżej.

 

   Można się śmiać albo mi nie wierzyć, ale twarde fakty mówią same za siebie. Nie dalej niż kilka dni temu o 4.00 rano poczułam wirowanie jak na karuzeli i ledwo doszłam do łazienki, odbijając się od ścian. Pomyślałam: nie jest dobrze. Kiedy to samo powtórzyło się o 6.00, a do tego spędziłam 10 minut nad sedesem, spodziewając się potężnych torsji, zaczęłam się bać.

    Mimo to powlokłam się do pracy, ale nadal nie było dobrze. Zamiast jechać do neurologa, który natychmiast wysłałby mnie na rezonans, tomograf, przepływy tętnic szyjnych, i parę innych badań (za dwa tysiące, bo państwowo pewnie za dwa lata), władowałam się na kozetkę do manualnego.

   Tradycyjnie poczułam zawód, bo zamiast zajmować się moim błędnikiem, skupił się na lewej nerce i innych podrobach, tłumacząc mi zawile, jak leci nerw błędny i że musiałam pewnie dupnąć na nartach, skutkiem czego nerka mogła się przemieścić i teraz się stawia.

 

    Ano dupnęłam. Co miałam nie dupnąć, przecież na oblodzonym stoku nie szło bez...

 

    Konkluzja - wstałam z kozetki po godzinie, zdrowa jak mało kto. Zawroty ustąpiły, mdłości też. Jak go nie kochać?

 

   Mając nieograniczony kredyt zaufania, posłuchałam więc jego sugestii, żeby poczytać książkę J.Zięby "Ukryte terapie", czyli czego nie powiedzą ci lekarze.

   Osobiście nie przepadam za wszelkiej maści hipnotyzerami i homeopatami, ale ta książka zrobiła na mnie wrażenie. Bardzo przekonał mnie np. wywód o tym, jaką robimy sobie krzywdę łykając witaminę D3, która w samotności wywołuje więcej szkód niż pożytku. Związki wapnia uzyskane dzięki niej zamiast do kości i zębów trafiają do naszych tętnic, także w mózgu, powodując ich stwardnienie i Alzheimera. A że jako certyfikowany wampir, uczulony na słońce, skazana jestem na suplementację, przejęłam się jego zaleceniem, iż lepiej nie brać Wit.D wcale, niż brać ją samą, bez towarzystwa witaminy K2. Tylko K2 wie, dokąd skierować wapń, żeby kości nam się nie łamały a zęby zostały na swoim miejscu. Stąd w wielu aptekach internetowych można bez problemu nabyć połączenie tych dwóch witamin, i to nie tylko dla dzieci, ale trzeba o tym wiedzieć.

  

   Ale jeszcze większym zaskoczeniem był rozdział o witaminie C. Zawsze słyszałam, że jeśli człowiek je owoce i kiszoną kapustę, żadna suplementacja wit.C nie jest mu potrzebna. Stąd łykanie 1 tabletki Rutinoscorbinu przy przeziębieniu zda się psu na budę.

   Tymczasem dowiaduję się, że witamina C jest w stanie zwalczyć najcięższe infekcje pod warunkiem, że zje się ją w ilościach przemysłowych. O ile dzienna zalecana dawka wynosi 100-200 mg, wg Zięby należy przyjąć takiej witaminy nawet do 30 GRAMÓW (150-300 razy więcej), od czego na pewno się nie umrze, za to stanie się na nogi.

 

    Oczywiście, nie należy wówczas łykać tabletek ani kapsułek, bo świństwa, które do tej witaminy są dodane, ważą dwa razy więcej niż witamina. Nawet kupiona za ciężkie pieniądze witamina C w Colvicie stanowi tylko 1/3 całej kapsułki. Reszta to żelatyna, cukier i inne wypełniacze.

 

   Dlatego trzeba zainwestować nieporównywalnie MNIEJSZE pieniądze i kupić 1 kilogram (za ok. 29 zł) czystego kwasu askorbinowego LEWOSKRĘTNEGO. Tylko lewoskrętna witamina C działa! Jest kwaśna jak diabli, więc można ją rozpuszczać w wodzie, ale mój sprawdzony patent to rozmieszanie 1 łyżeczki na sucho w łyżce powideł. 1 łyżeczka to ok. 5 gramów, a więc 25 razy więcej niż zawiera przeciętna tabletka. Takich łyżeczek da się zjeść kilka w ciągu dnia. Jeśli jesteście naprawdę chorzy, wasz żołądek nawet tego nie zauważy, za to efekt będzie. Próbowałam już kilka razy. Działa. Zabija infekcje w zarodku, daje kopa energetycznego.

 

P1080609.jpg

 

    Ja akurat kupiłam kwas w sieci z firmy Stanlab w Lublinie, ale są inne.

A o dobroczynnych właściwościach spożywania dużych dawek witaminy C piszą także inni, np tu:

http://www.akademiawitalnosci.pl/witamina-c-czy-nie-zakwasza-i-jak-ja-dawkowac/

 

    Naprawdę radzę spróbować, zwłaszcza teraz, kiedy grożą nam infekcje. Zaufajcie mocy! 1-2 gramów dziennie to zaledwie ćwierć łyżeczki. Przyjmowana profilaktycznie może naprawdę pomóc.

  Zdrowia życzę!

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (27) | dodaj komentarz

Śmierć w tunelu

sobota, 16 stycznia 2016 9:19

 

   W ramach powrotu z wakacji zajechaliśmy na moment w inną dolinę, która właśnie obchodziła niechlubną piętnastą rocznicę dramatycznych wydarzeń.

 

   W roku 2000 na lodowiec Kitzsteinhorn (ok. 3200 m) w austriackich Alpach prowadziły dwie drogi dla narciarzy - kolejka wisząca na linie i wagon mknący w tunelu, wykutym w skale na odcinku ponad 3 km.

   11 listopada 2000 r. wagon zdążył pokonać pierwsze 600 m tunelu, gdy zapaliły się grzejniki w dolnej kabinie motorniczego. Jak się później okazało, kompletnie nieprzystosowane do pracy w takich warunkach, zwłaszcza w tunelu. Od nich zajęły się plastikowe rury od hydrauliki, w efekcie czego kiedy wagon się zatrzymał, nie można było otworzyć żadnych drzwi.  Nie dało się też wybić szyb, wykonanych z pancernego tworzywa.

 

   Prąd powietrza w tunelu spowodował za to błyskawiczne rozprzestrzenienie się ognia w górę. Topiły się kombinezony, plastikowe wykończenia nart i wagonu. Temperatura osiągnęła 1000 st.C. W toksycznym dymie udusiło się i spaliło na popiół 155 osób.

    Ocalało tylko 12, którym udało się wybić szybę w dolnej części wagonika i które wbrew wszystkim zaczęły uciekać w dół. Tam przeczekały do przyjazdu ratowników. Z pozostałych, którzy kierowali się ku górze, nie ocalał nikt. Ratownicy potrzebowali psychologicznego wsparcia, po tym co zastali. Identyfikacja zwłok ze Smoleńska to przy tym drobiazg...

 

   To był koniec kolejki szynowej w tym rejonie. Dolne podpory rozebrano, a wylot tunelu widoczny z dołu, zamknięto na zawsze. Za kardynalne błędy popełnione przy konstruowaniu i produkcji wagonika parę osób odpowiedziało karnie, ale jakie to ma znaczenie dla ofiar i ich rodzin?

Dyletantyzm i arogancja człowieka nie zna granic.

 

    To zbocze góry, po którym obecnie chodzą dwa wyciągi gondolowe. Trzeba się dobrze przyjrzeć, żeby wypatrzyć ślepy wlot tunelu.

 

P1080497.jpg

 

P1080498.jpg

 

    Na dolnym parkingu stanęło mauzoleum ku czci ofiar. Wygląda jak betonowy bunkier, ale też nie ma być zabytkiem do zwiedzania, lecz miejscem pamięci. W środku jest 155 wąskich szczelin, przez które wpada światło. W każdej wypisano nazwisko ofiary i datę urodzenia. Bardzo dużo dzieci. Młode pary…

   Wśród zostawianych tam pamiątek są zabawki, zdjęcia - mocno już pożółkłe, kwiaty.

 

P1080496.jpg

 

P1080494.jpg

 

P1080489.jpg

 

P1080487.jpg

 

P1080485.jpg

 

P1080488.jpg

 

P1080490.jpg

 

P1080484.jpg

 

   Trudno stamtąd wyjść, kiedy rok-dwa lata wcześniej samemu się tym wagonem jechało…

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (26) | dodaj komentarz

Duże rozczarowanie...

niedziela, 10 stycznia 2016 16:32

 

   O 7.00 rano w styczniu widać, że świat nie został stworzony dla człowieka, a na pewno nie ku jego wygodzie i przyjemności.

O. Tokarczuk 

 

    A już zdecydowanie nie, kiedy wraca się z urlopu. Nawet takiego krótkiego...

No, ale wróciłam. Z tym lepkim, białym g*** negocjowałam, żeby zostało na ziemi salzburskiej, i w zasadzie się udało. O te 3 mm śniegu chyba nie będziemy kruszyć kopii...

   Do dolin narciarskich jeszcze wrócę, póki co jesteśmy w Linzu. Tak sobie pomyślałam, że to w końcu trzecie miasto Austrii, a w Austrii wszędzie jest pięknie, więc warto o ten Linz zahaczyć. Zawsze się go mija jadąc w Dolomity.

 

   Poczytałam sobie o pięknej starówce, dwóch katedrach (sic!), przepięknej szopce, największym kościele w Austrii itd., więc specjalnie wyjechaliśmy z Bad Hofgastein dzień wcześniej, żeby to wszystko zobaczyć.  To widok z okna hotelu.

 P1080510.jpg

 

     Dotarliśmy do Linzu ok. 15.00. Przed zapadnięciem zmroku zdążyłam zrobić kilka zdjęć z zewnątrz.

Jak myślicie, czy to jest stara (Jesuiten Dom), czy nowa (Marien Dom) katedra?

 

P1080516.jpg 

   Otóż ta jest NOWA. Ma zaledwie 90 lat! Aż trudno uwierzyć, że w latach 20-stych XX wieku ktoś znalazł środki na postawienie takiego okazu. Pomieści 20 tysięcy osób, a wieża (135 m) tylko dlatego nie jest najwyższa w Austrii, że był zakaz. Najwyższa musiała być wieża w św. Stefanie w Wiedniu.

I tu właśnie znajduje się ta słynna szopka, jedna z największych bożonarodzeniowych szopek na świecie.

 

     Niestety, moja wiedza okazała się czysto teoretyczna. My swoje zrobiliśmy, ale miasto Linz zawiodło na całej linii. Otóż mimo plusowych temperatur, obowiązuje tu chyba 30-sty stopień zasilania. W niemal wszystkich obiektach starówki panują egipskie ciemności. Podświetlony (z lekka) jest tylko ołtarz, a reszta tonie w głębokim mroku. Co z tego, iż są tu bajeczne witraże, skoro przestają być widoczne, kiedy tylko na dworze robi się szaro?

 

P1080522.jpg 

A szopka - jest dostępna tylko w niedziele. Dlaczego tak?

A wewnętrzna galeria, skąd z wysokości 15 m jest piękny widok na kościół - nie ma po co włazić, skoro nic nie widać...

 

   W katedrze starej (z XVII w., ładny barok) było jeszcze gorzej.  O 17.00 w środku nie widziałam własnej ręki. Po co zostawiać otwarte podwoje dla takich obiektów, jeśli pożytek mogą z tego mieć tylko złodzieje albo bezdomni?

 

To katedra z zewnątrz. Proszę zwrócić uwagę na długość tramwajów. rzadko się takie widzi:

 

P1080542.jpg

 

   Nie lepiej jest na ulicach. Miasto zawiesiło wprawdzie świąteczne dekoracje, ale... ich nie zapala. O 19.00 były ciemne i o 22.00 też były ciemne. Aż tak oszczędzają?

Przecież Austria praktycznie nie odczuwa kryzysu!

Wielkie rozczarowanie...

 

   Wracając do hotelu natknęliśmy się na niecodzienny widok. W ogromnym przeszklonym gmachu, coś jakby centrum konferencyjnym, na trzech poziomach przygotowano setki stołów. Przed budynkiem gromadziły się grupy młodszych i starszych - młodsze w białych sukniach do ziemi. Mało która zdecydowała się na szpilki (było ok. zera i spadł śnieg). Większość miała na nogach grube zimowe kamasze, a podkasane suknie dzierżyła w zębach, żeby się nie ubłociły. Młodzieńcy pod krawatem dopełniali obrazu.

    Dopadliśmy jedną z tych zbłąkanych owieczek podążającą po śniegu, żeby dopytać, czy to zbiorowy ślub, jak w Chinach. Okazało się, że to Bal Debiutantów. Ale nie taki, jak w Wiedniu, w którym uczestniczy sama elita Europy (chyba młoda Kwaśniewska dostąpiła tego zaszczytu). Tutaj takie bale organizują szkoły tańca.

Przez długą chwilę podglądaliśmy młodzież i ich rodziców przez okna...

Ech, żeby tak u nas...

 P1080560.jpg

 

P1080554.jpg

 

P1080558.jpg

 

P1080556.jpg

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (22) | dodaj komentarz

Niech śnieg będzie z Wami!

wtorek, 05 stycznia 2016 9:59

 P1080456.jpg

 

Proszę Państwa, tak wygląda śnieg.

 

   W poprzednim wpisie zadałam głupie pytanie, gdzie jest śnieg?

Odpowiedź jest banalna i od lat ta sama - TAM GDZIE MY!

 

   Za niewielką opłatą mogę zdradzić w przyszłym roku, gdzie i kiedy jedziemy. Tylko wtedy macie gwarancję pogody :-)).

 

   To zakrawa na spory żart, ale naprawdę tak się dzieje. Rok temu w Ischgl przez prawie cały grudzień nie chodził żaden wyciąg z powodu braku śniegu i wichury. Wszystko się zmieniło na dobre z chwilą naszego przyjazdu, ale ustało... w dniu naszego wyjazdu.

   Tak też wygląda to tutaj. Pewnie obiło Wam się o uszy, że Karyntia i Piemont już ogłosiły stan klęski z powodu braku śniegu. Ostatni śnieg w naszej dolinie spadł 1 grudnia 2015.

   I właśnie teraz spadł.

 

   Jesteśmy w dolinie Gastein, może mało znanej wśród polskich narciarzy, którzy preferują raczej Kaprun czy Zell am See. Niech żałują.

Wprawdzie działam przeciwko sobie, ale nie mogę nie zachwalać tego miejsca, które zaskakuje nas na każdym kroku.

   Nie ilością tras, chociaż oferta (44 wyciągi, 180 km) chyba zadowoli każdego. Ale to miasto (Bad Hofgastein) ma też 1000-letni kościół, największy i najpiękniejszy na ziemi salzburskiej, 500-letni zameczek, pięknie utrzymany, i ogromne termy z basenami, bo są tu źródła cieplicowe.

 

   Nawet jeśli ktoś nie jeździ na nartach, miałby tu co robić, do zamęczenia.

Ale to co odróżnia tę miejscowość od innych ośrodków narciarskich, to kompletny brak pazerności na kasę.

   Dwa przykłady: wszędzie wypożycza się narty na określony czas i płaci z góry. Te pieniądze przepadają, jeśli zrezygnujemy wcześniej. Przy pobraniu nart jesteśmy bardzo dokładnie spisywani, ze skanowaniem dowodu włącznie.

   Tutaj nie tylko że mozolnie zapisali nasze nazwisko w komputerze na wiarę, bez oglądania dokumentów, ale wystawiwszy kwit na 5 dni - nie wzięli pieniędzy. BO PRZECIEŻ MOŻEMY ZWRÓCIĆ WCZEŚNIEJ, więc będzie taniej (???)

   Drugi przykład - kwatery wynajmuje się zawsze na 7 nocy - od soboty do soboty. Tak jest i latem i zimą w całych Alpach. Ponieważ jednak mamy daleko do domu (1100 km) a ponadto w soboty dzieje się tu Armagedon na szosach (tylko z naszej doliny wylewa się 20.000 osób, a tu są większe doliny), więc wyjeżdżamy wcześniej, w piątek. Poinformowaliśmy tylko o tym naszą gospodynię, a ona... wystawiła rachunek tylko na 6 nocy! To się nie zdarzyło nigdy i nigdzie przez tyle lat.

 

   Jest cudnie. Wprawdzie bolą wszystkie gnaty i kondycja nie ta, ale pogoda i widoki rekompensują wszystko.

   I to alpejskie powietrze... Zakłócane tylko czasem dymem z papierosów przy schroniskach i obecnością Rosjan, którzy jednak zachowują się  tutaj wyjątkowo poprawnie, powiedziałabym wręcz, z pewną taką nieśmiałością. W knajpkach rozmawiają cichutko, jakby nie chcieli zdradzać swojego pochodzenia. Nie to co w Ischgl.

 

  Myślę, że trzeba to będzie za rok powtórzyć.

Opłaty za tę informację proszę wpłacać na noclegownię Monaru na Skaryszewskiej 19 :-)

 

To wnętrze kościoła.  Madonna pochodzi z 1500 roku.

 

P1080422.jpg

 

P1080418.jpg

 

A to zameczek z hotelem i restauracją, w której ceny nie odbiegają od zwykłej knajpy w mieście.

 

P1080462.jpg

 

   A w środku miasta można się poczuć jak na mokradłach, bo ciepłe źródła grzeją powietrze.

 

 P1080473.jpg

  

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (32) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 844 695