Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 972 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3012593
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 12667
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2442 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Sztuka oddychania

niedziela, 29 stycznia 2017 12:58

 

   Wróciliśmy z nart w dolinie Gastein, którą odkryliśmy rok temu i której zapewne zostaniemy wierni przynajmniej kilka sezonów, bo na to zasługuje.

 

Wrócę do niej jeszcze, na razie będzie o tym, czym się oddycha.

 

   To żadna nowość, że w Alpach powietrze wlewa się do płuc jak ciekły kryształ, a w nocy mimo temperatury -14 st. śpi się przy otwartym oknie jak niemowlę.

   Rano za to można gapić się z rozdziawioną gębą na festiwal mgieł, chmurek i wschodzącego słońca i złościć się, kiedy aparat nie uchwyci wszystkiego, co byśmy chcieli.

   Ale coś uchwyci...

  

   Przed świtem...

 

DSCF6630.jpg

  

Świt...

 

DSCF6592.jpg

 

   Ranek...

 

DSCF6728.jpg

 

DSCF6610.jpg

 

   Nowością natomiast jest fakt, iż płynąca przez dolinę rzeka ma temperaturę +10 st., co w stosunku do temperatury powietrza daje różnicę 24 stopni! Przyczyną są potężne źródła cieplicowe (Rydzyk niech zzielenieje), przez co woda w basenach termalnych ma 35 st., a ciurcząca z maleńkiej fontanny na rynku nawet +41 st. Całe miasto zimą wygląda jak jedna wielka elektrociepłownia, para bucha znad każdego akwenu, nie mówiąc o kompleksie term, który dymi jak komin.

 

   Mnie najbardziej zafascynowała rzeka. Idąc nocą wzdłuż jej brzegu możemy się poczuć jak w oparach londyńskiej mgły. Pięknie jest.

 

 DSCF6641.jpg

 

DSCF6643.jpg

 

   Aby tam dotrzeć, trzeba przejechać 1100 km, podzieliliśmy więc trasę na nierówne części, tak aby nocować w Polsce przy granicy czeskiej.

   W tamtą stronę na nocleg wybraliśmy barokowy osiemnastowieczny zamek/pałac (nie ma zgodności) w Chałupkach. W zamku działa bardzo porządny hotel, ze świetną restauracją. Leży przy samym moście granicznym nad Odrą, do Czech idzie się 5 minut.

 

DSCF6581.jpg

 

   Most jest ponad stuletni, nosi nazwę „Kaiser Franz Josefs-Jubiläums-Brücke”.

 

   Widać symbiozę między mieszkańcami Bohumina i Chałupek, Czesi wynajmują restaurację zamkową w Polsce na swoje wesela, z kolei po tamtej stronie odbywają się polsko-czeskie wielkie targi ślubne.

 

   Powrót zaplanowaliśmy nieco inaczej, z noclegiem w Wodzisławiu Śląskim. Tu znaleźliśmy strasznie brzydki z zewnątrz, ale bardzo wygodny w środku hotel Ostrawa. Ponieważ miasto ma zabytkową XVII|-wieczną Starówkę, planowaliśmy wieczorny spacer po całym dniu podróży.

     Pijani alpejskim powietrzem nie mogliśmy w pierwszej chwili ogarnąć, co się dzieje.

 

    O smogu słyszałam wiele, także o tym że okolice Rybnika są najbardziej zatrutym miejscem w Polsce. Ale zawsze myślałam, że to jest coś takiego jak czad - jest, ale można go wykryć tylko przy pomocy aparatury. W Wodzisławiu aparatura nie jest potrzebna. Ma się wrażenie jakbyś trzymał głowę w koksowniku. Albo siedział na parowozie. Jakby ktoś rozpalił naokoło nas cztery ogniska, w których pali gumiaki, papę dachową, butelki PET i miał węglowy naraz. 

   Chodziliśmy po Rynku, ale smród nie znikał. Miejscami nawet się nasilał.

 

   Miasto robi co może, żeby stać się atrakcyjne dla ludzi. Całe centrum jest miejscem bez krawężników, dosłownie. Wszystkie chodniki płynnie schodzą do ulic, wszędzie da się podjechać wózkiem.

   Mieszkańcom też nie brakuje fantazji. Dowodem na to są miejsca takie jak "NAJLEPŚNIKI", "MINISTERSTWO ŚLEDZIA I WÓDKI", gdzie można dostać m.in. "starą wódę na myszach", czy urokliwa restauracja "WIEJSKA CHATA", gdzie serwują dania nie tylko wiejskie, ale i dworskie, na fajnych talerzach stylizowanych na starą porcelanę.

 

DSCF6737.jpg

 

Tu kaczka z buraczkami glazurowanymi w miodzie.

 

DSCF6742.jpg

 

  Ale chociaż miasto próbuje walczyć z zatruciem powietrza, organizując akcje pt. "Zdemaskuj smog",  na razie oddychać się tam nie da.

"Cóż, widać można żyć bez powietrza..." śpiewała Ewa Demarczyk

 

   Z ciężkim sercem jechaliśmy przez Śląsk przy zamkniętym wlocie powietrza. Przy każdej próbie otwarcia do samochodu wpadał gryzący w gardło smród.

Ciężki powrót do polskiej rzeczywistości...

 

Polecam w pobliżu Warszawy: najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Nie wierzę, że to już połowa stycznia...

sobota, 14 stycznia 2017 15:28

 

   Kiedy jakiś czas temu syn wyprowadzał się z domu, wyobrażałam sobie ogrom wolnego, niczym nie skrępowanego czasu. Snułam wizję zapisania się na jakieś uniwersyteckie kursy z literatury, regularne uczęszczanie do sauny i takie tam luksusowe zajęcia.

 

   Dziś czasu nie tylko jest mniej, ale i zajęć coraz więcej. I nie wydaje mi się, że to ja stałam się powolniejsza...

 

   Koniec roku przyniósł oczywiście nawałę świątecznych prac, choć bez zakupu prezentów, jako że drugi raz z rzędu gremialnie to sobie obiecaliśmy. Przyniósł też niestety wielkie nerwy związane z sytuacją w Sejmie.

   Do tego źle się zadziało w rodzinie, gdyż teściowa trafiła do szpitala w stanie krytycznym.

 

   Próbowaliśmy jakoś odczynić złe, więc w noc Sylwestrową pojechaliśmy na Krakowskie Przedmieście, żeby napaść wzrok dekoracjami. Przypatrzmy się im dobrze, bo kiedy wybory samorządowe przyniosą nam zmianę Prezydenta miasta, może w nim zapanować mrok i wilgoć. W końcu kolorowe podświetlanie mostów czy budynków to fanaberia, a pieniądze są potrzebne do łatania dziur budżetowych.

 

Na razie jest tak:

 

DSCF6470.jpg

 

DSCF6485.jpg

 

DSCF6476.jpg

 

   Nowy Rok, a niech go...!

 

Dobra, nie będę bluźnić, bo jeszcze 350 dni przed nami. Lepiej nie pogarszać swojej sytuacji.

   No więc Nowy Rok zaczął się o 5.20 telefonem ze szpitala, że teściowa właśnie zmarła. Trudno sobie wyobrazić "lepszy" początek Nowego Roku...

 

   Potem bieganina, załatwianie formalności. Pierwszy raz sami organizowaliśmy pogrzeb, więc nerwy były. Na szczęście są firmy, które większość tych spraw biorą na siebie, więc wszystko było pod kontrolą. Poza łzami, bo te jakby najtrudniej zdyscyplinować...

   Na mszy ku naszemu zdumieniu zjawił się poczet honorowy z zespołu szkół, w którym mama przepracowała wiele lat. Dzieciaki, które nigdy jej nie poznały, dzielnie stały na baczność ze sztandarem. 

   A podczas pogrzebu wystąpił jeden z jej dawnych uczniów, matura rok 1981, z przepięknym listem na temat wspaniałej nauczycielki i wychowawczyni.

   Ciekawe, ilu dzisiejszych nauczycieli spotka się z takimi dowodami pamięci i szacunku w 36 lat po zakończeniu nauki przez swoich uczniów.

 Czy są jeszcze tacy nauczyciele

 

   Okazało się też, że ludzie CZYTAJĄ NEKROLOGI!

Tak słyszałam, ale nie do końca wierzyłam, a jednak sporo osób zjawiło się na pogrzebie właśnie po przeczytaniu nekrologu.

 

   Nie zdążyłam za bardzo odreagować, kiedy musiałam pakować manatki i w dzień po pogrzebie o 6.00 gnałam 500 km na drugi koniec Polski w sprawach zawodowych. Niebo nie było mi łaskawe, gdyż przez pierwsze 200 km szalała śnieżyca, a zamarzające błoto tworzyło wały na asfalcie. Mogłam jechać 140 km/h, ale chwilami udawało mi się przyspieszyć ledwo do 70.

   Na szczęście ktoś tam w górze chyba się zreflektował i zakręcił dmuchawę. Zrobiło się sucho, a nawet chwilami słonecznie.

Dzięki temu już po 6 godzinach dotarłam do celu.

 

  Wracałam 13-tego w piątek. Po raz kolejny zadano kłam przesądom. Nie tylko dotarłam do domu cała i zdrowa, ale mimo katastroficznych wieści powtarzanych w każdych informacjach o śnieżycach, przez niemal całą drogę było sucho.   

 

   No i proszę powiedzieć, czy ja mam czas czytać drugi tom GD Robertsa, Cień góry, kontynuację Shantarama (którą przy okazji bardzo polecam)?

1000 stron, jak Millenium, ale wciąga niesamowicie.

Gdzie można dokupić trochę wolnego czasu...?

I czy to wtedy nadal będzie "wolny czas"...?

 

 

Na koniec przydatny adres  w pobliżu:

 -         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  3 012 593