Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 020 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3014156
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 12668
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2442 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Sweet focie.

środa, 30 października 2013 15:59

0547.jpg

 

   Spokojnie, to nie ja. Blisko, ale nie ja...:))


   Trzeci tydzień spędzam nad zdjęciami... Przerobiłam już jakieś 1,5 tysiąca i nie mam na myśli zwykłego przeglądania, selekcjonowania, dopasowania do poszczególnych okresów, ułożenia tematycznie...

   Mam na myśli prawdziwą obróbkę, bo żal nie "naprawić" zdjęcia upstrzonego przez muchy, krople kawy, naddartego tu i ówdzie, z zagiętym rogiem, rysami w poprzek twarzy, wydziabanymi dziurkami, które świecą na biało na tle czarnego garnituru itp...

 

   Dłubię w zdjęciach, które mają po 60 i więcej lat i czasem nachodzi mnie refleksja, że może nie powinnam... Grzebię przecież w ich materii, ingeruję w ten ząb czasu, który zrobił im krzywdę...

   Ale przecież idąc tym tropem powinniśmy nie tykać niszczejących zabytków, nie zdzierać starych zmurszałych tynków, nie malować nowoczesnymi farbami, które nie mają nic wspólnego z tymi z XIII czy XVI wieku. A przecież nie można ich tak zostawić. To się nazywa konserwacja i ja właśnie te moje zdjęcia KONSERWUJĘ!

 

   Fakt, czasem mnie ponosi. Po 3-ciej godzinie tej zegarmistrzowskiej roboty zdarza mi się jakaś skucha, jak np. wymazanie białych guzików na sukience mamy, bo automatycznie wzięłam je za plamki.

   Jeszcze gorzej było kiedy zaczęłam "remontować" ściany w kościele podczas naszego ślubu... Jakieś takie w zaciekach były całe...:))

   Ale jest to też okazja, żeby poprawić nieco błąd fotografa, który na przykład nie zauważył, że modelka siedząca na łące pełnej kwiatów ma przed sobą centralnie drut kolczasty, taki od krów. No i jeden kolec tego drutu na zdjęciu wypadł jej akurat na ustach, przez co ona teraz ma wystający wielki kieł! W dodatku czarny, nie biały, jak wampir!

Zawsze marzyłam, żeby usunąć ten kieł :)) No, to teraz mam okazję:))

 

  A tu na zdjęciu papieros... To straszne!! Nie można uwiecznić jakiegoś jednorazowego wybryku w fotoksiążce! Ale od czego jest ACDSee...? Parę ruchów, klonujemy tło i papierosa nie ma. Nonszalancko wygięta dłoń, naturalnie, bez peta.

 

   A tu w ramach hepeningu leżę na torach. Głowa na szynie, pełen dramatyzm. Małoletni bardzo synek wymalował mi na tym zdjęciu czerwone korale... Nie do usunięcia z odbitki, ale teraz... Proszę bardzo. Szyja biała, dziewicza, że tylko gryźć!

 

0425.jpg

 

   Myślę że parę osób byłoby mi wdzięcznych. Np. mama na jednym zdjęciu ma okropną czarną przerwę między zębami. Tak się ułożyło światło. No, nie mogłam tego tak zostawić...

 

   Ręki nie czuję. Ja to nazywam chorobą "mysią". Kiedy muszę zlikwidować rysę biegnącą przez pół zdjęcia i trzeba to robić miejsce przy miejscu, a nie ciągnąć, bo robi się smuga, ilość kliknięć myszą idzie w setki. Kliknęłam już chyba z miliard razy przez te trzy tygodnie, więc niedługo zostanę mańkutem. Ale warto było...:)

 

   Dla porównania dwa zdjęcia: Oto JA! Cała ja!

 0485a.jpg

 

0485.jpg

 

A tego zdjęcia nie trzeba poprawiać ani trochę. Niemcy w czasie wojny robili takie. To moja babcia z literką P. Ale jakość zdjęcia po 70-ciu latach robi wrażenie, przyznacie...

 

0541.jpg

 

 

Jakby ktoś wpadł na ten sam pomysł, to mam dobre, niedrogie źródło na skanowanie negatywów i odbitek. Piszcie na helenarotwand@wp.pl


Podziel się

komentarze (21) | dodaj komentarz

Rasizm z wydaniu Św.Mikołaja.

piątek, 25 października 2013 16:35

 

Czy  wszyscy wiedzą że Święty Mikołaj to rasista? :-)

 

sinterklaas.jpg

 

Właściwie to temat grudniowy, ale że akurat nadeszły świeże wieści z tulipanowej Holandii to piszę teraz.

Otóż zgodnie z zasadą co kraj to obyczaj, w Holandii i w Belgii od rozdawania prezentów dzieci mają aż dwóch świętych. Jeden to Św. Mikołaj, Sinterklaas, rozdający dzieciom prezenty w wigilię swoich urodzin, czyli 5 grudnia, a drugi, zdecydowanie mniej ważny, to ktoś w rodzaju naszego świętego, który przychodzi 24.12.

 

  Sinterklaas przypływa z Hiszpanii statkiem parowym (!). Wygląda jak biskup, nosi bogaty strój i targa ze sobą pastorał. A prezentami zajmuje się jeden, lub ostatnimi czasy – kilku pomocników, chłopców ubranych w XVII-wieczne stroje paziów. Pomocnicy mają za zadanie ganiać po dachach i podrzucać podarki przez komin. Nazywa ich się ZWARTE PIET, czyli… Czarny Piotruś…

 

   I tu jest pies pogrzebany. Pomocnicy Santy są bowiem od zarania dziejów CZARNI!. Czarni jak smoła, nie smagli czy opaleni. Czarni.

I tu pojawia się pytanie: Właściwie dlaczego oni są czarni??? Skoro słudzy, to zaraz muszą być czarni? I jeszcze do tego ten kolczyk w uchu! Przecież to jawne nawiązanie do niewolnictwa! Toż to utrwalanie w społeczeństwie szkodliwych stereotypów!

  

 I zrobiła się afera. Sprawę rozpętał performer Gario w 2011 roku i od tamtej pory problem rośnie i pęcznieje jak wrzód. Poszli za nim oczywiście Zieloni a także Marokańczycy, którzy generalnie nie mają nic innego do roboty, bo jest ich w Holandii mnóstwo, ale nie można ich zmusić do niczego użytecznego. Rdzenni czarni obywatele z dawnych kolonii jak Antyle czy Surinam kompletnie nie mają nic przeciwko tych prastarym zwyczajom.

 

   Zwyczaj rozdawania dzieciom podarków przez Sinterklaasa jest najważniejszą holenderską tradycją, liczącą sobie jakieś 700 lat. Próby wyrugowania tych obyczajów nie udały się nawet protestantom. Obecnie wręcz postuluje się, aby 5 grudnia zrobić oficjalnie dniem wolnym od pracy, bo dla Holendrów Święty jest ważniejszy od Królowej. Tymczasem wrogowie Santy ryją pod nim doły i najchętniej przemalowaliby pomocników na biało!

    Już Flandria zrobiła krok w kierunku załagodzenia sporu i tam dzieci mówią na chłopców po prostu Pieterknecht, czyli Piotruś-pomocnik. Ale obrońcom political correctness to nie wystarcza. Doszło do tego, że powołano właśnie komisję przy ONZ, która zatrudnia czterech ważnych antropologów. Ich zadaniem jest wyjaśnić pochodzenie koloru skóry pomocników. Może dojdą do wniosku, że oni nigdy nie byli czarni? Że może to faktycznie rasiści rodem z Ku-Klux-Klanu przemalowali ich na czarno? Kto za to płaci…?

 

   Przewodnicząca tej komisji, pani profesor z Jamajki już wydała opinię - z tym świętem trzeba skończyć! Ma zamiar wystąpić z apelem do premiera Holandii, aby zakazać tych niecnych praktyk. Ten jednakże już ogłosił, że to nie jest sprawa rządu. Teraz wysoka komisja z ONZ ma przyjechać i na miejscu zbadać problem. "Pewnie przylecą 1-wszą klasą, będą spać w 10-gwiazdkowych hotelach i pobierać gażę 2500 USD za dzień" - mówi rozjuszony przyjaciel Holender.



   Z powodu groźby odwołania Świętego Mikołaja, w Holandii najpierw zapanowała żałoba, ale obywatele szybko podnieśli się z kolan i będą bronić Czarnych Piotrusiów jak niepodległości. Już powstały strony na Facebooku, które w pierwszych dniach zjednoczyły ponad 2 miliony Holendrów. Np. taka https://www.facebook.comZwartePietMoetBlijvenn

    Dyplomaci ONZ z Genewy i Nowego Jorku też wystąpili do pani profesor, żeby
wycofała swoje żądania. Zwłaszcza że Holandia już jakiś czas zwróciła się o zarejestrowanie tego święta jako narodowego święta kulturalnego. Niedawno zrobiła tak Etiopia, która w marcu obchodzi bardzo podobne święto, z tak samo przebranymi uczestnikami. I ONZ je zarejestrował.

 

   W zasadzie nie wiadomo, o co ten krzyk, bo przecież jedną z teorii, skąd wziął się ciemny kolor skóry pomocników jest ta, iż są to byli pomocnicy kominiarza, którzy biegają po dachach, włażą do kominów i tam się umorusali…

 I komu to przeszkadzało? Dzieciom kolor skóry jest zupełnie obojętny, interesuje je tylko wielkość worka z prezentami…

 

Sinterklaas_zwarte_piet.jpg

 

   Głupota ludzka nie zna granic. Jak wytłumaczyć dzieciom, że wszystkie przekazy ludowe z ostatnich 160 lat były jawnie kłamliwe? Już widzę tych nawiedzonych oszołomów, jak przemalowują twarze pomocników Santy na wszystkich obrazach, plakatach czy zdjęciach, żeby nie obrażać więcej uczuć czarnoskórych obywateli.

 

  To zupełnie tak, jak gdyby w naszej Bożonarodzeniowej stajence zamiast owiec, osła czy krówki postawić smoka wawelskiego i Kaczora Donalda. A do wielkanocnego koszyczka zamiast wędlin i jaj, zgodnie z wegańskim trendem kazać dzieciom wkładać lebiodę, liście babki i orzechy, ale tylko te, co same spadły z drzewa. Inaczej je boli…

 

Świat oszalał…

  


Podziel się

komentarze (76) | dodaj komentarz

Zacznij od Bacha...

sobota, 19 października 2013 13:22

   Notaria mnie  znów podpuściła na balet w Teatrze Wielkim. Po świetnych doświadczeniach z przedstawieniem „I przejdą deszcze” miałam duży kredyt zaufania, kupiłam więc bilety na „Tańczmy Bacha”.

 

http://www.youtube.com/watch?v=2pgoG2Ub9CE

 

   Byłam jakoś dziwnie spokojna, że Bacha da się zatańczyć. W ogóle od jakiegoś czasu przestałam traktować Bacha jak barokową ramotę. Słucham go sobie w radiu i mam z tego przyjemność. Nie zawiódł mnie więc i podczas tego wieczoru.

   Chwilami miałam wrażenie, że słucham soundtracka z filmu Greenawaya, no, może Almodovara, choć orkiestra grała Wariacje Goldbergerowskie, III Suitę orkiestrową D-dur czy Pasję według św. Jana. I chociaż wielu ludziom epoka baroku kojarzy się głównie z księciem Bogusławem i dworskimi menuetami, okazuje się, że Bacha można zinterpretować całkiem współcześnie

 

   A w temacie balet… Cóż, nasza Opera ma po prostu znakomity zespół. To, że większość z nich to cudzoziemcy (zwłaszcza wśród mężczyzn), nie jest ani zaletą ani wadą. Po prostu stwierdzam fakt. Lekkość, wdzięk, moc, precyzja… Czegóż chcieć więcej  w balecie?

 

160888_1285328386_db90_p.jpg

 

   Może tylko jak dla mnie było w tym jeszcze za dużo klasyki. Po moim pierwszym doświadczeniu z baletem nowoczesnym, oczekiwałam znów nowatorskich pomysłów, wężowych ruchów i innych figur rodem z You can dance, tak szokujących w zestawieniu z puentami i klasyczną muzyką. W tym kontekście najbardziej zadowoliła mnie czwarta część autorstwa Krzysztofa Pastora. W pozostałych trzech więcej było klasycznego baletu. No ale jedna z nich powstała w 1941 roku, trudno więc się czepiać.

  Ale że np. tancerz jednym ruchem jak rasowy macho oberwał spódniczkę balerinie i dalej musiała tańczyć w szortach, to nowość…

 

   Czytając program uderzyło mnie kilkakrotnie stwierdzenie typu: „Concerto Barocco nie ma żadnej treści”, albo „Balet Krzysztofa Pastora nie opowiada żadnej historii’…

   Ależ mi ulżyło! Wreszcie ktoś przyznał, że mogą istnieć utwory, których nie ma obowiązku ROZUMIEĆ, bo niczego nie przekazują! Można się skupić wyłącznie na tym, czy mi się to podoba, czy nie. Osobiście potrafiłabym jeszcze wskazać parę innych utworów, które absolutnie niczego nie przekazują, ale nie będę się narażać Notarii..:))

 

  A tytułem podsumowania – po koncercie przespałam nieprzerwanie 8 godzin! To mi się od lat nie zdarzyło. Widać, Bach tak jak i Mozart potrafili tworzyć muzykę, która koi duszę, wycisza, leczy… Oj, nie każdy to potrafi.

 

PS. Tylko dlaczego do "stylizacji fryzur" został wynajęty znany ex-model i celebryta Robert Kupisz? Nie chcę myśleć, ile wyniosła jego gaża, ale baletnice miały na głowach to co zawsze - jak widać na zdjęciu. Naprawdę Opera Narodowa nie ma na co wydawać pieniędzy?

 

 

 

A moja książka wciąż do kupienia w sieci.

 

Otwarta.jpg

 

 

http://ksiazki.wp.pl/bid,43715,tytul,Opetanie-czyli-zgubne-skutki-masazu-stop,ksiazka.html?ticaid=11163b&_ticrsn=3

 

 

 


Podziel się

komentarze (46) | dodaj komentarz

Zapis życia

niedziela, 13 października 2013 11:48

   Z przyczyn niestety całkowicie przeze mnie zawinionych, jestem uziemiona przez następny tydzień w domu.

   To się nawet dobrze składa, bo dzięki temu będę mogła zlikwidować, albo chociaż trochę zmniejszyć problem, który od dawna nabrzmiewa, puchnie i grozi katastrofą.. To szafka pełna albumów ze zdjęciami z ostatnich 30-stu lat.

   Moja miłość do zdjęć i dużych albumów zaowocowała ładunkiem ważącym chyba ze sto kilo, pod którym śpię. I co noc zastanawiam się, kiedy toto się urwie i czy wtedy będę w łóżku, czy poza nim…

 

   Ponieważ jestem osobą do bólu uporządkowaną, w pudełku przechowuję wszystkie negatywy, chronologicznie poukładane i opisane. Został więc tylko jeden drobiazg – trzeba to wszystko przerzucić na dysk. Gdybym chciała skorzystać ze zwykłych ofert skanowania, to 2-letniej pensji by nie wystarczyło. Z kolei szukanie najtańszych ofert na Grouponie niestety często wiąże się z bardzo kiepską jakością skanów. Kiedyś połasiłam się na niską cenę i dostałam zdjęcia fioletowe i kompletnie nieostre.

 

   Skorzystałam więc z Oferii.pl. Wrzuciłam tam swoje oczekiwania i otrzymałam sporo propozycji. Wybrałam jedną firmę, wysłałam na próbę 5 klisz i za dwa dni miałam do ściągnięcia bardzo przyzwoite skany.

 

   Teraz czeka mnie praca, przy której roboty Syzyfa to kaszka z mleczkiem. Nie mogę po prostu wysłać wszystkich negatywów, bo mimo dobrej ceny za klatkę, wyszłoby to jednak bardzo drogo. Poza tym nie ma to sensu, bo kiedy przez 20 lat fotografuje się Tatry, to mam nieodparte wrażenie, że zdjęcia mogą się powtarzać… Góry się mało zmieniają…:-)

 

   No, to siedzę jak ten benedyktyński archiwista i wybieram pojedyncze klatki z każdego negatywu. Uzbierałam już ze 300, a to nawet nie jest ćwierć tego, co  leży w pudełku… Ale co tam, mam czas.

 

 Ale przy tym szukaniu wracają wspomnienia, ojej…

 

   Tu siedzę w Lexusie. Oj, tak na chwilę wsiadłam na pikniku BCC na Służewcu. Przereklamowany ten Lexus... Żadne halo!

 

   A tu opijamy z przyjaciółmi wstąpienie do Unii. Był 30 kwietnia 2004. Ten historyczny moment złapał nas  w Polanicy Zdroju, gdzie nazajutrz przekraczaliśmy granicę. I Czesi a potem Niemcy też opijali ten fakt, więc uśmiechali się szeroko i przepuszczali nas bez sprawdzania choćby dowodów… Miłe uczucie.

 

   O, a tu niezapomniana noc z siedmioma kotami i dwoma psami pod jednym dachem. Całą noc miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje…

 

koty.jpg

 

   I te gołębie w Wenecji… Prawie mnie zjadły, w każdym razie obsiadły jak pomnik, tłukąc skrzydłami.  Na szczęście nie zostawiły mi na sukience pamiątek, i ptasiej grypy też nie złapałam.

 

Wenecja2.jpg 

 

   O, a tutaj chodząc po lesie znalazłam ślad zbrodni. Na pewno ktoś zakopał tego mężczyznę głową w dół! No, przecież to nie może być zwykły odcisk! Taka precyzja!

 

but1.jpg

 

A tu ktoś wydeptuje serce na śniegu dla swojej ukochanej. Nie był to mój mąż, bo stał za mną, ale może jakaś inspiracja…:-))

   

F1010023.jpg

 

   O, Piza! Przypomniałam sobie to szokujące wrażenie, kiedy stanęłam oko w oko z wieżą. Każdy ze zdjęć doskonale zna to partactwo budowlane, jednak na żywo osłupienie jest pełne. Jedyne, co wyrywa się z piersi, to : K…wa, jaka ona jest krzywa!!!

 

   A tu remont. Burdel w całym domu, ślady po kablach i szafkach, kurz wrośnięty w ściany. Wytarta wykładzina… A potem krok po kroku wygładzanie, malowanie, wyklejanie, tapetowanie… Fajna pamiątka.

 

   A to było zaskakujące wydarzenie. Pojechaliśmy do Czarnogóry z przewodnikiem Pascala, który na okładce miał jakiegoś przypadkowego obywatela z cygarem. Kiedy usiedliśmy na obiad w maleńkim Ulcinju, prawie pod granicą albańską, podbiegł do nas kelner i zaczął coś wykrzykiwać pokazując na mój przewodnik. Po chwili domyśliłam się, że na okładce jest właściciel akurat tej knajpy. Szef został ściągnięty z łóżka (było południe!) i zapozował do zdjęcia. Wyglądał na uroczego mafioza… Co za zbieg okoliczności...

 

 Mafiozo.jpg

 

   Swoją drogą, to ciekawe co myśmy fotografowali na wyjazdach zagranicznych za komuny i tuż po upadku…? Befsztyk na talerzu (!), ukwiecone trawniki i balkony, witryny sklepów. Eleganckie samochody, ekstrawagancko ubranych ludzi… Dziś to wszystko mamy u siebie, nie budzi już żadnych emocji.

 

Czyżby mi było czegoś żal…? No nie!!!

 

PS. Na pytanie, co wynieślibyście z płonącego domu, odpowiedź prawidłowa to ... zdjęcia:-)

 

 

A moja książka wciąż do kupienia w sieci.

 

Otwarta.jpg

 

http://ksiazki.wp.pl/bid,43715,tytul,Opetanie-czyli-zgubne-skutki-masazu-stop,ksiazka.html?ticaid=11163b&_ticrsn=3

 


Podziel się

komentarze (23) | dodaj komentarz

Ex - Pierwsza Dama

środa, 09 października 2013 10:27

bfb5c210a3ec488ea63b4e23db3e9f164ba2f706.jpg

http://www.wprost.pl/ar/419399/Danuta-Walesa-o-mezu-duzo-nie-rozmawialismy/

 

  Pełno ostatnio w mediach pani Wałęsowej, teraz akurat za sprawą filmy Wajdy, gdzie w jej rolę wcieliła się Agnieszka Grochowska. Pewnie się niektórym narażę, ale nie podzielam tych zachwytów.  

 

   Ja generalnie mam mało zrozumienia dla kobiet cierpiętnic, które ze swojego stanu – żony a zwłaszcza matki – robią ołtarzyk. A szczególnie mało zrozumienia mam dla kobiet, które decydując się na liczne potomstwo, nie myślą o tym, czym je wykarmią.

I nie mówię tu przecież o patologicznej rodzinie, gdzie dzieci rodzą się na kamieniu i lądują na garnuszku państwa.

 

    W tzw. normalnej rodzinie dzieci powinno być tyle, aby rodzice byli w stanie zapewnić im przyzwoite utrzymanie i wykształcenie. Osoby bogate z domu mogłyby sobie  pozwolić na liczną gromadkę, ale nie elektryk ze stoczni. W dodatku nie taki zwykły elektryk, tylko walczący aktywnie opozycjonista, który każdego dnia narażony był na aresztowanie, pobicie czy wręcz śmierć.

 

   Jak nieodpowiedzialnym trzeba było być w tamtych czasach, żeby spłodzić ośmioro dzieci, nie mając kompletnie żadnego zabezpieczenia finansowego ani pewności, że dzieci w ogóle będą miały ojca? Ja wiem, że w PRL-u nie było łatwo z antykoncepcją, ale sama w PRL-u dojrzewałam i jakoś gromady dzieci nie mam.

 

   Pani Wałęsa ma żal do męża, że nie zajmował go dom ani rodzina. A jednak pozwalała sobie zrobić kolejne dziecko, jak żona marynarza, tyle że marynarz zawsze wraca do domu, a tutaj tej pewności nigdy nie było. Oboje zafundowali swoim dzieciom niezłą traumę. Żeby była jasność – oboje są za to odpowiedzialni.

 

   Ktoś broniąc Wałęsy mówi, że przecież „Polska to była wielka sprawa”! Pani W. odpowiada: „A rodzina to nie była wielka sprawa?” Przecież ona też ciężko pracowała, walczyła o dzieci.

 

   No, niestety, to jednak nie było to samo. Ona po prostu robiła to, co robią miliony kobiet na całym świecie, i nie uważają tego za bohaterstwo. Co to jest ósemka dzieci w takiej czarnej Afryce na przykład..?

 

    Natomiast dzięki takim ludziom jak Lechu kobiety w Polsce już nie muszą stać po 3 godziny dziennie po kawałek kiełbasy czy papier toaletowy, nie muszą się zapisywać o 4.00 rano w kolejkach społecznych po pralkę. Nie muszą smażyć konfitur z marchwi, cerować rajstop, albo szyć spódnic z tetrowych pieluch. Mogą wyjeżdżać na wczasy przynajmniej do Egiptu, a dzieciom wkładają w majtki Pampersy.

 

   Paradoksalnie ten, którego podobno nie odchodził dom ani rodzina, miał największy wkład w poprawę życia nas, kobiet o 500 albo 1000 procent! Dzięki niemu nie jesteśmy drugą Albanią, gdzie jeszcze niedawno zwykły obywatel nie znał anteny satelitarnej, czy teflonowej patelni. Wiem, bo nie tak dawno gościliśmy Albańczyka, który 50 lat temu studiował w Polsce. Trzeba było widzieć jego wielkie oczy na widok przedmiotów, których istnienie my uważamy za taką oczywistość, jak obecność tlenu w powietrzu. .

 

   Wychowanie dzieci to na pewno jest wielka sprawa. Ale każda wielkość ma swój punkt odniesienia i dobrze jest o tym pamiętać.

 

 

A moja książka wciąż do kupienia w sieci.

 Otwarta.jpg

 http://ksiazki.wp.pl/bid,43715,tytul,Opetanie-czyli-zgubne-skutki-masazu-stop,ksiazka.html?ticaid=11163b&_ticrsn=3


Podziel się

komentarze (59) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  3 014 156