Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 314 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2844707
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12563
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2352 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Dylematy...

piątek, 24 października 2014 10:19

   Czasem wpada w ucho jakaś rewelacja ze świata, czy z naszego podwórka. W pierwszej chwili człowiek myśli - super, fantastyczny projekt, ktoś wreszcie pomyślał!

    Ale im dłużej się nad tym zastanawiamy, tym chętniej z szaf wyłażą jakieś gryzące wątpliwości, marudne pytania, czy aby na pewno to takie dobrodziejstwo, czy nie kryją się za tym czyjeś ukryte intencje...?

 

   Wiem, wiem, można od tego popaść w paranoję, jak mieszkańcy bloku, w którym parę osób postanowiło założyć porządny zamykacz w drzwiach wejściowych, tzw. zworę. Co to się działo, proszę Państwa, co się działo... Młynarski by o tym napisał osobną piosenkę. No, bo przecież ktoś musiał w tym mieć interes! Kto na tym zarobi? Jak wybrano wykonawcę? Na pewno w grę wchodzą łapówki! A mowa była  o kilku złotych od mieszkania.

Ludziom nie dogodzisz...

 

   Czytam, że Apple i Facebook proponują swoim młodym pracownicom 20 tys. USD na pokrycie kosztów zamrożenia i przechowywania jajeczka przez kilkanaście lat.

   Z jednej strony super! Kobiety chcą najpierw zdobyć jakąś pozycję, wziąć kredyt na dom, coś odłożyć, a dopiero potem myśleć o dziecku, a przecież im później, tym gorzej. Bo i zajść w ciążę trudniej, i ryzyko wad genetycznych większe.

   Więc może to niegłupie, zamrozić młode zdrowe jajeczko i w odpowiednim momencie sięgnąć po nie, dopiero kiedy dojrzejemy do macierzyństwa?

 

   Dobry pomysł? A gdzie tam! Od razu słychać krzyk, że w ten sposób obie firmy kupują sobie siłę roboczą. Że przez to nie muszą się bać odpływu młodych zdolnych pracownic, bo składając im taką ofertę, umożliwiają odsunięcie macierzyństwa o wiele lat. Że jest to dobitne pokazanie, że kariery zawodowej i macierzyństwa nie da się pogodzić, więc albo praca, albo dziecko!

   I wreszcie, że jest to sposób na wyciśnięcie ze swoich pracownic maksymalnie wszystkiego w młodym wieku, a kiedy przybędzie im lat, mogą sobie dopiero rodzić.

 

   Czy taki był zamysł Apple i FB? A diabli wiedzą. Ale podejrzliwość ludzka (często uzasadniona) nie zna granic.

 

   Przykład z naszego podwórka: od przyszłego roku PIT-y będzie za nas wypełniał Urząd Skarbowy.

Dobroczyńca! Wreszcie osoby fizyczne, w tym emeryci  i renciści, nie będą musieli sami się głowić.

   Ale hola... Do tej pory wysyłaliśmy do urzędu zestawienie naszych przychodów i wydatków z nadzieją, że urząd tego nie zakwestionuje. Teraz to urząd zrobi suche wyliczenie, a my będziemy się musieli wykłócać o każdy wydatek czy ulgę, który naszym zdaniem powinien być odpisany. Do tej pory można było mieć nadzieję, że urząd nie będzie weryfikował każdej pozycji zawartej w PIT-cie, przyjmując wyliczenie na wiarę. Teraz będziemy musieli mu podać wszystko na tacy.   

 

    Do tego jeśli coś podlega odliczeniom na pewno - np. odpis 1% na dobroczynność - nie będzie on odjęty automatycznie. To podatnik będzie musiał przez internet nanieść odpowiednią zmianę w formularzu podatkowym. Nie muszę mówić, ile osób w takiej sytuacji machnie ręką, bo na przykład nie ma w domu internetu, jak wiele starszych osób.

Dla budżetu to czysta oszczędność. Dla instytucji pożytku publicznego - katastrofa.

  Więc  ta zmiana wyjdzie nam na dobre, czy raczej nie?

Mam dylemat...

 

CDN

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (24) | dodaj komentarz

Dom na głowie

piątek, 17 października 2014 11:54

 

   Jadąc do Kartuz szkoda było nie zahaczyć o Szymbark, miasteczko ok. 44 km od centrum Gdańska. Powstało tam wielkie Centrum Edukacji i Promocji Regionu, w skrócie CEPR, co bardzo swojsko brzmi w uszach bywalców Krupówek. Park zawiera parę osobliwości, od czysto rozrywkowych (park linowy), poprzez edukacyjne (skansen starych kaszubskich domostw i dworków), obiekty z Księgi Guinessa (np. najdłuższa deska świata, 37 m, służąca obecnie za stół, przy którym może zasiąść jednocześnie 220 osób), ale też kawałek  naszej tragicznej historii, czyli m.in. Dom Sybiraka, zbudowany 240 lat temu przez Polaków wywiezionych 6,5 tysiąca km od domu. Znalazł się tam także autentyczny pociąg, w którym gęsto upchnięci więźniowie wiezieni byli na koniec świata, i wiele wstrząsających zdjęć.

 

P1060289.jpg

 

P1060291.jpg

 

P1060294.jpg

 

P1060297.jpg

 

P1060293.jpg

 

    Trochę to pomieszanie z poplątaniem, ale nie mnie oceniać słuszność takiego zestawienia.

   Dla zwiedzających niewątpliwie wielką atrakcją jest "Dom do góry nogami", który w pierwszym momencie budzi skojarzenie z ofiarą tajfunu. Ot, poleciał w powietrze i spadł, tylko niewłaściwą stroną.

 

P1060275.jpg

 

P1060283.jpg

 

   Pomysł niewątpliwie oryginalny. Nie wystarczy jednak obfotografować go ze wszystkich stron, trzeba jeszcze wejść do środka. I tu zaczynają się schody.

     Słyszałam wcześniej, że niektórzy mają problem z orientacją w tej przestrzeni, w której kanapy i fotele wyrastają z sufitu i cierpią przez to na zaburzenia błędnika. Ludzie, nie kanapy.

 

P1060280.jpg

 

 

   Pomyślałam sobie, że to jakieś cieniasy. Cóż to za problem zracjonalizować sobie zjawisko, że skoro dom stoi na głowie, to i meble muszą wisieć do góry nogami?

Dziarsko więc wtargnęłam do środka i... utknęłam.

 

   Pierwsze wrażenie - coś się stało z moimi okularami. Przy szkłach progresywnych jest efekt widzenia tunelowego, więc nie każdą częścią okularów widzi się tak samo. Jednak to było coś innego. Zaczęło mi się lekko kręcić w głowie, a stało się to ZANIM ZAUWAŻYŁAM te nieszczęsne meble na suficie.

   Próbowałam opanować emocje i spokojnie ruszyłam po schodkach w górę, czyli zeszłam na "parter". Tam było jednak znacznie gorzej. Niby szłam po zupełnie płaskim - żeby zniwelować pochylenie domu w jedną stronę, na górze dorobiono spore platformy - jakby stopnie, po których można wygodnie iść, ale tylko w teorii. Wrażenie, że zaraz się wywalę na pysk potęgowało się z każdą chwilą. Kurczowo trzymałam się barierek i rozwieszonych lin.

   A przecież nic jeszcze od rana nie piłam!  

 

   Wkurzona, że nie panuję nad swoim ciałem, wyszłam na zewnątrz. Wirowanie natychmiast ustąpiło. Obeszłam to dziwo jeszcze raz z każdej strony i ruszyłam do bramy. Po drodze zadzwoniłam do osoby, która wie wszystko. Zapytałam, czy można sztucznie wywołać zaburzenia błędnika u ludzi. Miałam tu na myśli coś jak rozpylenie mgły smoleńskiej, lub potraktowanie nas jakimś dziwnym polem magnetycznym, jak u kosmitów.

 

  Na co ten mądrala stwierdził:

- A po co sztucznie?

  Z waszym błędnikiem jest wszystko ok. Po prostu twój mózg jest przyzwyczajony do tego, że podłoga jest zawsze pozioma, a ściany idealnie pionowe. Kiedy podłoga jest lekko skośna, ale ściany tworzą z nią kąt 90 stopni, mózg przyjmuje, że podłoga jest  pozioma, więc ustawia ciało prostopadle do niej. Ale że nie jest pozioma, to się przewracasz.

(No żeż kur... !)

A ten dalej:

- Trzeba było zamknąć oczy. Od razu byś się połapała, że to ściema, bo stoisz na skosie...

 

   A niech Pan Bóg kocha tych CEPRÓW za takie pomysły. Przyznaję, sposób na promowanie regionu godzien polecenia. Sądząc po ilości odwiedzających, i to w październiku, warto było się pomęczyć. Może tylko dałoby się lepiej oznakować dojazd, bo teraz miasto Szymbark upstrzone jest drogowskazami, a to do najdłuższej deski, a to do Domu do góry nogami, zamiast zrobić jeden wielki szyld do Centrum, wymieniając jego atrakcje. Ale poza tym - piąteczka!

 

A tak w ogóle to jesteśmy na Kaszubach...

 

   kaszubski.jpg

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (26) | dodaj komentarz

Memento mori

poniedziałek, 13 października 2014 11:16

 

   Historię mojej ucieczki zaczęłam opisywać nieco od końca. Zanim bowiem dotarłam na plażę i zanurzyłam stopy w piasku, zahaczyłam o dwa ciekawe miejsca.  Oto pierwsze z nich:

 

"Zakon bliski śmierci"..., przeczytałam w necie.

 - Aha, zakon na wymarciu... - pomyślałam.

I tak i nie... tylko.

 

   Memento mori - to hasło znają wszyscy, którzy widzieli "Pana Wołodyjowskiego".

Ktoś nie zna? No, proszę was...

    Myśl o śmierci, nie rozmawiaj, zrezygnuj z wszystkich przyjemności życia, począwszy od potraw mięsnych, poprzez kontakt ze światem (współcześnie TV, internet, komórki - wszystko zabronione), skończywszy na pogaduszkach z kolegami. Tylko módl się i pracuj - w swoim ogródku, żebyś miał co zjeść. Poza tym nic.

 

   Kartuzi stworzyli chyba najsurowszą regułę w kościele katolickim na świecie. Żyli faktycznie blisko śmierci. Mówiono o nich, że śpią w trumnach, co zapewne nie było prawdą. Niemniej ich ziemskie siedziby faktycznie trumny przypominały - proszę zwrócić uwagę na dach kolegiaty w Kartuzach.

 

P1060259.jpg

 

   Zakładali klasztory na największym odludziu, jakie udało się znaleźć. Chętnie w pobliżu jezior, bo ryby jedli, nie tylko korzonki.

   W 1385 r zakon Kartuzów osiedlił się także w Polsce. Została po nim dziś praktycznie tylko nazwa miasta Kartuzy, ok. 30 km od Gdańska, gdzie zwiedzić można ciekawą kolegiatę pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP. Obok zachował się średniowieczny refektarz i jeden erem - domek kartuza. Nie było wówczas cmentarza, mnichów chowano bez trumien w ziemi obok kościoła. To oznacza, że idąc z kościoła do refektarza, stąpamy po ich grobach...

 

   Kolegiata w środku nie pasuje do surowej reguły kartuzów. Oryginalny ołtarz, ściany po jego obu stronach pokryte kurdybanami - pięknie wytłaczanymi skórami kozimi. Po prawej bogaty tron celebransa, 4 ołtarze boczne. Przebogate, obłędnie rzeźbione stalle.

 

P1060246.jpg

 

P1060268.jpg

 

P1060256.jpg

 

  Mam nadzieję, że ta dziewczynka nie będzie miała mi za złe, że publikuję jej zdjęcie. Wyglądała jak infantka z obrazów Velasqueza... Jakby się zapodziała z procesji na Boże Ciało i czekała, żeby ktoś ją tu znalazł. Na razie znalazło ją światło i rozjaśniło ten fragment rzeźbionych ławek.

 

P1060250.jpg

 

  Niestety, gdzieś też zapodziało się wahadło w kształcie anioła śmierci z kosą na barokowym zegarze, które się kiwało, wygrażając grzesznikom. Za to na zewnątrz wisi zegar słoneczny z napisem Memento mori, a nad nim trupia czaszka.

 

P1060261.jpg

 

P1060272.jpg

 

  I ja się tylko pytam: czy Panu Bogu było to potrzebne? (Wciąż zapominam zapytać o to wielebnych). Jaki pożytek z takiego umartwiania?

   Nie mam nic przeciwko zakonom, mnichom, mniszkom, którzy wybierają taki sposób na życie. Ale każde życie powinno czemuś służyć. Prowadzenie hospicjów, uczenie dzieci w Afryce, opieka nad bezdomnymi..., to wszystko jest piękne i podziwiam ich za to. A czemu służy życie mnicha zamkniętego w jakiejś norze wykutej w skale, jak w Klasztorze Korkowym w Portugalii? Jaki to prezent dla Boga, że taki nieszczęśnik zamarznie na śmierć, albo umrze z wycieńczenia, nie doznawszy szczęścia?

 

   Przecież od dawna wiadomo, że Panu Bogu milszy jeden nawrócony grzesznik, niż tabuny dewotek. Czy ktoś potrafi mi to wytłumaczyć?

 

   PS. A na co Bogu Ania Przybylska, tego też nie ogarniam...

   Może wyjdę na osobę bez serca, ale po pierwszym szoku w związku z jej śmiercią, przyszła lekka irytacja wywołana przez  medialny zgiełk, jaki się przy tym rozpętał.

    Może to przekora, a może po prostu empatia, że pomyślałam o osobach, które straciły nawet młodsze córki, żony, matki i nikt się nad nimi nie użala.

Anna Przybylska była niewątpliwie śliczna, ale czy to czyni jej śmierć bardziej tragiczną od śmierci dziewczyn przeciętnych czy wręcz nieładnych?

    Absolutnie nie ujmuję jej zasług, że mając taką prezencję nie została celebrytką tylko oddała się rodzinie. Ale kobiet które zrezygnowały z kariery dla rodziny jest cała masa i nie mam tu na myśli tylko aktorek.

 

   Oczywiście, że śmierć tak młodej osoby (bo uroda moim zdaniem nie ma tu nic do rzeczy) jest absurdem. Rodzice nie powinni odprowadzać na cmentarz swoich dzieci. Dzieci nie powinny zostawać sierotami w wieku kilka lat. Ale spektakl jaki się rozegrał na naszych oczach, te czołówki gazet, aleje róż i newsy dnia we wszystkich dziennikach, wydał mi się mocno przesadzony.  

   I chyba tylko to, że była rozwódką, że żyła ze swoim ostatnim partnerem bez ślubu(!!!), i urodziła troje nieślubnych dzieci (co o dziwo, nikomu w tym bogobojnym kraju tym razem nie przeszkadzało) zapobiegnie ogłoszeniu jej świętą.

   A podobno była prostą, skromną dziewczyną z sąsiedztwa...  

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (30) | dodaj komentarz

Ucieczka

środa, 08 października 2014 7:44

 

   Uwielbiam nadmorskie miasteczka w październiku. Ludzi jak na lekarstwo, zwiedzanie jest jeszcze większą przyjemnością bo wszędzie, absolutnie wszędzie zaparkuje się przed samym wejściem, i wciąż działają niektóre  punkty usługowe, więc zbłąkany gość nie umrze z głodu na ulicy.

   Marzyła mi się nowa ucieczka, w końcu od ostatniego giganta minęły ze dwa lata. Bardzo mi są potrzebne takie chwile wyciszenia, zresetowania mózgu.

 

   Padło na Wyspę Sobieszewską, która choć jest oficjalnie dzielnicą Gdańska, z wielkim miastem nie ma nic wspólnego. Znalazłam pensjonat - tylko 900 m od wielkiej wody, oddzielony od niej pasem drzew. Przyjechałam dość późno, ale pognałam przez las przywitać się z morzem. A ono ukłoniło się grzecznie...

 

P1060300.jpg

 

P1060302.jpg

 

   Następnego dnia zaopatrzona w mapkę i suchy prowiant ruszyłam dziarsko na poszukiwania tego, z czego ta wyspa słynie - ptaków. Na początek wybrałam rezerwat Mewia Łacha. Wyczytałam, iż można tu zobaczyć olbrzymie stada ptactwa wszelakiego, w tym oczywiście mew, albowiem nazwa rezerwatu nie wzięła się przecież od żuka gnojarza.

 

   Dwie godziny maszerowałam grzęznąc w nadmorskim/nadwiślańskim piasku, najpierw wzdłuż Przekopu Wisły, potem szlakiem przez wydmy, po plaży, i znów przez las, a ptaków nie było wcale! Coś wypatrzyłam na piaskowych wyspach, ale nie zrobiło to jakiegoś wielkiego wrażenia. Oszustwo!

 W przewodnikach obiecywano także, że w tym rejonie gromadzą się szare foki, ale i ich też nie było ani na lekarstwo.

 

P1060339.jpg

 

P1060328.jpg

 

   Zapadając się w sypkim piasku postanowiłam wynieść z tego jakąś korzyść i zafundować sobie darmowy masaż stóp. Wszak deptanie po piasku czyni cuda.

   No tak, ale w powietrzu było +6 stopni, a przy gruncie jeszcze mniej. Po półgodzinnym spacerze moje stopy zrobiły się czarne z brudu i czerwono-sine z zimna. Nie wiem, czy o to mi chodziło...

   Bo plaża o tej porze roku wygląda tak:

 

P1060332.jpg

 

Choć morze wyrzuca na brzeg również bardzo ciekawe przedmioty... Spokojnie, to nie głowa konia, tylko kawałek drewna obrośnięty muszelkami. Ale to drugie, to z pewnością czaszka. Ale czyja???

 

P1060342.jpg

 

P1060346.jpg

 

   W dodatku brodząc po plaży nie udało mi się wypatrzyć ani pół- ani nawet ćwierćkilowego bursztynu. A ja nie po to gnałam 440 km x 2, żeby wrócić z paroma muszelkami! Krótko mówiąc - podróż mi się nie zwróciła! :-)

 

   No dobra, godzina była młoda, więc przejechałam na drugi koniec wyspy z nadzieją na więcej szczęścia w drugim rezerwacie - Ptasim Raju. Zaczęłam jednak od grobli - to niezbyt szeroki nasyp oddzielający Wisłę Śmiałą od jeziora w Ptasim Raju.

   Grobla jest cudna widokowo, ale niebezpieczna. Przy większej wilgotności wielkie kamienie, po których się stąpa, robią się bardzo śliskie. Czasem woda przelewa się przez groblę. Odradzam chodzenie tam z dziećmi.

 

P1060370.jpg

 

P1060365.jpg

 

  Druga uwaga, właściwie apel: Never, never, ever nie rozglądajcie się na boki podczas iścia. Było tak pięknie wokół, a ja się jeszcze zagapiłam na takiego łotra, co podpłynął i zaczął robić jakieś wygibasy, licząc pewnie na datek...

 

P1060367.jpg

 

P1060368.jpg

 

... i runęłam jak długa na kamory, walnęłam kolanem, doprawiłam aparatem, a paznokieć w kolorze lakieru samochodowego deep blue metalic pooooooleciał... i zapadł się w morską toń. Znaczy wiślaną.

 

   Uznałam, że to palec b. żeby się wycofać, zwłaszcza, że grobla ma 2,5 km długości i trzeba nią wrócić w to samo miejsce. Na oko miałam już dziś w nogach jakieś 13 kilometrów, z tego większość po piachu, więc zrobiłam w tył zwrot i bardzo ostrożnie wycofałam się na pozycje.

   Dałam jeszcze szansę temu drugiemu rezerwatowi, ale po przejściu następnych pięciu km lasem znów się poddałam. Przez cały ten czas zobaczyłam zero, przecinek zero ptaka. Wprawdzie w gałęziach słychać było intensywne świergolenie, ale ja nie jestem taka mądra, żeby rozróżnić, co to śpiewa. Ponadto chciałam zobaczyć śpiew na żywo, żeby mieć pewność, że to nie z taśmy leci, jak z meczetu.

 

Nie myślicie chyba, że mułła naprawdę zdziera sobie gardło o 5.00 rano!

 

   No, to teraz mam nadzieję, że nikt nie uzna mnie za marudę i malkontentkę.

ŻARTOWAŁAM!!! Ludzie!!

 

   Było C-U-D-O-W-N-I-E, umęczyłam się zgodnie z planem, wyspałam jak mops, oczy odpoczęły od komputera, zrobiłam z 500 zdjęć, nawdychałam się jodu tyle, że do Czernobyla mogę wchodzić bez maski i przez 6 godzin nie powiedziałam ani jednego słowa!!!

 

   No, może jedno, brzydkie, jak mi krążenie w stopach zaczęło zamierać.

Bo poza tym... było bosko!

Chrzanić kolano...

 

   Ale to nie koniec mojej ucieczki. CDN.

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (21) | dodaj komentarz

Bukiet

sobota, 04 października 2014 9:06

 

  1 października obchodziłam 23-cią rocznicę.

No nie, nie urodzin, są granice łgarstwa :-)

Otóż już od 23 lat pracuję dla imperialistycznego kapitalisty z małego państwa na literę H.

 

   Kiedyś umarłabym ze śmiechu, gdyby ktoś mi to przepowiedział. Jak człowiek ma dwadzieścia parę lat, to już perspektywa utknięcia gdzieś na 3 lata  wydaje się nierealna, a 5 lat to cała koszmarna wieczność.

   Ale - panta rei, a człowiek zmienia zdanie. Imperialista okazał się bardziej słowiański, niż wielu rdzennie polskich biznesmenów, warunki pracy wprost wymarzone, a czas popłynął szybciej, niż się wydawało.

 

   No i przyszedł kolejny jubileusz, a moi współpracownicy zamiast kwiatów uraczyli mnie taką oto wiązanką:

 

P1060234.jpg

 

P1060237.jpg

 

  To kolejne potwierdzenie, że ludzka pomysłowość nie zna granic. Ów „bukiet” jest osadzony na bazie z bodaj pięciu potężnych główek sałaty karbowanej. Żadnych sztucznych pianek, czy coś. Owoce są świeże i bardzo smaczne.

Problem zasadzał się jednak na pytaniu: jak skonsumować taką ilość? Pracownicy skubnęli to i owo, ale z bukietu niemal nic nie ubyło.

   Zatargałam toto do domu i zaczęłam dzielić. Styropianową tackę nałożyłam dla kosmetyczki, drugą dla znajomej, trzecią z melonem dla nas na wieczór dla nas (męża wysłałam po prosciutto), czwartą z ananasem odłożyłam na sałatkę. Jakoś zeszło…

 

   Pozostał problem tej góry sałaty. I znowu - jedną temu, dwie owemu, pozostałe dwie - do sąsiadki. Wysłałam z nią męża. Wrócił... z talerzykiem rogalików makowych!

Jakieś Alternatywy 4  czy co???

 

A mówią, że od przybytku głowa nie boli…

 

   Polecam firmę http://www.fruitlife.pl/bukiety-owocowe.php

Albo po prostu ściągnijcie ich pomysł i zróbcie to same. Taki "bukiet" to świetne rozwiązanie kiedy chcemy zaprosić większą grupę.

   To super dekoracja na świąteczny czy imieninowy stół. I do tego jadalna.

 

   A tak w ogóle to jaki jest Wasz rekord pracy w jednym miejscu? Jak sądzicie, lepiej jest częściej zmieniać pracę, czy raczej trzymać się jednej, sprawdzonej. Czy jak mówią: Po co szukać nowych wrogów? Albo: Szanuj szefa swego możesz mieć gorszego...

Jak to jest?

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (18) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 844 707