Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 735 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2846686
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12565
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2353 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Upadają autorytety...

piątek, 23 października 2015 10:05

 

    O chorych pomysłach w kierunku zaostrzania przepisów antyaborcyjnych mówi się i pisze oceany słów.

   Niestety, kiedy tylko udaje się COŚ pozytywnie załatwić, czytaj - upodmiotowić kobiety, dać im jakiekolwiek prawo do decydowania o swoim brzuchu, zaraz zaczyna się histeryczny nalot na prawodawcę i cały jazgot zaczyna się od nowa.

 

   Gdybyż to był tylko jazgot - pół biedy.

Niestety ostatnie rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego, dotyczące bezpośrednio skandalicznego zachowania dr Chazana, oznacza nasz powrót do XIX-wiecznego ciemnogrodu.

   Brzuch znów przestał należeć do kobiet. Buty, samochód, parasolkę... Niech sobie mają. Ale brzuch już nie jest ich własnością.

 

    Akurat to rozstrzygnięcie zabolało mnie szczególnie, gdyż współautorem był jeden z większych autorytetów jakie w życiu miałam, mój dawny wykładowca i opiekun studentów na obozach penitencjarnych - prof. Andrzej Rzepliński. Pod jego skrzydłami organizowałam nasze pobyty w zakładach karnych. Przy nim byłam wojującą idealistką, zdolną iść na barykady w proteście przeciwko karze śmierci itd.

   Kiedy usłyszałam w radiu decyzję Trybunału, iż lekarz nie tylko ma prawo odmówić aborcji zasłaniając się klauzulą sumienia, ale też nie musi informować, gdzie kobieta może to zrobić, miałam nadzieję, że profesor nie był przy tym obecny. Że może złamał nogę i mu ją składają, albo zatruł się grzybami i ktoś pod jego nieobecność podjął taką durną decyzję.

   Niestety, widok mojego guru czytającego wspomniany wyrok, sprawił mi fizyczny ból.

   Jak widać, dopadła go jakaś niemoc, ale ograniczyła się do stanu psychicznego.

Żal.

   Może fakt, iż w 2015 roku przyjął papieski Krzyż Pro Ecclesia et Pontifice w jakiś sposób ogranicza jego zdolność do samodzielnej oceny sytuacji. Bo wciąż szukam racjonalnej przyczyny, dla której mógłby tak bardzo oddalić się od rozumu i empatii.   

 

   Usankcjonowanie „klauzuli sumienia” spowoduje,  iż za chwilę nie dostanie się w aptekach nie tylko pigułki „dzień po”, ani zwykłych środków antykoncepcyjnych, ale też prezerwatyw, Viagry, ani nawet testów ciążowych, bo a nuż kobieta zechce coś z tym fantem zrobić na własną rękę!

   Zasłaniając się klauzulą sumienia lekarze przestaną robić badania prenatalne, rodzice dzieci z in vitro wylądują w obozach pracy, a same dzieci będą izolowane w specjalnych ośrodkach dla mutantów.

   Mogą wszak roznosić jakieś bakterie czy pierwotniaki…

 

   Ale nie poprzestańmy na tym. Nauczyciele biologii przestaną uczyć o fizjologii człowieka, a zwłaszcza - o zgrozo! - o rozmnażaniu. Na pytanie „skąd się biorą dzieci” będzie przywoływany na świadka stary, poczciwy bocian. Na wszelki wypadek zaszpuntuje mu się jednak dziób, bo a nuż coś palnie.

  A geografowie może stwierdzą, że ziemia jednak jest płaska jak naleśnik i stoi na czterech żółwiach. Stąd już tylko krok do koronowania Chrystusa na Króla Polski. Choć właściwie..., po co aż sięgać po Chrystusa?

 

  Kto zabroni szaleńcom wierzyć w szalone rzeczy, jeśli SUMIENIE im tak podpowiada?

W którym wieku my żyjemy???

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

 

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

 

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

 

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (30) | dodaj komentarz

Sabaton to taki duży sabat. Na 700 tysięcy gardeł.

piątek, 16 października 2015 15:24

 

Ależ ja jestem zapóźniona....

 

   Pierwszy raz w życiu usłyszałam dwa utwory grupy podobno metalowej - SABATON. Zapytałam w firmie, kto ich zna, na co moje pokolenie zrobiło zdziwioną minę, tylko jedna trzydziestoparolatka obwieściła  bezczelnie, że OCZYWIŚCIE zna i słucha od dawna.

 

No tak.

Czymś się musimy różnić.

 

   Sama grupa z wyglądu to skrzyżowanie Nergala z Kraftwerkiem. Militarny styl, spodnie w panterkę, obłędne tatuaże, wygolone fantazyjnie głowy albo pióra do pasa...

Nie moja bajka.

 

images.jpg

 

200px-Sabaton,_Joakim_BrodĂŠn.jpg

 

   A jednak słuchając dwóch utworów poczułam, że oczy mam "na mokrym miejscu" jak mawialiśmy w dzieciństwie.

   Grupa jest przedziwna. Z wyglądu heavy-metalowcy, muzycznie raczej rockmani, z tekstów - bractwo krzewiące wiedzę o historii, opiewające bohaterstwo i tragedię żołnierzy walczących na wszystkich frontach.

PO OBU STRONACH FRONTU.

Kompletna aberracja.

 

   A jednak - choć to zupełnie wbrew logice - na ich koncerty walą tłumy młodzieży. To jest w tym wszystkim najbardziej szokujące. Że ludzie, których rodzice urodzili się wiele lat po wojnie, okazują się być wrażliwi na takie klimaty?

     Trzeba było zobaczyć..., a zresztą przecież można i dziś zobaczyć, co wyrabiała publiczność na naszym Woodstocku w 2012 r. 

      Utwór "Uprising" opowiada o........ Powstaniu Warszawskim.

Przyszłoby wam do głowy, że szwedzka grupa rockowa będzie śpiewać na koncertach o zamierzchłej historii takiego państwa jak Polska???

I że kilkaset tysięcy młodych ludzi będzie razem z nimi skandować "Warsaw, sity of war.." I ciary przebiegają po plecach, kiedy te kilkaset tysięcy gardeł krzyczy po polsku "Warszawo walcz!" 

   Mam w nosie dyskusje o tym, czy Powstanie było potrzebne.

Mam mokre oczy.

 

55f5f02d70b19_o,size,969x565,q,71,h,696215.jpg

 

Oto dwie wersje - z teledyskiem i na żywo z koncertu.

 

https://www.youtube.com/watch?v=Cd0ZuPpRvXk

 

https://www.youtube.com/watch?v=BmerZbDPXns

 

   Drugi niezwykły kawałek to  "40:1".

   Zapewne 99 % z was nie wie, co to była bitwa pod Wizną, czyli Polskie Termopile (Spacja, cicho!). Generalnie lubimy gadać o klęskach, ale tu sytuacja jest wielce niejednoznaczna. Oto mniej niż 1000 polskich żołnierzy, przez 3 (słownie trzy) dni stawiało opór armii niemieckiej, liczącej 54.000 żołnierzy, 350 czołgów, mając Luftwaffe  nad głową. Dane co do liczebności obu wojsk różnią się nieco w różnych źródłach, ale proporcja 1 do 40 wydaje się nie być przesadzoną.

 

  O znaczeniu tej bitwy można sobie poczytać w sieci. I to wzrusza.

 Jak przypowieść o Dawidzie i Goliacie, tyle że bardziej, bo Dawid ma orzełka na hełmie...

   Ale jakoś nikt jeszcze nie nakręcił o tym filmu, choć innych klęsk sfilmowano wiele, choćby Westerplatte.

   I naprawdę mało kto wie, że była taka bitwa....

   Wie natomiast szwedzki SABATON, który napisał o tym poruszający song.

Choć tłumaczenie wyda się wam zapewne patetyczne, ale muzycznie to jest dobry kawałek i nie dziwię się, że publiczność na  koncertach szaleje.

Kurde, znowu mam mokre oczy...

 

 https://www.youtube.com/watch?v=WAeW_UAH6v4

 

   Ale SABATON nie jedzie tylko na patriotycznych emocjach Polaków. Ten song o dość kompromitującym Niemców epizodzie z Kampanii Wrześniowej zaśpiewał tymże Niemcom, wymachując polską flagą.

    Sądząc po filmie, Niemcy się nie obrazili.

 

Trochę długo się otwiera, ale warto poczekać.

 

 http://www.cda.pl/video/98497a4

 

 

   W uznaniu zasług minister Siemoniak zaprosił zespół do siebie i wręczył im po pamiątkowym kordziku.

    A ja..., cóż, chyba już wybaczę Szwedom ten potop.

Starają się chłopaki...

 

PS. Tak sobie myślę, że akurat tych co byli na koncertach Sabatonu, można śmiało łapać na ulicy i pytać, w którym roku było Powstanie Warszawskie. Kiedy się ileś razy wykrzyczało " Nighteen fourty four!" to chyba coś w głowie zostało...

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

Grunt to się celnie urodzić...

piątek, 09 października 2015 18:49

  Grunt to się celnie urodzić, mówi moja przyjaciółka i to są święte słowa..
 
   Czasami człowiek sobie uświadamia, że mógł się urodzić gdzie indziej, i to nie jako pierworodny syn szejka w Arabii Saudyjskiej, tylko znacznie gorzej. To pozwala spojrzeć z ulgą na otaczający nas świat i przyznać, że nie jest nam tak źle.
 
   Taka refleksja opadła mnie w tym tygodniu dwukrotnie.
 
   Najpierw poczytałam sobie książkę o intrygującym tytule: „Ludzie, którzy jedzą ciemność” Richarda Lloyda Parry'ego.
Podtytuł jest już kalką z Larssona: Tokio, miasto mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet.
   Książka okazała się bardzo obszernym reportażem z zaginięcia młodej Brytyjki w Tokio, jej poszukiwań - bez happy endu niestety, a także procesu człowieka oskarżonego o tę zbrodnię.
Jest też szczegółową analizą stosunków społecznych, zwyczajów, upodobań, a także funkcjonowania policji i całego wymiaru sprawiedliwości.
 
   Wyłania się z tego bardzo smutny obraz. Już nie tylko chodzi o to, że biznesmeni, politycy, dyrektorzy banków nie wracają po pracy do domu, bo mają za daleko. Oni nie wracają, bo ich firmy dopłacają im do „rekreacji”, czyli przesiadywania w barach z hostessami i picia na umór. Pracownicy powinni być „w pracy” także po pracy, czyli przebywać nadal z kolegami, a nie zajmować się żoną czy dziećmi.
 
   Zadaniem owych hostess nie jest bynajmniej uprawianie z nimi seksu. Owym geniuszom biznesu wystarczy ich zachwycony wzrok, komplementy na każdym kroku i czuły szczebiot, który podbija ich ego, jednocześnie niczego nie wymagając.      
   Powiedzcie, czy to jest normalne?
Chociaż na innej szerokości geograficznej też znajdą się TACY biznesmeni, jednak z całą pewnością nie stanowią oni reguły. Tutaj tak.
 
   Policja tokijska, która do niedawna była uwielbiana za kulturę  i przypominała raczej gromadkę skautów pilnujących mycia rąk, po serii nagłośnionych afer z korupcją, przemocą i nadużyciem władzy w tle, nagle straciła cały autorytet. Nie robi zresztą nic, aby to naprawić. Ich sposób szukania Brytyjki to szczyt nieudolności i zero motywacji, mimo interwencji na najwyższych szczeblach.
 
   Wymiar sprawiedliwości, to jeszcze inna bajka, i to z tych bajek, co się źle kończą. W Europie średnia wyroków skazujących wobec oskarżonych to ok. 70%. W Japonii -  99,8%. Oznacza to, że jeśliś człowieku został postawiony przed sądem, praktycznie jesteś skazany. Twoje uniewinnienie, to porażka śledczych i sądu.

   Adwokat, to gnida, która z definicji próbuje uwolnić przestępcę (obowiązuje nieoficjalne domniemanie winy), a więc jest to zawód pogardzany i źle płatny. Itd., itd.
 
Bogu dzięki, nie urodziłam się w Tokio!
 
  Ale okazało się, że są miejsca gorsze. Utwierdził mnie w tym opatrzony pięcioma gwiazdkami amerykański film „Sicario”. Urodzić się na pograniczu meksykańsko-amerykańskim to chyba większy pech, niż być uchodźcą somalijskim.
   Akcja toczy się w okolicach Juarez, gdzie jak wiadomo z mediów, bez śladu rocznie ginie kilkaset młodych kobiet. Gdzie kartele narkotykowe finansują kopanie tuneli pod granicą, żeby zaopatrywać USA w dragi, a Policja jest tak skorumpowana, że nie znajdziesz w niej jednego sprawiedliwego, bo go zaraz ktoś zastrzeli.
 
   Film jest znakomity, trzyma w napięciu przez całe 2 godziny, ma świetnych aktorów (Benito del Toro i Emily Blunt), ale konkluzja jest mocno przygnębiająca.
 
Bogu dzięki, nie urodziłam się w Juarez!
 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Gdyby Jezus był lekarzem...

sobota, 03 października 2015 8:05

 

   Polityką się nie zajmujemy...

 

Do czasu, aż polityka zaczyna nam włazić do domu z buciorami, ubłoconymi jak po trzęsieniu ziemi w Katmandu.

      Obserwuję, jak nasze sprawy codzienne stają się kartą przetargową różnych frakcji, i tych, które popieramy i tych, których nie znosimy. Nawet nie będąc ekonomistą widzę sprzeczności w poglądach nawet tych, którym ufałam i których popierałam. Widzę jak wszyscy unikają prostych, acz brutalnych argumentów, żeby nie drażnić części wyborców (np. dotyczących wieku emerytalnego), a jednocześnie pomijają (nie widzą ich, czy jak?) kontrargumenty wobec pomysłów opozycji, które dla mnie są oczywistą oczywistością.

 

   Kuriozalne są hasła głoszone w kampanii wyborczej. Np. zmuszenie supermarketów do płacenia podatku w Polsce. W pierwszej chwili każdy przyklaśnie: No pewnie, zarabiają miliardy, a nie dzielą się z nami?

Ano właśnie się dzielą.

   Jak?

   A ile zostaje Wam w kieszeni, kiedy robicie zakupy tylko w supermarkecie, a nie na bazarku? Bo mnie 20-30%. Kiedy przemnożyłam te oszczędności razy tylko 5 mln gospodarstw i tylko 2-osobowych, wyszedł mi... okrągły MILIARD.

MIESIĘCZNIE!

A liczyłam naprawdę ostrożnie, tak dla 1/4 populacji, żeby nie narazić się na zarzut, że nie wszyscy kupują w supermarkecie.

 

   Jeżeli opodatkujemy supermarkety, ceny przecież wzrosną. Państwo dostanie trochę grosza z ZYSKU, czyli wielokrotnie mniej, niż oszczędzamy na zakupach, za to my stracimy. Warto?

No, nie wiem...

 

   To samo dotyczy opodatkowania banków. Chyba nikt nie wierzy, że banki nie odbiją sobie tego na opłatach, obniżeniu procentów od lokat czy innych operacjach?

Państwo może coś uzyska, my będziemy w plecy.

I tak dalej.

 

   Póki co wróciłam znów z Legnicy. Za każdym razem to miasto mnie fascynuje - ale inaczej. Tym razem rzuciło mi się w oczy, że, kuźwa, tam wszyscy po godzinie 8.00 są w pracy! Na ulicach pusto, jak w Czernobylu. Mogłam jechać pod prąd, szukając drogi (cała Legnica jest nieludzko rozkopana, ale to chyba dobrze), nikt na mnie nie trąbił, samotne samochody puszczały mnie przodem, pełna kultura ... Nie to, co w Warszawie, gdzie nawet o 23:00 można utknąć w korku, a w ciągu dnia nie ma bezpiecznej pory, żeby się wybrać do centrum. Wszyscy się kręcą jakby dostali owsików, nigdzie miejsca do zaparkowania, oszaleć można!

   A tam kierowcy ciężarówek i traktorów zjeżdżają na pobocze, robią miejsce i mrugając przyjaźnie na znak, że droga wolna. Tak to ja lubię.

 

   A dla odprężenia po ciężkiej delegacji pobiegłam do manualnego (adres na dole), bo po piętnastu godzinach jazdy i twardym jak trumna hotelowym łóżku znów coś mnie strzeliło w lędźwie. On, jak to on, zamiast na kręgosłupie skupił się na żołądku czy innych podrobach, żyłach i nerwach gdzieś w łydce i oczywiście mnie uzdrowił. Więc wyraziłam nadzieję, że może kiedyś zostanie beatyfikowany, jako że cuda stają się jego domeną.

   On na to, że już był taki sławny osteopata, co to wskrzeszał umarłych, przywracał wzrok i władzę w nogach, ale go ukrzyżowali, więc on trochę się boi.

 

   No to ja mu się zrewanżowałam opowiastką (może starą), jak to Jezus postanowił pobyć chwilę lekarzem i przyjmować pacjentów.

Pierwszy pacjent wjechał na wózku. Jezus do niego:

- Jak ty tam się nazywasz? Mieczysław? Tedy Mieczysławie, ja tobie mówię wstań!

I Mieczysław wstał uzdrowiony, wyszedł na korytarz, a tam pacjenci go opadli:

- No, i jaki jest ten nowy?

- Phi, nawet mi ciśnienia nie zbadał!

 

I dlatego żadna służba zdrowia na świecie nie zapewni wszystkich potencjalnym pacjentom natychmiastowego dostępu do lekarza.

Bo pacjenci w masie są niewdzięczni. I zawsze będą narzekać.:)

Pozdrawiam.

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 

 


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 28 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 846 686