Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 314 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2844764
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12563
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2352 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


"Echa czasu"

piątek, 29 listopada 2013 18:25

872d57013b.jpg

695dedfeca.jpg

 

   No dobra, przyznaję że do niedawna byłam profanem i matołką, gdyż Opera Narodowa kojarzyła mi się wyłącznie ze Strasznym Dworem, ewentualnie gościnnymi występami Teatru Bolszoj.

   Chociaż Murphy mówi wyraźnie: nigdy nie powtarzaj udanego eksperymentu! – zaufałam Notarii i już po raz trzeci poszłam na balet współczesny.

 

   Poszłam i odleciałam...

   Co prawda najpierw chciałabym złożyć zażalenie: jakim prawem ktoś wpuszcza na scenę (a my mamy chyba największą scenę w Europie, 1150 m2 powierzchni!) jednocześnie trzy duety, paru solistów i jeszcze w tle układ zbiorowy?? Szyja mało mi się nie urwała, żeby chociaż 30 % z tego obejrzeć, bo oczywiście każdy tańczył co innego! W dodatku przede mną siedziała baba wielka jak góra, brakowało jej do kompletu tylko kapelusza z piórami, żebym już nic kompletnie nie zobaczyła.

   Tancerze biegali po scenie jak w opętańczym oberku, a ja tą głową z prawa na lewo i z powrotem..., matko...

 

   No, a drugie zażalenie mam do Notarii, która jak Hitchcock, najpierw zafundowała mi trzęsienie ziemi pierwszym baletem („I przejdą deszcze”), a teraz tylko potęguje napięcie. Ale dobra, wybaczam jej... Było warto.

 

   No to wracając do spektaklu, powiem tyle – Jest praca cięższa od mojej. Tempo w jakim poruszali się tancerze, precyzja i wyrafinowanie, ilość pomysłów choreograficznych w każdych 30-stu sekundach tańca...uff... Niewiarygodne, że można się tego w ogóle nauczyć a potem wykonać z taką lekkością, jakby prawo ciążenia nie działało. Przecież już da Vinci przekonał się, że ludzie latać nie potrafią! A tu – tancerki fruwają, podnoszone jedną ręką, jakby nie ważyły nawet 50-ciu kg, a przecież coś muszą ważyć...

 

   „Echa czasu” składają się z trzech niezależnych suit, z których chyba najpiękniejsza jest ta najkrótsza – Krzysztofa Pastora, do muzyki głównie H.M.Góreckiego. Przez 20 minut widz nie może złapać tchu, siedzi jak oczadziały, a ci tam, na scenie przekraczają kolejne bariery ludzkiego ciała.

   Nie lepiej jest na Artifact Suite, która miała trwać 48 minut, a kiedy się nagle skończyła, ja mądrym głosem powiedziałam małżonkowi – To pewnie połowa, zaraz druga część. Po czym spojrzałam na zegarek. Upłynęło 48 minut, może minuta mniej lub więcej.... Nie zauważyłam kiedy...

   Tu koleżanka mnie nie doceniła. Nie tylko nie potrzebowałam szczególnego wsparcia podczas tej części, ale znów siedziałam z rozdziawioną paszczą. I do tego ten skrzypcowy Bach..

 

  No ale czy to jest normalne, żeby robić takie figury???

Tego nawet w Kamasutrze nie przewidzieli!

 

Echa_CZASU.jpg

 
 

c26e593f47.jpg

 

Małżonek zarządził, że chce iść jeszcze raz. No, chyba że Notaria wynajdzie coś porównywalnego. Nie musi być lepsze, bo moje serce może nie wytrzymać tych emocji:)


Podziel się

komentarze (27) | dodaj komentarz

Wrocław krasnalami stoi...

sobota, 23 listopada 2013 16:30

   Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to Wrocław już nie tylko Panoramą Racławicką może się pochwalić...

Miałam kilka godzin spędzić w tym mieście, więc zaczęłam przeglądać internet za czymś nowym, bo Panoramę już widziałam... I trafiłam na te krasnale.

 

   Pewnie pamiętacie Pomarańczową Alternatywę i Partię Gamoni i Krasnali. I jakoś tak wyszło, że w miejscu gdzie anarchiści się spotykali, stanął w 2001 roku pomnik Pomarańczowej Alternatywy, czyli Papa Krasnal...

 

papa.jpg

 

   Nie jest szczególnie "wyględny" i na szczęście następne krasnale wyglądają lepiej. Póki co jednak w 2003 r. prezydent Wrocławia odsłonił tabliczkę z napisem Muzeum Krasnoludków na kamieniczce Jaś.  Ciężko ją znaleźć, bo wisi na wysokości kolan.

 

7.jpg

 

 Przez  te 12 lat we Wrocławiu pojawiły się dziesiątki krasnali. Czasem są bardzo małe, jak ten...

 

P1010993.JPG

 

...ale na ogół mają ok. 30 cm wysokości. Czają się w bramach, pod schodami,  przy wejściu do hoteli przy banku lub informacji turystycznej. Siedzą przy fontannie, kiosku Ruchu, albo podczepiają się pod elementy miejskich detali. Albo pobierają pieniądze z bankomatu :)

 

5.jpg

 

Ponieważ obok przy wejściu do prawdziwego bankomatu kłębił się wściekły tłum, bo coś się zacięło, powstało nieodparte wrażenie, że krasnal spowodował ten zator...

   Inne śpią, gaszą pożar, roznoszą gazety albo... ciężko pracują...

  

6.jpg

 

8.jpg

 

To SYZYFKI

10.jpg

 

A tu też są dwa. Jeden siedzi na parapecie, odłożył lody precz i ciągnie skrzynkę, którą drugi podaje mu z dołu.

 

11.jpg

 

12.jpg

 

A tak Wrocław pokazuje, że jest miastem bez barier. Pod Ratuszem siedzi np. krasnal głuchoniemy i Ślepak.

 

gluch.jpg

 

Po czterech godzinach łażenia z nosem przy ziemi i szukaniu kolejnych krasnali nogi wlazły mi w d... bardzo głęboko. Z rozkoszą zrobiłabym to: (to Chrapek)

 

13.jpg

 

   Podobno szukanie krasnali stało się poważną miejscową atrakcją. Organizowane są zloty poszukiwaczy, o każdym krasnalu można też opowiedzieć historię. Jest to fantastyczna zabawa dla dorosłych i dzieci, a satysfakcja z każdego znalezionego krasnala jest naprawdę wielka. Ale trzeba być czujnym. Obok Poczty nie było go nigdzie, więc już myślałam, że go ukradli. Nie przewidziałam jednak, że siedzi... na skrzynce pocztowej.

 

14.jpg

 

   Jeśli ktoś ma blisko do Wrocławia, zachęcam do poszukiwań, o krasnalach bowiem wiedzą już nawet cudzoziemcy. Ich liczba wciąż się zmienia, bo stale pojawiają się nowe. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że przybywa ich więcej, niż znika. Bo niestety, amatorów ciężkich metali nie powstrzyma nawet to, że pozbawiają miasto fajnej atrakcji. Oni ukradliby nawet pomnik Bolesława Chrobrego, gdyby nie był taki duży...


Podziel się

komentarze (37) | dodaj komentarz

Zdjęcia na prezent

niedziela, 17 listopada 2013 10:28

Kalia5.jpg

 

Jeśli ktoś nie ma jeszcze pomysłu na gwiazdkowy prezent, to może zdjęcia...?

   W dzisiejszych czasach dobra fotografia potrafi osiągać zawrotne ceny. Teoretycznie obraz malowany ręcznie powinien być cenniejszy, bo jest unikatowy, niepowtarzalny i kosztował artystę dużo pracy. Tymczasem fotografia potrafi być nie tylko piękniejsza, a przy tym kosztować nie mniej pracy, niż jakiś bohomaz na płótnie...

 

Więc jeśli ktoś nie ma pomysłu na prezent, albo chce coś zmienić we własnym otoczeniu, to może coś takiego. Nie są drogie. Można je kupić na Allegro, albo przeze mnie.

   Zdjęcia mają tła ala stare dagerotypy i pięknie się komponują pojedynczo, ale i w zestawach po 2.

 

Kalia7.jpg

 

Kalia1.jpg

 

Kalia2.jpg

 

Kalia3.jpg

 

Kalia4.jpg

 

Kalia6.jpg

 

 Świetnie wyglądają w ramach o formacie 30x40 cm (łącznie). Białe passe partout, szyba. Rama jest gruba, ok. 4 cm od ściany.  Ciekawe jest zestawienie z czarną ramą, może też być grafitowa lub srebrna. Albo po prostu - antyrama.

 

rama1.jpg

 

rama2.jpg

 

Jeśli ktoś byłby zainteresowany, proszę o kontakt na maila, helenarotwand@wp.pl


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

Pasja, czyli męczeństwo... (?)

wtorek, 12 listopada 2013 21:41

 

   Pewnie nic nowego nie wymyślę, na pewno wiele osób już na to wpadło i nawet to opisało na blogach – co ma „pasja” rozumiana jako hobby, namiętność, do męki Pańskiej czy wszelkiej innej?

   Można oczywiście pójść na łatwiznę i stwierdzić, że to zwykły przypadek. Że tak jak „moja droga” może oznaczać „moja kochana” równie dobrze co „moja szosa”, ale ja nie lubię tak... Szukam sensu i związku między tymi dwoma znaczeniami i wbrew pozorom jest ich całkiem sporo.

 

   Prawdziwa pasja wymaga poświęceń i ciężkiej pracy. Zbieranie pudełek po zapałkach, czy etykiet po piwie tylko wtedy można nazwać PASJĄ, kiedy dla zdobycia  białego kruka pasjonat gna na koniec Polski albo Europy, wydaje ostatni grosz z portmonetki, czy zrzeka się majątku. To ostatnie to prędzej w przypadku rzadkich znaczków czy monet, ale wiemy o co chodzi.

     Jeśli pasją jest wspinanie, to nie takie, gdzie pod ścianę podwozi nas autobus, a na górę wciągają tragarze. Prawdziwe wspinanie to pot, krew i łzy po to, żeby poczuć chwilę triumfu na szczycie.

 

0759.jpg

 

   Nawet miłość do zakupów nie będzie prawdziwą pasją, jeśli polega na wyjęciu z portfela  platynowej karty, pojechanie na Moliera i kupienie sukienki za 25 tys.zł (buty i torebki nie schodzą poniżej 7 tys.). Prawdziwa pasjonatka będzie szukać okazji na pchlich targach, zna godziny dostaw do second handów, gdzie trafiają najlepsze sztuki i odmawia sobie obiadu, żeby kupić kolejną torebkę vintage.

 

   Kiedy pasja staje się męką – ano wtedy gdy zapominamy, że to jest wyłącznie NASZA pasja i inni niekoniecznie ją podzielają. Wtedy mamy naszą pasję, ale cudzą mękę, kiedy próbujemy komuś opowiedzieć WSZYSTKO o naszej wyprawie do Peru, pokazać WSZYSTKIE 3500 zdjęć i CAŁY czterogodzinny film.   

   Modelarz pasjonat wykończy każdego opowieścią o częściach, z których składa się aktualny i poprzedni model okrętu. Pasjonat  piłki nożnej będzie godzinami sypał nazwiskami i wynikami meczów, nawet jeśli trafi na rozmówcę, który myśli, że FC Barcelona to nowy film Woody Allena, a Borussia to imię wschodzącej gwiazdy pop z Ukrainy.

 

   Ale najsmutniej jest, kiedy czyjaś pasja staje się przyczyną dramatu innych osób. Żony himalaistów, którzy przegrali z naturą, czy małżonkowie osób dla których pasja – np. praca, hazard, hobby – stały się ważniejsze od domu, na pewno nieraz przeklęły ten zdradziecki bakcyl, który zabrał im kochaną osobę.

 

To nie jest przypadkowa gra słów...

 

Chyba jak człowiek drapie się na szczyt w taką pogodę, to to też jest pasja, co...?

Tu z Maćkiem Berbeką.

 

IMG_0017.jpg


Podziel się

komentarze (249) | dodaj komentarz

Edukacja seksualna w Centrum Kopernika

środa, 06 listopada 2013 18:22
39aa7c16-461d-11e3-908b-0025b511229e.jpg  

 

    Kiedy pierwszy raz usłyszałam w radiu o rzekomym popełnieniu przestępstwa w związku z (s)eksponatem w Centrum Kopernika,  najpierw się sardonicznie zaśmiałam i gdybym nie prowadziła auta -€“ popukałabym się w czoło obiema rękami.

  Ot, jeszcze jeden wymysł świętoje... nawiedzonych świętoszków, którym przeszkadza wszystko co związane jest z seksem. Najchętniej zarządziliby rozmnażanie przez partenogenezę, żeby ograniczyć popęd seksualny ludzi do zera.

 

Ale kiedy zaczęłam czytać więcej na temat eksponatu (kiedy zwiedzałam Centrum jeszcze go nie było) opadły mnie wątpliwości.

 

"Naciskaj kolejne guziki i słuchaj, jak i gdzie chłopcy i dziewczęta lubią być dotykani podczas intymnych zbliżeń".

 

Hmmm... Dlaczego „chłopcy i dziewczęta”?  To niefortunne sformułowanie faktycznie daje pretekst do napaści takim mędrcom, jak Legutko:

   „To ewidentny przykład nachalnego propagowania lewackiej ideologii, który stoi w sprzeczności z polskim prawem. Kodeks Karny stanowi jasno -€“ prezentowanie treści pornograficznych osobom małoletnim poniżej 15. roku życia podlega karze. Podobnie jak zachęty do zachowań pedofilskich, a przecież eksponat mówi wyraźnie o „chłopcach i dziewczętach” a nie o mężczyznach i kobietach” -€“ tłumaczył Ryszard Legutko.

 

   Można oczywiście znaleźć pewien argument za, iż ludzie dorośli raczej takiego eksponatu nie powinni potrzebować. Że jest on jednak adresowany do młodzieży, stąd to dość infantylne określenie. Problem w tym, że chyba żadna 16-latka nie chce być nazywana „dziewczęciem”, podobnie jak 16-latek nie chce być „chłopcem”. "Dziewczyny i chłopaki"€“ brzmiałoby im chyba bardziej strawnie. A najlepiej - jak chce Legutko-€“ "kobiety i mężczyźni".


    Ale wątpliwości cisnęły mnie nadal. Czy taki temat można zaliczyć do „edukacji”, do jakiej zostało powołane Centrum?

Zapewne tak.

Ale czy edukacja prowadzona w taki sposób, na widoku innych, wśród pisków i śmiechów dzieciarni, w ogóle coś da?

Myślę że wątpię.

 

   Uważacie, że jakaś bardzo młoda dziewczyna z uwagą i powagą odsłucha następującego tekstu:

 

- Pieszczoty penisa i jego okolic powodują niezwykle intensywne doznania, chociaż fałszywe jest rozpowszechnione przekonanie, że to jedyne wrażliwe seksualnie miejsce na ciele mężczyzny. Często pieszczoty te traktuje się tylko jako drogę do uzyskania wzwodu. Tymczasem są one przyjemne same w sobie. Dotykanie i uciskanie penisa, moszny, w której spoczywają jądra, obszaru otaczającego genitalia, całowanie ich, jak też głaskanie i pocieranie dłonią, ustami, piersiami i włosami jest niezwykle podniecające”

 

...a następnie zapamięta, weźmie sobie do serca i zastosuje w przyszłości? No, nie wiem...

 

   Wiem za to, jak wyglądają lekcje wychowania seksualnego w większości klas. Młodzież się wygłupia, chichocze, czerwieni. Zwłaszcza że te lekcje prowadzą osoby całkowicie do tego nieprzygotowane. Nie wiem, czy gdzieś ktoś wpadł na pomysł, aby takie zajęcia prowadzili np. studenci medycyny, pedagogiki czy psychologii. Niewiele starsi od kursantów chyba lepiej złapaliby z nimi kontakt, niż 60-letnia pani psorka od biologii.

 

  W Centrum też nie ma atmosfery do rzetelnego przepracowania tak intymnej sfery, jest za to pole do świntuszenia, wygłupów i niezdrowej sensacji. W dobie internetu młodzież znajdzie sobie te strefy erogenne w sieci bez wizyty w Koperniku, jeśli ktoś faktycznie chce wiedzieć więcej, niż może zobaczyć w pornosach.

 

Bo jeśli nie chce -€“ to w Centrum tym bardziej niczego się nie nauczy...

 

 

A moja książka do kupienia w sieci: Opętanie, czyli zgubne skutki masażu stópOtwarta.jpg


Podziel się

komentarze (21) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 844 764