Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 314 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2844766
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12563
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2352 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Wiele demonów

czwartek, 27 listopada 2014 21:02

 

   Zakochałam się!

No tak, zakochałam się miłością wielką, nieodwzajemnioną, bo całkowicie nieuświadomioną po drugiej stronie…

   Samochód stał się moim więzieniem, przemierzam puste ulice bez celu, po to żeby maksymalnie przedłużyć ten moment obcowania z… nim… Odwlekam moment, kiedy muszę wysiąść, wrócić do normalnego życia, a w uszach jeszcze przez wiele minut dźwięczą mi jego słowa

 

   Najpierw go polubiłam, tego człowieka z marmuru i z żelaza. Potem na wiele lat stał mi się obojętny. Potem go znielubiłam, wręcz zniecierpiałam, patrzeć nie mogłam na jego obwisłe jak u bernardyna policzki, chmurne czoło, kartoflany nos…

   A teraz znów się zakochałam. Ale nie w jego fizjonomii, tej na szczęście oglądać nie muszę. Pokochałam jego głos, a konkretnie to JAK czyta.

 

Jak Jerzy Radziwiłłowicz czyta nowego Pilcha.

Pilch był już moją miłością od dawna (serce mam pojemne). Miał lepsze i gorsze momenty, ale częściej lepsze. Teraz po 5-letniej przerwie wypuścił książkę „Wiele demonów”.

 

   Nie wiem, jak się to czyta na papierze.

   Wiem, jak się tego słucha - patrz akapit pierwszy.

   Słucham już trzeci raz, chociaż jeden przebieg zabiera trzynaście godzin!

Trzynaście godzin w zasłuchaniu, zapomnieniu się, utracie panowania nad kierownicą, przegapieniu niejednego zjazdu z autostrady (tak, tak, moja delegacja do Legnicy czy ucieczka nad morze, to nie bez przyczyny taka radość... Cieszyć się z perspektywy jechania 900 km to nieczęste zjawisko). Kilometry uciekają jak szalone, a mnie żal, że za chwilę znów trzeba będzie wyłączyć odtwarzacz, wysiąść, wejść do domu czy hotelowego pokoju, gdzie nie ma go, nie ma…!

 

   W tej historii jest wszystko - lata 50-te na Śląsku Cieszyńskim, tej ostoi protestantyzmu, gdzie jednak z zimna ludzie wynajdują sobie dziesiątki innych religii… Jest pastor i pastorowa i dwie ich nastoletnie córki, diabelskie nasiona, „kompletne dziwadła” cytując ich matkę, z których jedna popełnia grzech najcięższy, niewyobrażalny wręcz, czyli wiąże się z KATOLIKIEM, a druga znika nagle bez uprzedzenia, bez dania racji.

    Jej ciemnowiśniową, tak ciemnowiśniową że prawie czarną piżamę, w której przepadła, po miesiącach bagno wyrzuca na wierzch, ale to dopiero początek zamętu…

  Oto próbka ich rozmów:

 

"  Miłość nie polega na przywracaniu proporcji. Miłość burzy wszystko, proporcje zwłaszcza. My jesteśmy tak zaburzone, że przywracanie proporcji jest burzeniem naszego zaburzenia.
- Bredzisz… Poza tym to nie jest miłość. Miłość jest wtedy, jak chcesz z kimś być nawet bez dotyku.
- Bez dotyku? Co ci? Atak platonizmu? Jak na ciebie siostro, żenująca, a nawet zatrważająco żenująca definicja.(…)
- Miłość jest wtedy jak się boisz JEGO rozpaczy po twojej śmierci.
- Czyli nie boję się że umrę, ale boję się CO Z NIM  będzie jak umrę?
- Mniej więcej. Mniej łóżka, więcej trumny
..."

 

   Jest rodzina Wzmożków (za same nazwiska w tej książce należy się Pilchowi literacki Nobel), czyli wiecznie utyskująca Madame, jej mąż, który, świeć Panie nad jego duchem, wyzionie tego ducha dość wcześnie, i ich syn Juliusz, jeszcze większe dziwadło niż córki pastora.

   Jest też prorok, jasnowidz Fryc Moiczek, miejscowy szaman po prostu, który sobie tylko wiadomym sposobem potrafił sprawić, że trumna z panem Wzmożkiem wreszcie dała się wynieść z pokoju, w którym przez 4 dni tkwiła i nie szło jej ruszyć.

   Jest tabor cygański Franca Józefa Siekaniny i unikalne zwroty takie jak "tolerancja bezobjawowa". Więc powiedzieć, że Sigła składa się z postaci kontrowersyjnych i częściowo przeklętych..., to NIC nie powiedzieć!

 

   Są kaskady tragikomicznych scenek, miejscowych klechd i bajań, opisy obyczajów. Walka dobrego ze złem, zaglądanie pod kołdrę, i ... wiele demonów. Tych głęboko ukrytych pod podszewką, i tych całkiem jawnych, do których mieszkańcy Sigły przyznają się bez bicia. Choćby tych zabobonów, które zakazują obcięcia sznurka, żeby nie wiem na ile supłów był splątany. Zawsze rozplątać, nigdy ciąć! Nawet niedoszła samobójczyni musi się z tym liczyć!

  

   Podobnie jak nigdy, przenigdy nie sprawia się dzieciom czy młodzieży białego płaszcza. A już pod karą wiecznego potępienia nie wolno płaszcza przycinać, skracać, dopasowywać... 

 

"Obcinanie rękawów w dziecięcych rękawach, to jest łamanie praw człowieka! Zbrodnia przeciw ludzkości! To jest rzeź. Dziecku nigdy nic się nie kupuje, ani nie obstalowuje na miarę. Zawsze na wyrost.
   Na pamięć znaliśmy takie nauki.(…) Wszyscy chodziliśmy w za obszernych płaszczach, za wielkich marynarkach(…) Buty o dwa numery wypychało się gazetami.
   Państwo Holeksowie sprawili młodemu kożuch, przy którym płaszcz ogólnowojskowy był jak ciasna kamizelka. Przez dobre 3 lata Tomek miał prezencję chodzącego namiotu. Przez następne trzy ogromne i z każdej strony podwinięte skóry nabierały pozorów przyodziewku człowieka neandertalskiego.

   Potem uczłowieczenie ruszyło pełną parą. Przez pewien czas Tomek wyglądał jak jego przodkowie sprzed dwóch tysiącleci. Potem gigantyczny skok cywilizacyjny. W za dużym kożuchu niczym się nie wyróżniamy, jesteśmy jak wszyscy.
   Potem zaczęły się triumfy króla mody.
Przez ładnych parę lat kożuch był minimalnie luźny. Później miarowy, następnie pasował jak ulał. Potem rękawy stały się trochę za krótkie, ale w ramionach nadal był pewien luz. Następnie rękawy stały się zdecydowanie za krótkie, ale ponieważ w ramionach było akurat, Holeksowie zdecydowali się rękawy nadstawić i całość pokryć czarną farbą.
   Kuśnierz, pan Mizera z Bładnic wykonał robotę z właściwym sobie mistrzostwem. Finał był imponujący. Po piętnastu latach upadków i wzlotów, po piętnastu latach łażenia w tym samym okryciu, Tomek Holeksa osiągnął apogeum. Wyglądał jak pilot Dywizjonu 303 w brytyjskiej kurtce lotniczej. (…)
   Mówcie co chcecie, a ja zaprawdę powiadam wam, w klasie maturalnej mieć na sobie te same szaty, co na początku podstawówki, nie jest złą rzeczą.
W tym samym czasie i  w tym samym odzieżowym aspekcie przebyć cały od kamienia łupanego do dziś rozwój ludzkości, jest rzeczą jeszcze lepszą.
- Więc krawiec Dolinny zgodził się rękawy obciąć..............???"

 

  No, czyż poniższy obrazek nie pasuje idealnie do tego opisu? Oto nasza najmłodsza kruszyna, z szeroko pojętej rodziny. Na szczęście ten kombinezon będzie na nią jak ulał wcześniej, niż za 15 lat...

 

Mała.jpg 

 

Polecam z całego serca. Jerzy Pilch,"Wiele demonów".

https://www.audiobook.pl/s/pl/wiele_demon%F3w.html

 

 wiele-demonow-390.jpg

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska    http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (23) | dodaj komentarz

Co ma wspólnego wojna z baletem? 1914, nevermore..?

piątek, 21 listopada 2014 18:27

 

Co ma wspólnego wojna z baletem?

 

Ano dużo. Według choreografa Kyliana - bardzo dużo.

Mówimy przecież o „teatrze działań wojennych”. Tancerze tak jak żołnierze, muszą być sprawni fizycznie, zdyscyplinowani, muszą ufać sobie nawzajem. I są czasem tak samo bezradni...

 

Główna różnica jest taka, że tancerzy się nie rozstrzeliwuje, kiedy stchórzą...

 

   Tak nieco żartobliwie mówi Kylian o poważnych sprawach. 100 lat temu wybuchła I wojna i większość ludzi na świecie kompletnie nie zdaje sobie sprawy z jej koszmaru.

Ja mały wycinek poczułam w Dolomitach, gdzie do dziś można zwiedzać bunkry i pozostałości po twierdzach zbudowanych na wysokości 2.000 m i wyżej. Gdzie temperatura w nocy zapewne nie była wyższa niż +5 stopni w lecie, a minus 20 w zimie.

 

P1010950.jpg

 

P1000425.jpg

 

IMG_2572.jpg

 

   Zobaczyłam drewnianie prycze jak w Dachau, w wydłubanych w skale pieczarach, w których ja marzłam w sierpniu nawet w słoneczny dzień. Wlazłam tunelem długości prawie kilometra, który przez wiele miesięcy wykuwano w pionowej skale po to tylko, żeby wysadzić 25 metrów wierzchołka, na którym siedziała wraża armia, itd.  Skóra cierpnie.

 

P1010960.jpg

 

P1010973.jpg

 

P1020742.jpg

 

   Szacuje się, że tylko w tym regionie poniosło śmierć 150-180.000 żołnierzy, głównie z powodu zimna i chorób.

Można poczytać tu:

http://podroze.onet.pl/ciekawe/alpejskie-lodowce-odslaniaja-ciala-zolnierzy-poleglych-podczas-i-wojny-swiatowej/7e0r2

 

P1010965.jpg

 

P1050902.jpg

 

   A wszystko to odżyło podczas przedstawienia baletowego w Operze Narodowej.

   Chodzenie na balet współczesny staje się u nas w domu nową świecką tradycją. Od kiedy Notaria przekonała mnie do takiego tańca, jak na razie się nie zawiodłam.

 

   Tym razem byłam pierwsza przed wszystkimi (no prawie), bo zaledwie dzień wcześniej odbyła się premiera, aczkolwiek dwie z trzech suit tworzących spektakl „1914. Nevermore?” powstały już dość dawno, jedna w 1938, druga w 1980.

   Trzecia jest nowym dziełem młodego choreografa Roberta Bondary, jeszcze ciepłym. Ta część zresztą jest najbardziej nowoczesna, ze świetną scenografią Kudlicki i zaskakującą „muzyką”. Właściwie trudno ją nazwać muzyką, to bardziej akompaniament, wykonywany przez K.Bojaryn i J.Smoczyńskiego. Tworzą oni rytm i efekty dźwiękowe przy pomocy klaskania w dłonie, powietrza wypuszczanego z płuc, ust, a dopiero na końcu instrumentów. Przedziwne to, ale znakomite!

 

   Jak by to opowiedzieć, żeby nie zanudzić tych, co się baletem nie interesują...?

 

   Spektakl jest bardzo klarowny, przesłanie nie budzące wątpliwości, metafory czytelne. Nie ma potrzeby zgadywać, co artysta chciał powiedzieć, bo to widać jak na dłoni - jest beztroska młodość, potem groza wojny, gwałty i rozbój, okaleczeni żołnierze wracający do domu i weseli politycy w małpich maskach, którzy nie próbują wojnie zapobiec.

    Ogląda się to świetnie, każda część budzi inne emocje. Zwłaszcza, że nie brakuje niespodzianek takich jak np. tancerz bez nogi. To znaczy on gra rolę żołnierza, wracającego z wojny bez nogi. Ale rozumiem, że nogę można "obciąć" w FILMIE, tam wszystko człowiekowi mogą domalować albo odjąć. Ale w teatrze?

   Gapiłam się na ten jego kikut i nie mogłam przestać myśleć, gdzie mu ją schowali. Przecież to nie Taniec z Gwiazdami z Jaśkiem Melą!

   No, a potem na scenę wyszedł się kłaniać facet z protezą od kolana...

 

TAKIE się dziś zdarzają cuda w balecie klasycznym, proszę Państwa...

 

  Wykonanie jest jak zawsze znakomite, choć tym razem... jakby to powiedzieć?... choreografia jest trochę mniej wymagająca. Nie ma tej eksplozji pomysłów choreograficznych i ekstremalnych szpagatów jak w w poprzednich spektaklach. Dwie suity z XX wieku nazwałabym wręcz zachowawczymi - jest historia, są bohaterowie, melodyjne tło i piękne wykonanie, choć sceny zbiorowe nie są tak perfekcyjne, jak to było wcześniej.

 

    Przypomniało mi to moją własną zasadę: nigdy nie chodź na spektakl zaraz po premierze, bo wykonawcy muszą się dotrzeć.  

 

   Nie narzekam, naprawdę. Ale jak się człowiek rozbestwi, rozpaskudzi na takich "Echach czasu", to potem już go nie tak łatwo zadowolić.

   Ale jedna rzecz była wspaniała - ani jednego faceta w rajtuzach! Tańczyli w drelichowych spodniach, bojówkach, a nawet spodniach od garnituru.

 

Można? Można!


Podziel się

komentarze (22) | dodaj komentarz

Dylematów ciąg dalszy, czyli "prawo do zapomnienia"

czwartek, 13 listopada 2014 10:41

 

Prawo do zapomnienia...

Nazwa poetycka, a zawartość przyziemna. Chodzi o wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z maja 2014, nakazujący Googlowi rozpatrywanie wniosków ludzi, którzy zwrócą się o usunięcie z pierwszych stron przeglądarki linków kierujących do informacji wrażliwych, intymnych.

 

   Temat rzeka. Wiadomo, że kiedy człowiek staje się osobą publiczną, czytaj aktorem, politykiem, pisarzem, żegnaj prawo do prywatności, żegnajcie tajemnice i święty spokój. Ale czym innym jest podawanie do wiadomości publicznych stanu cywilnego, wieku, osiągnięć, a czym innym wywlekanie spraw sprzed lat, nie zawsze chlubnych.

    Niestety, dla przeglądarek liczy się klikalność, a nie ważność czy data wydarzenia. Zamiast podać iż dany reżyser przed tygodniem zdobył główną nagrodę w San Sebastian, linki na pierwszej stronie kierują nas do plotek sprzed dziesięciu lat o jego nowej przyjaciółce, czy sporze sądowym z sąsiadem. Obrzydliwe to i nudne, chociaż na ogół "sprzedane" pod intrygującym tytułem.

 

   Przykład nr 1. Wpisuję nazwisko Jan Englert. Ok. 526.000 wyników, ale już na czwartym miejscu czytam: ROMANS ZE STUDENTKĄ!

    No, ładnie..., myślę sobie, na starość figli mu się zachciało! Przecież skończył 71 lat!

Nie, to wiadomość sprzed trzynastu lat, a dotyczy jego już wcale nie takiej młodej obecnej żony, czyli Beaty Ścibakówny. Linkowanie tego faktu na pierwszej stronie wyszukiwarki to jakaś aberracja...

 

   Inny przykład - Jan Jakub Kolski.

  KIM JEST KOBIETA, DLA KTÓREJ KOLSKI ZOSTAWIŁ ŻONĘ???

I dalej: JJ Kolski ma 20-letnią kochankę!

Kochanka ma wprawdzie 26 lat, a cała sprawa miała miejsce w 2011 r, ale nazwisko Kolskiego pojawia się niemal wyłącznie w tym kontekście, w dodatku połączonym z pogrzebem jego córki. Koszmar. Na 10 tytułów 6 dotyczy kochanki! A przecież to wybitny reżyser, z przeogromnym dorobkiem. Nie zazdroszczę jego obecnie 3-letniej córce, co sobie pomyśli o rodzicach kiedy zacznie buszować w sieci?

 

   Prawo do zapomnienia ma nam zagwarantować, iż wprawdzie informacje z sieci nie znikną, bo nawet Archanioł Gabriel nie jest w stanie wymazać tego, co raz w tę sieć wpadło, ale mają zniknąć linki kierujące do pewnych szczególnych informacji, zwłaszcza przedawnionych lub nieprawdziwych. W ten sposób ktoś oskarżony np. o defraudację wiele lat temu, a następnie uniewinniony, nie będzie do końca życia napiętnowany.

    Ktoś znany, kto zaliczył medialną wpadkę, będzie mógł wreszcie o niej zapomnieć. Dziś wyskakuje ona na pierwszym czy drugim miejscu pod jego nazwiskiem.

   Dzieci znanych osób nie będą musiały wstydzić się za rodziców, np. za Małgorzatę Foremniak, której romans z tym troglodytą Maserakiem mnie samej nie mieści się w głowie.

   Ktoś starający się o ważne stanowisko nie będzie narażony na odrzucenie, kiedy pracodawca znajdzie o nim jakieś krępujące informacje w sieci. Czyjeś rozebrane zdjęcia wrzucone przez podłych kolegów, nie będą wyskakiwały na pierwszym miejscu pod nazwiskiem, itd, itd.

 

   Ale jak zawsze w takich sytuacjach, medal ma dwie strony. Podstawowa wątpliwość dotyczy rozstrzygania, która informacja powinna być zatarta, czy ukryta. Czy Google jest sądem, mającym prawo do oceny faktów? Przecież nie ma możliwości szybkiego zweryfikowania, czy wnioskujący ma prawo się tego domagać. Tylko w pierwszym dniu obowiązania nowych przepisów wpłynęło do niego 20 tys. wniosków!

 

   A przecież każdy wniosek powinien być starannie rozpatrzony, a decyzja podjęta zgodnie z prawem, w interesie wnioskującego, ale i w interesie społecznym. I tu pojawia się druga wątpliwość. Ktoś podejrzany (ale nie skazany) o pedofilię kilka lat temu będzie chciał ukryć ten fakt przed nowymi znajomymi. Pytanie brzmi, czy Google ma decydować o jego przyszłości? Czy jednak potencjalne zagrożenie ze strony tego człowieka nie powinno być znane danej społeczności? Ale jeśli to było tylko pomówienie, dlaczego ma on całe życie cierpieć za niewinność?

Szczerze mówiąc, nie odważyłabym się tego osądzać.

 

I znów mam dylemat….

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  

 http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (32) | dodaj komentarz

Dziś Panom dziękujemy, bo będzie o urodzie...

piątek, 07 listopada 2014 18:11

 

    Moja  Babcia mówiła, że podstawą wyglądu jest "dobry łeb i dobry trep". W wolnym przekładzie oznacza to dobrą fryzurę i zgrabne buty.

   Ja dodałabym do tego dobry biust i twarz wygładzoną, ale nie botoksem czy kwasem hialuronowym, ani kolagenem odessanym z tyłka.

 

   Są prostsze sposoby, że zadbać o obie te rzeczy. Dlatego dziś Panom dziękujemy, prosimy zająć się swoimi bardziej przyziemnymi sprawami, bo TO Was i tak przerośnie.

 

   Podstawą i elementarnym nakazem w celu utrzymania twarzy i dekoltu w dobrym stanie, jest ... spanie na plecach.

Wiem, wiem... Zaraz usłyszę, że to nie zrobienia, że od dziecka śpisz na brzuchu, albo na boku i że NO WAY!

   A ja twierdzę, że mając niezbyt twardy materac i wałek lub poduszkę pod kolanami jesteśmy w stanie nauczyć się tej trudnej sztuki w trzy dni.

 

   Co nam to da?

1. Po pierwsze i najważniejsze - unikniemy tzw. zmarszczek nocnych. Nikt o tym nigdy nie mówił, a to takie oczywiste. Weźcie moje Panie, lusterko w dłoń i ułóżcie się na brzuchu lub na boku. Co stanie się z Waszą twarzą? Pięknie pogłębi się bruzda nosowa, bo policzek się zmarszczy jak rodzynka. Sfałduje się okolica oka, a nad ustami pojawi się harmonijka. Nie pojawiła się? To tylko kwestia czasu.

 

2. Co dzieje się z biustem? Ano kiedy leżymy na boku jedna pierś zwala się na drugą, a na dekolcie pojawiają się piękne bruzdy, które z czasem się utrwalą. I żeby nie wiem jak chcieć pochwalić się jeszcze jędrną piersią, dekolt zacznie nas postarzać bardziej niż PESEL. O spaniu na brzuchu szkoda gadać! Wtedy to dopiero następuje prawdziwa dewastacja!

 

3. Wszystkie organy wewnętrzne u osoby leżącej na plecach będą pracować swobodnie. Bez ucisków i skrętów mogą sobie przez noc trawić i odpoczywać do woli. Kręgosłup wygięty w delikatny łuk (po to jest wałek pod kolanami) nie będzie bolał.

 

   Druga fundamentalna metoda,  którą radzę stosować już od młodości, to ćwiczenia mięśni twarzy. 

   Mięsień nieużywany zanika, to wiadomo. Z czasem mięśnie twarzy wiotczeją, tworzą się chomiki, które postarzają znacznie bardziej niż zmarszczki.
Popatrzcie na Mick Jaggera (l.70). On ma pyszczysko pobrużdżone głęboko jak Rów Mariański, tyle że bez śladów obwisłości. Ale on już 30 lat temu mówił w wywiadzie, że codziennie ćwiczy mięśnie twarzy.

 

   Wystarczy 10 minut dziennie. Można to robić przed telewizorem, w samochodzie na światłach, podczas czytania. Z czasem przestaniemy zauważać, że oglądając nawet pasjonujący film, odruchowo napychamy policzki powietrzem, mielimy kółka językiem, naciskamy podniebienie. Dla oczu to prawdziwe błogosławieństwo, kiedy trzymając palcami mięśnie pod i nad okiem, usilnie próbujemy to oko zamknąć itd.

 

   Odnośników i linków na ten temat jest wiele. Ja lubię blog http://azjatyckicukier.blogspot.com/2013/10/53-dlaczego-masaze-i-cwiczenia-twarzy.html\

A zwłaszcza ten odcinek :

http://azjatyckicukier.blogspot.com/2013/11/73-pozbadz-sie-zmarszczek-i-workow-pod.html

 

    Zwróćcie uwagę na tę Azjatkę z Australii, dr Serene Lim. Nie trzeba znać angielskiego, żeby zrozumieć zasady. Uważam, że warto poświęcić te parę minut dziennie, zwłaszcza przez osoby mające tendencje do głębokich bruzd nosowych i "zmarszczek palacza" wokół ust. 

 

 No, to do roboty!

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   www.pomocpsychoterapeutyczna.pl

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (27) | dodaj komentarz

440 kilometrów na cmentarz

sobota, 01 listopada 2014 13:22

 

   Ostatni tydzień upłynął mi (znów) pod znakiem podróży. Tym razem służbowej.

Wprawdzie wypadła ona w dość głupim okresie, kiedy cała Polska migruje na cmentarze i z powrotem, ale praca to nie wolny rynek - często nie daje wyboru.

 

   Szczerze mówiąc, po zrobieniu łącznie 900 km podczas mojej ucieczki na wybrzeże i uzyskawszy potwierdzenie, że JEDNAK W TYM KRAJU COŚ SIĘ DZIEJE (na szosach), wbrew malkontentom, nie bałam się tej podróży ani trochę.

 

   Trasa wiodła na południowy zachód, czyli na Dolny Śląsk. 6 spotkań rozłożonych na 3 dni, plus dojazd - pestka!

Dla osób jadących w tę stronę informacja z wtorku - jeśli przebijecie się ze Strykowa przez Łódź czeka Was 20 km nowiutkiej S8 w kierunku na Sieradz.

   Niestety, zaraz potem trzeba było znów zjechać na starą drogę nr 12 przez Łask, Zduńską Wolę i Sieradz i dalej prawie 80 km zapchanej niemiłosiernie ciężarówkami szosy, do tego gęsto upstrzonej remontami. Masakra!

 

 

   ALE (!!!) wiadomość z czwartku 30.10: wracając S-ósemką mijałam wszystkie zjazdy na Wieruszów, Wieluń itp, a moja szeroka jak tęcza trzypasmówka trwała i trwała.

 

    W tej euforii prawie staranowałam barierki, kiedy tuż przed Sieradzem droga nagle się urwała. "Nic nie może wiecznie trwać", jak mówił poeta, ale 40 km nowiutkiej S8 stało się faktem! Aż dziw że mnie nie zaprosili na otwarcie, w nagrodę za te męki z wtorku.

 

   Tak więc z mściwą satysfakcją informuję wszystkie marudy, że na odcinku 440 km trasy W-wa - Legnica,  lokalnej dziadowskiej drogi pozostało.... uwaga!... 30 km!

 

Brakuje wprawdzie obwodnicy Łodzi, ale poza szczytem daje się ją całą przejechać w 20 minut. No!

 

 

    Na noc zakotwiczyłam w Legnicy w urokliwym hotelu Gwarna, na dachu galerii Gwarna. Hotel jest czterogwiazdkowy, ale cena jaką uzyskałam przez Booking.com to ... 179 zł za noc ze śniadaniem. W takiej cenie to przeważnie nawet trzygwiazdkowe hotele się nie mieszczą.

 

Pokoje mają wyjście na wielki taras, z którego można podziwiać świt nad legnicką starówką. Hotel ma też basen i SPA, plus parking na piętrze. Polecam.

 

 

P1060492.jpg

 

  P1060491.jpg

 

   Legnica jest pięknym miastem, pisałam już o niej w ub. roku 

http://helena-rotwand.bloog.pl/id,335360482,title,Legnica-czyli-okupacja-w-czasie-pokoju,index.html

   Tym razem oprócz gapienia się na pięknie odrestaurowane kawałki starówki

 

P1060498.jpg

 

P1060500.jpg

 

 sgrafiitti.jpg

 

czekała mnie jeszcze wyprawa na miejscowy cmentarz. Leżą na nim dziadkowie i ciotka mojego męża, więc chciałam zajrzeć i zapytać, co u nich słychać.

    Miałam wszystkie namiary na kwaterę, ale jakiś czas kręciłam się bezradnie szukając grobu. Wreszcie jeden wydał mi się znajomy, ale jakaś obca starsza kobieta ofiarnie go szorowała. Okazało się, że jednak tak, to TEN grób, zaś kobieta jest dawną koleżanką ze szkoły ciotki. Pani prawie 80-letnia, mająca własne groby do wypucowania, poświęciła czas i kręgosłup żeby zająć się kwaterą właściwie obcej osoby.

 

    Wzruszyła mnie. Nie wiem, czy to tylko w małych miastach trafiają się tacy życzliwi ludzie, w każdym razie miałam szczęście. Dokończyłam toalety nagrobka, zapaliłam znicze i ruszyłyśmy na spacer po pobliskim cmentarzu... żydowskim. Bowiem pani mieszkająca tyle lat w Legnicy, nigdy na nim nie była.

   Cmentarz, jak większość żydowskich cmentarzy, powoli popada w zapomnienie, a wszędobylskie bluszcze zarastają macewy. Wiele płyt jest przewróconych, widać że od lat nikt ich nie odwiedza. Ostre jesienne słońce wydłużało cienie monstrualnie.

I w taki oto sposób uczciłam Święto Zmarłych.

 

P10604681.jpg

 

P1060470.jpg

 

P1060477.jpg  P1060480.jpg

 

P1060478.jpg

 

P1060473.jpg

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (28) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 844 766