Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 735 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2846684
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12565
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2353 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Noworocznie...

poniedziałek, 30 grudnia 2013 22:26

Życzeń noworocznych w zasadzie nie powinno się składać, bo wszystkiego już zdążyliśmy sobie pożyczyć przy Świętach...

   O postanowieniach na Nowy Rok pisałam już poprzednio, nic nowego nie wymyślę. Ja swoje postanowienia spisałam już w połowie grudnia i zawzięcie je realizowałam. Lista była krótka, ale niestety stały na niej ważne rzeczy. Między innymi złożenie papierów o nowy dowód osobisty, bo za chwilę stary się przeterminuje. Już bank mnie poucza przy każdym logowaniu, że już za chwileczkę, już za momencik stracę autoryzację do robienia przelewów.

 

Ttrzeba się było za to wziąć. Wyrobienie nowego dowodu oznacza jednak jeden paskudny warunek - trzeba przynieść aktualne zdjęcia. A to jest trauma niesłychana, zwłaszcza kiedy się chce wykpić najmniejszym kosztem i zrobić te fotki w samym urzędzie, w punkcie kiosk/Xero. Ludzie się tłoczą, pan się spieszy, miejsca jest 0,5 x 0,5 m2, lampa oślepia...masakra.

   Po dwóch nieudanych próbach (wyszło coś ala "Łysa Śpiewaczka" Ionesco albo "Stara kobieta wysiaduje") w końcu syn strzelił mi fotkę, która wprawdzie miała nie ten półprofil, tylko tamten, ale od czego jest Photo Shop...?

 

   No, to dziś złożyłam wniosek o dowód i niniejszym lista postanowień została zrealizowana...

Przypominam, że najgorszy dzień w roku, to 21 stycznia, kiedy to do większości obywateli dociera myśl, że z ich noworocznych postanowień znów g... wyszło. Aha, i jeszcze wtedy spływają rachunki z kart kredytowych, za grudniowe szaleństwa...

 

   A póki co wybraliśmy się do Łazienek. Przemknęliśmy przez nasz warszawski Central Park unikając wzrokowego kontaktu z wiewiórami, które aż nadto wyraźnie sygnalizowały, co myślą... Widzicie to? Łapki podparte pod boki, ogon na sztorc i ta mina, która mówi:

- No co? Znowu z pustymi rękami, tak? A w domu orzechów w bród, tak? Sklerotyki jedne!

 

No dobra, miały rację. Zawsze zapominam...

 

Więc kopnęliśmy się na Stare Miasto i tam było tak:

 

P1020451.jpg

 

P1020472.jpg

 

P1020465.jpg

 

DSCN6102.jpg

 

DSCN6100.jpg

 

DSCN6096.jpg

 

P1020480.jpg

 

No to wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku! Niech Wam się szczęści!


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

... i po Świętach, czyli o nietrafionych prezentach.

czwartek, 26 grudnia 2013 17:02

 

Święta, święta i po świętach...

 

Zamiast wyczekiwanego śniegu wielkości grochów, jak na „Świątecznej gospodzie”, w Wigilię i Święta w Polsce było +7 stopni i słońce. No, nie wszędzie to słońce, bo w Zakopanem wiał halny, czyli klęska. Naszym góralom u których mieszkaliśmy przez wiele lat, na szczęście tylko zwalił się płot. Nie doświadczyli takich zniszczeń jak ci pechowcy, którym zerwało dach czy powaliło drzewa na samochód.

 No, tylko brak prądu przez dwa dni był uciążliwy, zwłaszcza przy święcie, kiedy normalnie lodówka pęka w szwach.

   Aha, i jeszcze krzyż z grobu starego Nędzy zniknął, chyba go wywiało, bo co innego...? Komu potrzebny byłby stary krzyż...?

 

   Po zakupowym szaleństwie, teraz przyszedł czas na remanenty w prezentach. Nie ma zmiłuj, przy takim rozpasaniu społeczeństwa i górach podarków pod choinką, część musi być nietrafiona. Ci co dostali prezent z Allegro mają dobrze, bo w ciągu kilku dni można rzecz odesłać. Ci, co kupili w sklepie, mają prawo do zwrotu tylko towaru wadliwego. Sam argument, że koszula się nie dopina, nie może zmusić sprzedawcy do oddania pieniędzy. Chociaż supermarkety i sieciówki nie robią ze zwrotów problemu i chwała im za to.

 

   Najgorzej mają psy i koty, pochopnie wzięte ze schronisk, które na dłuższą metę okazały się zbyt uciążliwe dla obdarowanego. Niektóre schroniska i fundacje, np. NERO, zamykają możliwość adoptowania zwierząt od 15 grudnia, a i tak w okresie poświątecznym przeżywają prawdziwe oblężenie. Psów jest dwa razy tyle, co w ciągu roku. Co rok z biciem serca kierownicy takich placówek czekają na święta, bo wiedzą, co się za chwilę będzie działo...

 Oczywiście lepiej,  jeśli ludzie odwiozą zwierzę do schroniska (najlepiej tego samego). Gorzej, jeśli wyrzucą szczeniaka na ulicę czy w lesie... 

 

   A co zrobić z prezentem od męża/partnera, który bardzo chciał nam zrobić przyjemność, ale trafił jak kulą w płot?

   Akurat w tę Wigilię rano miałam wolną chwilę, więc weszłam do kilku butików, świecących o tej porze pustkami (kto normalny kupuje sukienkę w Wigilię?)  No i poobserwowałam sobie jednego pana, który jak widać, dość późno obudził się ze straszną myślą, że DZIŚ WIGILIA!!! i trzeba coś kupić kobiecie!

    To co brał z wieszaków, napawało mnie przerażeniem. Coś we mnie krzyczało, ba, wrzeszczało : Odwieś to człowieku, TO się nie nadaje do noszenia!!!, ale przecież nie mogłam się wtrącać.

   Nie wiem, czy coś kupił, czy odebrał mój wewnętrzny przekaz i zrezygnował, ale scenka była raczej z gatunku tragicznych. Bo jakby chciał ubrać swoją panią tak:

   

crazy-fashion-ideas1.jpg

 

Albo jak Helenę Bonham-Carter?

 

4660120-helena-bonham-carter-445-643.jpg

 

Masakra jakaś...

 

   Co ma więc zrobić kobieta obdarowana ciuchem nie do noszenia? Tylko liczyć na krótką pamięć i brak spostrzegawczości u mężczyzn. No chyba, że mamy szczęście i nasz chłopiec ma znakomity gust i gest, a do tego miarę w oku....

Czego Wam wszystkim, drogie Panie, życzę z całego serca..

 

PS. Informuję, że można spędzić wspaniałą Wigilię BEZ prezentów. Dzieci oczywiście się załapią, a dorośli naprawdę przeżyją bez trzeciej parasolki, czwartego balsamu do ciała, czy ósmej apaszki, która do niczego nie pasuje. Trzeba tylko się odważyć :-)


Podziel się

komentarze (27) | dodaj komentarz

Najsłynniejsza ciąża w historii

niedziela, 22 grudnia 2013 17:18

    Zasmarkana po czubek głowy wyszłam wcześniej z pracy, dzięki czemu mogłam wysłuchać w TOK FM jednej z ulubionych audycji. Lubię ją już za samą nazwę – ANDY-MATERIA, zaś jej autorką jest pani Anda Rottenberg, historyk sztuki.

   Temat tej rozmowy był niezwykle przewrotny – w przededniu radosnego święta Bożego Narodzenia pani Rottenberg skupiła się na śmierci, a konkretnie na Pietach – matkach opłakujących martwego Jezusa. Przy okazji dowiedziałam się, że najsłynniejszą swoją Pietę (jedną z czterech) Michał Anioł rzeźbił mając lat zaledwie 23... Podziwiam tych, co mu zaufali.  Marmur do rzeźby jechał na miejsce 9 miesięcy....

 

   Ale ja nie o tym. Wydaje mi się, że rozmowa o śmierci Jezusa akurat teraz to zbyt duże wyzwanie, bo w obliczu nadchodzących świąt należałoby się chyba raczej skupić na najsłynniejszej ciąży w historii, czyli wizerunku Matki Boskiej Brzemiennej. Takich rzeźb czy obrazów nie jest za dużo, widocznie zbytnie eksponowanie kobiecości Maryi nie wszystkim duchownym pasowało. Łatwiej było pokazać Marię w chwili Zwiastowania, a potem od razu z dzieciątkiem, jakby 9 miesięcy noszenia dziecka w łonie przemknęło równie szybko jak samo poczęcie.

 Niepokalane, rzecz jasna.

 

   A jednak są miejsca, gdzie Matka Boska Brzemienna jest obiektem kultu, dokąd pielgrzymują pary starające się o dziecko. Wiele z nich odniosło potem prokreacyjny sukces, co tylko utrwaliło wiarę w moc tej Pani.

   Dodam jeszcze, że w/g przekazów Maria nie była głupią gęsią. Nie tylko nie przestraszyła się Anioła zwiastującego jej dobrą nowinę ( a w końcu jak często anioły zaglądają do wiejskich chałup?), ale pozwoliła sobie już w późniejszym okresie na takie stwierdzenie:

- Oto bowiem błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia...

No, w zasadzie się nie pomyliła...

 

   Wracając do wizerunku Maryi z okresu ciąży, w Polsce chyba najsłynniejsza, choć szczerze mówiąc, najmniej ładna, jest Matka Boska Matemblewska.

 

Matemblewo.jpg

 

Taką Panią ma Sandomierz.

 

Sandomierz.jpg

 

A taką sobie postawił Toruń całkiem niedawno. Na jej lekko wypukłym brzuchu można zobaczyć litery JHS.

 

Torun.jpg

 

Największą niespodziankę krył w sobie obraz Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej w Wąbrzeźnie. Po zdjęciu srebrnej szaty i pierwszej warstwy farby odkryto, że kobieta... jest w ciąży... Czyżby jakiś kapłan nie mógł znieść widoku jej brzucha i kazał go zasłonić...?

 

Wabrzezno.jpg

 

Jest jeszcze Biała Pani w Wilnie...

 

MB_Biala.jpg

 

I w bazylice św.Floriana w Krakowie.

 

krak.bazylika.jpg

 

Ale moją osobistą faworytą jest ta postać – piękna, elegancka, silna.

Prawdziwa Królowa. Znalazłam ją na stronie Matemblewa, ale ani słowa o niej konkretnie tam nie ma. Wiadomo, że jest to Matka Boska Różańcowa, ale jej kształty mimo szerokich szat, są dla mnie dość jednoznaczne.

 

ourladyoftherosary.jpg

 

No, to niech się rodzi chłopak zdrowo...:-)

 

Wszystkim serdeczności przesyłam. Spokojnych i ciepłych Świąt.


Podziel się

komentarze (73) | dodaj komentarz

Oddam książkę w dobre ręce.

wtorek, 17 grudnia 2013 21:14

Książka.jpg

 

   Nie, nie będę Was już  męczyć  rozterkami związanymi z moim nieudanym debiutem literackim. Ale ponieważ żegnam się z tym tematem mentalnie, postanowiłam pożegnać się z nim też fizycznie, a dokładniej – pozbyć się książek, które mi zostały po tym, jak sama ich sobie trochę dodrukowałam.

 

   Przy okazji wyszedł z tego mały eksperyment socjologiczny i o tym chciałam napisać. Raz na parę dni porzucam jeden egzemplarz w jakimś neutralnym miejscu i obserwuję, co się stanie. Oczywiście nie zostawiam ich np. w supermarkecie, ale w miejscu, które sugeruje, że książka jest do wzięcia i nikt nie rzuci się w pościg za znalazcą. Na ogół jest to przystanek autobusowy, ławka w galerii handlowej, kawiarnia.

  

   W żadnym miejscu nie leżała ona dłużej niż 60 sekund. Ani razu nie musiałam litować się nad sierotą, której nikt, jak starej panny nie chce... Znikały błyskawicznie, w rękach zarówno bardzo młodych dziewczyn czy pań w średnim wieku, ale i – ku mojemu zaskoczeniu złapał ją też młody przystojny hipster, przekartkował i... schował za pazuchę.

 

    Konkluzje właściwie są dwie. Pierwsza taka, że ludzie chętnie po nią sięgają, bo widocznie okładka przyciąga oko. Może gdyby faktycznie znalazła się ona wtedy w księgarniach, inaczej potoczyłyby się jej losy.

   Druga to taka, że w zasadzie nikt nie miał oporów, żeby ją sobie po prostu wziąć. Może akcja „Uwolnij książkę”, czyli bardziej górnolotnie – bookcrossing – sprawiła, że ludzie traktują książkę leżącą bezpańsko na ławce od razu jako coś do wzięcia i w ogóle im nie przyjdzie do głowy rozejrzeć się za właścicielem. Zważywszy że akcja kręci się od co najmniej 2008 roku i tylko na jednej stronie z tej branży widnieje liczba  184 tys. uwolnionych książek, to może być jakiś powód... I może z tym czytelnictwem u nas tak tragicznie nie jest...

 

   Tak czy siak, mam chociaż taką małą satysfakcję. Gorzej przecież byłoby, gdyby pies z kulawą nogą nie wyciągnął po nią łapy. A tak zawsze mogę mieć nadzieję, że jeszcze parę osób w kosmosie ją przeczyta, i... może nawet poda dalej...

 

 A na koniec apel – znajoma młoda artystka cudem wyszła z tragicznego wypadku, w którym zginął jej ojciec. Ona sama wymaga leczenia i rehabilitacji.

W niedzielę 22.12 w Warszawie odbędzie się aukcja różnych przedmiotów zgłoszonych na ten cel. Jeśli ktoś miałby czas wpaść na Pragę Północ i może kupić coś ładnego zasilając fundusz dla Julii, serdecznie zapraszam.

Wszystkie szczegóły na stronie  http://www.helpjulia.info/

Można oczywiście pomóc wpłacając jakiś grosz. Jeśli ktoś jeszcze nie spełnił dobrego uczynku przed świętami, a czuje taką potrzebę - jest okazja:)


Podziel się

komentarze (27) | dodaj komentarz

Wielki Brat

środa, 11 grudnia 2013 21:46

big_brother_is_watching_you_by_zfshadowsoldier-d4mvrfw.png

 

   Pik...pik...pik...pik...

   Ki czort???

6.48, to nie jest najlepsza pora na rozwiązywanie zagadek. Właśnie próbuję wyjechać spod domu, praca czeka, a tu coś pika...

  Dzwoni komórka:

-         Dzień dobry, tu monitoring samochodu. Mamy sygnał alarmowy. Czy pani jest w posiadaniu pastylki Ikar?

-         Nnnno...jestem, przecież zawsze mam przy kluczykach...

-         Tracimy pastylkę z zasięgu. Proszę podać hasło!

-         Hasło.., hasło.., psiakrew, jak to było? EUREKA?!

-         Dziękuję. Wyjeżdża pani z ul. Sasanki 5, czy tak?

Kurna..., skąd wiedzą? Ano tak, po to mam monitoring, żeby ktoś zawsze miał samochód na oku, nawet jak ja go stracę...

Jak się okazało, to tylko bateria się kończyła.

Ale żeby tak człowiekowi w twarz, skąd wyjeżdża o 6.48...? Permanentna inwigilacja!

 

   Teraz ja dzwonię. Do prywatnej przychodni, do której uczęszczam na badania kontrolne.

-         Dzień dobry, chciałam zamówić receptę.

-         Pesel proszę. Dziękuję. U którego lekarza się pani leczy?

-         U doktora Jekylla.

-         Dziękuję. Cyjanek potasu, prawda? Dawka na 3 miesiące, jak zawsze.

Recepta będzie gotowa w ciągu 3 dni roboczych.

 

Wygoda, aż miło... Ale żeby tak wszystko wiedzieć, co, ile przyjmuję...? Czy to nie narusza mojej prywatności i w ogóle...?

 

   Kuzyn chce jechać w tropiki. Był już parę lat temu i wie, że trzeba się szczepić, ale nie wie na co. Książkę szczepień dawno zgubił, a nie wszystkie trzeba powtarzać...

   Dzwoni do zakaźnego na Wolskiej – okazuje się, że mają go w komputerze, spisują mu listę doszczepień, co trzeba, czego nie. Jak na talerzu, wiedzą o nim wszystko.

 

   Permanentna inwigilacja... Oczywiście, bije w tych, którzy mają tajemnice, nie chcą aby ktokolwiek wiedział, gdzie spędzili noc, jakich zażywają leków i na co się szczepili. Dla tzw. normalnych to przecież niesłychana wygoda i bezpieczeństwo.          

   Zamiast sterczeć w kolejce do lekarza, który łaskawie wypisze receptę, wykonuję jeden telefon i przyjeżdżam na gotowe. Zamiast narażać się na koszty i uszczerbek na zdrowiu, szczepię się tylko na to, co potrzeba i ile potrzeba. Moje auto jest w miarę bezpieczne, bo monitoring działa naprawdę. Miałam już telefon w nocy, bo zostawiłam auto na światłach i właśnie zdychał mi akumulator. Miałam telefon w rumuńskim interiorze, bo zniknęłam z radarów. KTOŚ SIĘ TAM O MNIE TROSZCZY!

 

   Czy przeszkadza mi to podsłuchiwanie i gromadzenie danych, co ujawnił Snowden? ANI TROCHĘ!!! Coś za coś. Jeśli oszczędzam tyle czasu, pieniędzy i nerwów, bo jestem gdzieś w systemie, który w taki lub inny sposób mnie śledzi, to liczę realne zyski, a nie jakieś wyimaginowane straty.

 

   Oczywiście, są nadużycia. Oczywiście państwo wie o nas za dużo i czasem bezpodstawnie. Ale to jest wojna, jak mówi Linda. Przecież dzięki tej inwigilacji wyłapało się już paru terrorystów, choćby takich jak nasz rodzimy Brunon K. , którego śledzono poprzez fora internetowe. Gdyby nie to, parę setek a może i tysięcy ludzi poszłoby do nieba.

 

To ja jednak zamawiam śledzenie.

 

 PS. I nie narzekajcie, że wiecznie ktoś inny dzwoni z nową fantastyczną ofertą na waszą prywatną komórkę... Było nie podawać swoich danych w każdym sklepie, aptece czy innej placówce, gdzie wciskają wam kartę „lojalnościową”.  To cena jaką się płaci za zniżkę na majtki czy aspirynę...


Podziel się

komentarze (27) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 28 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 846 684