Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 314 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2844703
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12563
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2352 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Urodziny!!!

środa, 30 grudnia 2015 16:09

 

No dobra, niech będzie. Mam dzisiaj urodziny.

Zawsze mówiłam, że nikt cię tak nie urządzi jak własna rodzina!

Urodzić dziecko trzydziestego grudnia, 6 dni po Gwiazdce?!

I do tego zaraz potem zaklepać mu imieniny??? To się nadaje do Trybunału Konstytucyjnego.

Tego starego, oczywiście...

 

   Wśród życzeń rozczuliła mnie wiadomość od WWF, który sponsoruję niewielkim acz regularnym datkiem. SMS brzmiał: "Rysie, foki i morświny twierdzą, że dziś Twoje urodziny. Z tej okazji ślą życzenia..."

No, jeśli nawet morświny mi dobrze życzą, to wszystko musi się udać:))

 

    Święta przeszły bez emocji, do dziś dojadamy resztki. Niewiele się zmarnowało, bo się pilnowało. Nie obyło się bez wk...jącego poczucia niesprawiedliwości, kiedy inni objadali się w opór i NIC, ja z listy rzeczy zakazanych zjadłam słownie: TRZY USZKA W BARSZCZU, TRZY PIEROGI Z KAPUSTĄ  I MOŻE ZE CZTERY KAWAŁKI CIASTA przez całe święta, a waga bezczelnie pokazała 1,5 kg więcej...

A, żebyś zdechła! - jak mówi Bosacka.

 

  W telewizji stały repertuar - Kevin i Pan Wołodyjowski. Na tym drugim, o dziwo, tym razem nie ryczałam (obejrzałam tylko ostatnie 10 minut "A ty, Pułkowniku...!!!").

Czyżbym traciła wrodzoną wrażliwość? Czy może wkoło jest dość ważniejszych powodów do płaczu...?

 

   Zachęceni pięcioma gwiazdkami w GW udaliśmy się do kina na "Córki dancingu". Duży błąd! Kocham dobre polskie kino, ale takiego dziwadła mój rozum nie ogarnia. Niby baśń, niby fantasy, coś z horroru, stare szlagiery z lat 80-tych i smęty współczesne, dwie syreny wyłowione z wody, które od czasu do czasu przegryzają ludziom tętnice, tudzież zjadają ich serca (mało estetyczne...) i mój ulubieniec - cherubin złoty blond - Jakub Gierszał!

    Powinna mi się była lampa zapalić, bo ostatnio wszystko w czym gra Gierszał jest straszne. Ba! On nie gra. On się przesuwa, on emanuje, migdali się z syrenkami (i nie tylko), nawet udaje że gra na gitarze, i przez niemal cały film... NIC NIE MÓWI.

     Nawet Henio Gołębiewski w "Edim" ma pełnometrażową rolę mówioną! Przy złotowłosym JG wymięka chyba każdy reżyser po kolei. Kwestie naszego bohatera można streścić na jednej kartce A5. Ze cztery trzy-wyrazowe zdania, jedno trochę dłuższe. Koniec.

 

     Ale ja się pewnie nie znam... Widocznie on samym swoim jestestwem wyraża tyle treści, że słowa są niepotrzebne... No, cóż, nie każdy musi cenić Pendereckiego.

Ja nie cenię.

 

Póki co składam wszystkim najlepsze życzenia Noworoczne, dużo ciepła, spokoju, optymizmu, przyjaźni, szczerości i czego tam kto potrzebuje.

 

A odnośnie bieżących wydarzeń radzę przyjąć taką oto pozycję:

 P1080383.jpg

 

   Jadę szukać śniegu. Gdyby ktoś miał jakieś wskazówki, gdzie znaleźć ten deficytowy materiał, słucham chętnie.

Jeśli nie znajdę, przytyję kolejne 2 kilo. A co tam...

Do poczytania w Nowym Roku!

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (18) | dodaj komentarz

Chaos

środa, 23 grudnia 2015 19:19

 

   Tym razem to już naprawdę blisko. Oglądanie (czy słuchanie) wiadomości wprawdzie tak podnosi ciśnienie, że człowiek z trudem zasypia, ale trzeba jednak myśleć o świętach. Może nie zwariujemy.

   Zanim zaczniemy się najadać i napijać (jest takie słowo?), postanowiłam jeszcze spełnić swoją małą misję i ponownie przejechać się do Monaru na Skaryszewskiej19.

 

   Tym razem nie tylko zebrałam trochę bluz, dresowych spodni i kubków, ale przekopałam dom w poszukiwaniu zbędnych pościeli i ręczników. Zajrzałam do skrzyni..., a tam - kopalnia! Zasypałam cały pokój poszewkami, które się moralnie zestarzały, zblakły, zostały wyparte przez piękną pościel otrzymaną na imieniny czy pod choinkę, ale nadal były całkowicie zdatne do użytku.

    Ledwo dotargałam to do samochodu, kiedy pomyślałam o pawlaczu. Nietknięty ludzką ręką od lat, chował w sobie prawdziwe skarby. Czego tam nie było...? Kożuszek - na oko 40-letni, poduszki prawie nowe z czasów, kiedy eksperymentowałam z poduszkami pod mój bolący kark, kolejna kołdra, futerał od gitary (ktoś u nas grał na gitarze???), futerał od nart, poduszki zupełnie stare, całkiem dobra kurtka, firany, nawet nie uszyte, jeszcze z metką, zasłony - uszyte, ale nigdy nie powieszone itd..

   Najpierw dwa wory półtorametrowej wysokości powędrowały na śmietnik. Reszta po gruntownym przejrzeniu i wypraniu trafiła do bagażnika.

 

  Ależ to było oczyszczające! Jakby przez dom, niczym przez mityczną stajnię Augiasza przepłynęła rzeka. My ludzie mamy pewną okropną cechę. Przez lata magazynujemy przedmioty, o których istnieniu nawet nie pamiętamy. Potrzeba kapitalnego remontu albo takiej akcji żeby zobaczyć, co my w tych zakamarkach przechowujemy.

 

   Samochód nie był zachwycony, że został przekształcony w ciężarówkę, z niemiecka LASTKRAFTWAGEN. Zwłaszcza, że czekała mnie kolejna przeprawa TĄ drogą, dziurawą jak powierzchnia księżyca.  A mój "łazik" nie posiadał gąsienic, więc buksował co i rusz w błotnistych lejach.

   Ale dotarłam. Ładunek został natychmiast przejęty z uściskiem dłoni, a ja, lekka jak piórko, w przenośni i dosłownie, poszybowałam w stronę domu.

   Teraz z czystym sumieniem mogłam się zabrać za dekorowanie świątecznego stołu. Ponieważ wcześniej ćwiczyłam już wszystkie możliwe zestawy - czerwień ze złotem, samo złoto, samą śnieżną biel, samo srebro i szkło, pióra i anioły, szafir z bielą itd., tym razem postawiłam na mój ulubiony zestaw - róż z szarością. A że to święta, to szarość zastąpiło srebro.

   Upatrzyłam sobie piękny wieniec w takich kolorach, ale akurat wyszedł. A że nie lubię, kiedy moje zachcianki nie są zaspokajane od razu, z zemsty zrobiłam własny stroik.

   Kosztował mnie 2,32 zł (dwa złote trzydzieści dwa grosze) , bo tylko bombki musiałam dokupić, reszta pochodzi ze starych dekoracji. Przez lata się zamortyzowała.    

Może być?

 

P1080319.jpg

 

    I teraz na poważnie. Znacie przekleństwo "Obyś żył w ciekawych czasach". Polityką się nigdy nie zajmowałam, ale sami widzicie co się dzieje...

  Życzę sobie i Wam, żebyśmy przestali żyć w "ciekawych czasach". "Ciekawość" tych czasów chyba przerosła nasze wszystkie wyobrażenia. Więc życzę nam wszystkim, żeby stało się nudno, przewidywalnie, żebyśmy znów mogli sobie utyskiwać po staremu na służbę zdrowia, na kiepskie odsetki od lokat i wysokiego franka, na wrednego szefa. Żebyśmy nie zastanawiali się, co przyniesie kolejna noc, której niektórzy z uporem maniaka nie chcą spędzać w ciepłym łóżku.

   Może ich łóżko nie jest ciepłe...? Może nie mają się do kogo przytulić, więc gdzieś muszą to odreagować?

 

Obyśmy nie musieli przeprowadzić im psychoterapii...

 

Wszystkiego dobrego moi Drodzy!

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Święta za pasem

sobota, 12 grudnia 2015 17:17

 

    Dwa tygodnie do świąt.

    W tym roku będzie nas przy stole znów mniej. Dzieci (szeroko pojęte) rozjeżdżają się po świecie. Starsi stają się coraz starsi i ciężko im wejść po schodach, albo w ogóle nie mają ochoty się nigdzie wybierać.

   Grozi nam powrót dawnych Wigilii, kiedy w ekspresowym tempie próbowało się wszystkich dań w jednym domu, a potem gnało na drugi koniec miasta do drugiego. Tam oczywiście nie daje się wtłoczyć kolejnych uszek, pierogów czy klusek z makiem, więc dąsy były gwarantowane.

 

   Zostałam trochę sama w domu, więc wzięłam się ambitnie za robienie dekoracji. Obwiesiłam ściany girlandami, założyłam lampki (te za 10 zł komplet, kupione na giełdzie kwiatowej 10 lat temu, są najładniejsze), zapaliłam. Działają.

   I kiedy zmordowana i spocona, umywszy 3 razy ręce szarym mydłem (ozdoby choinkowe po 2 sezonach już porastają kurzem, a moje mają ze 20 lat), pochwaliłam się mamie wynikami, usłyszałam:

- Popraw mnie, jeśli się mylę. Czy ty nie masz jeszcze w planie malowania sufitów przed świętami...?

No szlag!

Nikt ci tak nie dokopie jak najbliższa rodzina!

 

   Fakt, umówiłam dwóch chłopaków na sobotę! Sufity mają tyle lat co bombki, wstyd się przyznać. Jakoś to nikomu wcześniej nie przeszkadzało...

Teraz trzeba będzie te cholerne girlandy opatulić foliami i zabezpieczyć. Dodatkowa robota...

 

   Więc święta za pasem, a u mnie wciąż pod nogami walały się torby przygotowane na tę nieszczęsną Świąteczną Paczkę. Jako rzekłam, nie udało mi się znaleźć instytucji, której mogłabym to wszystko oddać. Ba, w desperacji zapytałam bezzębnego gościa stojącego przed jadłodajnią Caritasu, czy nie byłby zainteresowany suchym jedzeniem, które mam w aucie. Usłyszałam stanowcze:

- Nie, dziękuję.

 

Nie, to nie. Dojrzałam więc do Monaru-Markotu.

   Znalazłam na mapie noclegownię dla osób bezdomnych i najuboższych. Ale skoro tak, to pomyślałam o ciuchach, bo zima idzie. Wygrzebałam z szaf kilka prawie nowych swetrów, trochę spodni męża (nie zorientuje się:-)) i pojechałam.

 

    Placówki Monaru chyba z premedytacją umieszczane są na takich zadupiach, żeby nie kłuły w oczy porządnych obywateli. Budynek na Skaryszewskiej 19  jest niewielki, ale zadbany, choć dojazd do niego może przyprawić o zawał. Modliłam się żeby nie utknąć w błotnistych dziurach, w które wpadałam po osie.

    Z budynku wyszedł sympatyczny brodacz, któremu zaczęłam się tłumaczyć, że mam trochę jedzenia i ciepłych ubrań, ale pralnia mimo dwukrotnych prób nie usunęła z kołdry jednego zacieku. On na to, że mając 200 pacjentów dziennie, zwożonych w różnym stanie z ulic Warszawy, nie jest w stanie zwracać uwagi na takie detale. I że przyjmują wszystko, od używanej pościeli, ręczników, poprzez garnki, kubki, po czapki, rękawice, buty itd.

 

   Opróżnił mój bagażnik, a ja wreszcie poczułam ulgę.

Ok., nie musimy tego nazywać dobroczynnością. To kwestia nazewnictwa. Ja w każdym razie rozpętałam już akcję zbierania po rodzinie rzeczonych przedmiotów i mam zamiar wozić tam ile się da. Wiem, że trafi to do konkretnych ludzi. I nikt nie będzie kręcił nosem, że coś nie ma oryginalnej metki, albo kwitu z pralni.

   Więc jeśli ktoś miałby coś pożytecznego na zbyciu, powtarzam adres: Warszawa, Skaryszewska 19, za pętlą autobusową dziurawą drogą ok. 500 m.

   Może taki dobry uczynek na święta...?

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

Mieszane uczucia.

sobota, 05 grudnia 2015 16:36

 

   Nie byłam w Indiach i pewnie nigdy nie będę. Powody są zasadniczo dwa.

Jeden to taki, że droga, obojętne czy to przez Moskwę, czy Frankfurt albo Londyn, zabiera minimum 12 do 16 godzin.

   Mój sterany kręgosłup takim eskapadom mówi stanowcze Nie!

Już lot do Peru nieźle mnie wykończył i nakazał krótko: Kobieto! Spójrz w PESEL!. Są granice szlajania się po świecie.

Tak, tak, na Bali leci się 40 godzin, więc co to jest wobec tych nawet 16?

Ale ja wiem swoje.

 

   Drugi powód jest jeszcze bardziej prozaiczny: Bo w Europie, a nawet we własnym kraju jest tyle miejsc do obejrzenia, że pięciu żyć nie starczy. A skąd ja wiem, ile tych żyć mi jeszcze zostało???

   Gdybym wybrała się do Varanasi, i tam dokonała żywota, przynajmniej miałabym pewność, że to koniec. Po to Hindusi pielgrzymują do świętego miasta nad Gangesem, żeby to właśnie uzyskać. Bo perspektywa ponownego przyjścia na świat w charakterze tasiemca, żuka gnojarza czy żony taliba w Afganistanie przyjemna nie jest.

 

Skoro sama nie pojadę, muszę czerpać wiedzę z opowieści syna, który pokonał jak na razie 7200 km, posuwając się zajęczymi skokami przez całe Indie.

   Nie cierpimy z tęsknoty, gdyż taki wynalazek jak Skype umożliwia kontakt codzienny i to nawet bardziej intensywny, niż kiedy wszyscy jesteśmy na kupie, w jednym mieście.

 

   Jak na razie najbardziej bolą mnie tylko rachunki telefoniczne, bo każde połączenie z Indii kosztuje 10 złotych! I to nie za ROZMOWĘ!

  To bardzo ważna informacja!  Kiedy ustalicie z rodziną, że będąc w USA, Indiach i paru innych krajach będziecie puszczać tylko strzałkę, żeby rodzina usiadła do Skypa, myślicie że w ten sposób zaoszczędzicie pieniądze? Nic z tego! Niektóre kraje tak sobie ustaliły, że KAŻDE UŻYCIE TELEFONU, NAWET BEZ POŁĄCZENIA,  KOSZTUJE TE SAME 10 ZŁ.

Za każdy jeden sygnał!!!

  Jak głupi daliśmy się nabrać. To już taniej było wysłać SMS-a za 1,50 zł (Włącz Skypa!), niż taki sygnał. Kto przewidział, że te łobuzy będą nas kasować po 10 zł za pięć sekund sygnału?

 

   No nic, człowiek się uczy przez całe życie.

 

   A Indie, cóż... Mają bajecznie piękne obiekty, ale na ogół są to pojedyncze budowle, otoczone slumsami, brudnymi blokowiskami i wszechobecną biedą.

   Dlatego wycieczki zorganizowane wpadają i wypadają z takich miejsc, bo nie ma w nich nic innego do roboty, poza obejrzeniem świątyni.

   Mojego syna zatrzymują impresje, ulotne spojrzenia, krótkie jak spust migawki w aparacie.

Ja mu każę fotografować świątynię w Trichy

 

IMG_4421.jpg

 

a on sobie wyszukuje takie ujęcia:

 

IMG_4627 2.jpg

 

IMG_4469.jpg

 

albo takie: Jak długo można patrzeć w NIC?

 

IMG_4356.jpg

 

CDN.


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 844 703