Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 314 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28      

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2844740
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12563
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2352 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Buty do tanga

niedziela, 27 lutego 2011 16:15

 

 

1.06.


Dziś całkiem mi odbiło. Zrobiłam sobie Dzień Dziecka, a co!

 Na wieczór umówiłam się z córką przyjaciela na oglądanie kosmicznych butów do tanga. Dziewczynka tańczy, ale żeby tańczyć, po buty musi jeździć do Berlina. Więc wymyśliła sposób na biznes, rozpoczęła współpracę z pięknym krajem o nazwie Argentyna i sprowadza ręcznie szyte buty. Takich butów jest 40 par na świat z każdego rodzaju. Absurdalne jak dla mnie obcasy, szpilka grubości gwoździa,  najniższe mają 8 cm i z punktu widzenia tańczących to są właściwie kapcie. Inne są już tylko wyższe...

 


Było w nich coś takiego, że nie mogłam się oprzeć, a może to kwestia nastroju czy oświetlenia...?  W każdym razie popełniłam szaleństwo, a  właściwie dwa szaleństwa. Kupiłam cztery buty...


Wiem, że ich chyba nigdy nie założę na dłużej, bo nie będę w stanie utrzymać pionowej postawy dłużej niż 15 minut, ale kupiłam. I wiem, że za te pieniądze miałabym ze 7 innych par butów..., ale kupiłam.


- Powiedz mi, czy ja potrzebuję trawki na dobry nastrój? Przecież  od 2 miesięcy chodzę na permanentnym haju, jakby jutro miał nastąpić koniec świata!  Lepszej głupawki nie można mieć, żeby nie wiem jak się upalić...

Spójrz na zdjęcie. Oto moje kostki w całej okazałości... No jak, Książę, znajdujesz moje pantofelki?

 

Buziaczki.

Kopciuszek

 

Acha. Dzisiaj będę miała ciężką noc, bo przyjechało jakieś germańskie plemię  i muszę się nim zająć. Spróbuję znaleźć siłę w pochodnej winogron.

 

Miłego wieczoru i co tam jeszcze...Muszę poszukać jakiejś innej kozetki, bo na twoją liczyć nie mogę. 

 

2.06 


- Bądź twarda, kozetka poczeka :) Masz swój rytm życia i ciało musi wytrzymać do naszej sesji. Do tego czasu powtarzam: bądź twarda. Jesteś zbyt konkretną babką, aby topić smutki lub się rozmydlać. Musimy się wspierać. Skoro już odnalazłem Cię na obcej planecie, zabrałem do łazika, wzniosłem na orbitę i gdzieś lecimy -  jestem Twym ramieniem i... kozetką.


Ostatnio piliśmy kawę w łóżku:-))

Nakrywałem Cię kołderką.

Teraz zdobyłem Twą kosteczkę... patrzę na nią oniemiały!

 Moja pierwsza baza zdobyta! Stosunek  1 : 1 (kosteczka za policzek)


Przetrzymaj to plemię jakiś czas, aż zbiorę chłopaków! Grunwald blisko! Pokażemy im nasze nagie miecze! Zawstydzimy drańców!

Na razie ich spijaj...

Zabierz im przyłbice i kaptury...

Obnażaj ich słabe strony...

Zostajesz naszym Naczelnym Szpiegiem.

Znowu nagromadziło nam się myśli nieuczesanych. Oj trzeba będzie gadać i gadać kiedy się spotkamy...

 

Kopciuszku!

Pantofelki pierwsza klasa.   
Kosteczki pierwsza klasa..

Nigdy bym nie pomyślał, że lubisz takie wysokie klimaty, zaskakujesz mnie.....


-  No cóż, będziesz mnie musiał tak składać po kawałku. Masz już oczy, teraz stopy. Widzisz, lecę po skrajnych rejonach... Stopy dostajesz po to, żebyś się mentalnie przygotował do akcji, wiedział, jaki materiał dostaniesz w swoje sadystyczne dłonie. Kiedyś, mam nadzieję.

 

Matko, jak dobrze bawię się przy twoich listach. Dlaczego chcesz zabić całą konkurencję? Nie zostawisz miejsca dla nikogo?

Trzymaj się dzielnie, mój Rycerzu!

Eleonora

 

- To Ty wykosiłaś konkurencję egoistko! Musisz tak wciągająco pisać?

Teraz to ja codziennie lecę z wywalonym jęzorem do komputera z myślą, że coś skrobnęłaś. Powoli staję się  mejloholikiem, Ty dealerze Ty..., ładnie to tak? Dać próbkę, zanęcić,  utrzymywać w stanie niezaspokojenia, niedomówienia... Wrzucasz czasami coś do skrzynki, ja to wsysam oczami. Endorfiny ciekną mi po brodzie, na chwilę robi się fajnie... a potem głód ! EGOISTYCZNA DEALERKA buuuuuuuu..... chlip..... KOZETKI MI TRZA! 

 


Podziel się

komentarze (1) | dodaj komentarz

Biała Bluzka a emigracja

piątek, 25 lutego 2011 14:34

 

31.05

"Chowaj nogę jak śpisz... Jest taka zimna...".

 

A jaka ma być..., ta noga,  jak się ma ciśnienie żaby, i to w stanie głębokiej hibernacji? Puls 50. Ciśnienie 90:55.  Dobra, chowam.

 

Opowiem ci jak kulturalnie spędziłam kawałek weekendu :

 W niedzielę na 17.00 Pani Janda z Panią Umer wyznaczyły plebsowi spotkanie w siedzibie "Gazety W". Tematem miała być "Biała bluzka" w/g  Osieckiej.

 

Nie wierzyłam, że Janda sięgnie jeszcze po rolę młodej dziewczyny, chociaż..., skoro ona potrafiła zagrać 7-letnie autystyczne dziecko, to pewnie i 20-stkę potrafi. Ona zagra wszystko, nawet futerał od kontrabasu.

Oglądałam "BB" 23 lata temu, sama będąc wtedy młodą dziewczyną z mężem i dzieckiem, za to bez mieszkania, lodówki ani nawet żelazka. Jak również bez żadnych perspektyw na nie.

Alternatywą była emigracja do Australii. Do misiów koala i kangurów. Po obejrzeniu spektaklu obwieściłam mojemu mężowi, że siłą nawet mnie stąd nie wywiezie. Nie zrezygnuję z takiego pokarmu dla duszy, z tych przeżyć, po których czuję się bogata jak cesarzowa Iranu. Zostaliśmy. Nie żałuję do dziś.

 

Anyway, Janda bierze się za Białą Bluzkę od nowa i już nie mogę się doczekać!

 

 Spodobała mi się szczerość Jandy, kiedy powiedziała , że bezpośrednim impulsem do ponownego wzięcia Białej bluzki na warsztat był problem z frekwencją w Och-teatr. Podobno nie idzie to tak dobrze. A to bardzo dziwne, bo do Polonii bilety rozchodzą się jak dym z papierosa ...

Ale czasem wystarczy być 100 metrów za daleko, a co dopiero tak na uboczu, na Ochocie (z całym szacunkiem dla Ochoty.)

 

Obie bardzo ciekawie gadały, zwłaszcza na na temat Agnieszki O., która  miała niezwykły talent zdobywania mężczyzn, ale zero umiejętności zatrzymania ich przy sobie ...

 

Jeszcze a propos zagrania "wszystkiego" przypomina się taka akcja na egzaminach do PWST, kiedy kandydatowi kazano zagrać.....mleko.

Więc stanął pod ścianą i stał, i stał... Wreszcie na pytanie komisji, co robi, odpowiedział:

- Czekam, aż się zsiądę.

 

 to be continued........  

 

Witaj Mario Tereso.

Jak Ci się spało w tych nowych, koronkowych obleczeniach? Tak by to mogło brzmieć podczas królewskiej, porannej konwersacji...

 Posuńżesz się trochę...  

... już robię miejsce. A jak spała Wasza Mać? Bo mnie coś gniotło pod 6-tym lewym żebrem. Na pewno nie wytrzepano z pościeli całego pierza, wiecznie się sypie z tych poduszek!

A propos, kiedyś w hotelu we Wrocławiu, pod idealnie naciągniętym prześcieradłem namacałam ręką COŚ... To był pilnik, długi na 30 cm! Przypomniał mi się natychmiast "Nagi instynkt" i ten nóż pod łóżkiem. Wyobraźnia zaczęła pracować...

------------------------------  

Fajnie, pisałam te słowa 31 maja, w 25-stopniowym ciepełku, a dziś rano mój termometr pokazał -18 oC!. Co prawda łże jak pies, zawsze o 4 stopnie, ale to dalej jakaś masakra jest...


Podziel się

komentarze (3) | dodaj komentarz

Jeszcze o Wielebnych

czwartek, 24 lutego 2011 12:22

  

 Księża dzielą się na tych, którzy
 
- od razu z seminarium wychodzą z pragnieniem wyplenienia całego zła ze świata i chcą być - dosłownie - świętsi od Papieża,
- na takich, co zaczynają dobrze, ale z czasem ich dystans do tzw. szarego człowieka rośnie, a wręcz ogromnieje, i
- wreszcie na takich jak nasi przyjaciele, którzy korzeniami tkwią mocno na ziemi, ale duszę mają trochę czystszą , a  miłości i tolerancji dla drugiego człowieka w nich całe pokłady.  
 
Tacy doskonale rozumieją, że  człowiek  z natury swojej jest grzeszny, ale nie trzeba za to go od razu prowadzić na stos.
Przykładem niech będzie kazanie, jakie nasz przyjaciel wygłosił u górali w sierpniu, miesiącu, który z nieznanych przyczyn został uznany za miesiąc TRZEŹWOŚCI.
Górale i trzeźwość, dobry dowcip! A jednak część z nich bierze sobie do serca to co mówi ksiądz i próbuje chociaż trochę mniej pić. Niektórzy nawet dmuchają na tzw. Górkę, gdzie ślubują wytrwać chociaż przez parę tygodni w abstynencji. I wielu z nich się to udaje.
 
Ale nie o górali tu idzie, tylko o kazanie. Co ma prawić w kazaniu ksiądz, który sam jest miłośnikiem dobrych win, a po 12 godzinach wspinaczki bez piwa w schroniku nie przeżyje? Ma grzmieć z ambony, że nie wolno, bo sierpień? A przecież sam jest na urlopie, też chce zaznać trochę przyjemności... Więc unikając hipokryzji i mydlenia oczu pięknie opowiada o tym, że alkohol tak jak wiele innych dóbr jest darem Bożym i jak z każdego daru trzeba umieć korzystać Z UMIAREM. W skrócie.
 
I kiedy patrzyłam na te rozdziawione gęby (dodam, że nasz wielebny odprawia te msze w  kościółku na  takim krańcu świata, że do najbliższego autobusu leci się 40 minut), to miałam głębokie przekonanie, że coś do nich dociera.
 
Wielebny nie znosi czytać listów Episkopatu, które są prawdziwą plagą naszych mszy. Wtedy już można naprawdę pospać. On woli popracować i coś temu ludowi od siebie przekazać.
Kiedy poprosiłam go o odprawienie mszy na 50-ciolecie ślubu moich rodziców, wygłosił tak piękne kazanie, że wszyscy się poryczeli, zapanowała zbiorowa histeria i uniesienie. I oczywiście nie wziął za to ani grosza. Można? Można.
 
A na koniec dowcip, który zaserwował na przyjęciu z okazji tego 50-lecia:
Najpierw zmarło się mężowi. Potem do nieba poszła żona, więc od razu zaczęła go  szukać. Przepatrzono wszystkie listy przyjęć z ub.lat. Nie ma. Sięgnięto po listy z czyśćca - też nic.
W desperacji św. Piotr chciał nawet sprawdzić u konkurencji na dole, ale żona krzyknęła: To niemożliwe! To był taki święty człowiek!  50 lat my razem przeżyli! 
Na to św. Piotr: Trzeba było tak od razu... Trzeba szukać w męczennikach!
 
I w ten sposób dał mojemu ojcu do ręki argument nie do obalenia, kiedy mama ujada mu nad uchem.
 
Czy jest wielu takich księży?

Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Msza na Szatanie

wtorek, 22 lutego 2011 20:03

 

Czy istnieją tzw. "normalni" księża?


Tacy normalni, którzy zachowują się z godnością należną ich funkcji, a jednocześnie pełni są radości życia, a także miłości do ludzi, nawet tych niedoskonałych, czy wręcz grzesznych.

Nie nawiedzeni, wojujący z każdym przejawem grzechu, którzy najchętniej spaliliby na stosie wszystkich, tak profilaktycznie...? Nie potomkowie Torquemady, tylko raczej Franciszka z Asyżu. Nie obnoszący się bogactwem, ale też nie biczujący się, kiedy sprawią sobie jakąś przyjemność?

 

Istnieją. W ostatnich latach mieliśmy szczęście poznać 3 takich fantastycznych księży. Obaj pełnią szereg funkcji świeckich, prowadzą wykłady na uczelniach, pracują w poradniach rodzinnych, albo zajmują się kontaktem z mediami. To na pewno pozwala im zachować zdrowy dystans do świata, ale na pewno nie jest jedynym powodem ich "normalności".

 

Obaj kochają góry, ale nie zapominają także na urlopie każdego dnia odprawić króciutkiej mszy. Wyciągają wtedy zestaw, który nazywamy  "Mały ksiądz", w którym oczywiście wina mszalnego nie brakuje, chociaż jego ilość, umówmy się, jest symboliczna.  Kiedyś twierdziłam z przekąsem, że wina przed śniadaniem to nawet ja nie piję, na co Wielebny odpowiedział, że każdy przecież może przyjąć komunię pod dwiema postaciami, ale pod jednym warunkiem: że się najpierw wyspowiada... Niedoczekanie!!

 

Mszę odprawia się tam, gdzie się da: na stołku barowym na kwaterze albo na tatrzańskim głazie na 2000 m.n.p.m. Podczas całodziennej wspinaczki zawsze znajdzie się 15 minut, żeby spełnić obowiązek. Jeśli wokół łazi za dużo ludzi, nasi przyjaciele chowają się w lesie. Żadnego przedstawienia, wzbudzania sensacji. Z plecaka wyciąga się śnieżnobiałe alby, które zawsze wyglądają na świeżo odprasowane, jakby, kurna, żelazko ze sobą nosili!

 

We mszy MOŻE uczestniczyć każy, ale nikt NIE MUSI. Jeśli akurat znajdujemy się na złomiskach wśród potężnych głazów, nikt nie każe klękać ani wstawać na gwizdek, jak w kościele. Wielebny zawsze powtarza: postawa podczas mszy ma być GODNA. Nikt nie wymaga żeby człowiek balansował jak Wańka-Wstańka , kiedy czasem nie ma nawet 0,5 m2 równego placu pod tyłkiem.

 

Żeby była jasność : nie jesteśmy praktykującymi katolikami. Z tą wiarą też czasem też jesteśmy na bakier. Ale w towarzystwie tych ludzi znikają wszystkie uprzedzenia. Zwłaszcza, kiedy służą im siły natury, jak to się raz zdarzyło w Tatrach. Schodziliśmy z gór prawie w deszczu, kiedy Jegomość uznał, że trzeba jednak odprawić mszę. I kiedy ubrał się w to swoje białe ubranko i rozłożył na kamieniu naczynia mszalne, nagle chmury rozlazły się na boki, w niebie dokładnie nad nami zrobiła się dziura i wyszło słońce. Możecie mi nie wierzyć, ale szok był taki, że miałam ochotę wrzasnąć: Allelluja! Hosanna!

 

Największym wyzwaniem była jednak wyprawa na SZATANA w słowackich Tatrach (2400 m.n.p.m). Wielebny leciał szybko mimo moich próśb, żeby nie pchał się na pierwszego, bo Złe go wyczuje. Szatan jest z tego znany, że lubi się złościć. No i wykrakałam... Pół godziny przed szczytem zaczęło grzmieć potem lać, więc w popłochu spadaliśmy na dół.

 

Następnym razem więc Wielebnych było dwóch. Szatan groził, wściekał się, ale poległ. Msza została odprawiona, zrobiliśmy mu zygu-zygu na nosie! Jak dzieci...

 

 

Kiedy nasz przyjaciel odprawia mszę u swoich górali, nieodmiennie uwielbiamy go rozpraszać. Sami nie możemy zachować powagi, kiedy widzimy jego górskie sandały wystające spod sutanny. Ale jaką przyjemnością jest posłuchać mądrego kazania, w którym nie ma jadu, indoktrynacji, hipokryzji.

Tak, istnieją na tym świecie normalni książa.I jak pięknie Pilch cytuje swojego wuja: Ksiądz nie musi się znać na Bogu. Nawet z wiarą nie powinien przesadzać. Na LUDZIACH powinien się znać.

A oto Szatan:


 

 

 

 


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Brak porozumienia między narodami

poniedziałek, 21 lutego 2011 16:32

 

30.05


- Cześć, Mistrzu.

 

Wczoraj postanowiłam liznąć trochę wyższej kultury.

Wróciłam z kina  rozczarowana. Nie lubię być rozczarowana, a dałam się namówić na dokument "Wideokracja", który zebrał jakieś przemysłowe ilości nagród, a mnie znudził, prawie uśpił. Może nie dorosłam, może nie pojmuję...

W zasadzie konkluzja jest taka - 80 % Włochów chce zaistnieć w TV, mądrze czy głupio, byle zaistnieć. I są gotowi sprzedać za to duszę diabłu.  Gomorra.!!!


 Nigdy nie lubiłam Włochów. Być obsłużonym przez włoskiego sprzedawcę w supermarkecie czy kelnera to przypomnieć sobie lata komuny, kiedy klient był natrętem i należało go spędzić, jak płód niechciany

 Pamiętam swoje rozżalenie podczas pierwszego pobytu w Wenecji.Tupet, graniczący z bezczelnością,  brak znajomości jakiegokolwiek języka poza włoskim, ech...


 "Na szczęście" dla turystów, Wenecja umiera. Rdzenni mieszkańcy się wyprowadzają, na ich miejsce przyjeżdżają pracownicy najemni, którzy przynajmniej potrafią się porozumieć. Tylko że  w tym czasie mój mąż nauczył się włoskiego i teraz to bez łaski....


 A dzisiaj rano nadrabiałam jakieś zakupowe zaległości, typu ładowarka do telefonu, słuchawki itp.  Niestety, im bardziej brawurowo patrzyłam w oczy sprzedawcom w Media Markt itp., tym bardziej tych słuchawek tam nie było...

Może rzucą jutro...

Oczy mi się zamykają. Padam

 -----------------------------------


- Posuń się,... idę z kawą.:)

Wszędzie są głuptaki, we Włoszech też.


Wyobraź sobie... Anglia. Siedzimy na ganku domu na przedmieściach i Pani mówi: 

"Nie lubię Polaków. Nigdy za nimi nie przepadałam. Być obsłużonym przez polskiego sprzedawcę czy kelnera to przypomnieć sobie lata komuny, kiedy klient był natrętem i należało go spędzić...   

Pamiętam, jak byłam rozżalona podczas pierwszego pobytu w Warszawie... Ten brak znajomości jakiegokolwiek języka poza polskim, ech..."


Czyż nie tożsame...? 


Świat oszalał....


Chowaj nogę pod kołdrę jak śpisz.... jest taka zimna.... :). 

Muszę lecieć. Przesyłam Ci buziaka. Wrócę późno, nie czekaj z kolacją hihiihi...


PS. Zakupiłem 2 książki z felietonami Allena.... zobaczę, czy są zjadliwe....


PS. Ja też wczoraj padłem, nieprzyzwoite sny trzymają mnie jednak w jakim takim napięciu, że jestem gotów na wyzwania. "Tysiące twarzy, setki miraży....". Warto mieć gorące alter ego.


Twój Poddany, Mario Tereso :)


Podziel się

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 844 740