Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 310 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
2425262728  

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2844687
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12563
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2352 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Nieporozumienie

poniedziałek, 24 lutego 2014 8:47

„Oh, Lord, please don’t let me be misunderstood!” wołali Animalsi przed laty.

Dla osób które specjalizują się w innych językach, np. retoromańskich, wolny przekład:

„O Panie, uchroń mnie przed niezrozumieniem...”

 

   Dlaczego dzisiaj o tym? A, bo zastanawiam się, czy na blogach jest możliwe całkowite porozumienie. Nie mówię tu oczywiście o odwiedzinach stonki, która rzuca się na nasze wpisy w poszukiwaniu sensacji i dup (to na ogół to samo), a kiedy ich po dwóch pierwszych zdaniach nie znajduje, to albo się ulatnia, albo zostawia komentarz kompletnie od czapy.

   Wiele razy próbujemy z godnością naprostować takiego osobnika, nie chcąc zostawiać jakiegoś absurdalnego komentarza bez... komentarza. Zapominamy, że jego autor już od dawna o nas nie myśli, na ogół nawet nie pamięta, że się wpisał i co wpisał.

 

   Znacznie bardziej przykre są nieporozumienia w gronie osób już ze sobą zżytych, regularnie się odwiedzających, które chyba z definicji nie mają zamiaru sobie dokopywać. A jednak czasem pojawiają się cierpkie uwagi, drobne złośliwości a niekiedy otwarte konflikty.

   Jeszcze gorzej jest, kiedy rzucona przez czytelnika uwaga w ogóle w zamiarze złośliwością nie była, a jedynie została tak odebrana. Moje sprzeczki z Notarią są tego klasycznym przykładem, ale nie tylko my czasem źle interpretujemy swoje słowa.

 

   W ogóle ostatnio robię się ostrożna w strzelaniu komentarzy, bo zupełnie niechcący można palnąć coś, co głęboko zrani, bez żadnego złego zamiaru.  

    Kiedyś popełniłam taki komentarz. Jedna z blogerek pięknie opisywała historię wietnamskiego studenta, który w latach 50-tych mieszkał u niej w domu. Wrócił do Wietnamu, zaraz potem wybuchła wojna z Amerykanami. Chłopak pisał do Polski serdeczne listy, a potem kontakt się urwał. Do dziś nie wiadomo, co się z nim stało, czy żyje.

    Historia była bardzo wzruszająca, śledziłam ją i komentowałam życzliwie na bieżąco. Na koniec autorka pisała:

 Kilka lat temu próbowałam zainteresować listami od D. Ambasadę Wietnamu w  Warszawie. Kopia listów powędrowała także do "Gazety Wyborczej". Ani na jeden, ani na drugi mój list nie otrzymałam odpowiedzi. Kogo może obchodzić los jakiegoś Wietnamczyka, którego kilkuletnia praca jako inżyniera od dróg i mostów, wykształconego w Polsce chyba z góry w warunkach piekła tamtej wojny była skazana na niebyt?

 

 ...a ja chciałam być ironiczno-dowcipna i napisałam w komentarzu tak:

 

Jeśli chciałaś zrobić na kimś wrażenie tymi listami, to spóźniłaś się o co najmniej 35 lat. Gdybyś zaproponowała je do wykorzystania ubekom w latach 70-tych, dostałabyś na pewno talon na malucha i wczasy nad morzem. Toż to dopiero byłby ciekawy materiał propagandowy, pokazujący tych podłych Amerykanów. Serdeczności.”

 

   No i oberwałam! Autorka wzięła mój komentarz dosłownie i zrobiła mi wygawor. Długo musiałam się tłumaczyć, że to była ironia, że nigdy w życiu nie pomyślałam poważnie, że mogłaby to zrobić... Jakoś ją ugłaskałam, ale od tamtej pory bardziej uważam.

  Nie czuję się wprawdzie winna złych intencji, bo takich nie było, ale jakiejś tam winy nieumyślnej można się było  doszukać.

 

Bo przypominam:

Wina nieumyślna zachodzi wtedy, kiedy sprawca MÓGŁ I POWINIEN BYŁ przewidzieć konsekwencje swojego czynu.

    Warto się czasem zastanowić, zanim coś palniemy.

 

Macie jakieś traumatyczne doświadczenia w tym temacie?

 

 

Przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy– Małgosia Pietruszewska-Sadurska http://terapia1967.nazwa.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (34) | dodaj komentarz

"Ona" w "Hrabstwie Osage"...

wtorek, 18 lutego 2014 6:28

 

   Co łączy te dwa filmy? Pozornie nic. Sierpień w hrabstwie Osage i Ona mają wprawdzie po kilka nominacji do Oskara, ale pierwszy z nich za fantastyczne role Meryl Streep i Julii Roberts, a drugi za najlepszy film, scenariusz i muzykę.  Pozornie nie łączy ich nic.

 

   Sierpień... to pełna bólu i wyrzutów historia rodziny, z której niespodziewanie znika ojciec. Można powiedzieć – salwuje się ucieczką bo nie wytrzymuje atmosfery, chorej, nie do zniesienia żony, sfrustrowanej córki i męczącej szwagierki. Wybiera wolność, choć jest to wyjście dość drastyczne – bilet w jedną stronę.

   Opuszczone córki (trzy) muszą sobie poradzić z upiorami przeszłości, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Zadawnione rany otwierają się, a tłumiona nienawiść, jakiej nie może zniwelować nawet choroba matki wylewa się z każdego kąta.

 

   Na marginesie – kiedyś mówiło się: W kinie nie ma ról dla kobiet w średnim wieku, a jak są, to wszystkie i tak bierze Michelle Pfeiffer.  Dziś można śmiało powiedzieć – Jest wiele ról dla kobiet 50+ i wszystkie bierze Meryl Streep.  Bierze, bo gra je tak, jak być może nikt by ich nie zagrał. Albo powala młodością i szaloną energią w Mamma Mia, albo jest stara i wyniszczona chorobą, jak w Sierpniu...

W obu nie do pokonania. Będzie kolejny Oskar. 

 

 0370169.jpg

 

   Wracając do tematu, Ona to film kompletnie inny – nieco futurystyczna wizja świata, w którym istnieje genialny system operacyjny (OS) o aksamitnym głosie Scarlett Johansson, który nie tylko gada z nami jak człowiek, ale bezustannie się rozwija, czego nie można powiedzieć o wielu homo-niby-sapiens.

    System uczy się NAS, rozpoznaje nasze samopoczucie, potrafi podrzucić odpowiedni do nastroju kawałek muzyczny, grać z nami w gry terenowe (widzi wszak wszystko co nas otacza, wystarczy odpowiednio ustawić maleńką kamerę), opowiedzieć dowcip na temat, a przede wszystkim – nas słuchać. Niczego nie żąda, nie złości się. Jest przenośną encyklopedią, odczytuje maile, które potrafi segregować według ważności, porządkuje twardy dysk.

   Rano budzi żartami, w razie bezsenności podejmie konwersację, bo nigdy nie śpi. I jeszcze pomoże wybrać sukienkę dla małej dziewczynki, bo jest „kobietą”, a więc ma wpisane w pamięci rzeczy, o których facet – wujek nie ma bladego pojęcia. Itd.

 

52fdd903e66de_k1.jpg

 

   Co z tego wynika – ano człowiek po prostu zakochuje się w „głosie”. Ma to dwa skutki – z jednej strony nasz bohater nabiera chęci do życia, zaczyna się cieszyć chwilą, tańczy na ulicy i czuje się utulony w swoim sterylnym apartamencie.

   Z drugiej strony głębsze relacje z żywą kobietą stają się niemożliwe i zbędne, bo i tak żadna nie spełnia już jego oczekiwań.

 

   Do tej pory twórcy filmów o tej tematyce skupiali się na generowaniu przez maszyny bodźców seksualnych. Temat ten został już przewałkowany na tysiąc sposobów. Tutaj reżyser skupia się na zjawisku znacznie bardziej niebezpiecznym – na nawiązywaniu relacji intymnych, na budowaniu głębokich emocji bez „użycia” drugiego człowieka. 

 

    Czy taka jest przyszłość naszej planety? Nooo...., zwłaszcza, że współczesna technika już radzi sobie z powyższymi zagadnieniami w stopniu wysokim, a to tylko kwestia czasu, kiedy realny OS będzie mógł z nami dyskutować na każdy temat.

 

   A jaki jest związek między obydwoma filmami? Oba powstały w Ameryce, gdzie młody człowiek opuszcza często dom w wieku lat szesnastu. Potem kończy (lub nie) różne szkoły z dala od rodziców. Sam szybko zaczyna na siebie zarabiać, a nie mając kokonu rodzinnej opieki często osiąga sukces finansowy –  jak to w Ameryce. Swoją rodzinę odwiedza rzadko, czasem wcale.

   Ilość wątków filmowych o skłóconych rodzinach, które dochodzą do porozumienia (i to nie zawsze) dopiero na łożu śmierci, świadczy o tym, że problem jest powszechny. Ludzie nie mający korzeni, zdobywający wszystko sami, ale płacący za to wysoką cenę, to m.in. bohaterki „Sierpnia..”  

 

   Ale to również społeczeństwo przyszłości z „Onej”, chodzące ulicami ze słuchawką w uchu i kamerą w kieszonce. Gadające z komputerem, bo żywy człowiek ich wkurza. Bo podchodząc egoistycznie do życia, nie mają chęci nagiąć się do potrzeb innych.

   Gdybym miała porównać oba filmy – „Sierpień..”. jest wspaniale zagrany, ale naładowany taką ilością złej energii i nienawiści,  że wyszłam z niego umęczona. „Ona” jest ciepła i wzruszająca, do momentu, kiedy człowiek nie zastanowi się poważnie nad drugim dnem. I wtedy ciarki zaczynają chodzić po plecach....


Podziel się

komentarze (23) | dodaj komentarz

Senne marzenia...

środa, 12 lutego 2014 8:28

 P1040229.jpg

 

  Znam się na operze jak kura na gwoździach. Na balecie podobnie, albo trochę mniej. Jeśli w ogóle o nich piszę, to z pełną świadomością, że używam języka laika, żeby nie powiedzieć – kompletnego ignoranta (rodzaj męski celowo użyty). Tak więc niech Notaria nie jeździ po mnie zanadto, bo i tak lepiej nie będzie:)

 

   Tytuł pewnie każdemu coś mówi, ale ręka w górę, kto potrafi porządnie streścić fabułę. Bo porównując stopień zamotania akcji i pomieszania wątków, to typowe angielskie komedie pomyłek są przy tym jak elementarz dla sześciolatków. Trzy pary, każdy kocha się w innym, niż powinien, gapowaty elf Puk próbuje to uporządkować, ale popełnia błąd za błędem, w wyniku czego bałagan tylko narasta. W końcu naczelny elf Oberon wprowadza rządy silnej ręki, Puk po kolei prostuje to co zamieszał, wszystkie osoby dramatu odnajdują swoją połówkę i następuje ogólna radość i wesele.

   A konkluzja jest taka – nie ma co się, dziewczyny, zabijać. Wystarczy cudowny kwiat, czy jakiś inny magic potion,  a wymarzony facet będzie wasz. Tylko trzeba właściwie użyć:)

No i potrzebny jest chociaż jeden elf....

 

   Pod względem artystycznym oczywiście nie ma się czego czepić. Balet jest wprawdzie w większości klasyczny (powstał w 1977), ale broń Boże, nie nudny. Pomysłów nie brakuje, zarówno w choreografii jak i scenografii, a wykonawstwo, o matko...

 

05c8461fac.jpg

 

Pomysł na łóżko zbudowane z siedmiu par rąk i nóg, w dodatku wciąż zmieniające swój kształt – fantastyczny. A ta pani sobie śpi jak zabita...

 

29af8deaf3.jpg

 

   Przejście z jawy do snu, czyli z sali pałacowej do lasu z elfami następuje przez gwałtowne zrzucenie kurtyny, za którą rozpościera się psychodeliczna, zielona przestrzeń, ze srebrzystymi drzewami, tonącymi w oparach jak na mokradle.  Harmonijna klasyka Mendelssohna ustępuje miejsca elektronicznym, nieco kakafonicznym dźwiękom  Ligetiego. Zamiast uroczych zwiewnych sukienek, oślizgłe jak rybia łuska trykoty, w których niestety, nie wszystkim jest do twarzy...

 

P1040203.jpg

 

   A propos, może Notaria wytłumaczy mi, dlaczego nie da się skończyć z tym zwyczajem noszenia gaci tak obcisłych, że można się na tancerzach uczyć męskiej anatomii? A już myślałam, że ktoś jednak obejrzał „Top secret” i zrozumiał, że takie kostiumy są skrajnie nieestetyczne, chwilami obsceniczne. Po to chyba wymyślono bokserki, żeby nie obnosić się tym, co kto tam ma, na widoku!

   Jeszcze mogę zrozumieć elfy, bo one całe są niemal gołe, ale oficerowie? Szlachta?

Od pasa w górę frak, mundur, żakiet.

A od pasa w dół – z przeproszeniem jaja! 

 

P1040197.jpg

 

No, już, ulżyłam sobie...

   Wracając do spektaklu, to pierwszy raz chyba widziałam balet tak zabawny. Najlepszą rolę ma – ho, ho, któż by inny? – HELENA! Jest tak pocieszna w swoim uganianiu się za ukochanym, a potem odtrącaniu tego, co się w niej zakochał przez pomyłkę, że nie można oderwać od niej oczu. Świetna Aleksandra Liashenko. Mam z jej Heleną dużo wspólnego, np. obie jesteśmy ślepe jak krety, jak nam zabrać okulary. No i dla nas obu mężczyźni tracą głowę...

 

Oj, dobra, nie można sobie pomarzyć...?

(Ale miny uchwyciłam przy oklaskach, co? Oj, panie Woitiul...)

 

 P1040201.jpg

 

 Równie zabawny jest Puk (Patryk Walczak), prawdziwy talent komediowy! Bezczelny gamoń, udanie parodiujący króla elfów za jego plecami. Widownia chichocze w głos, kiedy najpierw narozrabiał, a teraz musi zawlec te śpiące zwłoki na właściwe miejsca i ułożyć obok odpowiednich osób, co wcale łatwe nie jest. Itd

 

Cóż jeszcze? Ano pewnie mało kto wie, że Marsz Weselny Mendelssohna który rozbrzmiewa w finałowej scenie, został napisany właśnie dla „Snu...”, a dopiero potem go sobie zawłaszczyły Urzędy Stanu Cywilnego. 

 

W sumie –  po prostu pięknie.

 

7a4354f4a0.jpg

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (30) | dodaj komentarz

Takie tam...

sobota, 08 lutego 2014 20:33

 

   Dziś będzie na szybko i mało poważnie. Chyba zmęczyła nas ta dyskusja pod ostatnim wpisem, za którą zresztą kłaniam się nisko. To miłe kiedy czytelnicy tak intensywnie rezonują, nawet jeśli nie zgadzamy się w swoich poglądach.

   Więc dziś będzie krótko i nie na temat.

 

   Oglądaliście otwarcie igrzysk w Soczi? No jasne, że oglądaliście.

Nic nie wydało się wam podejrzane? Bo mnie tak. Teoria spiskowa jakoś nie daje mi spokoju.

   To, że Polsce dodali obwód Kaliningradzki na mapie podobno wynikło z braku profesjonalizmu, a mówiąc dosadniej – z niedbalstwa. Ponoć takie samo terytorium Polski pokazano już na mistrzostwach w Moskwie, i siłą rozpędu przekalkowano tę kiepską mapę w Soczi bez chwili refleksji. Ok, na szczęście dodali nam kawałek lądu, ale co by było, gdyby ktoś zaproponował kształt Polski z czasów zaborów?

 

   W porządku, mapa była trochę wyciągnięta i gdyby nie notka telewizyjna prawie nikt by tego nie zauważył.

   Ale czym innym była transmisja na żywo z wkraczania poszczególnych ekip na płytę stadionu. Przy każdej, nawet maciupkiej delegacji, typu Malta czy Jamajka, kamera robiła najazd na trybuny, gdzie wstawał oficjel z danego kraju i machał.

   Kto wstał na polskiej trybunie? Ja też nie wiem, bo telewizja rosyjska akurat ten moment pominęła. Nie wiem, kto w końcu pojechał, wiem że Prezydent i Premier nie, ale szef PKOL i parę osób tak. Dlaczego nie pokazali?

 

   A jeszcze bardziej nie na temat;
Dziecko znów buszuje po Indiach. Zjechało południe i postanowiło skoczyć na północ. Bilet był ASTRONOMICZNIE drogi, całe 2000 rupii (100 zł)! Skandal!

    Dystans do pokonania – 2164 km. (Mam to napisać słowami?) Googiel podaje, że 36 godzin, ale znając Indie, pociągiem będzie z 50...

 

Nie na moje nerwy...

 

Pociąg_w_Indiach.jpg

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza psychoterapeutka – Małgosia Pietruszewska-Sadurska http://terapia1967.nazwa.pl/

-         Najlepszy terapeuta manualny – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (24) | dodaj komentarz

Matka Natura...

wtorek, 04 lutego 2014 17:19

 

Matka Natura, psiakrew...!

 

Jaka Matka?

Macocha w najlepszym razie!

 

    Kto inny, jak nie ona skazuje nas, kobiety, na gwałtowne starzenie, kiedy tylko przestajemy być produktywne? Dlaczego wyrzuca nas na śmietnik historii, wywołując procesy, które mają odstraszyć od nas mężczyzn?

No jasne, skoro nie możemy się już rozmnażać, to trzeba trzymać facetów od nas z daleka! Niech nie marnują na nas ani sekundy, niech biegną za 25-latką z mleczarnią w miseczce 60 H.

 

   Nam może opadać biust, siwieć włos, kości mogą zrzeszotnieć a kręgosłup boleć... Kogo to obchodzi? Nawet lekarka – KOBIETA! – poproszona o jakieś hormony, opóźniające objawy starzenia, odpowiedziała, że nie ma takiej potrzeby. „Skoro u dziewczynki nikt nie próbuje powstrzymać dojrzewania, to dlaczego robić to samo z przekwitaniem???” – powiedziała.

   Tak głupiej odpowiedzi nie słyszałam jak żyję...

 

   Ale Matka Natura popełnia też karygodne błędy wobec młodych, rozwojowych i tego to już naprawdę nie potrafię zrozumieć. 

   Patrzę po młodych przyjaciółkach i widzę krzyczącą niesprawiedliwość. Te co zaszły w ciążę niechcący, bo wcale jeszcze nie chciały dziecka, nie tylko przez ciążę przebiegły tanecznym krokiem, ale i poród i pierwsze miesiące lecą jak po maśle.   

 

    Natomiast kobiety które nie mogą zajść i bardzo długo starają się o dziecko, łykają przemysłowe dawki leków, zadłużają się na in vitro – potem niejednokrotnie przeżywają dramaty.

   Jedna dostała depresji poporodowej i chodzi kolejny miesiąc na terapię, bo nie może przytulić swojego wyczekanego maleństwa. Druga o mało nie przypłaciła ciąży życiem. Przeszła lekki udar, ataki kamieni żółciowych, przez 9 miesięcy niemal nic nie jadła, więc teraz jest własnym cieniem.

   Trzecia musi karmić swoje dziecko przez rurkę..., ale najlepiej samo (to dziecko) o tym opowie:

 

„Piszę, bo…sprawę mam!

Mam dopiero 3 i pół miesiąca, a historię medyczną taką, że niejeden z was tylu papierów od lekarzy nie uzbiera przez całe życie. Gdy się urodziłem to się strasznie darłem. Bo jak mogłem inaczej powiedzieć, że coś mnie tam w środku ciśnie...”

Reszta na http://www.greentime.pl/pssssyt-to-jest-top-secret-1071

 

   Co to psiakrew jest? Jakaś kara?

No, przecież chcą po bożemu, jak natura każe... Nie wybierają kariery, wygodnego życia i gadżetów. Chcą mieć dziecko za wszelką cenę, próbują wciąż na nowo...

Więc dlaczego?

 

Natura jest też zdolna do innych głupich wybryków. A to, że ja mam PIĘĆ zębów mądrości, to normalne? No tak jest, przysięgam! Były na świecie już cztery ósemki, ale wyrwali mi siódemkę. No to z latami ósemka zsunęła się na jej miejsce, a w jej poprzedniej placówce wykluła się ... dziewiątka..(?)

 

 A to że dojrzałemu chłopu też próbuje się wyrżnąć ósemka, ale poziomo...? I pcha się w siódemkę, powodując stan zapalny - to ja się pytam, czy to jest NATURALNE??? 

 

Ech, Naturo, Naturo...

 

 

 Przypominam przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (39) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 844 687