Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 022 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
232425262728 

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3014228
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 12668
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2442 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Jak rozpętałam...

piątek, 27 lutego 2015 17:12

 

    Zaczynam się czuć jak Franciszek Dolas...

    No, może nie wywołałam kolejnej wojny światowej, ale mam wrażenie, że niechcący wpuściłam jakiegoś trojana do największej sieci komórkowej w Polsce i teraz ona, ta sieć, zacznie się rozpadać od środka.

   Zupełnie jak w "Grach Wojennych". Tylko patrzeć, jak nastąpi dezintegracja systemu, dane zaczną znikać, a telefony będą dzwonić i gadać same ze sobą...

 

   Wszystko zaczęło się 4 miesiące temu, kiedy trochę zasugerowana przez konsultanta, zgodziłam się na podwyższenie limitu ściąganych danych. Jednak po konsultacji z innym konsultantem doszłam do wniosku, że to bez sensu, więc dyspozycję powyższą po dwudziestu minutach wycofałam.

   Pani przyjęła rezygnację, potwierdziła, że dyspozycja wyszła, ale za daleko nie doszła, więc złapiemy ją w przedpokoju i zawrócimy.

 

   Nic bardziej złudnego... Dyspozycja może i została zawrócona, ale konsekwencje tego 20-minutowego zamieszania ciągną się do dziś.

    Od czterech miesięcy dostaję faktury kompletnie od czapy - kwoty naliczane są z sufitu, dodaje mi się jakieś abonamenty do modułów albo odwrotnie, a że przytomnie od razu zablokowałam polecenie zapłaty w banku - teraz przychodzą dodatkowo wezwania, kary za wezwania, groźby wyłączenia telefonu i ... odsetki.

 

    W tym samym czasie dzwonią do mnie kolejni pracownicy operatora, którym głos łamie się ze strachu, że usłyszą wiązankę obelg, i którzy tylko przepraszają. I powtarzają, że tak durnej faktury jeszcze nie widzieli, że oczywiście nie ma mowy o wyłączeniu telefonu, ani o odsetkach, że jeszcze raz przepraszają, i że następna faktura będzie już dobra i że korekty są w drodze.

 

   Jak na razie udało się uzyskać tylko jedną korektę za grudzień, następne próbują się urodzić, ale jest to poród wyjątkowo bolesny. Powiedziałabym wręcz  - pośladkowy, albowiem wszystkie nowe wyliczenia są kompletnie do dupy...

 

   Nie wiem, jak długo się tak będziemy bawić, bo system się ewidentnie zawiesił. W dodatku nie mogę nawet postawić zarzutu, że próbowali mnie orżnąć na parę złotych, co generalnie się zdarza. Sprawa wydaje się ewidentną usterką techniczną, ale przeraża fakt, że tak może być coraz częściej.

   A jeśli konsultanci przestaną być tacy mili, jeśli system faktycznie zacznie nam odłączać telefony, lub blokować konta w banku, czy nasyłać komornika, żeby zajął za długi nasze mieszkanie?

 

Czy moment, kiedy komputery zaczną żyć własnym życiem jest blisko?

 

 Na koniec polecam:

    Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Igranie z ogniem

piątek, 20 lutego 2015 9:54

633980187561170000.jpg

 

   Jakiś czas temu 14-letnia córka sąsiadów, skrytykowana za to, że chodzi w drewniakach po terakocie i torturuje ludzi mieszkających poniżej, odpowiedziała :

- Lubię i będę.

 

   Odnoszę dziwne wrażenie, że to co się teraz dzieje w ramach psychologicznej (i nie  tylko) wojny między islamistami a zawziętymi autorami karykatur Mahometa, to dokładnie ta sama sytuacja.

   O ile jednak postępowanie dziewczyny mogło pociągnąć za sobą co najwyżej szlaban na wyjścia czy wstrzymanie kieszonkowego, o tyle upór wesołych rysowników kosztuje życie i zdrowie prawdziwych i przeważnie niewinnych ludzi.

 

   Jako osoba w niewielkim stopniu religijna czułabym się fatalnie, gdyby ktoś publikował w prasie rysunki np. Jezusa na krzyżu w biustonoszu i marynarskiej czapce, lub coś w podobie. Jednak podobnie jak 99,99 % katolików raczej nie opasałabym się pasem z trotylem i gwoździami i nie ruszyła pod meczet.

 

   W przypadku karykatur Mahometa mamy sytuację zgoła inną - rysunki te nie tylko obrażają uczucia religijne normalnych i spokojnych muzułmanów, ale dodatkowo ściągają na nasze (tak, tak, nasze też) głowy śmiertelne niebezpieczeństwo. Ja się pytam - po co?

 

   W imię czego redakcja Charlie Hebdo natychmiast po zamachu z lubością wypuściła kolejne karykatury? Co powiedziałaby rodzinom osób, gdyby i one dzień później zostałyby zastrzelone, nawet te Bogu ducha winne?

 

   Jej szefowie chyba nie rozumieją, że czym innym jest zgoda na przelewanie krwi, puszczanie płazem zamachów, a czym innym prowokowanie tychże zamachów, judzenie, podpuszczanie. Publikowanie kolejnych rysunków i dowcipów jest niczym innym, jak prostackim przeciąganiem struny. Jest robieniem na złość, bez zastanawiania się nad konsekwencjami.

 

   Tak może robić dziecko, najwyżej dostanie za to po dupie. Ale żeby dorośli ludzie…?

 

Co chcą osiągnąć? Oczekują, że wyznawcy islamu powiedzą:

- Już dobrze, kpijcie sobie z naszej religii, wyśmiewajcie naszego Allaha i Proroka. My to akceptujemy.

 

No, chyba aż tak naiwni nie są!

 

 

Polecam  adres w Warszawie:

      Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/


Podziel się

komentarze (32) | dodaj komentarz

Chinatown nad Wisłą

piątek, 13 lutego 2015 10:55

    

   W ub.  poniedziałek Opera Narodowa udostępniła scenę artystom z Chin. Spektakl odbywał się pod hasłem Chińskiego Nowego Roku, który zresztą rozpocznie się w Azji za kilka dni.

Bilety nie były tanie, ale niezawodny Groupon pozwolił nieco zaoszczędzić, więc poszliśmy.

 

   Pierwsze zaskoczenie przyszło ze strony publiczności. Okazało się, że Azjatów jest więcej niż miejscowych, co niestety miało swoje konsekwencje.

Widzowie tedy:

- spóźnili się. Za pięć siódma połowa ogromnej widowni była pusta. Trzeba było opóźnić rozpoczęcie o dobre 15 minut.

- wyglądali jakby przyszli na wiejski kiermasz. Zero dbałości o strój, a to w końcu Opera!

- zachowywali się jak wyżej. Gadali między sobą i przez komórkę, wstawali, wychodzili, wracali, a wszystko podczas występów. Wszelkie granice przekroczyła starsza Chinka, która siedząc tuż za mną wyciągnęła bułę w szeleszczącym celofanie i zaczęła jeść. Myślicie że posłanka Pawłowicz jest oryginalna?

   Zmierzyłam ją morderczym wzrokiem bazyliszka, więc bułę schowała, ale spokój trwał krótko. Czy naprawdę nikt im nie powiedział, że u nas obowiązują inne standardy?

   I mimo, że na sali było mnóstwo dzieci, od roczku w górę, to dorośli stanowili problem, a nie one.

 

P1060919.jpg

 

   Drugie zaskoczenie przyszło ze sceny. Przez pół godziny tkwiliśmy na akademii pierwszomajowej, przynajmniej  takie nas naszły wspomnienia. Konferansjer z chińskiej telewizji gadał jak opętany. Obecna przy nim Polka czasem coś zdołała przetłumaczyć, ale nie za wiele.

   Potem na scenę wyszedł Jego Ekscelencja Ambasador Chin i nudził o współpracy i perspektywach współpracy między bratnimi narodami. Inna tłumaczka przekładała te komunały na nasze.

   Jakby tego nie było dość, wyszedł jakiś polski oficjel i dawaj to samo, komplementy, podziękowania, tratata... Tłumaczenie tym razem na chiński, a jakże....Potem sponsorzy, LOT, jakaś kancelaria chińska, Bank of China itp.

Boże...

 

    Po czterdziestu minutach (włącznie z kolejnym słowotokiem prezentera) wreszcie się zaczęło.

    Spektakl składał się z przeróżnych popisów, naprawdę na wysokim poziomie. Byli śpiewacy operowi i ludowi, muzycy grający na bardzo egzotycznych instrumentach, iluzjoniści, akrobaci, przecudny balet współczesny i grupa ślicznych dziewczyn wykonująca tańce narodowe. Był facet żonglujący gigantycznym kubłem ala nocnik i wirujące talerze. W sumie byłoby to bardzo przyjemne dla oka i ucha, gdyby nie przeraźliwie nudne popisy konferansjera (nadal po chińsku), które w sumie wydłużyły całe przedstawienie do 2 godzin i 45 minut.

 

   A kiedy na koniec zaproszono na scenę ponownie ambasadora, przyznaję bez bicia - wzorem skośnookich gości daliśmy nogę do szatni.

 

   Szkoda.

 

A to parę migawek. Przepraszam za jakość zdjęć, ale byłam daleko.

Ta panna ustawiła szklankę z wodą na górnym wachlarzu, drugi wachlarz na czole i tak sobie tańczyła...

 

    P1060940.JPG

 

A potem zrobiła piramidę, i trzymając to wszystko w zębach na rurce, zaczęła kręcić kijkami na których zaczepiła drewniane trójkąty, w środku których też postawiła szklanki z wodą. Że też jej to wszystko nie pospadało...

 P1060955.jpg

 

A to facet z nocnikiem z porcelany, wyglądającym na bardzo ciężki. Podrzucał go i łapał np.kantem na czoło, albo na kark. 

P1060980.jpg

 

P1060982.jpg

 

A to już śliczne Chineczki:

 

P1060989.jpg

 

P1060988.jpg

 

P1060963.jpg

 

P1060961.jpg

 

No i miejscowi szansoniści:

 

P1060922.jpg

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (18) | dodaj komentarz

Handlowiec potrzebny od zaraz

piątek, 06 lutego 2015 10:50

 

   Przyjdzie mi się załamać…

 

   Nie, tym razem nie chodzi o filmy, tylko o pracownika. A właściwie pracowników, których nie ma.

   To znaczy są, ale co jeden to gorszy, mimo spełniania wszystkich kryteriów na starcie. Porządne szkoły, niezły lub nawet bardzo dobry język obcy, inteligencja w rozmowie potocznej.

   Co z tego, jeśli po 3 miesiącach nie rozumieją nic z naszych (bardzo prostych) procedur, od zdobycia zapytania klienta, do podpisania kontraktu.

 

   Przecież to nie jest trudne, na litość boską!

  Jeśli mam zapytanie, to chyba muszę najpierw ustalić, ILE klient potrzebuje, w jakim opakowaniu, na kiedy. Przecież nawet w piekarni trzeba powiedzieć jakie pieczywo nas interesuje i ile sztuk. Może tylko o termin nie pytają.

   Potem dopiero proszę dostawcę o ofertę.

A kiedy mam już ofertę, to ją kalkuluję z kosztami transportu i marżą. A tu muszę tylko pamiętać, że koszt transportu dzielę przez ilość ton. Trudne?

   Widocznie za trudne, bo moi handlowcy z uporem maniaka dodają koszt ciężarówki do ceny za tonę i np. z 1000 zł robi im się nagle 2200,00 za tonę! I nie powstanie w głowie cień refleksji, że coś chyba nie styka.

   Albo kalkulują cenę beztrosko bez sprawdzenia, skąd towar trzeba zabrać - z Czech czy może aż Hiszpanii. I czy to będą beczki, czy cysterna, a może worki? Dla nich to wszystko jedno...

 

   Co się dzieje z tym młodym pokoleniem? Myślę tu głównie o osobnikach płci męskiej, w wieku 30-36. Czyżby wszyscy mądrzejsi wyemigrowali?

Jak oni zdobyli te dyplomy, jeśli po siedmiu miesiącach w pracy nadal nie rozróżniają prostych formuł. Tu naprawdę nie jest Bank Centralny ani Pentagon! 

Czy ja gdzieś popełniam błąd?

 

   Chyba raz potraktuję ten blog jak pośredniak: jeśli ktoś z czytelników jest zainteresowany pracą w firmie handlowej, która zajmuje się importem ciężkiej chemii przemysłowej, niech pisze na mój adres mailowy helenarotwand@wp.pl.

Praca na południu Warszawy, głównie zza biurka. Wymagany dobry język angielski i prawo jazdy.

Płeć – obojętna, choć kobiety lepiej się sprawdzają w tej pracy.

 

Wciąż przypominam namiary na najlepszego osteopatę, terapeutę manualnego. Bolące stawy, kręgosłupy, zawroty głowy, drętwienie palców załatwia w ciągu  jednego lub kilku spotkań. W Warszawie to prawdziwy skarb.

 Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com


Podziel się

komentarze (22) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  3 014 228