Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 020 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3014105
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 12668
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2442 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Chudnąć z miłości

czwartek, 27 marca 2014 9:19

 

   Rozglądam się po swoich bliższych i dalszych znajomych, przyjaciołach moich rodziców. Obserwuję kobiety 45+ pod kątem dbania o siebie, ale przede wszystkim wagi, częściej niestety nadwagi.

Patrzę i myślę, dlaczego tzw. zwyczajne kobiety przeważnie oddają walkowerem walkę o utrzymanie zgrabnej sylwetki. Niby stosują jakieś diety, czasem nawet trochę ćwiczą, ale efektów jakby nie widać. Czemu godzą się z kolejnymi kilogramami, które potajemnie zajmują coraz więcej naszego terytorium, pod pretekstem menopauzy?

 

   I myślę, że odpowiedź jest prosta i nic odkrywczego tu nie powiem – a dla kogo mają się starać? Dla męża, który bez kompleksów dawno temu wyhodował sobie pokaźną oponę? Który od dawna przestał być symetrycznie zbudowany, bo z jednej ręki wyrasta mu już na stałe puszka z piwem, a z drugiej pilot? Który ostatni komplement powiedział jej w 1992 r., kiedy zgodziła się na nowy samochód? Który każdego 8 marca i 14 lutego klnie pod adresem „komunistycznego święta” i „amerykańskich wymysłów”?

 

   Ubraniem wiele da się zamaskować. W chwili intymnej nagości już nic. Naga prawda leży na łóżku jak na talerzu i od oka patrzącego zależy, czy jest piękna, czy zgoła nie.

   Ale co zrobić, jeśli ON w ogóle nie patrzy? Bo Liga Mistrzów, bo Stoch, bo nowa terenówka...

 

   Istnieje teza, że tylko nowa miłość, i to bynajmniej nie platoniczna, jest w stanie wywołać najsilniejszą motywację do wzięcia się za siebie. Nagle obudzona chęć podobania się, ZWŁASZCZA NAGO,  może najprędzej zmusić kobietę do drakońskiej diety i wyczerpujących ćwiczeń. To dla NIEGO (wiek nie ma tu znaczenia)  są one też gotowe podnieść trochę obwisły biust czy wstrzyknąć hialuronowe koktajle. Ale przede wszystkim – chudną.

 

    Oficjalnych przypadków chudnięcia dla miłości media odnotowały już tysiące. Adelle, Liszowska, Kayah, Anna Bałon, Martyna Wojciechowska, Viola Arlak to tylko nieliczne przykłady. Nie brakuje ich też wśród mężczyzn – tu poseł Kalisz jest  godnym reprezentantem (15 kg), ale także Ronaldo (20 kg!), Grzegorz Małecki (10) i wielu innych.

  Aż boję się zapytać, co skłoniło do nagłego schudnięcia takie panie jak Ewa Bem (raz 30, potem 15, choć u niej to raczej kwestie zdrowotne), Maryla Rodowicz (17), Magda Gessler (17). Oczywiście, nie są to tak zwane „zwyczajne” kobiety. W ich przypadku motywacja mogła płynąć z chęci zabłyśnięcia np. w Tańcu z Gwiazdami (Figura (17), Ania Guzik), czy ratowania upadającej kariery (Grycanki po15). Ale niekoniecznie...

  

   Przypomniał mi się tu tekst Andrzeja Poniedzielskiego, o wenie twórczej:

„- Wena? A co to jest? Najlepsza wena to chłód pistoletu przystawionego do skroni. Najczęściej tym pistoletem jest galopujący termin, rzadziej zaliczka.”

   W przypadku nagłego chudnięcia wena na ogół przychodzi z przyjemniejszego kierunku... :-)

 

   Bardzo by mnie ciekawiły badania przeprowadzone na kobietach po 40-stce, które nagle zapisały się na fitness, zakupiły stos poradników dla odchudzających się czy nawet zatrudniły osobistego trenera. Co też powiedziałyby o swoim życiu uczuciowym na tę chwilę...? Może takie badania uzmysłowiłyby ich mężom, że żony nie dlatego tyją i przestają o siebie dbać, bo im się nie chce, tylko że w domu nie mają dla kogo się zabijać. Może pilot na chwilę wypadłby im z ręki?

 

   Niestety, po spektakularnym sukcesie, niemal wszystkie panie mają problem z efektem jo-jo. No cóż, jest na to tylko jedna metoda – nowa miłość... :-)

 

magda_gessler_schudlam_17_kg_640x0_rozmiar-niestandardowy.jpg

http://www.se.pl/kobieta/uroda/magda-gessler-schudam-17-kg-dzieki-cytrynom_253363.html

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska http://terapia1967.nazwa.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (49) | dodaj komentarz

Na kolana przed Strażą Miejską?

piątek, 21 marca 2014 6:46

 

   Miałam pisać o czym innym, ale ponieważ sprawa jest ważna i zapewne zainteresuje więcej osób, to będzie teraz.

W ramach wypowiedzianej wojny z oszustwami i nadużyciami ze strony różnych instytucji, zadarłam także ze Strażą Miejską. To znaczy, ona zadarła ze mną.

 

   Nie chodzi o to, że chciałam się wykręcić od płacenia mandatu za prędkość (oj, zaraz tam prędkość! Raptem 26 km więcej), lecz o podejście do obywatela, za jakiego się wciąż uważam.

   Jeżdżę służbowym samochodem, który do niedawna figurował w spisach jako własność banku, czyli leasingodawcy. Jednak Straż Miejska wyjątkowo sprawnie radziła sobie z odszukaniem właściwego użytkownika, bo mandat wlepiła mi w lutym ub. roku, bez jakiejkolwiek pomocy.

 

   Kiedy jednak w maju ten sam radar (a, żebyś zdechł!!) znów wykazał się refleksem, ta sama Straż potrzebowała aż sześciu miesięcy, żeby wysłać zapytanie do leasingodawcy, który podał moją firmę jako właściciela. A że pomiędzy nich włączyła się Poczta Polska, to pytanie o to KTO PROWADZIŁ RZECZONY SAMOCHÓD dotarło do mnie po ośmiu miesiącach od wykroczenia.

 

Grzecznie odpisałam, że nie ma takiej opcji,  żebym znała sprawcę po takim czasie.

 

   Zamiast – jak oczekiwałam – równie grzecznego zaproszenia na oględziny zdjęcia (już nie przysyłają do domu, od kiedy parę osób wniosło o rozwód, widząc na zdjęciu obok męża/żony osobę, której nie powinno tam być) czy choćby przeprosin, że po takim czasie…, dostałam surowe wezwanie do stawienia się w charakterze PODEJRZANEJ o ukrywanie winnego.

 

   Odpisałam, że ani myślę nigdzie przyjeżdżać, ponieważ nie wiem, kto jest winny. Zwłaszcza, że sprawca przekroczenia prędkości w ogóle przestał się już liczyć, ważne było tylko to, że JA coś ukrywam. A ja nie czuję się winna ukrywania winnego, skoro nie mam pojęcia, kto to mógłby być.

 

   No to po 2 tygodniach przyszło kolejne wezwanie, tym razem z żądaniem podania „miejsca zatrudnienia, warunków materialnych, rodzinnych i osobistych” … ponieważ sprawa zostanie skazana do Sądu Rejonowego.

   Ale czyje dane mam podać?, zapytałam w odpowiedzi. Potencjalnie tym samochodem mogło jechać 8 osób, w tym 3 cudzoziemców nierezydentów, oraz jedna już niepracująca. Mam podać tylko siebie, choć na razie jestem niewinna? A gdzie cel i sens kary? A może w ogóle nie o ukaranie winnego tu chodzi, tylko o KASĘ? Wyłącznie kasę!

 

 List wysłałam i spokojnie oczekiwałam aresztowania, kiedy kolbami w drzwi załomocą, skują w kajdany i wywiozą na Syberię, aż nagle przeczytałam na Onecie wiadomość następującą

 

http://moto.onet.pl/raporty/mandaty-strazy-miejskiej-do-zwrotu/nht18

 

Oto Trybunał Konstytucyjny w dn. 12.03.14 „uznał, że nie ma podstaw prawnych adresowania do właściciela lub posiadacza pojazdu przez uprawniony organ alternatywnego żądania wskazania, komu został powierzony pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie albo przyjęcia mandatu karnego za popełnione wykroczenie drogowe."

A dalej:

„…strażnicy gminni (miejscy) uprawnieni są do wykonywania kontroli ruchu drogowego wyłącznie wobec kierującego pojazdem oraz uczestnika ruchu drogowego naruszających określone przepisy ruchu drogowego, natomiast nie mają uprawnień kontrolnych w stosunku do właściciela lub posiadacza pojazdu, jeżeli nie wykazuje się jego sprawstwa w tym zakresie.

   W skrócie, straż miejska/gminna nie jest uprawniona do wszczynania postępowania, jeśli nie jest przekonana co do osoby, która kierowała pojazdem. Np.: nie powinna wysyłać listów na adres właściciela pojazdu, by wskazał osobę, która prowadziła pojazd. A jeśli to zrobi, wezwanie możemy wyrzucić do kosza.”

 

No!

   Istnieje uzasadniona obawa, że wszyscy ci którzy podstępem zostali zmuszeni do wskazania siebie czy kogoś innego i zapłacili mandat, mogą się teraz odwołać od tej decyzji i zażądać zwrotu pieniędzy.

Zapowiada się chyba niezły burdel w finansach miast i gmin, które do tej pory raczej liczyły na gigantyczne zyski z nowoczesnych i drogich fotoradarów. Ale to nie mój kłopot.

 

   Mnie męczy co innego – arogancja władzy, którą śmiało można porównać do PRL-owskiej Milicji. Gdyby Straż nie była tak bezczelna, gdyby zaprosiła mnie spokojnie do obejrzenia zdjęcia, gdyby jakoś próbowała wytłumaczyć fakt, dlaczego przez 8 miesięcy szukała firmy, która figurowała u nich w aktach – pewnie dla świętego spokoju dawno bym ten mandat zapłaciła.

   Ale nikt nawet nie próbował wykonać polubownego gestu. Od razu pałą w łeb i na kolana!

 

   W dodatku (ale o tym dowiedziałam się później), w ogóle już nie ma obowiązku pokazania nam zdjęcia z radaru. Czyli że mogliśmy się wykłócać ile wlezie, a oni i tak mogli nam się śmiać w nos, bo zdjęcie pokazaliby dopiero w sądzie.

 

   Mam nadzieję, że to już przeszłość. Na szczęście do Prima Aprilis zostały 2 tygodnie, więc należy doniesienia Onetu uznać za prawdziwe.

  

   A przy okazji –  skoro jednak coś się zmienia, może nastąpi także zmiana w  temacie rozmów nagrywanych przez banki i inne instytucje. Bo jak na razie byłam naiwna, żądając ujawnienia nagrania.

Miły  mBank właśnie obwieścił mi, że rozmowy nie ujawni, chyba że sądowi. No to zobaczymy...

 

Temat dla Rzecznika Praw Obywatelskich.


Podziel się

komentarze (26) | dodaj komentarz

Dowód na istnienie drugiego...

poniedziałek, 17 marca 2014 20:11

        

        W piątek w Teatrze Narodowym odbyła się premiera Dowodu na istnienie drugiego Wojtyszki. Tzn. Wojtyszko jest oczywiście jeden, tylko taką sobie napisał i wystawił sztukę. Nie lubię chodzić zaraz po premierze, wolę aż aktorzy ułożą się ze spektaklem, poczują go gdzieś między sercem a śledzioną. Ale ponieważ w Warszawie zrobiło się jak za komuny – bilety do teatrów rozchodzą się jak ciepłe kajzerki na miesiąc naprzód – nie chciałam ryzykować.

    Tematem było spotkanie Sławomira Mrożka z Witoldem Gombrowiczem gdzieś ok. 1965 roku. Takich spotkań kilka było, Wojtyszko tylko stworzył własną wizję, jak by ono mogło wyglądać.

 

   Oczywiście nigdy się nie dowiemy, o czym naprawdę rozmawiali ze sobą obaj panowie. Wiadomo, że Gombrowicz był starszy od Mrożka o ok. 30 lat i że był dla niego autorytetem. Z drugiej strony Mrożek  odnosił już wtedy sukcesy w kraju, stał się modny wśród elity intelektualnej i Gombrowicza to ewidentnie wkurzało.

 

   Nie wiem, czy faktycznie Mrożek w obecności Gombrowicza tracił mowę, ale w sztuce przez pierwsze 1,5 godz. Cezary Kosiński wypowiada może 10 słów, czym znów doprowadza do pasji Witolda (Jana Englerta).

   Więc ów zaczyna pławić się w wymyślaniu intryg, podpuszczaniu jednych na drugich, kupowaniu (dosłownie) coraz bardziej absurdalnych usług ze strony przyjaciół.

Po co to robi?

Żeby zmusić Mrożka do mówienia, żeby podnieść swoje ego, mocno zadrapane popularnością tamtego, żeby sprawdzić granice, jak daleko może się posunąć…

 

   Bardzo wredna postać wyszła Englertowi. Megaloman, bufon, krętacz. Mówiąc do Mrożka: Pan jest młody, ale ja jestem boski! naprawdę w to wierzy. Z drugiej strony boi się starości, śmierci. Karmi się młodością Rity (zjawiskowa Kamilla Baar), krzywdzi ją i odpycha, ale bez niej nie może żyć.

 

   Jednego nie mogłam powiązać – tytułu. Dowód na istnienie drugiego człowieka, próba zrozumienia go rodem z Sartre’a nie wydaje się tu celem obu panów. Jeden atakuje, drugi stosuje uniki, ale tak naprawdę obaj myślą o sobie. Kiedy Mrożek przeczyta Operetkę, po tym jak właśnie skończył pisać bardzo podobnego w wymowie Krawca, załamuje się. Nie sztuka konkurenta go interesuje, tylko fakt, że ktoś go ubiegł. Notabene zawiesi wydanie Krawca aż na 12 lat, żeby zapobiec posądzeniu o plagiat...

 

   Podsumowując – ciekawy tekst i równie ciekawe wystawienie. Może tylko Wojtyszko za bardzo zasugerował się postacią Witolda z Pornografii, bo skojarzenie jest nieodparte. Nie wiem, co na to pani Rita,  z wywiadu z Kamilą wynika, że spektakl nie był z nią konsultowany. A ciekawe byłoby usłyszeć, czy też tak wdzięcznie wskakiwała na kolana swojemu o 30 lat starszemu mentorowi...

 

dowod-na-istnienie-drugiego-teatr-narodowy-2014-03-530x795.jpg

http://news.o.pl/2014/03/06/dowod-na-istnienie-drugiego-premiera-teatr-narodowy-warszawa/

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska http://terapia1967.nazwa.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (28) | dodaj komentarz

W poszukiwaniu suflera

środa, 12 marca 2014 12:22

    

    Kiedy dorastające dziecko zaczyna wykrzykiwać i machać szabelką jak Putin, a potem wybiega trzaskając drzwiami; kiedy teściowa wycedzi złośliwość pod adresem naszego gustu czy umiejętności kulinarnych; kiedy urzędniczka w skarbowym z satysfakcją odrzuci nasz wniosek, wtedy marzy nam się tylko jedno – Sufler z budki przy podłodze, który jak w Amelii podrzuci taką ripostę, że wszystkim pójdzie w pięty...

 

   Ba, tylko skąd wziąć suflera? I to dobrego, bo kiepskich odpowiedzi sami umiemy udzielić.

Potrzebne byłyby takie pomysły, żeby naszego adwersarza po prostu zamurowało.

 

   Kiedyś po Warszawie krążyły dwie historyjki – ponoć autentyczne.

Scenka 1.

W tramwaju wygodnie siedzi młody Murzyn. Nad nim sapie niestara acz pulchna jejmość. Murzyn nie reaguje na prowokacje, więc jejmość wybucha:

- U WAS, to się pewnie takim kobietom miejsca nie ustępuje!!!

- Nie. U nas TAKIE kobiety się zjada...

 

Scenka 2.

W autobusie mocno podchmielony mężczyzna potrąca kobietę. Ta oburzona:

- Jak pan śmie? Proszę się zachowywać!

Na co tamten z miękką troską w głosie:

- Jaka pani jest brzydka...

- A pan jest pijany!!

- Ale ja wytrzeźwieję... :-)

 

Jeśli to fakt autentyczny, to duży szacun dla obydwu.  

 

   Trafnych odpowiedzi strasznie brakuje, bo na ogół emocje mącą nam rozum i nie pozwalają na taki strzał jak ten (cytat z Piano Bar):

Mężczyzna wraca z długiej podróży. Jego kobieta rzuca się z pytaniem:

- A byłeś mi wierny??

- Tak, często.

No, ale to mógł sobie przygotować wcześniej.

 

Przeciętna kobieta rzadko jest przygotowana na sytuację, kiedy wraca do domu i zastaje męża in flagranti z kochanką.

Zapewne mało która potrafi wtedy zachować taką godność, żeby powiedzieć..

- Kochanie, zapłać pani, zaraz kolacja.

… a dopiero potem patelnią i szpikulcem do lodu...

 

Na koniec coś z zakresu służby zdrowia:

- Doktorze, czy wszystkie zęby trzeba czyścić nitką?

- Ależ nie. Tylko te, które chcemy zachować.

 

Nie bądźcie chytrzy, podzielcie się swoimi albo cudzymi ripostami.

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska http://terapia1967.nazwa.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (26) | dodaj komentarz

Nocne życie...

czwartek, 06 marca 2014 21:36

ycie-nocne-w-Tunezji-e1309262207141.jpg 

 

  Minęło dobre 8 lat od czasu, kiedy młodszy kolega przeciągnął mnie po modnych klubach Warszawy, bo chciałam zobaczyć, jak bawi się współczesna młodzież.
   Wtedy jakoś poszło, dziś nie odważyłabym się stanąć oko w oko z barczystym selekcjonerem, który patrząc wysoko nad moją głową wydałby wyrok: Nie dla psa kiełbasa!

    Nie próbuję więc, zwłaszcza że informacji o dzisiejszych klubach dostarczają mi moje młodsze koleżanki. I nie muszę przy tym kupować drinków po paskarskich cenach.  A opowieści owe prowadzą niestety do jednej konkluzji: Nie jest dobrze!

   Już kiedyś pisałam, że statystycznie w Warszawie 4 młode kobiety przypadają na jednego młodzieńca. Prowadzi to do niesłychanej eskalacji zjawiska, które my starzy znamy pod nazwą wyrwanie gościa, bądź wyjęcie. Jak to się dziś nazywa, nie chcę nawet myśleć.

   Oto opowieść mojej przyjaciółki Ani, trzydziestoparolatki, która z mężem i bratem odwiedziła modny klub E. na ulicy M. w mieście W.
- Stoimy przy barze, ja między chłopakami. Naprzeciwko na kanapie siedzą cztery efektowne laski. Brat zgaduje, ile czasu potrwa, zanim do nas podejdą. Pomylił się chyba o minutę.
   Jedna podnosi się i kołysząc biodrami podchodzi do brata. Zaczyna:
- Hej, postawisz mi drinka?
- Nie stawiam drinków obcym osobom.
- To może ja ci postawię?
- Ale ja mam już co pić.
- To dokąd idziemy?
- Ale że niby co?
- No, do ciebie przecież, wychodzimy.
- No, ale co będziemy robić?
- Co tylko chcesz...
Brat się śmieje, ale ona nie ma zamiaru się odczepić. Łasi się i napiera.

   W tym czasie z drugiej strony podchodzi następna, tym razem zwraca się do męża:
- Hej, postawisz mi drinka?
- Ale ja nie piję z nieznajomymi. Jestem z żoną...
- Taaak... A gdzie jest twoja żona?
- No, tu przecież stoi! (Ania stoi ramię w ramię)
- TO??? TO jest twoja żona??? (Wzrok pełen pogardy, wysoko nad głową Ani. Laska ma z metr osiemdziesiąt i obcasy)
 
   Na szczęście wszyscy trochę wypili, więc traktują to jak głupi żart. Śmieją, bo sytuacja jest mega absurdalna.  
    Oni tak myślą, ale nie ta pierwsza dziewoja.
    Kiedy towarzystwo postanawia iść już do domu, tamta po prostu wychodzi z nimi. Ma zamiar wsiąść razem do taksówki, nie chce odpuścić. Brat jej tłumaczy, że nie może iść do niego, bo w domu czeka narzeczona. Jej to nie przeszkadza...

   Wreszcie zostaje sama na trotuarze, wciąż nie mogąc zrozumieć, dlaczego nikt jej nie chciał. Dlaczego nie wziął jej do domu jak znaleziony na chodniku portfel.  
    Nie przyszła do wymalowanej główki taka myśl, że mogło jej się stać coś złego, że facet mógł okazać się psychopatą i ją okaleczyć? Że w najlepszym razie mógłby ją oblać sokiem malinowym, obsypać pierzem i wygonić gołą na mróz? Mało to świrów chodzi po świecie?

   Ale zakładając, że trafiłaby na „normalnego” faceta, który tylko skorzysta z darmowego seksu, o czym myślała, co sobie roiła? Czy miała nadzieję, że kiedy ten chłopak ją przeleci w bramie czy w samochodzie, to się zakocha i oświadczy? Jakie IQ trzeba mieć i o ile mniej zwojów, żeby nie tylko narażać siebie na upokorzenie i niebezpieczeństwo, ale do tego demoralizować mężczyzn, którzy już nie muszą niczego zdobywać. Nie muszą się starać, zabiegać, bo wszystko mają na pstryknięcie.

A właściwie nawet bez. 

 1-29.jpg


Podziel się

komentarze (28) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  3 014 105