Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 314 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2844773
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12563
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2352 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Zestaw komunijny

czwartek, 25 kwietnia 2013 21:56

     Uprzejmie donoszę, że opuszczam Was ciałem na jakieś 9 dni. Duchem nie, bo wierzę, że nawet w Transylwanii działa internet. Jadę tam na poszukiwanie swoich wampirzych sióstr (kto czytał moją książkę, ten wie, że mnie ciągnie. Potężne uczulenie na słońce już posiadam).

   Liczę też na szok kulturowy, bo w końcu co człowieka może zaskoczyć w takim Paryżu czy Wiedniu? W Rumunii to co innego. Myślę, że każdy kto dawno tam nie był, wyobraża sobie ten kraj jako bidę z nędzą i żebrakami na ulicach. Z kolei ci, którzy z niej niedawno wrócili, wychwalają ją pod niebiosa.

 

   No cóż, trzeba będzie to wszystko zobaczyć oczami i sfotografować. A jak się uda, to na bieżąco będę relacjonować. Chcemy się poszwendać po górach, a jak zdołamy przy tym zwiedzić trochę zamków, monastyrów i cerkwi, to będzie super.

  Na przykład wesoły cmentarz (dla mojej kolekcji cmentarzy wręcz niezbędny)

 

 

   A że zaczyna się okres komunijny, to na pożegnanie przypomnę dyskusję jaka przetoczyła się na forum internetowym już dobre parę lat temu, ale niezmiennie mnie bawi. Jak ktoś ma komunię w rodzinie a nie ma jeszcze prezentu, niech poczyta. 

 

„Oto najnowsza oferta empiku. Zestaw komunijny, który jedni uznają za geniusz marketingu a inni za znak czasów. I od razu można liczyć na komentarze forumowe.

- Dołączona czwarta gra „Pismo Święte”. Grał już ktoś?

- Przeszedłem Stary Testament. Teraz zabieram się za Nowy.

- Nie mogę przejść przez morze czerwone. ma ktoś sposób, jak tam trzeba biec?

- Kumpel mówił, że są jakieś kody do chodzenia po wodzie. Zna ktoś?

- Dobra gra. Chociaż mnie zabili, to po 3 dniach miałem respawn + nowe moce.

- Spoiler – Najlepsza jest końcówka z tymi wszystkimi bestiami i smokami. Nie spodziewałem się końca świata...

- Szybcy jesteście. Ja cały czas próbuję upchać 400 tys. gatunków świerszczy na Arce.

- E, grałem w wersję na ps@, to już jest sequel tego klasyka. W oryginale trzeba było zrobić działający świat w 7 dni, coś jak Spore...

- Ja gram Ablem i za chiny nie wiem, jak rozwiązać questa z robieniem dzieci...

 - Hello. Mam problem. Podnoszę żebro mężczyzny i próbuję ułożyć kobietę, ale ciągle wyskakuje mi morświn! Zapomniałem czegoś? Moja wersja gry 1:0. Czy możliwe, że to problem z crackiem?

- Hej, gram Jezusem, ale na etapie z krzyżem ciągle ginę. Pomóżcie!

- Jak wy tak daleko doszliście? Mnie Ewa nawet nie chce jabłkiem poczęstować. Ciągle jej tylko jedno w głowie.

- To ja już wiem, co kupić chrześniakowi na Komunię

 - Instrukcję do gry „Pismo Święte”?

 

Do poczytania wkrótce.:-]


Podziel się

komentarze (23) | dodaj komentarz

Popis architektury

poniedziałek, 22 kwietnia 2013 20:25

   W weekend otwarto uroczyście w Warszawie Muzeum Historii Żydów Polskich. Żeby uprzedzić malkontentów – to nie będzie kolejne muzeum holocaustu, lecz próba pokazania „ciągłości tysiącletnich dziejów polskich Żydów”, cytuję za broszurą. 

   W końcu nikt nie może zanegować faktu, że Żydzi stanowili w pewnych momentach znaczącą część ludności (np.w przedwojennej Warszawie 1/5) i że były miasteczka, gdzie było ich więcej niż innych nacji. A to że podczas wojny zginęło 90 % z nich... To już inna historia.

 

   Nie działa jeszcze większość ekspozycji, więc na razie można tylko zwiedzać główną bryłę. Myślę, że termin otwarcia został w jakimś stopniu wymuszony, gdyż przesuwano go już kilkakrotnie. Więc na razie wrażenia z samego gmachu.

 

   Powiem tak: szczęka opada z łoskotem.

   Projekt Finów, który już zdobył nagrodę w International Architecture Award, wzbogacił nam stolicę o prawdziwe dzieło sztuki. To nie jest tylko szkło i aluminium, jak na Manhattanie. Ten budynek zmienia się wraz z porą dnia, natężeniem słońca i przesuwaniem się chmur. Trafiliśmy tam tuż przed zamknięciem, a więc w najlepszym momencie, kiedy zachodzące słońce wypalało na falujących ścianach swoje obrazy.

 

   Ale po kolei. Tak wygląda gmach. Stoi naprzeciwko Pomnika Bohaterów Getta, więc swoją prostą formą miał z nim korespondować.

 

 

Ale w środku wszystko zaczyna żyć. Główny hol jest „pęknięty” od podziemi po dach, co miało symbolizować – w/g jednej (moim zdaniem słusznej) koncepcji Morze Czerwone, które rozstępuje się przez Mojżeszem. Według drugiej – to symbol głębokiego pęknięcia, jakie dokonało się w historii polskich Żydów. Wąski mostek spaja te dwie ściany, wiąże przeszłość z przyszłością.

 

 

 

Krążąc wokół „pływających” ścian trafiamy na stos kosturów, paski papieru i flamastry. Można na nich napisać wspomnienie, modlitwę czy tylko słowo „pamiętam”. Taki kostur stawia się pod ścianą, chroniąc ją przed "zawaleniem".

 

 

 

   Puste wnętrza eksponują detale architektoniczne. Mnie urzekły te schody. Proszę znów zwrócić uwagę na dzienne, nie sztuczne światło.

 

   

 

   Pod stojącym naprzeciwko Pomnikiem Bohaterów Getta regularnie są składane kwiaty. Myślę, że teraz okazji będzie jeszcze więcej. Kiedy odchodziliśmy, pod pomnikiem śpiewano właśnie kadisz, w asyście ok.dwustu młodych chłopaków w mundurowych koszulach. Ponieważ nie mogliśmy nic wyczytać z naszywek na kurtkach (były po hebrajsku), mąż dopytał się, że to akurat jest delegacja strażaków. No i dobrze.

 

 

 

Czekam na otwarcie całej ekspozycji, bo sądząc po częściowo zbudowanym dachu synagogi i zdjęciach z projektu, będzie na co popatrzeć. Ma tam powstać replika synagogi z przepięknym witrażowym sufitem, którą pracowicie odtwarza się z materiałów sprzed 300 lat. Będzie można się przejść „uliczką” w typowym miasteczku żydowskim. Wreszcie wejdziemy do „lasu” z kolumn, który ma symbolizować dotarcie Żydów – tułaczy do miejsca po hebrajsku nazwanego PO-LIN, czyli  „tutaj odpoczniesz”. Ale na to przyjdzie chyba poczekać do 2014 roku.

 

A na koniec jeszcze dwa zdjęcia w innym świetle i perspektywie:

 

 

A moja książka do kupienia w sieci


Podziel się

komentarze (22) | dodaj komentarz

Nie marnować jedzenia

czwartek, 18 kwietnia 2013 22:04

   Tyle mówi się o marnowaniu jedzenia w cywilizowanym świecie, że postanowiłam sprawdzić, jak to jest u mnie. Najlepszą metodą jest oczywiście zapisywanie, bo czas szybko leci, wszystko jest względne, nasze wyobrażenia i pamięć też.

   A papier  jest sprawiedliwy, co napisane, nie zniknie. Będzie nas kłuło w oczy, aż postanowimy coś z tym zrobić.

   Zapisywanie w ogóle ma przyszłość, i nie myślę tu tylko o zapobieganiu skutkom starczej demencji, albo jak kto woli – sklerozy. Od dawna przestałam ufać swojej pamięci, więc jeśli mam naprawdę coś ważnego w planach, to wolę to zapisać niż ryzykować wpadkę. Ale tutaj chodzi o notowanie takich rzeczy jak dokładną ilość pożartych dań (do ostatniego okrucha), kiedy się odchudzamy, wydatków innych niż absolutnie niezbędne do życia kiedy postanowimy oszczędzać, albo właśnie – wyrzucanego jedzenia. Notatki zastąpią nam spowiedź, powinny być równie szczere jak ona, no i zawierać skruchę wraz z postanowieniem poprawy.

 

   Wróćmy więc do notowania wyrzuconych resztek. Na szczęście 2-tygodniowe zapiski ograniczyły się do sześciu pozycji, z których „winę” ponoszę za: pół główki sałaty, która zgniła bo za długo leżała, podobnie cytryna i trzy plastry szynki, które zrobiły się oślizgłe. Reszta to trochę śmietany, serka do chleba czy masła, które nie zostały zjedzone w ciągu kilku dni, więc spleśniały albo zjełczały.

 

     Oczywiście, 2 tygodnie wiosny nie czynią (zwłaszcza tej zimy), bo bywają gorsze okresy, kiedy np. w ramach sprzątania szafek wyrzucamy góry przeterminowanych przypraw, herbat, kasz itp. W takich przypadkach trzeba jednak zachować czujność i nie kierować się ślepo datą przydatności. Przypominam o zjawisku sztucznego postarzania przedmiotów, czyli akcji napędzania konsumpcji w sposób ponadnormatywny. Zalicza się do niej także nadawanie żywności nieuzasadnionych, krótkich terminów przydatności Tymczasem jeśli przez nieuwagę zostawimy w ciemnej szafce piwo, to okaże się, że po 2 latach jest ono zupełnie dobre, choć dawno temu powinno być wylane (autentyczne).

 

    Stosunkowo mało wyrzucanego jedzenia ma u mnie podłoże głównie w lenistwie. Zanim wymyślę po raz jedenastotysięczny, co dziś na obiad, patrzę do lodówki. Jeśli znajdę w niej np. kawałek kurczaka, z którego nijak nie da się wykroić dwóch kotletów, i kawałka pleśniowego (nie spleśniałego) sera plus ćwierć starej bagietki (zamrażalnik), to wystarczy dokupić sałatę, zrobić sos vinegret z oliwy, curry i musztardy, wyłożyć to na duży talerz, narzucić plasterki szybko usmażonego kurczaka, plasterki bułki zapieczonej z serem, i co tam jeszcze w lodówce się znajdzie – suszone albo świeże pomidory, pestki słonecznika albo dyni, plasterki cebuli, orzechy i mamy obiad idealny - zdrowy i nietuczący.

 

   Najmniej u mnie marnuje się chleba. Właściwie wcale się nie marnuje. Zawsze mam zamrożony w kromkach pełnoziarnisty chleb, który nawet jak jest świeży, smakuje średnio, za to z tostera jest pyszny i chrupiący.

    A zresztą, po co mrozić, można go upiec. Nie, nie w „maszynie do chleba”, tylko taki bez mąki, drożdży i tłuszczu. Bełtasz 3 jaja z kubkiem serka homo, i sypiesz co tam wpadnie w rękę – otręby pszenne i owsiane, słonecznik, siemię lniane, sezam, zmielone orzechy, suszone śliwki, (korę drzewną i paździerze – podrzuca przyjaciel), łyżeczkę soli, dużo pieprzu, pół łyżeczki proszku do pieczenia. Powinno to mieć konsystencję gęstej śmietany. Wykładasz małą keksową blaszkę papierem do pieczenia (po co myć?), wylewasz to coś i pieczesz godzinę w 180 st. W całym domu pachnie świeżym chlebem, wszyscy dostają ślinotoku, a tu – samo zdrowie. Zero tuczących kalorii. Po wystygnięciu może stać i tydzień w lodówce, jest zawsze miękki i smakuje wybornie z masłem albo serkiem typu Almette. 

 

 

 

Smacznego!


Podziel się

komentarze (67) | dodaj komentarz

Komu zimno, temu zimno...

niedziela, 14 kwietnia 2013 18:49

    Wróciłam z wesela. Jesteśmy już w takim wieku, że nasi przyjaciele albo żenią swoje dzieci, albo wydają się sami – ponownie, i ten drugi przypadek właśnie miał miejsce.

    Szczegółów nie będę opisywać poza jednym – w kościele Pokamedulskim przy Uniwersytecie im. Kardynała Wyszyńskiego w Lasku Bielańskim panowała temperatura bliska zeru. Na dworze właśnie rozszalała się wiosna ze swoimi piętnastoma stopniami na plusie, więc ludzie naiwnie uznali, że nie potrzebują już ciepłych palt ani obuwia. Srogo się zawiedli. Ja na szczęście miałam na grzbiecie (wprawdzie wiosenny ale zawsze) płaszczyk, ale sporo gości ograniczyło się do garsonek i marynarek, bo przecież od samochodu do kościoła daleko nie było.

 

    I nie był to kościół otwierany raz na rok, z którego ciężko jest wypędzić wielomiesięczny chłód. W osłupieniu przyglądałam się parze lecącej z ust i zastanawiałam się, czy wizyta w kościele zawsze musi u nas kojarzyć się z umartwianiem? To w końcu radosna okazja była, a wszyscy chyba mieli wrażenie, że są tu za karę. Pannę Młodą z nagimi ramionami grzały emocje –  rozumiem. Ale reszta gości może przypłacić tę ceremonię ciężkim zapaleniem płuc, jak Bierut  wyprawę do Moskwy w 56.

 

    W trakcie wieczoru wymienialiśmy z gośćmi uwagi na ten temat i niemal każdy zna jakiś kościół, w którym takie hibernowanie  wiernych jest normą. To ja się pytam – czy ci wierni (a my jako państwo razem z nimi) nie dość łożymy na utrzymanie kościołów, zwłaszcza tak eksponowanych, żeby nie zasługiwać na choćby symboliczne ogrzewanie? Stare kościoły mają tę właściwość, że przyjemnie do nich wejść w upalny dzień, ale zimą niestety wymagają solidnego dogrzania. Jak więc to nazwać – arogancją? Nieliczeniem się ze zdrowiem, czy wręcz życiem swoich owieczek?

Na przyszłość trzeba się będzie lepiej zabezpieczyć...

 

   Wracając następnego dnia zahaczyliśmy o Zegrze. Choć prognozy były bezlitosne – pogoda znów miała się popsuć – zamierzaliśmy pospacerować nad wodą. Niestety, temperatura i mokry wiatr spędziły nas z wybrzeża w ciągu 10 minut. Z tego połowę czasu spędziliśmy gapiąc się z otwartym dziobem na paru osobników, którym widocznie dogrzało za bardzo. Mimo odwilży jezioro do ok. 20 metrów od brzegu było skute lodem. Owi obywatele tkwili więc w przerębli, zanurzeni po pachy w wodzie o temperaturze mającej pewnie ze 2-3 stopnie. Potem wykonali szaleńczy bieg po piasku, żeby wreszcie dopaść ręczników i ubrań. Ciała mieli purpurowe, jakby właśnie wyskoczyli z diabelskiego kotła...

 

    Wiem, wiem że to zdrowe i hartuje i w ogóle. Ja chyba nie skorzystam, ale może powinnam im była podpowiedzieć, gdzie mogą się ochłodzić, jak woda w jeziorze się za bardzo ociepli – w Kościele Pokamedulskim w Lasku Bielańskim...

 

 

 

A moja książka wciąż do kupienia w sieci. Także na Allegro u mnie.

 

 


Podziel się

komentarze (24) | dodaj komentarz

Proste sposoby na...

środa, 10 kwietnia 2013 20:27

   Co Was najbardziej wkurza w środkach komunikacji miejskiej, albo pozamiejskiej, czytaj - międzymiastowej? Ścisk (w Intercity raczej nieobecny)? Smrodek (ale to głównie latem, bo zimą  wszyscy ciepło ubrani, więc tak nie capią)? Rzucanie na zakrętach (ale jak ktoś siedzi, to go nie rusza, a czasem jednak każdemu zdarza się załapać na miejscówkę)?

 

   To, co wkurza wszystkich i zawsze, to GADANIE współpasażerów. Zarówno face to face z koleżanką, jak i przez komórkę. Regularnie czytam na forach narzekania, jakie to jest męczące i krępujące, kiedy człowiek niewyspany, albo ledwo zipie po pracy i marzy tylko o dojechaniu do punktu docelowego, a tu ktoś nadaje na całe gardło o swoich sercowych rozterkach, albo kłótni z mamą, albo nowych ciuchach.

 

   Jak poradzić sobie z taką pluskwą, zatruwającą życie innym poprzez nieskrępowany słowotok? Ano, bardzo prosto.

Są dwie metody:

-          wyjąć komórkę, udać że dzwonimy do kogoś bliskiego, po czym mówimy do niego głośno: ”Posłuchaj, mam tu ciekawy przypadek. Musisz tego posłuchać, naprawdę jaja...” Po czym wysunąć komórkę w stronę osoby ględzącej wyraźnie sugerując, że interesuje nas to jej nadawanie. Ekran powinien się świecić, żeby zmyłka była pełna.

 

  Albo

-         (sprawdza się głównie w pociągu) Wyjąć notes/kartkę i zacząć notować, wtrącając pod adresem trutnia z przyganą w głosie: Proszę mówić wolniej, bo nie nadążam notować.

 

Nikt nie ma tak silnych nerwów, aby dalej głośno nawijać... Cel uświęca środki.

W końcu „chamstwu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom”...     

 

O, korektor jęknął dopiero przy „osobistom”?


Podziel się

komentarze (27) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 844 773