Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 314 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2844714
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12563
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2352 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


WYJAZD!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

czwartek, 23 kwietnia 2015 18:18

 

No, czas się pakować.

 

   Czas gna jak oszalały, co ma tę zaletę, że wreszcie przychodzi pora wyjazdu.

Orzę nosem po ziemi, mam syndrom przedwyjazdowy i oczywiście „nie wytrzymałabym ani dnia dłużej”.

 

   Jasne, że bym wytrzymała, gdyby np. wybuchł znowu jakiś wulkan (tfuuu…!!!!) i nie dałoby się nigdzie polecieć. Ale lepiej niech nie wybucha…

 

   Najważniejsze jest - plan na tę Serbię. Jechać bez planu się nie da, bo trzeba ten tydzień jakoś fajnie podzielić. Wszystkiego po trochu - Belgrad 1 dzień, północ z winnicami i  Doliną Królów (16 monastyrów)  1 dzień. Potem już wolniutko na południe i z zachodu na wschód. Trochę gór, bajeczne (sądząc ze zdjęć) przełomy rzek, parki narodowe. Znów monastyry, jakieś jaskinie i wysokogórska kolejka.

 

   Ja jak to ja - POP czyli Perfekcyjna Organizatorka Podróży - mam to wszystko rozpisane prawie na godziny, co akurat w Serbii wydaje się dobrym pomysłem. Odnoszę wrażenie, że tu nic nie jest takie jakim się zdaje, a zwłaszcza i przede wszystkim - odległości.

   Na 150 km maps.google przewiduje 3 godziny, na odcinki bardziej hmmm… lokalne -€“ zakłada średnią prędkość mniej więcej 30 km/ha.

Jeśli z pkt. A do pkt. B odległość wynosi 11 km, to ma to trwać 22 minuty. Itd. Chwała Bogu kraj jest nieduży…

 

   No więc plan jest, a jak to wyjdzie, okaże się w praniu. Nie wiem, jak będzie z łącznością, bo też w tych górach i wioskach nie spodziewam się najszybszego Internetu. Spodziewam się natomiast dobrego jedzenia, dobrych win i innych miejscowych specjałów.

 

   Kapelusz z kwiatami już leży… Bez kwiatów się nie liczy.

Inne przeciwsłoneczne akcesoria też

Czego jak czego, ale słońca to tam chyba nie zabraknie.

 

Czego i Państwu życzę, przed i podczas majówki.

No to do - poczytania... 

 

P1070036.jpg


Podziel się

komentarze (21) | dodaj komentarz

Państwo Środka!

piątek, 17 kwietnia 2015 17:59

 

    Widział kto kiedy pijanego Chińczyka?

Nie, nie Jackie Chana kiedy się wygłupia w filmie, tylko na żywo?

 

   Ja też nie, chociaż sporo Chińczyków się spotkało w pracy i na ulicy.

A dlaczego?

   To proste. Organizm Azjatów  ma taką ułomność, że nie metabolizuje aldehydu octowego, który powstaje wskutek przerobu alkoholu. Ten aldehyd zatruwa ich tak bardzo, że wolą nie pić, niż potem się tak strasznie męczyć.

 

No to co piją do posiłku? Przeważnie wrzątek. To podstawowy napój, także w upały, nota bene niesłychanie korzystny dla żołądka, więc powinniśmy brać z nich przykład. Ale można się naciąć, jak ja kiedyś w Paryżu na targach. Był nieludzki upał, więc na chińskim stoisku poprosiłam o wodę. No i dostałam wrzątek, w styropianowym kubku dla niepoznaki, od czego jęzor mi prawie odpadł.

   Dlatego kiedy w Warszawie Chińczyk w restauracji prosi o hot water, nie należy się niczemu dziwić.

 

   U siebie oczywiście piją głównie zieloną herbatę, która wielokrotnie zalewana wrzątkiem, wciąż naciąga tak samo intensywnie jak na początku. I to też żołądek lubi.

 

   Gdy są w naszych stronach, chętnie używają zupy jako popitki. Bardzo to jest ciekawe zjawisko, widzieć ich popijających rosołem drugie danie. Ale o nic nie należy pytać.

 

   Czasem jednak piją alkohol, tylko że dla nas takie picie to bardziej zabawa z rękami. Piją słodkie wina, ale w kieliszeczkach jak do wiśniówki Babci Heleny, więc nie da się tego wypić dużo.

   Kiedy znajdą się w towarzystwie biznesowym i po prostu muszą pić alkohol, żeby przeżyć stosują dwie metody. Czasem mają swojego „harcownika”, która biega wokół stołu i wnosi toasty za nich…Niezła fucha.

   Drugim, choć ekstremalnym wyjściem jest co jakiś czas wywołanie wymiotów, żeby pozbyć się tej trucizny…

 

  Dlatego nigdy, przenigdy nie wolno Azjaty zmuszać, czy choćby nachalnie namawiać do picia alkoholu. W przeciwieństwie do naszego regionu, nie przysporzy nam to przyjaciół. Raczej spowoduje, że rzeczony klient następnego dnia będzie umierał, a na nasz widok będzie spluwał przez lewe ramię.

 

   To tylko jedna z wielu ciekawostek, której dowiedział się małżonek podczas pobytu w Chinach.

36 zasad prowadzenia biznesu z Chińczykami… Matko, kto by to spamiętał?

 

Więc ja na wszelki wypadek ograniczam się do przyjmowania prezentów :) 

  

 P1070021a.jpg

 


Podziel się

komentarze (25) | dodaj komentarz

Belzebub w kuchni czyli dlaczego nie znoszę świąt

piątek, 10 kwietnia 2015 17:32

 

   Zaczęło się od tego, że postanowiłam po raz pierwszy ugotować żurek. Przepisy w każdej gazecie, o sieci nie wspomnę. Z pozoru - banał. Jednak mimo spełnienia wszystkich wymogów, żurek kompletnie nie smakował tak jak powinien. No trudno, pomyślałam, nobody's perfect.

 

   Przystąpiłam więc do realizacji szalonego pomysłu - zrobienia galaretki cielęcej w kształcie jajek. Od dawna wszystkie zużywane jaja przekształcałam w wydmuszki, aby mieć foremki na galaretkę. Ugotowawszy mięso w rosole, pracowicie napełniłam wydmuszki niemal pincetą. Jest, zrobione, do lodówki.

 

    Trzy rodzaje mięs od tygodnia peklowałam w specjalnym roztworze. Teraz trzeba je było opłukać i upiec w ziołach. Wyszły pięknie - różowe jak świnka Piggy i kruche. Ale - słone jak sto piorunów! Teraz po czasie wiem, gdzie popełniłam błąd, Po konsultacji z Jadwigą wiem, że zalewę zrobiłam 3 razy za słoną, chociaż według przepisu na torebce! No trudno, może pod pierzynką z sosu tatarskiego, chrzanu i sałatek goście nie poczują...

 

    W międzyczasie sprawdzam stan galaretki - płynie jak woda. Nie ścięła się! Fuck. 

Wydłubuję zawartość wszystkich wydmuszek do gara, dodaję żelatyny, napełniam od nowa. Oczywiście piękna zielona pietruszka i pomarańczowa marchewka straciły cały urok, ale niech się gonią...

 

   W zlewie studzą się jaja do faszerowania. Tylko kilka, większość została już zrobiona dzień wcześniej. Całe szczęście, bo po obraniu okazuje się, że... żółtka są prawie płynne... Jakim cudem? Przecież długo się gotowały!!! Trzeba ugotować zaraz nowe, a ich zapas niebezpiecznie się kończy...

 

   Aha, pasztet siedzi w piecu już 2 godziny i wciąż jest blady jak Old Shatterhand. Na co liczy???

No tak, w temperaturze 20 stopni może sobie długo siedzieć... Ktoś przestawił rano termometr na funkcję powolnego rozmrażania i zapomniał podkręcić na 200 st. do pieczenia. KTOŚ!

 

  I tak dalej, i tak dalej. O wypadającej z rąk butelce z olejem i zatkanym zlewie szkoda gadać.

 

    Wściekła i zmordowana jak osioł-tragarz wpadam na pomysł, żeby skoczyć na pół godziny do kosmetyczki. Blok obok. Myślę sobie - poleżę w spokoju, poplotkuję z przemiłą osobą, odpocznę.

   I kiedy leżę już z tą czarną smołą na powiekach, nagle telefon. Córcia dzwoni do matki i ryczy w głos. Szlocha rozpaczliwie, dusi się z rozpaczy, a ja słyszę tylko:

- ZOSTAWIŁ MNIE!!! ZABRAŁ WSZYSTKIE RZECZY I POSZEDŁ...!

 

   Ja leżę, nie mogę się ruszyć, kosmetyczka jedną ręką próbuje zmyć mi tę papę, i pociesza córę jak umie. Leżę i jako absolwentka trzyletniej terapii słyszę wszystkie błędy popełniane przez matkę, która nakazuje córce

- przestać płakać,

- mówi, że wszystko będzie dobrze,

- że bratu też się to przytrafiło i jakoś przeżył i

- że ON nie był jej wart.

 

   No, nie ma lepszej pociechy, niż to właśnie... Ale wiem, jak trudno jest znaleźć właściwe słowa w takiej sytuacji.

  Zwalniam kobietę od dalszych zabiegów i uciekam. Może w domu wreszcie ścięła się ta cholerna galareta. Ona przynajmniej jest cicho...

 

Grunt, że dekoracja na stół (znów te wydmuszki!) wyszła jako tako...

 

Ale póki co, mam dość świąt co najmniej na pół roku!

 

Wielk2.jpg

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

Znowu święta...

piątek, 03 kwietnia 2015 17:29

 

  O Wielkanocy długo pisać się nie da, zwłaszcza jeśli to już 5-ta z kolei Wielkanoc w mojej historii blogowania. Przy okazji, dopiero co gratulowałam Rodorkowi czterech lat, a tu proszę, i mnie stuknęło, i to nie wiadomo kiedy.

W styczniu jakoś tak…

 

   Wielkanoc jaka jest, każdy widzi. Zimno i wietrznie, ale przynajmniej już nie leje. Zawsze coś.

 

   Firany, pościel i te rzeczy już opanowane, teraz znoszę.

Nie jaja, proszę Was! Zapasy do domu znoszę, choć gości będzie niewiele, raptem 8 osób, ale przecież niczego nie może zabraknąć.

   No to chciałam znieść na przykład kacze nóżki, ale w Lidlu gdzie są zawsze, tym razem ni sztuki.

Zła podreptałam do kasy, a tam na ladzie przede mną… dwanaście muskularnych kaczych odnóży pręży się w stosiku przed jakąś jejmością! A jakie umięśnione, a w pęcinie cieniutkie...

O żeż ty babo jedna….!

Po co ci aż 12 nóg?

 

Chciałam ukraść ze dwie, jak Polo Coctę w Kingsajsie, ale piramida dojeżdżała już majestatycznie do kasy…

 No nic, trzeba żyć dalej.

 

   W domu zamiast kaczych udek mam inne frykasy: małżonek przywiózł z Chin paczkę, którą wcisnęła mu na odjezdnym kontrahentka - to się nazywa Dried Squid a oznacza ni mniej ni więcej tylko suszoną mątwę, czyli kałamarnicę.

   Te stwory leżą teraz na balkonie, bo wstępu do domu nie mają. Nie zlatują do nich ani ptaki, ani nawet okoliczne koty, widocznie zapach drażni ich wysublimowany węch. Śmierdzą faktycznie jak onuce bacy schodzącego z gór po sezonie, więc nie bardzo mam pomysł, co z nimi zrobić. W necie przeczytałam, że w Korei zajadają się tym jak chipsami, ale na to się nawet patrzeć nie da...

   Może ktoś reflektuje?

 

P1070018.jpg

 

   I w takim oto Wielkanocnym klimacie składam wszystkim życzenia, jak co roku podobne - żebyście się nie pozabijali w ramach tzw. "rodzinnych" świąt, ani nie zanudzili na śmierć przy stole.  

   Życzę serdeczności, ciepła, radosnych i aktywnych dni i pamiętajcie:

- jaja wprawdzie podnoszą cholesterol, ale czerwone wino go zbija:)

 

No, to zbijajcie!

 

PS.A panie niech natychmiast przestaną sprzątać! Z brudem nie wygracie, na dłuższą metę to nie działa!

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 844 714