Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 020 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3014136
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 12668
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2442 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Czym się różni damska pierś od kolejki Pico?

piątek, 29 kwietnia 2016 13:32

 

   Niczym. Jedna i druga jest przeznaczona dla dzieci, a bawią się nią dorośli.

 

   Dzisiaj będzie o kulturze niskiej, choć nadal kulturze. Uważam, że niemal każde wydarzenie, które odciąga dzieci i dorosłych od komputera i telewizora, ma szanse załapać się na miano kulturalnego. Choćby i na trochę niższym poziomie.

   Na Stadionie Narodowym zaprezentowano wystawę modeli kolejowych, wraz z całą infrastrukturą oczywiście. Same modele pociągów, choćby pędziły 150 km na godzinę byłyby niczym bez profesjonalnej makiety terenu, uwzględniającej wszelkie szczegóły począwszy od tuneli i wiaduktów, poprzez zwrotnice i oświetlenie stacji, skończywszy na kurach i krowach pasących się wzdłuż torów.

 

    Taka właśnie jest Makieta-City, największa mobilna makieta kolejowa w Europie. Kilkadziesiąt pociągów gna po torach długości w sumie prawie kilometra, mijając się na 150 rozjazdach. Od starych ciuchć, po Pendolino, pociągi załadowane pasażerami, albo węglem czy kontenerami pędzą przez Dolny Śląsk, a my możemy przyjrzeć się stacyjkom o przepięknych nazwach, typu Kozieboby Dolne, Gorzkiewki Fabryczne czy Wasyliszki.

 

P1080927.jpg

 

P1080871.jpg

 

P1080861.jpg

 

P1080872.jpg

 

P1080899.jpg

 

P1080869.jpg

 

To mój faworyt: Fabryka Nawozów Sztucznych w Szpadelkach:

 

P1080892.jpg

 

   Człowiek, także stary, gapi się z rozdziawioną gębą na ludziki wielkości połowy zapałki, uchwycone w różnych pozach w pracy, na wędrówce czy podczas byczenia się nad wodą.

 

P1080856.jpg

 

P1080907.jpg 

Naciskając guzik można sprawić, że leje się woda ze strażackiej sikawki, kury (jak łebki od szpilki) zaczynają dziobać, a malarze malują płot.

 

P1080903.jpg 

   Jakim cudem pociągi mijają się bez kolizji, choć jadą z różną prędkością, to już pytanie do inżyniera. Mnie fascynuje dbałość o szczegóły i wielość pomysłów.

No i te twarze przylepione do szyb...

 

P1080891.jpg

 

P1080887.jpg

 

   Na końcu sali można obejrzeć szereg malutkich scenek z życia kolei. Część jest wykonana przez księdza Grygiera  i pokazuje absurdy które można czasem zaobserwować w naturze.

   To pan któremu samochód rozkraczył się na torach. Nie wpadł w panikę tylko zgodnie z przepisami ustawił trójkąty. Może zauważą...

 

P1080909.jpg

 

A tu pośrodku torów wyrosło drzewo. Ekolodzy nie pozwolili ściąć, więc teraz jest tak:

 

P1080926.jpg

 

A tu mijanka. Dość oryginalna.

 

P1080913.jpg

 

 

Wystawa czynna jest do 29 maja, więc nie ma tak dużo czasu.

Bilet - 23 zł dla dorosłego, 19 ulgowy.

Warto.

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Szpagaty podczas Burzy

sobota, 23 kwietnia 2016 17:33

 

   Zdarzyło mi się na przestrzeni 48 godzin uczestniczyć w dwóch ciekawych przedsięwzięciach. Pierwsze należy zaliczyć do kultury wysokiej - to nowy balet współczesny w Operze Narodowej, na motywach szekspirowskiej "Burzy". Balet jeszcze ciepły, bo to dopiero trzecie wykonanie najnowszego dzieła Krzysztofa Pastora. 

 

spotkanie_Burza.jpg

http://teatrwielki.pl/repertuar/kalendarium/2015-2016/burza/

 

   Na balecie się nie znam, jak na wielu innych rzeczach, mogę więc go tylko oceniać w kategoriach "podobało się czy nie".

 

   Najpierw trochę pomarudzę, jak to ja.

Ale nie na balet, tylko na publiczność.

   Dochodząc do naszych miejsc ujrzeliśmy taki oto obrazek: ze 20 osób zajmowało  boczne odcinki trzech kolejnych rzędów. Stojąc za nimi zobaczyliśmy coś w rodzaju poświaty, żeby nie powiedzieć łuny. 80 procent z nich miało bowiem w rękach włączone smartfony i pracowicie na nich działało.

   Właściwie nie powinnam się czepiać, spektakl jeszcze się nie rozpoczął, ludzie się dopiero schodzili. Ale widok tylu osób zgromadzonych w jednym miejscu, skupionych wyłącznie na ekranach swoich mini komputerów, jednak zaskakiwał.

   Może ja jestem bardzo starej daty, ale czy idąc do Opery, zwłaszcza w towarzystwie, nie ma nic lepszego do roboty, niż surfowanie po sieci, sprawdzanie poczty czy wpisu na FB na minutę przed podniesieniem kurtyny?

    Ja ledwo zdążyłam przestudiować najważniejsze kawałki libretta, mając uzasadnione obawy, że jak zwykle nie zrozumiem głębokiej myśli twórców spektaklu. Potem próbowałam to wszystko streścić mężowi, żeby też nie siedział jak ćwok. W przerwach sprawdzaliśmy obsadę, próbując sobie uporządkować w głowie tancerzy znanych z poprzednich baletów. Nie jesteśmy wszak tak już zupełnie zieloni, ho, ho!

 

A oni - nosy w smartfonach...

 

   No nic. Jakie czasy, takie obyczaje...

O samym balecie powiem tylko tyle, że było pięknie i oryginalnie, jak zawsze. Muzyka szalenie różnorodna, głównie bazująca na barokowym Henry Purcellu, ale też z użyciem popisów irańskiego bębniarza Abbasa Bakhtiari, który gra tu rolę starego Prospera, a na bębnie daf wirtuozersko wygrywa całe sceny. 

   Nie zabrakło wizjonerskich pomysłów. Jak pokazać szalejące morze, wyrzucające na brzeg rozbitków? Ano ubrać stado tancerzy w niebieskie spódnice i kazać im grać z przeproszeniem, bałwany, które falując niosą na barkach jakieś zwłoki. Brzmi banalnie, ale jak to jest zatańczone...

   Na koniec balsam dla oczu moich - znów ani jednego faceta w rajtuzach! Wszyscy w zwiewnych spodniach lub spódnicach. Akurat faceci w spódnicach w balecie nie wywołują we mnie żadnego oporu, zaś ci w spodniach wykonują te swoje szpagaty w sposób absolutnie swobodny.

Czyli można?

I to jest DOBRA ZMIANA! Mam nadzieję, że na stałe.

 

05.www_Burza__Het_Nationale_Ballet__fot._Angela_Sterling_0103.jpg 

 

   O tej drugiej atrakcji napiszę następnym razem. To będzie raczej kultura niska, ale chyba ciekawie.

 

  

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Dyskretny urok delegacji

piątek, 15 kwietnia 2016 18:05

 

   Delegacja może być długa i męcząca. Kiedy trzeba spędzić za kółkiem 18 godzin w ciągu trzech dni, to kark boleśnie daje poznać, co o nas myśli.

   Ale delegacja może też być trochę przyjemna, kiedy nie pójdziemy na łatwiznę, rezerwując sobie pierwszy z brzegu hotel, jakieś blokowisko rodem z PRL-u, sierotę po Orbisie, tylko poszperamy nieco w necie, albo poprosimy o pomoc wujka Booking.coma.

 

   W taki prosty sposób trafił mi się nocleg w okolicy Kątów Wrocławskich, w pałacu w Krobielowicach, tylko 20 km od Wrocławia. Zamek stoi od XIV wieku, rozbudowano go porządnie w XVI i miał się dobrze aż do nadejścia komuny, która skazała go na zatracenie. Na szczęście pojawił się pasjonat. Cytuję:

 

   Obecny właściciel, Nowozelandczyk, jako mały chłopiec dostał zdjęcie i rysunek pałacu wykonane przez swoją cioteczną babcię, która jako młoda kobieta w czasie I wojny światowej odwiedziła pałac. Ponieważ jest spokrewniony z rodziną Blücherów zdecydował się na przyjazd do Polski, by zobaczyć jak wygląda w rzeczywistości to, co pamiętał ze zdjęcia. Pałac znajdował się w znacznie gorszym stanie niż przypuszczał, mimo to postanowił go kupić. Jego odbudowa zajęła więcej czasu niż planowano. Trwała ona od 1992 do 1996 r....

 

   W tymże właśnie hotelu za niewygórowaną cenę wynajęłam pokój. Dostałam przestronną wysoką komnatę, urządzoną... Sami zobaczcie:

 

P1080824.jpg

 

   Wszystko tu pachnie starocią, czyli trochę myszą. Podłoga skrzypi, i zimno niestety bardzo jest, jak to w zamku. Ale za to miałam widok z okna na krużganki, a za krużgankami stawy, łąki i zatrzęsienie ptactwa.

 

P1080827.jpg

 

   Szkoda tylko, że osoby tu zatrudnione sprawiają wrażenie ciężko nieszczęśliwych. Obie recepcjonistki oraz kelner nie zmusili się do najmniejszego uśmiechu, odpowiadając monosylabami.

   Ja nie oczekuję nadskakiwania ani przesadnej uprzejmości. Ale ich kamienne miny i zimny ton stały w takim kontraście do pięknych wnętrz i cudnego słońca, że zrobiło się żal.

   Jeśli ktoś wybiera pracę polegającą na kontakcie z klientami, chyba powinien tych klientów trochę lubić. Kelner czy recepcjonistka to nie analityk bankowy, który siedząc w swojej samotnej norze, decyduje o życiu lub śmierci kredytobiorcy.

Ale może jednak za dużo wymagam...?

 

   Na wszelki wypadek pobiegłam więc w pole, żeby wykorzystać zachodzące słońce. To była dobra decyzja. Następny ranek wstał zapłakany i zasmarkany. W tym kontekście miny państwa z obsługi już tak nie dziwiły.

 

A to jeszcze w słońcu:

 

P1080836.jpg

 

P1080832.jpg

 

P1080833.jpg

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Naprawianie świata, czyli kot jaki jest...

sobota, 09 kwietnia 2016 15:45

 

      Lansowana przez polski rząd "dobra zmiana" jak na razie świata nie naprawia.

Świadomie nie używam słowa "nasz rząd", bo nie jest on nasz. Przynajmniej nie jest mój.

    Nie piszę też "dobra zmiana" z dużej litery, bo nie jest ona dobra.

Ale pomysł, żeby świat zmieniać na dobre, nie jest ani głupi, ani nowy.

Tyle że zacząć trzeba od dołu. Od samego dołu.

 

     Kot naszego syna zmarł wskutek kamicy nerkowej. Kto kiedyś słyszał, żeby zwierzęta cierpiały na takie ludzkie choroby?

Ale zmarł, nie zdechł.

Zgasł nam na rękach.

Zdarza się u kotów. Trzeba było się z tym pogodzić, choć bardzo bolało. 

   Po powrocie z długiej podróży syn od razu przystąpił do poszukiwań następcy. Dom bez kota jest pusty i smutny.

 

   Okazało się, że jeśli chce się to zrobić "profesjonalnie", a więc wziąć którąś z uratowanych sierot z fundacji, trzeba spełnić nie lada wymagania.

Jest w tym trochę racji, żeby kot wzięty przez nieodpowiedzialnych ludzi jako prezent dla dziecka, nie wylądował na ulicy po tygodniu.

   Jednak formalności, które trzeba było spełnić, graniczyły z uzyskaniem wizy do USA. W każdym razie formularz był tak samo długi i szczegółowy.

   Warunkiem wydania kota było np. posiadanie szczelnej siatki na balkonie (koszt rzędu 600 zł) a także zabezpieczenie okien uchylnych, bez którego kot może się zawiesić i przeciąć na pół. Żeby sprawdzić prawdziwość oświadczeń, do domu przyjeżdża wolontariuszka.

 

   Podobno w Anglii jest jeszcze trudniej. Np. nie można dostać psa ze schroniska, jeśli nie ma się ogrodu. I to nie takiej typowo angielskiej "chustki do nosa", tylko prawdziwego ogrodu. Wiem, bo mojej kuzynce odmówiono.

   Może i dobrze, może nie. Żeby rodzić dzieci nie trzeba mieć ani ogrodu, ani siatki na balkonie. Dzieci wypadają czasem przez ona, bo nikt nie sprawdza zabezpieczeń.

   No, ale dzieci nie rodzą się pod kontrolą państwa, kontrola wkracza, kiedy ktoś dzieci mieć nie chce.

 

    Wracając do kota - kiedy mój mąż podjechał pod dom tymczasowy fundacji,  (syn miał tam wcześniej zdecydować, którego kota wziąć) i podniósł wzrok, w oknie na piętrze pojawiła się jedna para oczu. Potem druga. Za chwilę 20 par oczu wpatrywało się w niego wzrokiem który mówił: "Weź mnie!"

Widzicie to?

 

   Za chwilę syn wyszedł z kotką.

Rasa - absolutny dachowiec. Ciemna, pręgowana, z białymi skarpetkami.

Od pierwszej godziny była "nasza". Nie schodzi z kolan, mizia się ze wszystkimi, nie pokazuje pazurów nawet w żartach.

Chyba niedawno rodziła, tak wygląda jej brzuszek. Nie chcę nawet sobie wyobrażać, co się stało z kociętami. Ją samą znaleziono na ulicy.

   Ma urwany kawałek ucha i bielmo na jednym oku. Ale ma serce, którym chce obdzielać wszystkich.

 

I od tego świat od razu stał się lepszy.

 

Zuza.jpg

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

Powrót do domu

piątek, 01 kwietnia 2016 12:53

 

   Żeby złapać oddech po Świętach, wyrwałam się do kina. Bardzo chciałam zobaczyć „Powrót”, któremu Wyborcza dała 5*, z moim ulubionym aktorem Geoffreyem Rushem,  

  Nie spodziewałam się, że będzie to lekka komedia, ale też nie sądziłam, że się tak zdołuję.

 

   Ponieważ film idzie już od jakiegoś czasu, nie popełnię chyba wielkiego wykroczenia zdradzając, o co w nim chodzi. A chodzi w nim generalnie o jedno – jaki sens ma ujawnianie prawdy, jeśli ta prawda przynosi jedynie cierpienie i zostawia po sobie zgliszcza? Po co grzebać w starych kufrach, wywlekając na światło dzienne trupy, które nie tylko brzydko pachną, ale potrafią śmiertelnie zakazić swoim trupim jadem?

 

   Moja konkluzja jest następująca – jeśli ktoś zna fakty z przeszłości, przez które współcześnie żyjący mogą doznać cierpienia, zaś świat się od tego ani odrobinę nie polepszy, powinien trzymać jadaczkę na kłódkę.  

   Burzyć jest łatwo – zwłaszcza coś tak ulotnego jak małżeńskie szczęście, świetny kontakt ojca z córką, mocną przyjaźń między facetami. Ale odbudować tego z ruin czasem się w ogóle nie da.

   W najlepszym razie zostaną dziury w ścianach i swąd spalenizny.

 

   Film mnie rozczarował tym, że mniej więcej od połowy stał się całkowicie przewidywalny. Można było precyzyjnie określić, w którym momencie główny bohater wygada przyjacielowi, że jego ukochana żona miała kiedyś romans z ojcem owego bohatera, a ukochana córka nie jest jego córką. I że ów – prosty jak drut – mężczyzna nie zechce tego zaakceptować (nie wiedzieć czemu), tylko wyklnie i żonę i córkę, i że córka postanowi odebrać sobie życie…

 

   No, szkoda.

   Filmy o powrotach dzieci do rodzinnego domu są, zwłaszcza w filmach amerykańskich, zjawiskiem nagminnym. Właściwie można przyjąć za normę, że tam niemal wszystkie dzieci wyjeżdżają z domu bardzo wcześnie, obciążone jakąś wielką traumą, którą następnie przez wiele lat w sobie pielęgnują. A potem – przy okazji ciężkiej choroby lub śmierci rodzica – wracają do tego domu i się zaczyna…

   Nie mogłam się otrząsnąć choćby po niedawnej „Jesieni w hrabstwie Osage”. Genialne aktorstwo, znacznie bardziej wyrafinowana fabuła, ale ciężar na sercu… jak wiadro ołowiu.

   A teraz podobny w tonie film australijski. Tam też tak jest...?

 

   Ciekawe, czy ta tendencja w kinie zacznie się zmieniać w związku z rosnącą liczbą dorosłych singli, którzy ani myślą się wyprowadzać. Czy jest im tak dobrze z rodzicami, że te wcześniejsze dramatyczne rozstania odchodzą w zapomnienie? Czy też tylko lenistwo lub brak pieniędzy zmuszają do życia pod jednym dachem, a co za tym idzie - do nauki koegzystencji?

    W filmach na razie wciąż dominują dorosłe dzieci, które wyniosły się z domu 20 lub więcej lat temu, a więc jeszcze w poprzedniej epoce. Ciekawe o czym będzie się kręciło filmy za kolejne 20 lat. Czy mniej lub bardziej wymuszone życie pod jednym dachem będzie miało pozytywne skutki?             

   Przynajmniej mniej powinno być obrazów, kiedy dzieci ponownie odwiedzają swoich rodziców dopiero na łożu śmierci, najczęściej się wtedy godząc po latach nienawiści. Nie jest to przyjemna perspektywa... 

 

 

 Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

 

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska   http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

 

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (18) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  0