Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 020 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3014140
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 12668
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2442 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


List do Pani J.

środa, 30 maja 2012 22:08

 

    Wciąż powtarzam, że jak człowiek ma do dyspozycji 47 teatrów w swoim mieście, to jeśli nie chodzi do nich regularnie, to popełnia jeden z grzechów głównych. Tzn. nie ma jeszcze takiego grzechu, ale jak czegoś nie ma, to trzeba to wymyślić.

 

   Od kilku lat z wielkim uznaniem sekundowałam Krystynie Jandzie w budowaniu jej pierwszego teatru „Polonia”, a potem drugiego „Och”. Pamiętam jej opowieści o stawianych jej wymaganiach, jakich nie spełnia prawdopodobnie żaden ze starych teatrów, ale jej, jako nowy musiał spełnić. Kiedy teatr Polonia wreszcie ruszył, z radością zaczęłam go odwiedzać zachwycając się „Boską”, „Shirley Valantine”, „Rozważaniami nad ukraińskim seksem”, „Stefcią Ćwiek w szponach życia” czy „Miss HIV”. Kiedy otwarto „Och-teatr” rzuciłam się na wznowioną po 23 latach „Białą bluzkę”. To były mistyczne przeżycia, teatry na najwyższym poziomie pod względem aktorstwa i tekstów.

 

   Niestety, od jakiegoś czasu zaczęło się źle dziać i nie jestem w stanie znaleźć przyczyny. Czy tylko potrzeby finansowe, czy chęć utrzymania się na topie spowodowały, że repertuar w obu teatrach się zmienia. Sztuki wystawiane tu stały się nagle lekkie, łatwe i przyjemne i chociaż nadal bronią się aktorzy, jednak grać nie ma co.

    Leciutkie jak piórko było „Jeszcze będzie przepięknie”. „Kantata na cztery skrzydła” też nie powaliła głębią przekazu. „Po co są nam matki” z J.Żółkowską i jej córką Pauliną było niestety banalne i nie tłumaczyło w żaden sposób zawiłości stosunków między bliskimi sobie w końcu kobietami.

 

 „Kolacja z R” to typowa angielska komedia pomyłek, gdzie wszyscy biegają po scenie i wokół sceny, próbując za wszelką cenę zapobiec katastrofie.

   I dokładnie taka sama jest nowa premiera w Och-teatrze, czyli „Mayday”. Oto mamy bigamistę, którego życie precyzyjnie rozplanowane pomiędzy dwie żony i dwa domy, wali się jak domek z kart z powodu głupiego przypadku. I znów ganianie po scenie, tu wlata, tam wylata, wciąż ktoś kogoś z kimś myli, wszyscy histerycznie krzyczą, tłumaczą się, wymyślają wymówki i alibi. Całość kończy się oczywiście zbiorową wtopą, a uśmiana do rozpuku widownia z ulgą pędzi do domu, bo 2,5 godziny siedzenia to jednak sporo.

 

   A ja zadaję sobie pytanie, czy tylko to ma do zaprezentowania widzowi teatr z ambicjami! Kiedyś synonimem złego smaku była dla mnie „Syrena”. Żenujące sztuki, marne aktorstwo, liczył się tylko pusty śmiech. Nie wiem jak jest pod rządami Malajkata, bo na wszelki wypadek przestałam tam chodzić, od kiedy położyli „Stalowe magnolie” – rzecz wydawałoby się nie do zepsucia.

  Ale "Polonia" była dla mnie zawsze wyższą półką. Teatrem porównywalnym z Powszechnym, Ateneum, Współczesnym. Jednak jeśli repertuar pójdzie tylko w tę stronę, to trzeba będzie poszukać sobie czegoś innego.

 

   Żeby była jasność – nie snobuję się na zachwyty nad teatrem eksperymentalnym. Nie trafia do mnie kompletnie Warlikowski i Jarzyna. Nie pasjonują mnie sztuki przeintelektualizowane i z ogromną przyjemnością obejrzę dobrą komedię, taką jak „Kolacja dla głupca” czy „Kaleka z Inishmore”. Ale to co pokazują ostatnio teatry Jandy jest po prostu płytkie. To jakby w Gazecie Wyborczej nagle zaczęły się pojawiać przedruki z „Faktu”, „Super ekspresu” i „Wróżki” na deser. Nie pasuje mit to.

 

  Teraz  będzie apel: Pani Krystyno. Pani wie najlepiej, że nie trzeba grać głupawych komedii, żeby zapełnić teatr. „Boska” i „Shirley Valantine” ściągają tłumy od lat. Bilety trzeba kupować na 3 miesiące naprzód, bo chociaż są to komedie, ale na piekielnie wysokim poziomie, i podobają się wszystkim.

   Proszę odpuścić sobie te angielskie farsy, w nich specjalizuje się „Kwadrat”. Ja poproszę o coś porównywalnego z „Białą Bluzką”  którą w ogromną przyjemnością zobaczyłabym po raz trzeci, gdybym, psiakrew!, mogła dostać bilety .


Podziel się

komentarze (32) | dodaj komentarz

Lato w pełni

niedziela, 27 maja 2012 17:54

 

   20 maja. Wiosna przyszła tak nagle, że jeszcze do tej pory nie mogę dojść z nią do ładu. Do czego to podobne, żeby jednego dnia rano było 5 stopni na plusie, i trzeba zakładać kozaki, żeby nie rozłożyć się teraz, kiedy całą jesień i zimę przeszłam bez szwanku. A następnego robi się 28 stopni i pot zalewa oczy.

   Tak czy siak wyczekana wiosna wreszcie wpadła i od razu została przegoniona przez lato. Dobrze jej tak, mogła się nie szlajać na obczyźnie.

 

    Przez rozum w ten piękny letni dzień kopnęliśmy się z Moim do Łazienek. Blisko i ładnie, co sobie żałować? Najpierw oczywiście ból, bo nie ma gdzie stanąć. Największy park w Warszawie praktycznie nie ma ani  jednego miejsca do zaparkowania, bo Agrykola schodząca w dół do parku jest dla zwykłych obywateli zakazana, a uliczka idąca górą do Zamku Ujazdowskiego obwieszona jest tablicami z zakazem postoju pod karą śmierci, albo wywózki. Może niektórzy pamiętają, że mnie niedawno wywieźli, więc nie jestem taka skora wyzywać losu i sprawdzać, co oni mi mogą... Oczywiście główna ulica przylegająca do Parku też jest cała ogrodzona, więc mowy nie ma, żeby stanąć.

 

      No dobrze, jakoś zaparkowaliśmy. W Łazienkach cudnie, czysto, kwitnąco, że serce rośnie. Aleja Chińska w remoncie, ale już widać postępy. W każdym razie wbite cieniutkie żerdzie po bokach deptaka są, to chyba na lampiony. Nie wiem, skąd pomysł na Chińską Aleję, ale widocznie jest to historycznie uzasadnione. Za leniwa byłam, żeby to sprawdzić, zresztą, napisane coś było ale po chińsku. No dobra, po polsku też było, ale nie wzięłam okularów.

 

   A potem już tylko zieleń i kwitnące bajecznie azalie. Zwierzyna tylko z tego upału chyba całkiem zgłupiała. Zaczęło się od tego, że zniknęły wiewiórki. O ile w zimie było ich zatrzęsienie, a zachowywały się wtedy tak, jakby chciały spuścić łomot wszystkim którzy przyszli bez orzeszków, tak teraz pusto. Chyba wzięły wolne. A może organizator tej zbiorowej żebraniny zabrał je do domu, jak to się robi z żebrzącymi Rumunkami. Przyłapaliśmy tylko jedną, i to jakąś malutką. Może zapomnieli o niej, może im uciekła... Czegoś brakowało w każdym razie.


    Wiało bardzo, więc trochę jej uszka wygło:))

 

   Poszliśmy dalej, a tam pawie. Ale nie żeby siedziały w trawie, tylko coś im chyba odbiło z gorąca i zaczęły fruwać. Najpierw jeden przepięknie pozował do zdjęć na posągu, a potem mu się znudziło, więc ODLECIAŁ na pobliskie drzewo. Zasiadł na gałęzi i tak zastygł. Korpus po jednej stronie, ogon po drugiej. Małżonek zaczął się martwić, jak on teraz zlezie, żeby sobie tego ogona z d... nie wyrwać, ale nie doczekaliśmy. Ruszyliśmy dalej, a tam nad wodą... sam ogon zwisa. Następny! Co się porobiło...


   

 

    A na koniec zamiast zwykłych, tradycyjnych kaczek spotkaliśmy całe stadko mandarynek. W słońcu aż kłuły w oczy tym pomarańczowym kuprem. Ciekawe, czy jedzą to co inne kaczki, w każdym razie nie wyglądały na zbyt zainteresowane jedzeniem rzucanym do stawu. 


     


Ech..., lato w pełni.

 


Podziel się

komentarze (24) | dodaj komentarz

Dzień Matki

piątek, 25 maja 2012 6:22

 

   Dawno nie pisałam o Tacie, więc dzisiaj parę słów, z okazji nadchodzącego Dnia Matki. Dla tych, którzy nie znają tej historii, dwa słowa wyjaśnienia:

 

   W wieku 75 lat moja Mama została „matką” po raz trzeci. Pół roku temu jadący samochodem leśną drogą Ojciec wypadł z szosy i zawinął się na drzewie. Oprócz innych obrażeń doznał znacznego urazu głowy, ale mając 10 % na przeżycie – wyszedł z tego. Miał dużo szczęścia, bo może chodzić i mówić, ale proces stawania na nogi okazał się trudniejszy niż myśleliśmy.

 

   Tak więc w wieku kiedy ludzie oczekują już prawnuków, mojej Mamie wpadło w ramiona kolejne „dziecko”, które trzeba było nauczyć od początku wszystkiego: korzystania z toalety, czytania i pisania, wiązania butów i samodzielnego jedzenia. 

I tak jak kiedy dziecko robi kolejny krok do przodu, tak i Mama cieszy się kiedy Tata najpierw nauczył się trafiać kluczem do zamka, potem łyżką do ust, potem sam do łazienki, kiedy prawidłowo zawiązał krawat i zgodził się wreszcie zagrać w warcaby.   

 

   Z kolei jak na „dziecko” Tata ma zaskakująco dużą wiedzę, potrafi bezbłędnie przetłumaczyć zdanie z angielskiego czy niemieckiego, przypomina sobie nazwiska dalekich kuzynów niewidzianych od lat, wreszcie uruchamia komputer. Ale tak jak dzieci, żyje chwilą tu i teraz, nie potrafi planować dnia, nie wybiega w przyszłość.

   Bywa też po dziecięcemu uparty i trzeba stosować pedagogiczne chwyty żeby ten opór przełamać. Bo oczywiście wobec obcych ludzi czuje respekt i wykonuje polecenia (np.rehabilitantów), ale polecenia Mamy czasem ignoruje. Zrobił się też jak dziecko łakomy i czasem trzeba mu zakładać „szlaban na gary”, inaczej za chwilę upodobni się do ludzika Michelina.

 

    Mama zaś, jak typowa matka nadopiekuńcza, leci za nim krok w krok, próbuje wciąż nad nim czuwać, boi się, że nie trafi tam gdzie trzeba, że sobie coś zrobi. Patrząc na nią widzę wszystkie błędy które popełniłam jako matka wobec swojego dziecka.


    Na szczęście dla wszystkich, Tata „rozwija się” w tempie 12 razy szybszym niż dziecko. Po 5 miesiącach opanował tyle, ile dziecko uczy się przez 5 lat. To chwała Bogu, bo na normalne „wychowywanie” to moja Mama chyba nie ma już czasu. Ale jeszcze daje radę...:)


Podziel się

komentarze (36) | dodaj komentarz

Policjant twój wróg?

poniedziałek, 21 maja 2012 19:29

                       

                                                    No, nareszcie! „Moc tak, przemoc nie” - ten program zapobiegania przemocy w rodzinach policyjnych, po czterech latach leżenia na półce wreszcie ma szanse wejść w życie. Dlaczego tak późno? Bo musiało dojść do tak spektakularnego pobicia żony jak to w Lublinie, żeby Komendant Główny Policji zaczął wreszcie coś robić.

    Bo to, że policjanci biją swoje żony i dzieci masowo, wiedzą wszyscy, ale w żadnym innym zawodzie nie spotyka się takiej solidarności. Kiedy murarz pobije żonę, ona może pobiec na Policję, gdzie jej wysłuchają i coś zrobią. To samo dotyczy nauczyciela, dyrektora banku czy piekarza. Kiedy żonę bije policjant, jej skarga złożona na Policji często odbija się jak od ściany, jest umarzana lub bagatelizowana.

   Często „winne” są same kobiety, które wiedzą, że mąż może dyscyplinarnie wylecieć z pracy, a wtedy koniec z zarobkami, przywilejami i wczesną emeryturą. Dlatego długo zwlekają, aż czasem jest za późno.

 

   Pisząc ten felieton, sięgnęłam do netu, i to nie był dobry pomysł. Ilość tragedii spowodowanych przez policjantów może wpędzić w depresję. O niektórych może i słyszymy w wiadomościach, ale często tylko lokalnych, inne giną wśród wielu ważniejszych zdarzeń.

 

   Żeby nie być gołosłowną tylko parę przykładów – XI 2005 – były dzielnicowy z bratem policjantem mordują taksówkarza w Warszawie. XII 2010 – 42 letni policjant z Łodzi dusi dwoje swoich małych dzieci. II 2012 – 33-latek z Opatowa zabija teściów, rani żonę.  III 2012 – 37-latek z Białej Podlaskiej zabija żonę.Itd.

 

    Samobójstw wśród policjantów mamy prawdziwy wysyp.

   Wynotowałam tylko parę: W styczniu 2007 policjantka w Lublinie, policjant w Radzyniu Podlaskim. W lutym 07 w Krasnymstawie. W 2008 w Gdyni i w Jaśle. W 2009 w Wałczu. W 2010 w Krośnie, Bydgoszczy, Ciepłowodach i w Koluszkach. W 2011 w Łodzi. W 2012 roku w Wołominie, Opatowie i B.Białej. Wszyscy w wieku 33-38 lat. Od 2000 r. samobójstwo popełniło ponad 200 policjantów.

 

   Te dane znalazłam przeglądając wyrywkowo parę artykułów w ciągu 15 minut. Ile przeoczyłam? O ilu z różnych powodów nie napisano, żeby np.rodzina nie straciła odszkodowania? Jak głęboko sięga ta lodowa góra...? Strach się bać...

 

   O patologii wśród policjantów nie mówi się za dużo. Raz, żeby nie podważać autorytetu funkcjonariuszy u przestępców. Dwa, żeby nie pozbawiać złudzeń nas, obywateli, że jednak jesteśmy bezpieczni. Trzy, żeby nie odstraszyć potencjalnych kandydatów, chcących pracować w Policji. A nie ma ich chyba ostatnio zbyt dużo.    

   Zabranie licznych przywilejów, zamach na emeryturę po 15 latach pracy i nie za wysokie pensje z pewnością nie zachęcają. Bo ci co przychodzą, nie mają łatwo.

 

   Alkoholizm to pierwsza konsekwencja nieradzenia sobie z problemami. Sama przez kilka lat potykałam się na korytarzu o sąsiada, który został 35-letnim emerytem i resztę swojego (niedługiego) życia spędził w alkoholowym delirium. To że w marcu 2012 policjant w Żaganiu jechał samochodem mając 4,60 promila dziwi tylko z jednego powodu – że się to wydało.

 

   Agresja w domu, to często efekt stresu wyniesionego z pracy. Policja to gniazdo mobbingu, wykorzystywania i poniżania podwładnych przez przełożonych, "(...) Wrzaski, wyzywanie od idiotów, patałachów, sk... to w oddziałach prewencji normalka.   - piszą policjanci na forum internetowym (www.ifp.pl).

W połączeniu z alkoholem generuje ona przemoc – bicie żony i dzieci. W skrajnych przypadkach prowadzi do samobójstwa.

 

   Pomoc psychologa... jakiego psychologa? „Policyjny psycholog to uszy komendanta”, piszą policjanci na forum. „Leczyłem się na głowę – w efekcie byłem pomijany w awansach, podwyżkach”.

 

   Braki kadrowe spowodowały, iż w szeregi Policji przyjmuje się obecnie 20-letnich chłopaków, a nie 28-30-latków, jak było kiedyś. A dwudziestoparolatkowie, które nagle dostają do ręki władzę i broń, stają się śmiertelnie niebezpieczni, dla innych lub dla siebie. Skutki niestety widzi każdy, kto ma w rodzinie czy wśród znajomych policjanta. Człowiek z kompletnie nieukształtowaną psychiką, który nagle zaczyna wierzyć, że ma monopol na sprawiedliwość, po prostu sobie z tym nie radzi.

 

   Emerytura w wieku 35 lat to oczywiście patologia, ale przedłużanie stażu pracy policjanta w terenie tylko tę patologię powiększy. Z jednej strony poczucie ogromnej władzy, z drugiej ograniczenia wynikające z przepisów, a co za tym idzie – strach, bo bandyta żadnych przepisów nie musi się trzymać, pokusa korupcji, alkohol, mobbing w pracy – prowadzą do depresji, chorób serca, samobójstw. Już dziś średnia życia policjanta to 57-58 lat. I przecież nie dlatego, że mają prawo do wcześniejszej emerytury.

 

   Nie mam na to recepty. Ktoś musi ten zawód wykonywać, ale życzyłabym wszystkim, żeby ich dzieci i wnuki bawiły się w policjantów i złodziei tylko w dzieciństwie. Bo ja nie znam szczęśliwego a zwłaszcza zdrowego policjanta po 50-tce. A Wy?



Podziel się

komentarze (30) | dodaj komentarz

Jak zaaplikować kotu tabletkę, no jak?

sobota, 19 maja 2012 10:12

 

 
   D&G pisze na blogu o wyższości kota nad psem. TEORETYCZNIE  się z nim zgadzam, ale... Są sytuacje, kiedy zaczynasz marzyć o psie, np. kiedy trzeba go wykąpać. W przypadku kota potrzebna jest instrukcja ("Załóż fartuch, maskę a najlepiej zbroję...") I niech Was nie zwiedzie ta ucieleśniona niewinność...

 

 

Dokładnie tak samo jest przy próbie nakarmienia kota tabletką. W tym celu przytaczam instrukcję, może starą, ale niezmiennie pouczającą.

 

1. Weź kota na ręce i otocz go lewym ramieniem, jak niemowlę. Umieść palec wskazujący i kciuk prawej ręki po obu stronach pyska i naciśnij lekko, trzymając tabletkę w pozostałych palcach prawej ręki. Gdy kot otworzy pysk wpuść tabletkę, pozwól kotu zamknąć pysk i przełknąć.

2. Podnieś tabletkę z podłogi i wyciągnij kota spod tapczanu. Ponownie otocz kota ramieniem i powtórz cały proces jeszcze raz.

3.Wyciągnij kota z sypialni i wyrzuć rozmamłaną tabletkę.

4. Wyjmij nową tabletkę z opakowania, otocz kota lewym ramieniem jednocześnie trzymając lewą ręką wierzgające tylne nogi. Rozewrzyj pysk kota i palcem wskazującym prawej ręki wepchnij tabletkę tak głęboko jak się da. Przytrzymaj kotu zamknięty pysk i policz do 10.

5. Wyciągnij tabletkę z akwarium a kota z garderoby. Zawołaj żonę do pomocy.

6. Przyduś kota do podłogi klinując go między kolanami, jednocześnie trzymając wierzgające łapy. Nie zwracaj uwagi na niskie warczące odgłosy. Niech żona przytrzyma głowę kota, jednocześnie wpychając mu linijkę między zęby. Następnie wsuń tabletkę wzdłuż linijki między rozwarte zęby i intensywnie pogłaszcz kota po gardle, co skłoni go przełknięcia.

7. Ściągnij kota z karniszy i rozpakuj nową tabletkę. Zanotuj, żeby wymienić firanki. Pozbieraj kawałki porcelanowej wazy, później je posklejasz.

8. Owiń kota w ręcznik kąpielowy,  żona niech położy się na kocie tak, żeby tylko jego głowa wystawała spod jej pachy. Umieść tabletkę w plastikowej rurce do napojów. Przy pomocy ołówka otwórz  kotu pysk i wcisnąwszy rurkę między zęby  mocno wdmuchnij tabletkę do środka.

9. Sprawdź, czy te tabletki są szkodliwe dla ludzi. Następnie wypij butelkę piwa, żeby pozbyć się nieprzyjemnego smaku w ustach. Zabandażuj żonie ramię, potem wodą z mydłem usuń plamy krwi z dywanu.

10. Przynieś kota z altanki sąsiada. Rozpakuj następną tabletkę. Przygotuj drugą butelkę piwa. Umieść kota w drzwiczkach od kredensu tak, żeby wystawała przez nie tylko głowa. Rozewrzyj mu pysk łyżeczką od herbaty i przy pomocy gumki recepturki strzel tabletką między rozwarte zęby.

11. Przynieś śrubokręt i przykręć wyrwane zawiasy z drzwiczek. Wypij piwo, przynieś butelkę wódki. Nalej do kieliszka i wypij. Sprawdź kiedy ostatni raz byłeś szczepiony na tężec. Przemyj policzek wódką, żeby zdezynfekować ranę i wypij kolejny kieliszek, żeby ukoić ból. Podartą koszulę możesz wyrzucić.

12. Zadzwoń po straż pożarną, żeby ściągnęła tego pier... kota z drzewa. Przeproś sąsiada, który wjechał samochodem w płot próbując go ominąć. Wyjmij kolejną tabletkę.

13. Skrępuj draniowi łapy sznurkiem od bielizny, wiążąc wszystkie razem, a następnie przywiąż go do nogi od stołu. Weź skórzane rękawice ogrodnicze. Wciśnij kotu tabletkę do gardła, popychając kawałkiem polędwicy. Już nie musisz być delikatny. Przytrzymaj głowę kota pionowo i wlej mu do gardła szklankę wody.

14. Wypij pozostałą wódkę. Pozwól żonie zawieźć się na pogotowie. Siedź spokojnie, żeby doktor mógł zaszyć ci ramię i wyjąć kawałki tabletki z oka.

Po drodze do domu wstąp do meblowego i kup nowy stół.

15. Zadzwoń do schroniska dla zwierząt i poproś, żeby zabrali cholerę. Sprawdź, czy w sklepie zoologicznym nie mają chomików.

 

Jak zaaplikować psu tabletkę.

Zawiń tabletkę w plasterek szynki i zawołaj psa. 

 


Podziel się

komentarze (25) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  3 014 140