Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 735 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2846683
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12565
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2353 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Słomiana wdowa, czyli wolność to pojęcie względne.

sobota, 28 czerwca 2014 10:31

   Teściowa nagle stwierdziła, że „przed śmiercią” chce jeszcze zobaczyć coś pięknego, najlepiej włoskiego. Patrząc pragmatycznie najlepiej wypadał Mediolan, więc jej syn, a mój mąż zrobił dobry uczynek i polecieli.

   A ja zostałam samiuteńka na całych włościach, z winobluszczem i mrówkami na balkonie do wyłącznej dyspozycji.

 

    Cóż robić z tak mile rozpoczętym dniem???

Zaczęłam od pójścia do pracy, bo jakoś z tego obowiązku nikt mnie zwolnić nie chciał. Ale potem... Potem miała się zacząć WOLNOŚĆ!

Aha, zanim jeszcze ta wolność, to musiałam odbębnić USG, które powinnam była zrobić 3 miesiące temu, ale kto by przestrzegał terminów?

   Niby nic trudnego, a jednak...

 

   W ramach wojny którą wypowiedziałam oszukańczym praktykom różnych banków, ubezpieczalni czy placówek medycznych, aktualnie wykopałam topór wojenny wobec pewnej sieci klinik, chyba największej w Polsce. Sprzedali mi mianowicie taki abonament, że oprócz opłaty rocznej do każdego badania dopłacam 15 zł (o tym wiedziałam), ale do każdego muszę mieć osobne skierowanie, także za 15 zł, o czym absolutnie nie wiedziałam.   

    Wcześniej 3 lata chodziłam tam bez najmniejszego papierka. Sama sobie wyznaczałam, kiedy należy przebadać się na babskie sprawy, tarczycę czy kręgosłup. Kiedy zaszczepić się na grypę, albo sprawdzić czy broń Boże ktoś mi nie sprzedał żółtaczki typu C, którą jest łatwiej złapać, niż nam się wydaje. Teraz muszę specjalnie przyjechać do lekarza, żeby dostać to pieprzone skierowanie, a dopiero potem mogę się badać.

 

    Krew się we mnie burzyła od tygodni, rozmowy telefoniczne i korespondencja z kliniką wywoływała takie iskrzenie, że żarówki w całym mieście przygasały.

   Wreszcie dziś postanowiłam pójść na kompromis – miałam wprawdzie skierowanie, ale prywatne, nie na papierze tejże kliniki, choć od lekarza tam również praktykującego. I byłam na 200 procent pewna, że mnie odwalą, każą iść do jakiegoś miejscowego lekarza, choćby wenerologa, i zdobyć skierowanie zgodnie z literą (ich) prawa.

   Mając tę perspektywę od kilku dni prowadziłam dialog wewnętrzny, planowałam rozmowę z recepcjonistką, najpierw spokojnie choć stanowczo, potem agresywnie, uciekając się do szantażu i łgarstwa, żeby tylko uznali moje racje. Zmieniał się szyk zdań, ale emocje rosły.

 

   I co?

I kawał o sekatorze.

Jak ktoś nie zna, to polecam: http://humor.nf.pl/Ciekawostka/2633/Sekator/Rolnik-John-sekator-sasiad-dowcip/

 

   Pan recepcjonista wziął mój dowód, zapytał czy mam skierowanie,  obejrzał. Sprawdził nazwisko lekarza, oddał dowód, poprosił o 15 zł. Koniec.

 

    Tak mnie zamurowało, że jak żona Lota zastygłam na kilka chwil... No, taki afront!

   Z ogromnym niedosytem powędrowałam do gabinetu...

 

(Przyjaciel twierdzi, że moja sława już idzie przede mną i na monitorach we wszystkich recepcjach Polski moja twarz widnieje jako tapeta, z napisem: „Nie protestować! Zgadzać się na wszystko!”

Złośliwy gnom!)

 

   Ale potem mogłam wreszcie zacząć swój pierwszy dzień wolności. Obiad został z wczoraj, więc zero pichcenia. Po obiedzie Obcasy Extra i kieliszek wina. Tylko trzeba je było najpierw otworzyć...

   Los naprawdę miał coś dzisiaj przeciw mnie. Najpierw jedna dźwignia korkociągu została mi w rękach... Rozleciał się, ze starości chyba.

Ale że był dobrze wkręcony, spróbowałam wysmyknąć korek siłą mięśni (po Chodakowskiej bicepsy  ho,ho..!) i......

Butelka wypadła mi z rąk i pieprznęła o terakotę. Całe 0,7 litra poszło się...

 

   No, to zamiast na fotel z kieliszkiem w ręku, najpierw na szmatę...

Na szczęście w domu było jeszcze inne wino i inny korkociąg, nie musiałam więc zbierać na ścierkę i wyżymać:))) W jakim to było filmie?

 

   A na sam koniec wzięłam się za malowanie paznokci, ale po czwartym zmyciu poddałam się. Nie na moje zdrowie dzisiaj. Umęczona jak koń pociągowy powlokłam się łazienki... Tak to zaczęła się ta moja wolność...

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska http://terapia1967.nazwa.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 

 


Podziel się

komentarze (29) | dodaj komentarz

A żebyś...!

niedziela, 22 czerwca 2014 13:24

 

   No nie, nie powiem tak jak Bosacka do swojej wagi: "A, żebyś zdechła!"

   Tak źle nie życzę żadnej żywej istocie, Chodakowskiej też nie. Choć nie ukrywam, po piątej minucie ćwiczeń w tyłomózgowiu zaczyna kołatać taka myśl...

 

   Jak ta baba przekonała tysiące kobiet, że warto z nią ćwiczyć? Przecież wystarczy pierwszy trening, żeby się załamać.

„Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy”...  

Szkielet, to ona, (żyła przebrzydła, bez grama tłuszczu, na brzuchu wklęsła)!

Bez serc – też ona.

Bez ducha – JA.

 

  I do tego te teksty... „Uśmiechnij się, jakby ci ktoś robił zdjęcie”. „Czujesz, jak przyjemnie..?”. To się wkrótce stanie twoim uzależnieniem...”.

MILCZ!!!..., krzyczy człowiek skatowany na dywanie.

    Po pierwszym treningu, kiedy próbowałam dotrzymać jej tempa, dostałam niemal zapaści. Mdłości, bezdech i ból we wszystkich częściach ciała. Na drugi dzień było tylko gorzej. Ponadrywane więzadła i ścięgna błagały, żeby zostawić je w spokoju.

   Posłuchałam. Moje ścięgna są dla mnie ważniejsze, niż jakaś celebrytka!

 

   Po dwóch dniach mogłam się znów schylać, więc wróciłam do ćwiczeń. Tym razem poszło mi lepiej, obyło się bez mdłości i czołgania do fotela po zakończeniu. Co nie znaczy, że nie chciałam umrzeć.

 Pamiętam taki jeden moment, kiedy tkwiłam w pozycji „deski”, a mój kontakt z podłogą ograniczał się do nadgarstków i paznokci u stóp. I kiedy tak wyprężona jak struna liczyłam sekundy, nagle na moim bicepsie... usiadł komar...

    No, szlag by cię trafił! - pomyślałam bez skrupułów! A potem :

- A spróbuj, gadzino, wbić się w te muskuły napięte do granic możliwości! Trąba ci pęknie, a nie dasz rady się przebić!

Nie dał. Odleciał.

 

   Najgorszy jest moment, kiedy kończy się kolejny 6-minutowy filmik. Ja padam, ona też  sapie spocona, ale gada: Nie ostygaj! Przechodź do następnego zestawu!

A ty, małpo teraz co? – ja się pytam się (jak mówiła była posłanka Rokita).

 - na kanapę i drink z parasolką??? A kto sprawdzi, co ty teraz robisz? –  mielę w ustach przekleństwa...

 

    Siódmy dzień...

Siódmego dnia to nawet Pan Bóg odpoczywał...

 „Po to Pan Bóg dał niedzielę,

by po tygodniowym trudzie,

pomodliwszy się w kościele...”  kto zna zakończenie?

 

     Ale nie dla mnie! „Walcz! Nie poddawaj się! Efekt zobaczysz już po dziesięciu dniach!” brzęczy jak mantra z ekranu.

Walczyć? To nie jest walka. To martyrologia jest! To jest ludobójstwo! Jak odbieranie dzieci rodzicom... DOBIJCIE MNIE!!!!!

Dooobra, zagalopowałam się...

 

   11-sty dzień. Waga pokazuje pół kilo WIĘCEJ, zamiast (co najmniej) 6 kilo mniej! W obwodzie się nie zmieniło, może tylko jestem bardziej płaska z przodu. To znaczy nie idzie mi już w brzuch, tylko na około. Jeszcze trochę wytrzymam, a potem dopadnę tę wydrę i tak jej powiem...!

 

Już ja jej powiem...!!!

 

 

ewa_chodakowska_zdradza_kolejny_sposob_219145.jpg

http://www.glamki.pl/diety-i-fitness/fitness/cwiczenia-ewy-chodakowskiej-na-plaski-brzuch-i-piekna-sylwetke,96_6767.html

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska http://terapia1967.nazwa.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (36) | dodaj komentarz

Tramwaj czyli pociąg, czyli... pożądanie

wtorek, 17 czerwca 2014 21:19

Fot_Bartek_Warzecha_DSC6136.jpg

http://www.teatrateneum.pl/?p=12264

 

    Kolejny sukces Teatru Ateneum w Warszawie, a do tego znów Tennessee Williams. Nie wiem czy to przypadek, że jednocześnie Teatr Narodowy i Ateneum wzięły się za te dwie amerykańskie cegły (Kotka na gorącym... i Tramwaj zwany...) i wystawiły je w odstępie 3 miesięcy. W każdym razie obydwu wyszło to znakomicie.

    Jacek Poniedziałek po raz kolejny sprawdził się w roli tłumacza i za to ma u mnie wielki szacunek. Nie uważałam go nigdy za wybitnego aktora,  dobrze, że zaczął działać na innym polu.

   A już zupełną niespodzianką było to, że z reżyserią znakomicie poradził sobie Bogusław Linda, a jest to dopiero jego drugi spektakl w teatrze.

 

   Spektakl jest bardzo współczesny, brutalny, chwilami wulgarny, ale tekst pasuje do sytuacji. Przyznam, że nie widziałam żadnej innej wersji w teatrze, na kreację Wilhelmiego było dla mnie zdecydowanie za wcześnie (59 r), więc tak naprawdę moja wiedza o „Tramwaju...” sprowadzała się do filmu z 51 r. z udziałem Vivien Leigh i Marlona Brando. Notabene, miałam swoje uwagi do nich obojga. Brando wydał mi się zbyt inteligencki, nie pasował do roli brutalnego chama, jakim był Stanley Kowalski. A Vivien, mająca wtedy 37 lat bardziej kojarzyła mi się ze starą wariatką po 70-tce, udającą młodą kobietę. Bariera językowa też z pewnością nie ułatwiała właściwego odbioru.

 

    W Ateneum rolę Blanche zagrała Julia Kijowska (l.33), zaś partneruje  jej Tomasz Schuchardt. Reszta nazwisk jest mało mówiąca, ale trzeba przyznać, wszyscy byli świetni.

 

 

    Osobom które do Atenum mają możliwość zajrzeć, gorąco polecam prawie 2,5 godziny ciężkich emocji. Chociaż tego permanentnie chlejącego i klnącego towarzystwa  nie zaprosiłabym do grona znajomych na Facebooku, jednak nagromadzenie emocji, a zwłaszcza sposób ich zagrania powala na kolana.

    Jestem głęboko uzależniona od dobrego aktorstwa. Za świetnie zagraną sztukę oddałabym najlepsze perfumy, a za źle zagraną odczuwam żądzę odwetu. A tu...

   Chłonęłam każde słowo z ust panny Kijowskiej, widziałam w niej trochę młodą Jandę, ale też absolutnie wielką indywidualność sceniczną. Obawiałam się tylko trochę tego, o czym ona sama mówiła kiedyś w wywiadzie w Wyborczej – że ma problem z dykcją.

   Fakt, kiedyś miała. Kiedy wsłuchiwałam się w jej dramatyczną rolę pacjentki u psychoterapeuty (Radziwiłowicz) w serialu „Bez tajemnic”, musiałam wytężać słuch.

   Już tego nie ma, bo mimo krzyku albo przeciwnie – szemrania pod nosem, można było zrozumieć każde słowo. Fakt, siedziałam w II rzędzie, ale co mnie obchodzą ci z dziesiątego? Jeśli miałabym oglądać z dziesiątego, to wolałabym poczekać na następny termin. Jak ludzie mogą coś poczuć na końcu sali? Nie tylko zobaczyć, usłyszeć, zrozumieć, ale poczuć...?

 

   O Jezu, jaka ona jest zdolna... Jest wprost stworzona do trudnych ról, takich jak Blanche. Tego nie zagrają śliczne niunie typu Żmuda-Trzebiatowska czy Glinko-podobne. Właśnie TO ją upodabnia do ról młodej Jandy – niezgoda na ten świat, poczucie zmarnowanego życia, próba odbicia  się za wszelką cenę i ucieczka... Nieudana.

   Blanche konfabuluje żeby nie zwariować, tworzy swoją historię, która daje jej złudzenie, że nie zawsze było tak źle i że jeszcze będzie pięknie. Ale właśnie to sprawia, że pogrąża się w szaleństwie, z którego wyjście jest tylko w jednym kierunku – do szpitala psychiatrycznego...

 

   Uch... nerwy mnie jeszcze bolą.

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska http://terapia1967.nazwa.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

Pijak poeta...

czwartek, 12 czerwca 2014 17:51

 

   Ludzie dzielą się na abstynentów i całą (większą) resztę.

Ta reszta wg mojej przyjaciółki dzieli się na alkoholików i pijaków, do których prawdopodobnie się zaliczamy.

   Jakoś mi to nie przeszkadza, przeciwnie, będę bronić swojej codziennej lampki czerwonego wina jak niepodległości. Wprawdzie sama nie używam wielkiej filozofii do uzasadnienia swojego „nałogu”, ale zachwyca mnie inwencja niektórych pijaków, którzy przykładowo w taki oto poetycki sposób pochylają się nad kwestią drinków:

 

„Zastanowił się więc, czym właściwie jest pozycja, jaką zajmuje, i następny szok spowodował, że prawie rozlałby drinka.

   Szybko, zanim mogłoby mu się przydarzyć coś złego, wlał go sobie do gardła. Natychmiast wypił następnego, który miał pomknąć za pierwszym i sprawdzić, czy dobrze mu się wiedzie. (...)

   Posłał w dół gardła trzeciego drinka, który miał sprawdzić, dlaczego drugi nie wysłał jeszcze raportu o samopoczuciu pierwszego. (...)

   Czwartego drinka posłał w dół drugą krtanią z zadaniem przerwania trzeciemu wagarów, zawarcia z nim sojuszu i wspólnego nakłonienia drugiego, by wziął się w garść. Wszystkie trzy miały rozpocząć poszukiwania pierwszego, miło z nim porozmawiać, może nawet coś mu zaśpiewać.

   Nie był pewien, czy czwarty drink wszystko zrozumiał, dlatego posłał za nim piątego, który miał mu jeszcze raz dokładnie wytłumaczyć plan, i szóstego dla moralnego wsparcia”.

 Autostopem przez galaktykę   Douglas Adams

 Prawda, że ładne?

 

   A poza tym - na drinka można także patrzeć. Tak oto rozpuszcza się kostka lodu w bułgarskiej Mastice. Dla niewprawionych informacja, że to anyżowy mocny alkohol, czysty jak Wyborowa. Kto wie, dlaczego tak się dzieje, gdy wrzuci się do niego kostkę lodu? Dla ułatwienia dodam, że podobnie zachowuje się likier Cointreau i parę innych trunków tego typu.

 

Chemicy i rasa pokrewna MILCZEĆ!

 

mastika.jpg

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska http://terapia1967.nazwa.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-        Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (31) | dodaj komentarz

Unijne wygłupy

piątek, 06 czerwca 2014 18:27

 

Chyba mnie szlag trafi!

 

   Mogłam znieść idiotyczne pomysły, że ogórek musi mieć precyzyjnie określoną krzywiznę, inaczej powinien iść do kosza. A brzoskwinie taką czy inną średnicę, a jaja być mniej lub bardziej eliptyczne.

   Narzucona przez Unię zamiana zielonej strzałki do skrętu w prawo ze sztywnej na migającą  (po pierwszym okresie buntu i spluwania przez lewe ramię), teraz mi zwisa i faluje, bo i tak skręcam, bez względu na to, czy się pali, czy nie. Uważam, że znacznie większym niebezpieczeństwem jest to, co mamy teraz – najpierw człowieka trzymają do granic wytrzymałości na czerwonym, wreszcie zapala się ta cholerna strzałka, więc rura! A tam właśnie wchodzą na pasy piesi. Sama na początku o mało nie rozjechałam jakiejś kobiety, bo tak miałam dość stania. Więc teraz po prostu spokojnie skręcam, uważając na wszystkich wokół. I nie muszę dużo uważać, bo piesi i tak wtedy stoją! Czy to ma sens?

 

I niech mnie teraz aresztują, proszę bardzo!

 

   Wiele idiotyzmów znoszę, Bóg mi świadkiem. Znoszę zmuszanie ludzi do malowania podłóg wodną dyspersją, chociaż wszyscy wiedzą, że po roku tego lakieru już nie ma. Natomiast nie wszyscy wiedzą, że poliuretanowe dyspersje zawierają rakotwórcze monomery, o czym cicho sza!, bo a nuż przestanie się je kupować i wróci do starych, rozpuszczalnikowych lakierów. Te drugie śmierdziały przez 3 dni, ale potem służyły przez lata. No, ale przecież nie o to chodzi, żeby coś służyło przez lata, tylko żeby wciąż kupować nowe.

 

   Z tego samego powodu wprowadzono zakaz lutowania przy pomocy ołowiu, tak jak to robili nasi pradziadowie i dziadowie... Teraz mamy lutowanie bezołowiowe, czego następstwem są tzw. zimne luty, które szlag trafia przy byle wstrząsach czy nawet zwykłym użytkowaniu. Kiedy padnie wam sprzęt grający, telefon czy czajnik elektryczny, to niekoniecznie była w tym zła wola producenta. On po prostu był zmuszony zrezygnować z lutowania metodą tradycyjną, inaczej nie mógł dostać homologacji. W efekcie często nie mamy innego wyjścia, jak tylko kupić nowy sprzęt. Stary ląduje na wysypisku w Afryce, a Unia się cieszy, że chroni środowisko przed oparami ołowiu. Śmiechu warte!

 

    Ale jednego im naprawdę nie daruję. Właśnie przeczytałam, iż Unia ma zamiar wprowadzić zakaz stosowania 100 (stu!) substancji w perfumach (do tej pory zakaz obejmuje 26), w tym pozornie tak niewinnych jak olejek z mchu dębowego, olejek z limonki i – róży. No, gratuluję i już widzę, jak się ucieszy Bułgaria, której ten olejek różany został się chyba jako jedyny produkt eksportowy.

 

   Zagraża to istnieniu takich wiekopomnych perfum jak Chanel  5, produkowanych od 93 lat. Akurat na Chanel mi nie zależy, ale na liście zagrożonych, można powiedzieć – ginących gatunków znajdzie się również mój ukochany Angel, Thierry Muglera!!!

   Jak to, słynna błękitna gwiazda ma odtąd zawierać – co? Spirytus z cytryną?

 

Angel.jpg

 

 

   Powodem jest rzekome działanie alergiczne. To, że substancje te MOGĄ działać alergicznie jedynie na 1-3 % populacji jakoś nie przekonuje decydentów. Nie interesuje ich, że zastąpienie naturalnych olejków syntetykami niesie jeszcze większe niebezpieczeństwo uczuleń.

 

    Więc ja protestuję! Jako alergik uczulony na WSZYSTKO, nigdy nie miałam najmniejszych problemów z Angelem i nie pozwolę sobie go wydrzeć! Bo to jest jedna z ostatnich rzeczy, która odbiega od zunifikowanych pomidorów, kukurydzy z GMO i idealnie krzywych ogórków.

„To nie jest zapach tramwajowy...” powiedziała kiedyś sprzedawczyni.  I miała rację.

Więc będę walczyć, do ostatniej błękitnej kropli...

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska http://terapia1967.nazwa.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 28 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 846 683