Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 314 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2844767
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12563
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2352 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Dwa światy

czwartek, 25 czerwca 2015 10:38

 

   Podobno mam się przyzwyczajać do roli babci…

Nie, żeby coś było w drodze, przynajmniej ja nic o tym nie wiem, ale….

 

   Taką wskazówkę otrzymałam od młodej matki, którą uważa(-ła)m za swoją przyjaciółkę, mimo potężnej różnicy wieku. I nadal chciałabym uważać, jednak warunki chyba muszą być nieco zreformowane.

   Spotkanie, zwłaszcza jeśli rzadkie, musi przecież przynosić zadowolenie obu stronom. A jak tu czuć przyjemność ze spotkania, w którym głównym bohaterem nie jestem ani ja, ani ona, tylko 2-letni bobas?

Przemiły i uśmiechnięty, ale jak to 2-latki mają w zwyczaju - niemożliwie absorbujący.

 

   Więc kiedy ja próbuję coś powiedzieć, w połowie zdania młoda matka zaczyna karmić małego, zmieniać mu pieluchę czy zdejmować go sobie z głowy, na którą się wspiął. Jakoś trudno wtedy uwierzyć w tekst powtarzany jak mantrę:

- Ależ ja ciebie słucham.

 

   No, nie bardzo. Wprawdzie my kobiety mamy oczy dookoła głowy i potrafimy ogarniać różne rzeczy naraz, jednak o sensownej wymianie zdań nie ma tu mowy. Bo młoda matka co chwila też zwraca się do małego z pochwałą, naganą czy propozycją, a ja zawieszam wtedy głos, bo nie lubię gadać do ściany...

 

   Nie chcę wyjść na starą zrzędę, która nie lubi dzieci i wszystko jej przeszkadza. Mnie nie przeszkadza na przykład karmienie niemowląt piersią w parku, nie widzę w tym nic nieprzyzwoitego. O, to zdjęcie trochę poczekało na publikację, ale się doczekało. Taki pomnik w małym miasteczku w Serbii, proszę bardzo:

 

20150430_183924.jpg

 

   Ale już małe dzieci w restauracji, zwłaszcza wrzeszczące albo rzucające się obsłudze pod nogi, budzą we mnie spore rozdrażnienie. Naprawdę nie ma obowiązku wszędzie zabierać ze sobą maluchów, kiedy ani rodzic nie będzie miał spokoju, ani osoby w bezpośredniej bliskości. Co innego w pociągu czy samolocie, tam nie ma wyboru. Ale po co zabierać małe dzieci do restauracji? Albo zjeżdżać z niemowlętami w nosidełku na nartach ze stromych stoków, czy wspinać się przy zmiennej pogodzie w Wysokich Tatrach?

 

      Może gdybym faktycznie teraz miała pod opieką jakieś dziecko, wnuka albo coś, byłoby mi łatwiej się przystosować.         

   Ale nie mam, za to mam potrzebę pogadania od serca z przyjaciółką, bo po to się przecież spotykamy. A tu tylko karmienie, mycie pupy, całowanie, znów karmienie, znów przemywanie albo rozcieranie guza, a tatuś spokojnie siedzi za ścianą... Jezu.

   Czemu młode matki myślą, że cały świat staje w miejscu, z chwilą powicia młodych? Przecież ludzie mają różne potrzeby i różne priorytety. Kiedy one się spotykają we własnym gronie z dziećmi, to temat rozmów jest jakby z góry narzucony. Ale kiedy umawiają się z kimś, komu temat zupek, kupki i kolki jest kompletnie obcy, powinny to też zrozumieć i jakoś to inaczej zorganizować.

 

Czy naprawdę to ja jestem nietolerancyjna?

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Miła odmiana

piątek, 19 czerwca 2015 8:50

 

   Ostatnio mało religijna jestem, mój kontakt z kościołem ogranicza się raczej do ślubów i pogrzebów (częściej to drugie). Nie piszę więc, a od czasu zakneblowania księdza Lemańskiego również nie czytam nic, co się z kościołem wiąże.

 

   Nie podzielam jednak teorii, że religia to „opium dla mas” w sensie pejoratywnym. Skoro opium uśmierza ból i też coraz większą mamy szansę na legalizację leczniczej marihuany, to religia niech sobie będzie tym leczniczym opium. Niektórym jest naprawdę potrzebna.

 

   Dziś mnie naszło, żeby napisać o tym parę słów, bo z racji obowiązków rodzinnych weszłam w kontakt z kościołem, który akurat spełnia moje wyobrażenia o tym, jak powinna wyglądać ta instytucja.

   Kościół mieści się w mazurskim Pasymiu i nie tylko robił za tło w filmie „Cudownie ocalony” ze znakomitym Opanią, ale w jego wnętrzach rozgrywa się też sporo scen z „Domu nad rozlewiskiem”. Ma raptem 140 lat, ale może się podobać. Może ktoś rozpozna?

 

  pasym4.jpg

 

pasym1.jpg

 

pasym2.jpg

 

   Jednak nie celebrycka przeszłość jest przyczyną mojego podziwu. Kościół to przecież nie mury, tylko ludzie, którzy go prowadzą.

    Eks-proboszcz, uroczy starszy pan, Sybirak zresztą, jest już na emeryturze, ale oprócz zbierania na tacę wygłasza czasem kazania. Ostatnio miałam okazję wysłuchać - było krótkie, treściwe, napisane zrozumiałym językiem i generalnie można je streścić tak: nie po to chodzisz do kościoła, żebyś się na klęczkach podlizywał Panu Bogu. Zapytaj siebie, do czego ci ta msza jest potrzebna, co masz do zrobienia w życiu, po co żyjesz. Dla mnie bomba!

 

   Proboszcz też zawsze podczas mszy spowiada i tu kolejna rzecz mnie zafrapowała - kiedy zasiadł w konfesjonale, sporo osób ruszyło w jego stronę. Zanim zdążyliśmy wyrecytować kolejną modlitwę, te osoby już wracały(!). Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś spowiadał w takim tempie.

   Teorie są dwie - albo staruszek wyrzuca kolejnych grzeszników na zbity ryj, gdyż wina ich jest niewybaczalna, albo przeciwnie - uważa, że kto przyszedł się spowiadać, już przeprosił Pana Boga i nie sensu deliberować.

 

   Patrząc na niego wybieram opcję drugą. Ten typ tak ma. Po wypadku mojego taty przyjeżdżał do nich 8 kilometrów przez las, żeby podnieść moją mamę na duchu, a i teraz zawsze mijając moich rodziców zatrzyma się i zagada. Mama się zaraz rozkleja, bo przecież nawet nie jest miejscową parafianką, a jedynie letniczką.

   Tak więc grzesznicy - zapraszam do Pasymia!

(Nota bene zawsze zastanawiam się, z czego spowiadają się starowinki z laseczką, dla których chyba nawet uklęknięcie w konfesjonale może się skończyć nieszczęściem…)

 

   Ale już kompletny szok przeżyłam, kiedy dwa tygodnie temu w ramach ogłoszeń parafialnych nasz proboszcz  w imieniu pastora kościoła ewangelicko-augsburskiego zaprosił wiernych na uroczyste nabożeństwo dokładnie w Boże Ciało, na godz. 11.00, mimo że od 11.30 miała się zaczynać procesja w TYM katolickim kościele.

 

  Na jednej ulicy w Pasymiu stoją trzy kościoły i wszystkie żyją ze sobą w zgodzie, nawet ze świadkami Jehowy. Ten katolicki został zbudowany z cegieł bezpłatnie ofiarowanych przez właściciela pobliskiej cegielni, który był EWANGELIKIEM! I na jego parceli!

To ci dopiero ekumenizm!

 

PS. Msza niedzielna trwa tu 35 minut. Razem z ogłoszeniami.

PPS. Przez całą mszę pod sklepieniem kościoła tłukła się jaskółka. „Zwabiona w chłód katedry…”

 Pasym3.jpg

  Panorama Pasymia. Na pierwszym planie kościół ewangelicki, z prawej zabytkowa wieża ciśnień w kształcie tulipana.

 

 


Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

Kukułcze dzieci

czwartek, 11 czerwca 2015 11:13

 

   Wiem, wiem... Że zawsze należy wysłuchać drugiej strony. Że nie należy ferować pochopnych wyroków bez uwzględnienia czyichś argumentów.

   Ale są rzeczy, których nie da się usprawiedliwić, i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.

 

   Oto w Trójmieście powstaje przedszkole całodobowe, a wkrótce także WEEKENDOWE, o nobilitującej nazwie LITTLE HARVARD.

Wprawdzie jak się dzisiaj dowiedziałam, instytucje takie istniały np. w Lublinie już 10 lat temu, ale nie będziemy się spierać o pierwszeństwo.

   Pytanie podstawowe brzmi - jak mogło dojść do stworzenia takiego rozwiązania, które generalnie służy wyłącznie rodzicom?

 

    Ktoś kto nie pracował w przedszkolu, nie ma pojęcia, jak cierpią 3-4-latki, które muszą zostać tam trochę dłużej niż inne dzieci.

   Ja pracowałam, więc wiem. Pamiętam półprzytomne maluchy podrzucane już o  6.00 rano i odbierane o 17.00. Tak, ale to miało miejsce w przedszkolach państwowych, gdzie rodziców i tak nie byłoby stać na zapewnienie innej opieki.

Tutaj mamy do czynienia z opłatą jak w porządnym hotelu - 150 zł za noc!!!. 

 

   Co z tego, że dziecko zna miejsce, bo chodzi tu w dzień? Chodzić w dzień i bawić się ze znaną grupą to jedno, a zostać sam jak palec w pustej sali na noc, to drugie. Przecież tylko nieliczne dzieci będą tu nocować (taką przynajmniej żywię nadzieję).

   Wiele dzieci bardzo źle znosi nawet leżakowanie. Pamiętam chłopca, który za nic nie dawał się położyć na leżaczku i groził, że "mnie wytrze gumką z tej bajki!"

   Mój mąż za młodu był w przedszkolu dwa razy. Przy pierwszej próbie położenia go do spania po obiedzie dostał histerii, bo uważał, że jeśli zaśnie, to już tu zostanie na zawsze. Druga próba skończyła się tym, że rozplątał siatkę na wybiegu i prysnął do domu. Więcej go nie posłali.

 

   Jak tu wyobrazić sobie traumę malucha, który musi się naprawdę kłaść do spania nocnego? Kto mu poczyta bajkę, zaśpiewa kołysankę? 

   Czy nie kojarzy się wam z oddawaniem psa do przechowalni, zwanej eufemistycznie "hotelem dla zwierząt"? Akurat znam ludzi, którzy oddawali tam psa zawsze podczas urlopu, a także świąt i Sylwestra. Normalny to ten pies z pewnością nie był.

   Stąd już tylko krok do instytucji rodziców zastępczych? Poznaliśmy kiedyś parę Polaków, którzy w Anglii prowadzili taki dom. Ale nie był to dom dla sierot czy dzieci wyrwanych z patologicznych domów. To były tylko dzieci tzw. problemowe, jedno z ADHD, drugie autystyczne itp. Ich rodzice zabierali je na weekend do domu raz na kilka tygodni, potem znów wracały do swoich opiekunów. Rodzice po prostu nie radzili sobie z nimi, więc podrzucali je jak kukułcze jaja obcym ludziom. Jakaś zgroza.

 

   Wiem, wiem... Są rodzice, którzy muszą pracować w nocy czy w weekendy. Ale nikt mi nie powie, że jeśli rodzic może zapłacić 150 zł za noc, to nie może także poszukać życzliwej osoby, która tę noc z dzieckiem spędzi w domu. Wystarczy się trochę wysilić, przeskanować okolicę, pogadać z dozorcami i ktoś musi się znaleźć.

Można zainstalować kamerę w domu, jeśli nie mamy zaufania do obcej osoby.

   A kto zagwarantuje, że panie w przedszkolu akurat są zawsze takie miłe i serdeczne, zwłaszcza jeśli dziecko będzie źle znosić to porzucenie? 

 

   Są różne sposoby na ułatwianie życia dorosłym. Są też granice, których nie powinno się przekraczać. Wydaje się, że to się właśnie dzieje. 

 

  A moja sroka wciąż przylatuje do zniszczonego gniazda, żeby sobie przy nim ... posiedzieć. Jej chyba nie przyszłoby do głowy oddać dzieci do całonocnego przedszkola...

 

P1070634.JPG

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (30) | dodaj komentarz

Nocne wesele

czwartek, 04 czerwca 2015 11:12

Co za noc, co za noc...

 

   Czwarta rano. Budzi mnie deszcz na policzkach... Nie, to tylko złudzenie, że po twarzy spływają mi krople deszczu. Po twarzy, i na ślubną suknię...

Jaką, kurna, ślubną suknię???

Co się dzieje?!

 

   No tak, miałam obłędnie wyrazisty sen. Jeszcze parę chwil po wybudzeniu widziałam każdy jego szczegół. Nauczona doświadczeniem, ledwo widząc na oczy, brajlem popełzłam po kartkę i długopis, żeby to zapisać.  

Niech mi ktoś pomoże zinterpretować ten sen.

 

   Ślub był mój, to nie ulega wątpliwości. Byłam w nim, że tak powiem, w kwiecie wieku, czyli na ślub w sam raz.

   Suknia wisiała naszykowana, może trochę zbyt barokowa, ale to co do niej dołożyłam, nawet Johna Galliano przyprawiłoby o ból zębów. Jakieś wisiory, korale, naszywki, a nawet - wiecheć kwiatów w celofanie!!!!!!! Kicz międzyplanetarny! Boże...

  A przecież sukienkę w realu miałam prostą jak giezło Zosi w Panu Tadeuszu! Czasy były ciężkie, coś tam żeśmy z mamą same wymodziły. A tu - bal przebierańców! Love Parade!

   Makijaż też (we śnie) zaczęłam sobie sama robić, pamiętam wyraźnie te czarne malunki wokół oczu, które tak wdzięcznie upodabniają niektóre celebrytki do pandy.

 

   Ceremonia miała miejsce w malutkim kościółku, tak malutkim jak serbskie cerkiewki ze Świętej Góry. Na ścianie freski, mocno nadgryzione zębem czasu. Kiedy weszliśmy do środka, z sufitu zaczęło kropić. Okazało się, że dach jest dziurawy, a może nie ma go wcale...

    Skąd ten deszcz w moim śnie? Czy to wspomnienie mojego prawdziwego ślubu, kiedy faktycznie zaczęło padać i pokrzyżowało nam to szatański plan pojechania na Uniwerek autobusem? Prosto z ceremonii.

 

   A może to jednak wspomnienie świeższe, bo wczoraj miałam inną przygodę. Pojechałam w delegację na drugi koniec Polski. Wstałam wcześnie rano, żeby umyć głowę i pracowicie ułożyć fryzurę. Z pięknymi lokami jadłam śniadanie, obserwując jak za oknem równie pięknie leje.

   Jednak kiedy znalazłam się pod zakładem, deszcz ustał i słońce zaczęło się przebijać przez chmury. Szczęśliwa, że moje loki są uratowane, ruszyłam dziarsko pod bramę. Kiedy tam dotarłam i otrzymałam regulaminową przepustkę, znów zaczęło padać, a miałam do przejścia niezły kawałek. 

Nie ma co się oszukiwać, 400 metrów w deszczu zamieniły Farrah Fawcett w czarownicę z Salem...

   I wrażenie, jakie zamierzałam zrobić na kliencie, szlag trafił!

 

   Wracając do mojego snu - jakby absurdu było nie dość - wyciągnęłam aparat fotograficzny. Na ślubie, jak by nie było, robi się zdjęcia! Jakąś resztką zdrowego rozsądku doszłam jednak do wniosku, że chyba fotografowanie samej siebie może być utrudnione, w końcu to MÓJ ślub! Niewiele myśląc przekazałam aparat... przyszłemu oblubieńcowi, nie zważając na obecność dorosłego już syna (?), który przecież fotografią para się zawodowo.

   Skąd dorosłe dziecko na ślubie? Przecież nawet małego, nawet całkiem maciupkiego jeszcze wtedy nie miałam!

 

I tak dalej.

Kiedy się obudziłam, pomyślałam, że w całym tym absurdzie przynajmniej jedna rzecz się zgadzała - mąż był ten sam. Uff...

 

 I tylko latającej kozy z kontrabasem brakowało, i kury wielkiej jak kurnik...

 

 blog_ge_3787206_4809593_tr_marc_chagall_2.jpg

Marc Chagall "Ślub"

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (24) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 844 767