Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 314 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2844758
Wpisy
  • liczba: 577
  • komentarze: 12563
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2352 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Edukacja seksualna, pożal się Boże...

czwartek, 30 lipca 2015 10:01

 

 

Wojny-plemnikow-Niewiernosc-konflikt-plci-oraz-inne-batalie-lozkowe_Robin-Baker,images_product,0,83-Wojny-plemnikow-Niewiernosc-konflikt-plci-oraz-inne-batalie-lozkowe_Robin-Baker,images_product,0,83-7120-766-2.jpg

 

"...Ledwie zamknęli za sobą drzwi, zaczęli się całować i ściągać z siebie nawzajem ubrania. Nie zdążyła dobrze odetchnąć a już leżeli nadzy na podłodze, on zaś kończył w niej wytryskiem..."

 

   Nie no, spokojnie, nie mam zamiaru popularyzować pornografii. To tylko jedna ze scenek zawartych w książce Robina Bakera  pt. "Wojny plemników". Scenki przedstawione są nad wyraz realistycznie, ale nie zawsze przedstawiają namiętne zbliżenia. Dotykają też gwałtów i przemocy w ogóle i służą zobrazowaniu ważnych treści..

   Robin Baker jest zoologiem. Może to wywołać drwiny, ale czymże jesteśmy my ludzie, jak nie częścią fauny tej Ziemi? Zresztą jego książka wprawdzie nawiązuje do pewnych podobieństw naszych seksualnych zachowań do zwierząt, jednak została napisana na bazie rzetelnych badań, tysięcy wywiadów i ankiet, przeprowadzonych z ludźmi.

 

    To co Baker zawarł w książce, wywraca do góry nogami naszą wiedzę na temat rozmnażania i fizjologii w ogóle. Dlaczego nawet żyjąc w dobrym związku, odczuwamy pokusę niedochowania wierności? Po co "mężczyźni podczas każdego stosunku wyrzucają z siebie wystarczającą liczbę plemników, aby zapłodnić całą populację USA, i to dwukrotnie?"  A dlaczego mężczyzna nie mający ze swoją partnerką kontaktu przez tydzień, wyrzuca 600 mln plemników, a inny tylko 300? Itp...

     Bez odpowiedzi na te pytania można żyć. Ale dobrze jest wiedzieć, że zaledwie 1% (JEDEN PROCENT!!!) z tych 300 czy 600 milionów plemników stanowią płodni zdobywcy. Cała reszta to blokerzy, zabójcy, armatnie mięso, w niczym nie przypominający tych znanych z lekcji biologii zgrabnych atletów z ładną główką i prostą witką. Przynajmniej polowa z nich to armia dewiantów z garbem na plecach, witką złamaną albo skręconą w spiralkę, podwójnym lub - o zgrozo - potrójnym łbem itp.

   Ciarki chodzą po plecach. Choć nie mogłam powstrzymać chichotu, kiedy przeczytałam, jak to osobniki z tej grupy po wtargnięciu do środka rozpraszają się w śluzie, osiadają, "a wiele z nich natychmiast zwija ogonki, jakby się spodziewały długiego wyczekiwania"... No, czasem sobie poczekają.

 

    Wiedza na temat tych procesów wyjaśnia wiele. Dzięki niej osoby które nie mogą zajść w ciążę mogą zrozumieć, dlaczego. Te które zaszły w niechcianą ciążę, też zrozumieją, jakim prawem się to stało. A te które zaszły w ciążę, mimo iż partner był w delegacji podczas jej owulacji, nie mogą być z automatu oskarżone o zdradę.   

 

   Organizm kobiety to skomplikowany i wyrafinowany mechanizm. Częściowo świadomie, częściowo podświadomie, manipuluje nami, wbrew naszej woli. To dlatego kobieta, która uprawiała seks z mężem i tego samego dnia zostanie zgwałcona, jeśli zajdzie w ciążę, to na 99 %  z gwałcicielem a nie z mężem.  

I tak dalej, i tak dalej...

 

   A piszę o tym (nie po raz pierwszy, wiem), bo książka Bakera mogłaby stać się elementarzem, wręcz Biblią wszystkich młodych ludzi, rozpoczynających życie seksualne. Zrobiłabym z niej lekturę obowiązkową i ręczę, to byłaby to jedyna lektura szkolna, przeczytana z wypiekami od deski do deski.

 

   Bo niedobrze mi się robi, kiedy widzę kolejną przegraną batalię o właściwą edukację seksualną w szkołach. Szkliwo sobie zdarłam od zgrzytania zębami.

     Nie ma usprawiedliwienia dla ludzi, którzy swoimi idiotycznymi decyzjami ułatwiają tysiącom młodych ludzi (nie tylko dziewczyn) zmarnowanie sobie życia. Bo czym innym jest przedwczesna, nieplanowana ciąża, nielegalna aborcja lub przynajmniej przerwanie szkoły i rezygnacja z dalszego kształcenia? Nie mówiąc o chorobach, w tym HIV, którego odsetek nowych zakażeń podobno u nas rośnie, w przeciwieństwie do innych krajów europejskich.

 

   Ach, gdybym na jeden miesiąc dorwała się do ministerialnego stołka! Właściwie powinnam objąć od razu dwa - edukacji i zdrowia. Zdążyłabym wprowadzić parę nakazów i regulacji, które wydają mi się tak logiczne i oczywiste, że nie pojmuję iż do tej pory nikt na to nie wpadł.

 

   Nie ma pieniędzy na wykwalifikowanych wykładowców. Edukacją, pożal się Boże, seksualną w i tak szczątkowej formie zajmują się jakieś leśne babcie, cywilne katechetki czy nauczycielki biologii, bo nikt inny nie umie o tym rozmawiać.

   A  po co one mają to umieć?

 

   Przecież od tego są młodzi ludzie, studenci wyższych lat takich kierunków jak medycyna, pedagogika czy psychologia.

Natychmiast zagoniłabym to towarzystwo na bezpłatne praktyki do szkół. Skoro my studiując prawo, mogliśmy stać przy taśmie produkcyjnej w Polfie, to tym bardziej oni mogliby prowadzić zajęcia w charakterze edukatorów w tak pokrewnej ich studiom dziedzinie. Korona by im z głowy nie spadła.

 

   Młody człowiek miałby o niebo łatwiejszą rolę, rozmawiając z młodzieżą. Wystarczyłoby to sensownie zorganizować, np. zacząć od obowiązkowej lektury powyższej książki. Potem „klasówka” zawierająca pytania typu:

- czy można zajść w ciążę podczas okresu?

- czy można zajść w ciążę podczas „pierwszego razu”.. itp. 

(Wiedza na ten temat czasem jest żałosna.)

 

(Od razu mnie korci pytanie

- Czy można zajść w ciążę w biegu?

- Nie można, bo kobieta z zadartą spódnicą leci szybciej niż facet z opuszczonymi spodniami.:)

 

   A potem mając odpowiedzi na te pytania młody człowiek wygłaszałby mały wykład, korygując, bez wskazywania palcami, podpowiadając i zachęcając do dyskusji.

Przecież to się dałoby zrobić! To tylko kwestia dobrej woli i organizacji.

 

   Ale biorąc pod uwagę sondaże przedwyborcze, prędzej doczekamy wycofania z aptek pigułek i prezerwatyw, niż rozsądnej edukacji seksualnej.

   No i będziemy mieć problem.

 

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

A jednak rozmiar ma znaczenie, czyli WRISTY.

czwartek, 23 lipca 2015 13:20

 

   Człowiek w masie to beznadziejny osobnik. Zamiast cieszyć się tym co ma, wciąż kombinuje żeby coś zmienić, ulepszyć. Czasem te zmiany są krótkotrwałe, po nich następuje powrót do starego, pod nową nazwą i wszyscy myślą, że zrobili postęp. Najlepszym przykładem są "tabletki z krzyżykiem", znane już naszym babkom, które wyparte zostały przez ibuprofeny, panadole i inne Bayery, po to żeby powrócić triumfalnie pod nazwą Etopiryna, ta od Goździkowej.

   I co? I działa (na moją głowę przynajmniej) lepiej, niż te wszystkie zagraniczne wynalazki.

 

   W swojej pogoni za ulepszaniem człowiek też wciąż kombinuje z rozmiarem.

   Ze średnio dużych telewizorów Rubin czy Orion przeskoczył na małe turystyczne telewizorki, które działały nawet pod namiotem. A teraz bijemy kolejne rekordy w wielkości ekranu zawieszonego na ścianie.

   Kobiety przez chwilę poczuły ulgę w stopach, kiedy Brigitte Bardotte zeszła z obcasów na płaskie baleriny. Niestety, patrząc na obcas, w którym Anna Mucha idzie po zakupy, taszcząc pod pachą swoje latorośle, widać że moda na tortury nie minęła, a tylko na chwilę przysnęła.

 

    Samochody też podlegały miniaturyzacji, zwłaszcza auta miejskie. Doszło już do absurdu, czyli Smarta, który wprawdzie ekonomiczny i łatwy do zaparkowania, jest jednak śmiertelnie niebezpieczny z momencie uderzenia.

   Ale okazało się, że małe samochody są passe i teraz trzeba jeździć "miejskimi terenówkami" czyli SUV-ami, co samo w sobie jest sprzecznością, oksymoronem po prostu. To coś jak "krzyk ciszy", albo "walka o pokój".  Nie ma na to usprawiedliwienia, z ekonomicznego ani żadnego punktu widzenia. Zwłaszcza dla kierowcy o wzroście Prezesa K., kiedy trzeba taki samochód odśnieżyć. Z DACHEM włącznie!

 

   Miniaturyzacja doprowadziła do przejścia z telefonów komórkowych wielkości maszyny do pisania, do ledwo namacalnego w kieszeni drobiazgu. Cóż, od tego też mamy odwrót, a telefony typu iPhone nie mieszczą się tam gdzie ich miejsce w torebce. A dopiero co kaletnicy nauczyli się wszywać specjalną kieszonkę, żeby kobieta nie musiała wywalać całej zawartości torby na schody, czy podłogę w autobusie, żeby znaleźć dzwoniącą komórkę. Na darmo. Teraz to tam sobie możemy włożyć co najwyżej szminkę...

 

   A co z aparatem fotograficznym? Od wielkich lustrzanek przeszliśmy do "małp", które chowały się w dłoni. Lekkie to i wygodne było, choć jakością zdjęcia oczywiście ustępowały lustrzankom. Cóż, aktualnie wracamy do dużych aparatów (na szczęście trochę lżejszych) i w tłumie turystów wręcz nie wypada wyciągnąć maleńkiej zabawki. Niektórzy jednak idą dalej i robią zdjęcia tabletami. To dopiero jest widok, kiedy nic nie widać, bo świat zasłania las rąk dzierżących ekrany wielkości deski do mięsa.

 

     Są jednak przykłady miniaturyzacji, od której raczej odwrotu nie będzie.

Proszę Państwa, poznajcie WRISTY, polską myśl techniczną.

 

https://wristy.com/

 

   To najmniejszy telefon na rynku, przeznaczony głównie dla dzieci. Samozwijająca się opaska na rękę sprawia, że telefon jest zawsze przy dziecku. Koniec z wykrętami, że został w plecaku czy w kurtce.

 

IMAG0227.jpg

 

IMAG0218_BURST002_COVER.jpg

 

   Wibruje, a więc dziecko nie może przegapić, że ktoś dzwoni. Można z nim grać w piłkę, biegać, wisieć na trzepaku (robi się to jeszcze?). Nie hałasuje, więc można go mieć w kinie i na lekcjach. Zastępuje zegarek, bo zawsze wyświetla godzinę. No i nie ma sensu go ukraść, bo złodziejowi na nic się nie przyda, w przeciwieństwie do komórek.

 

   Można się z niego połączyć z czterema numerami bliskich osób lub alarmowymi, zaś do niego może zadzwonić każdy. Trzeba tylko kupić najtańszy abonament u któregokolwiek operatora i gotowe. Koszt jest więc dużo mniejszy niż przy normalnej komórce.

   A dzwoni się  naciskając tylko jeden z czterech przycisków. Można sobie wyobrazić, jak się to przydaje w sytuacji zagrożenia, zwłaszcza kiedy dziecko ma jakieś problemy zdrowotne i wymaga stałej łączności z rodzicami.

   Osoby starsze również  mogłyby z tego skorzystać. Zdarza się, że ktoś upadnie w przedpokoju i ma problem z dotarciem do telefonu. Mając Wristy na przegubie czy na smyczy problem by zniknął.

 

Prawda że super pomysł?

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

Kocham Pana...

czwartek, 16 lipca 2015 16:48

   Wierzyłam, że może jeszcze na stare lata spotkam jakąś nową miłość, ale nie przyszło mi do głowy, że będzie miała na imię … Czesław.

Wiktor, Fryderyk, Kamil.., to rozumiem, ale Czesław?

Równie dobrze mógłby się nazywać Stachu, albo Mietek…

 

No nic, serce nie sługa.

 

   Z drugiej strony, nie był to ktoś zupełnie obcy. To ktoś jakby kolega z klasy, którego znałam od podstawówki. Jak sąsiad, któremu 6 lat temu oblałam pościel na balkonie wodą z nasturcji.

   Nowy, a jednak stary.

 

   Czesława polubiłam dopiero od X Factora, ale nawet wtedy nie miałam jakoś motywacji przyjrzeć się lepiej jego muzyce. Aż do momentu, kiedy na Youtubie trafiłam na Pożegnanie małego wojownika.

 

 https://www.youtube.com/watch?v=JsrxuY-c0A0

 

   I przepadłam. To było tak inne od jego charakterystycznych biesiadno-jarmarcznych przyśpiewek, że długo nie mogłam uwierzyć, że to on. Ale jego głosu nie da się pomylić z kim innym, nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy śpiewa po angielsku.

 

   Nie wiem, dlaczego chłopak który wyjechał z Polski w wieku pięciu lat tak źle mówi po polsku (kara dla rodziców!), ale oczywiście ma to swój urok. Może gdyby mówił „normalnie” nie zaistniałby w mediach.

   A tak nie tylko jest zabawny, ale też „załatwił” sobie społeczne przyzwolenie na łamanie reguł gramatycznych, a zwłaszcza na dziwne akcentowanie, takie jakie mu pasuje do rymu albo rytmu.

   I to też ma swój urok.

 

   Ponieważ Czesław nagrał tych płyt już pięć (w tym Czesław śpiewa Miłosza) miałam kłopot, którą kupić na początek. Padło na POP, ze względu na wspomnianego „wojownika”.

  Choć pozostałe 10 piosenek różni się zdecydowanie od tej wybranej, słucha się tego świetnie. Zwłaszcza kiedy pojawia się tam Gaba Kulka i Kasia Nosowska.

 

   Można się czepiać jego dykcji albo źle dobranego poziomu głośności muzyki do śpiewu, przez co czasem bardzo trudno jest zrozumieć tekst. Ja mu wszystko wybaczam.

 

   Zwłaszcza za to, jak zaśpiewał z Gabą Kulką przebój Bajmu - Co mi Panie dasz?

https://www.youtube.com/watch?v=sMlXbY8Tf7k

 

No więc cóż: kocham Pana, Panie C...

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Wolę miasto

czwartek, 09 lipca 2015 18:31

 

   Dawno, dawno temu popełniłam kawałek o tym, czym się różni kobieta wiejska od miejskiej, i że ja na pewno zaliczam się do tych drugich.

Zainteresowanych zapraszam na:

http://helena-rotwand.bloog.pl/id,329893335,title,Domek-na-wsi,index.html

 

   Ostatnie tygodnie były jakby potwierdzeniem, że miałam rację.

Oto okoliczności zmusiły mnie do wyjazdów na wieś i do lasu przez kilka weekendów z rzędu.

   Oprócz poczucia (po każdym powrocie), że weekendu właściwie nie było, że ktoś mi go po prostu ukradł, pozostałe konsekwencje wyjazdów to:

- liczne, choć na szczęście małe kleszcze umocowane na różnych fragmentach ciała,

- ślady pokąsania przez inne gadziny, utrzymujące się długo na skórze,

- ponadnormatywne rachunki za żywność, głównie za żeberka na grilla z dodatkami, i -  nie oszukujmy się - za flaszki.

 

   Ale najgorsze przyszło na koniec, kiedy w telewizji podali wieści o ofierze pokąsanej przez Barszcz Sosnowskiego.

Po obejrzeniu relacji do głowy uderzyła straszna myśl -  w czym ja się niby tak rozkosznie kadrowałam do zdjęcia na leśnej polanie???

Ani chybi - w barszczu!

Swoją drogą, to perwersyjna nieco myśl, że można zejść z tego świata po wytarzaniu się w …zupie.

 

 P1070629a.jpg

 

   Wiem, zaraz ktoś będzie chciał pozbawić mnie złudzeń i powie, że to roślinka niewinna, tylko podobna do Sosnowskiego. Ja tam wolę myśleć, że otarłam się o śmierć.

To mi pasuje do obrazka.

 

   Po tych strasznych przejściach zdecydowałam, że następny weekend spędzę siedząc kamieniem w domu.

Nie było trudno - akurat zaczęły się upały, więc przy szczelnie zamkniętych oknach dało się lepiej pożyć, niż na spacerze.

   Ale jako Kobieta Miejska postanowiłam jednak skorzystać z lata w mieście. Na pierwszy ogień poszedł sobotni Jazz na Starówce. Nie jestem szczególnym fanem jazzu, ale jazz z ludzką twarzą uwielbiam. Kiedyś w tym miejscu wysłuchaliśmy koncertu Avishaia Cohena, amerykańskiego Izraelity, i... odlecieliśmy.

   Tym razem miał grać Wojtek Mazolewski z zespołem, i zagrał. Niestety, nie był to ten jazz, o który nam chodziło, co nie znaczy, że nas męczył. A kiedy zamówiwszy butelkę wybornego białego Grüner Weltlinera otrzymaliśmy w gratisie taką samą butelkę czerwonego Zweigelta, całkiem już nam się podobało.

Czy w jakimkolwiek lesie dadzą Wam butelkę dobrego wina gratis? No.

   Tylko ten upał….

 

P1070753.jpg

 

P1070764.jpg

 

P1070761.jpg

Ten biały cudak był moim zdecydowanym faworytem:)

 

A z takich wózków serwuje się świeże soki owocowe. Fajny pomysł.

 

 P1070800.jpg

 

A to rumuńska orkiestra dęta:

 

 P1070784.jpg

 

I popisy street dance.

 

P1070789.jpg

 

   Następnego dnia było jeszcze goręcej. Ponieważ w moim głupim kinie grają już tylko filmy dla dzieci, jakby wszyscy dorośli w okolicy wymarli, albo cofnęli się w rozwoju, pomyślałam intensywnie, gdzie tu jeszcze jest klimatyzacja.

    Padło na teatr Polonia, który jako jeden z nielicznych, pracuje całe lato.

Akurat grali „Depresję komika” z Rafałem Rutkowskim i Adamem Woronowiczem.

   To że Rutkowski (teatr Montownia) jest urodzonym komikiem, wiadomo. Ale że Woronowicz, o wyglądzie wykastrowanego plemnika, nudnego księgowego (żywcem z „Rewersu”), w najlepszym razie urzędnika skarbowego w mieście powiatowym, potrafi być tak zabawny, przekonałam się dopiero teraz.

 

   Tekst - coś w rodzaju  „Depresji gangstera” z De Niro - nie jest  wybitny, ale zgrabnie napisany, a przede wszystkim fenomenalnie zagrany. A ja już tak mam, że genialne aktorstwo ze średnim tekstem stawiam wyżej nad genialny tekst, ale kiepsko zagrany. Bardzo dobrze się bawiliśmy.

Miasto, to jednak miasto...

 

Chociaż o godz. 21.00 wciąż było 29 stopni…

Na pociechę - w tym czasie do lasu w ogóle nie dało się wejść. Wiem z pierwszej ręki.

 

 PS. Kiedyś starówkowymi kelnerami byli nasi studenci, dorabiający na wakacjach. Dziś wszyscy mówią ze śpiewnym akcentem. Wystarczy zapytać: Białoruś czy Ukraina? Pół na pół. Nowe czasy.     

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (30) | dodaj komentarz

Marsz Zombie

czwartek, 02 lipca 2015 11:52

 

   I znów mam mieszane uczucia. Ambiwalentne takie :)

   W ostatnią sobotę czerwca już po raz dziewiąty przez warszawskie centrum przedefilował Marsz Zombie, czyli osobników "nieumarłych". Przegapiłabym to, będąc na wyjeździe, ale syn tam zajrzał z aparatem, no i już się nie dało uciec od tematu.

  

   Pierwszy Marsz w 2007 roku zgromadził 200 osób. Obecny - 15 tysięcy. Z takiej gromady dałoby się złożyć niezła partię. Ale dofinansowania z budżetu chyba by ta partia nie dostała. Liderzy wylądowaliby raczej w psychiatryku, gdyby tylko oddalili się od grupy.

 

e04b9c5334acd5b86eaf253cc11465de.jpg

 

   Idea przyszła tym razem nie z obrzydliwych USA, ale z Toronto i nie ma nic wspólnego z Halloween. Generalnie polega ona na tym, że młodzi ludzie skrzykują się  na FB, a potem wykorzystując wszelkie dostępne środki, od farb i mas plastycznych począwszy, skończywszy na szkłach kontaktowych ala Marylin Manson upodabniają się do postaci rodem z horrorów.

I ruszają w pochód. W kilku miejscach czekają na nich uzbrojeni bojownicy, którzy i tak kończą marnie, zasilając grono "nieumarłych".

 

0H8K2156.jpg

 

0H8K2231.jpg

 

0H8K2198.jpg

 

0H8K2350.jpg

 

0H8K2187.jpg

 

0H8K1912.jpg

 

0H8K2521.jpg

 

0H8K2039.jpg

 

  Wszystko to aż kipi energią, kolorami i osobiście podoba mi się bardziej niż Love Parade. Jednak próbując znaleźć jakiś motyw przewodni, cel, motywację tak dużej akcji, odbiłam się od ściany. Podobno gdzieś w świecie przy tej okazji podejmowane są próby zwrócenia uwagi ludzi na tragedie społeczne, jednak tutaj tego nie znalazłam.

   Ale jak widać nie tylko sataniści znajdą tu coś dla siebie. Siostrzyczka wyglądała na bardzo zainteresowaną:)

 

0H8K2295.jpg

 

   Poczytałam sobie za to trochę komentarzy, które w większości były negatywne.

   Ja bym tej akcji nie potępiała w czambuł. Godna podziwu jest Ilość energii, jaką wkładają uczestnicy w swoją charakteryzację. Wystarczyłaby do zasilenia niewielkiego miasta w prąd. Niektórzy powiedzą, że zamiast tracić czas na takie durnoty lepiej by się młodzi do nauki wzięli, albo chociaż przekopali w czynie społecznym ogródek. Ale inni słusznie zauważą, że to lepsze od tępego gapienia się w komputer i hejtowania bez celu.

   A najbardziej podobał mi się komentarz niejakiej Kasi:

- A ja po tym jestem w ciąży...

 

   Kiedyś młodzież przygotowywała się miesiącami do pochodów Pierwszomajowych, U mnie na prowincji przeżywaliśmy Pochód Żywej Książki. Dzień Wagarowicza w moim liceum to był prawdziwy bal przebierańców, do którego szyliśmy sobie kostiumy z zasłon i prześcieradeł.

   Teraz tego nie ma, za to mamy Pochód Żywych Trupów. Może dobre i to, zwłaszcza w dobie zamykania się ludzi w czterech ścianach i dziwaczenia w samotności? Każda forma wspólnej aktywności, jeśli nie jest "ustawką" czy paradą nazistów / kiboli, zasługuje na uwagę. Bo kiedy kontakt ze światem żywych ograniczy się tylko do klikania na FB, będzie naprawdę źle.

 

Tak myślę. A Wy?

 

 

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (22) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 844 758