Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 022 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POLECAM


MOJA KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! . . . zaczytani.pl
KSIĄŻKA JUŻ W SPRZEDAŻY! ....... Helena, 50-letnia businesswoman i Tomasz, 35-letni masażysta stóp poznają się na portalu randkowym. Przez 7 miesięcy wymieniają ponad tysiąc maili, prowadząc swoisty pojedynek na słowa i myśli, a spotkania połączone z masażem stóp dodatkowo podnoszą temperaturę. To, co początkowo miało być tylko lekką rozrywką, nieuchronnie zaczyna nabierać ciężaru. Realne sprawy ustępują miejsca wyobraźni. Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, które zaczynają żyć własnym życiem. Zabawa trwa, dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli...

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, t...

więcej...

Zaczęło się od "Opętania...", a potem blog zaczął żyć własnym życiem. Nie próbuję zmieniać świata, tylko go komentuję. Interesuje mnie wszystko poza sportem i polityką. Podróże, górskie wspinaczki, teatr, książki... Kobieta dojrzała, z pochodzenia prowincjuszka, z przypadku warszawianka. Próbuję wykorzystać ten fakt do zrozumienia rzeczywistości i informowania innych o tym, co ciekawe. Nie mam monopolu na wiedzę, wciąż szukam.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3014230
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 12668
Galerie
  • liczba zdjęć: 735
  • komentarze: 47
Punkty konkursowe: 900
Bloog istnieje od: 2442 dni

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Dolomity cz.2 czyli straty materialne.

sobota, 29 sierpnia 2015 10:15

 

Melduję się znowu.

 

    Wszystkich zainteresowanych bardziej technicznymi szczegółami wejść na ferraty zapraszam na mój górski blog, dla tych "normalnych inaczej":

www.helenarotwand.bloog.pl 

 

   Tutaj więcej beletrystyki.

   Siedzimy sobie w Arabbie już 6-ty dzień. Moje pobożne życzenia i nadzieje sprawdziły się po raz kolejny. Po pierwszym dość paskudnym dniu, potem było tylko lepiej. Temperatura - jak to w górach u progu jesieni - idealne 22-24 stopnie. Noce chłodne. Słońce - do zwariowania.

 

   Wychodzimy codziennie i katujemy się na mniej lub bardziej wyczerpujących trasach. Do tego pasiemy oczy widokami, które zmieniają się z minuty na minutę, bo niebo popisuje się swoimi artystycznymi zdolnościami. Gdyby chcieć to namalować, wszyscy orzekliby, że kicz do sześcianu. A tak - można się tylko gapić.

   W jednym momencie mamy blue sky po horyzont, za chwilę nałażą złowrogie mgły i tracimy orientację, po czym robią się dziury w niebie a słońce oświetla tylko to co chce. Tak tu jest...

 

P1070882.jpg

 

P1070925.jpg 

   W drodze towarzyszą nam nie tylko świstaki. Te są przynajmniej higieniczne, załatwiają swoje potrzeby gdzieś na zboczach. Gorzej, że na łąkach, którymi wiodą szlaki dojściowe wypasane są też kozy i owce.

   Ale chyba też COŚ jeszcze, sądząc po bombach jakie sadzą centralnie na ścieżkach. Jakby przeszło tędy stado nosorożców!

   Zdjęć nie robiłam, ale uwierzcie na słowo. Teraz nie tylko trzeba uważać na wystające kamienie, ale jeszcze żeby w coś nie wdepnąć...  Szkoda, że nikt tego czasem nie sprzątnie.

A widzieliście lewitujące owce?

Ja też wcześniej nie.

 

P1070923.jpg

 

A te czarne kropki to nie mrówki na obiektywie, tylko stado ptaków.

 

P1070896.jpg

 

    Dla informacji - oprócz znanych już tras na ferratę Masare, delle Trincee i przejścia Crestą Strentą do Kapelusza (Cappello góruje nam nad głową w Arabbie i jest widoczny niemal z każdej części Dolomitów),

 

 P1070887.jpg

 

odkryliśmy nową ferratę - Maria Bianchi. Niektórzy mówią Marino Bianchi, ale to wersja takiego jednego przewodnika, który pochodzi z San Marino, więc się pewnie zawiesił.

   Ferratę opiszę zaraz na drugim blogu, ale to jest druga trasa, wyznaczająca moją granicę bólu i szczęścia. Jest dokładnie taka jak trzeba i chociaż bolą mnie po niej jak diabli kolana, a zwłaszcza ramiona, z pewnością będę na nią wracać co rok.

 

   Do strat należy na razie zaliczyć moją gojącą się na szczęście facjatę, tudzież kwitnące na kolorowo sińce na kolanach i udach. No trudno, to są ofiary, jakie trzeba ponieść, żeby przeżywać ekstazę tam, na górze.

   Do strat materialnych zaliczyć trzeba utratę dwóch par kijków.

TEGO SAMEGO dnia!

W TYM SAMYM miejscu!

Ja swoje powiesiłam na drzwiach w toalecie, małżonek zafascynowany tym widokiem:

 

20150827_165159.jpg 

odłożył swoje na murek. Jedne i drugie już tam zostały.

 

   Ja rozumiem, że my mamy zgodność biorytmów na poziomie 99,9999, ale żeby gubić kijki tego samego dnia, to już naprawdę przesada...

 

CDN

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Dolomity 2015 cz.1

środa, 26 sierpnia 2015 17:26

   

   Melduję się na posterunku.

   Pierwszy i drugi dzień w Süd Tirol, czyli Alto Adige, czyli Południowym Tyrolu, nie miał się czym pochwalić. Zgodnie z prognozami, niestety, było brzydko. Może nie lało, ale popadywało, albo chociaż pluło jakąś mokrą zawiesiną. Ale dzielnie leźliśmy w górę, a potem w dół, żeby złapać aklimatyzację. Mieszkamy na wys. 1600 m i uwierzcie - nawet wbiegnięcie na niskie pięterko powoduje zadyszkę.

 

   Na trzeci dzień pięknie się wypogodziło i mogliśmy podjąć próbę zrobienia pierwszej ferraty. Opis Trincee znajdziecie na http://helenarotwand.bloog.pl/

Tu ograniczę się do ciekawostek.

   Przede wszystkim mogę już ubiegać się o Niebieską Kartę jako ofiara przemocy domowej, albowiem zaliczyłam lot koszący centralnie na twarz. Od groźby całkowitej rekonstrukcji uratował mnie kask, który przyjął na siebie główny impet. Lekko się przy tym wgniótł. Pogłaskałam go za to.

   W efekcie mam tylko nieco obdarty nos i usta, które dodatkowo spuchły, więc Iwona Węgrowska czy inne "polskie Angeliny" przy mnie wysiadają. Mam rasowego "karpia". Zdjęcia nie zamieszczę.

 

   Ale  poza tym wyprawa udała się bardzo. Trasa jest nie za długa, wszystkiego jakieś 3 godziny. Po drodze bajeczne widoki, ale to już nudne. Wciąż powtarzam, nie po to UNESCO wpisało Dolomity na listę dziedzictwa światowego, żeby nie było co oglądać.

   Zaczęliśmy od wjazdu kolejką nad chmury. Długo polowałam na taki widok.

 

P1070903.jpg

 

   Potem już widoki na Marmoladę i w dole turkusowe Lago di Fedaia. Marmolada wyjątkowo brudna w tym roku. Świeżego śniegu było mało, jak u nas, a  to co jest, jest szare. Na pierwszym planie resztki umocnień z I wojny. Jesteśmy na 2700 m.

 

P1070920.jpg

 

P1070909.jpg 

P1070936.jpg

 

   Po drugiej stronie zbocza nałaziły wciąż chmury, aż nagle zrobiła się w nich dziura i odsłoniło się nasze miasteczko.

 

P1070921.jpg

 

   No i towarzystwo.. . Świstaki nie schudły ani trochę od ubiegłego roku. Wciąż są tak samo tłuste i odważne. Pozują do zdjęć bez lęku, a na ścieżce stoi puszka na datki... Żartowałam:)

  

P1070874.jpg

 

To maluch.

 

P1070942.jpg

 

CDN.


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Urlop!

piątek, 21 sierpnia 2015 9:21

 

   No, to chyba jednak definitywnie koniec czekania.

Jeszcze tylko ślub w rodzinie. Z wesela niewiele wyjdzie, bo jak się bawić na weselu, skoro o 5.00 rano następnego dnia trzeba już się zwlec z łóżka? Samolot nie zaczeka.

 

   Gdybym była panikarą, od dwóch tygodni miałabym senne koszmary, albowiem pogoda w Arabbie i  paru okolicznych dolinach dolomickich jest po prostu straszna.

   11-15 stopni i leje. A to przecież szczyt lata i właśnie dlatego nie jeździmy o tej porze, bo zwykle w sierpniu panują tam nieludzkie upały, które w południe wywołują burze.

   A że my chodzimy po ferratach (przypomnę – to są stalowe liny przytwierdzone do skał, po których idzie się w górę, albo w bok, różnie), to w razie burzy człowiek robi za naturalny piorunochron, a tego byśmy nie chcieli.

 

   Ale w tym roku burz jakby mało, za to ciągłe deszcze w nadmiarze. A nie da się chodzić w deszczu po skałach, no nie da się!

   Przypomniałam sobie, że rok temu zaraz po przyjeździe usłyszeliśmy od miejscowych, że to pierwsze dni słońca od lipca. Czyli przywieźliśmy pogodę i za to Południowi Tyrolczycy powinni nam ufundować jakąś nagrodę. Jeśli powtórzymy ten sukces w tym roku, to uważam 80-procentowy rabat na wyciągi za adekwatny…

 

   Ale szczerze im współczuję. Kiedy cały Zachód ma wolne, a tu nie ma pogody, można się załamać. Zwłaszcza że Włochy tkwią w głębokim kryzysie i jeśli ludzkość przestanie jeździć tam, a przerzuci się na wiarołomną Grecję, będzie naprawdę kiepsko.

 

   Liczę więc na nasze szczęście, że i tym razem nie zawiedzie i że będziemy mogli podziwiać takie widoki na 2,5 - 3 tysiącach metrów, razem z kozami i baranami, które tym się różnią od nas, że one nie mają wyboru, muszą tam być...

 

P1050733.jpg

 

DSCN5830.jpg

 

   Tak więc zapraszam wszystkich interesujących się wspinaczkami na mój „górski” blog

www.helenarotwand.bloog.pl

 

   Wstawiam tam opisy bardziej szczegółowe, które może przydadzą się takim samym szaleńcom jak my. Dzięki temu, że ktoś jednak go czyta, dowiedziałam się, że ferrata Franco Gadotti, która dwa lata temu była częściowo w remoncie i musieliśmy zawrócić, teraz jest już zrobiona. Pewnie na nią pójdziemy w tym roku.

Trzymajcie kciuki za pogodę, zaklinam Was:)

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

 

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

 

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

 

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

Durne pomysły, czyli jak wytrwać do urlopu cz.2

czwartek, 13 sierpnia 2015 10:42

 

   Chcieliście ciepełka, to macie!

Ja umywam ręce.

   Czy ktoś może mi zarzucić, że jęczałam w maju, czerwcu albo w lipcu, że 16 stopni, że pada, że gdzie to lato…?

Nikt!

 

No, a teraz muszę z Wami cierpieć, a mało czego tak nienawidzę, jak upałów!

 

   W weekend przemknęliśmy z mężem do galerii na nowe „Mission impossible”(nic lepszego nie grali), żeby posiedzieć w chłodzie. W moim kinie nie chłodzą, tylko mrożą, co od lat wpędza mnie w osłupienie. Tym razem temperatura była idealna, widać wobec takiego upału nawet ich tendencja do mrożenia poległa.

   Film taki sobie, ale te 2 godziny w chłodzie – bezcenne. Wracaliśmy kuląc się pod ścianami rozpalonych bloków. Kapelusz zasłaniał oczy, reszta ciała produkowała witaminę D jak opętana…

 

   Żeby zająć czymś myśli i nie spoglądać wciąż na kalendarz, który utknął w martwym punkcie i za nic nie chce się przesunąć w stronę urlopu,  zaczęłam rozmyślać, gdzie by tu jeszcze pojechać!

 

    I wpadłam na rewolucyjny pomysł! Jest taka góra na Ziemi, która spełnia moje wymagania wspinaczkowe.

bo

- jest duża, ale nie tak duża jak w Himalajach,

- choć nie leży na równiku, nie ma na niej prawie śniegu. Tzn. śnieg leży tu i ówdzie, ale nie rozbija się namiotów na lodowcu, tylko na glebie/skałach,

- to jedyne miejsce na ziemi, gdzie można bezkarnie parzyć i pić herbatę z liści koki, która na wysokościach  niesamowicie natlenia i niweluje objawy choroby wysokościowej w ogromnym stopniu.

   Nigdzie indziej przecież legalnie się jej nie dostanie, tylko w Ameryce Południowej!

 

Żeby nie wiem jak ichni rząd zwalczał uprawy, Indianie uprawiali i będą uprawiać kokę.  Dzięki niej mogą swobodnie żyć na wysokości >4.000 m, gdzie przypominam – tlenu jest o 40% mniej niż na nizinie.

   Są też ogólnie zdrowsi, bo liście koki mają zaskakująco dużo odżywczych składników, np. więcej wapnia niż mleko i więcej fosforu niż ryby.  Rozrzedza krew, lekko pobudza.

 

   W NAJMNIEJSZYM STOPNIU NIE DZIAŁA NARKOTYCZNIE, choć oczywiście zawiera 1 % kokainy.

   Dodam, że śmierdzi sianem, czerni zęby, a herbata z niej przypomina w smaku napar z zużytego sianka po chomiku. Wiem, bo piłam to przez 3 tygodnie…

 

http://www.profinatura.pl/n,15,liscie-koki.html

 

 

    Mówi się, że niszczenie plantacji koki jest tak samo bezmyślne, jak zakazanie stosowania leczniczej marihuany. To jakby zniszczyć uprawy ziemniaka, bo ktoś z nich może robić bimber. Jakby…no dobra, poniosło mnie.

Nie o tym miałam pisać.

 

   No więc góra, która wpadła mi w oko, to oczywiście należący do Korony Ziemi najwyższy szczyt obu Ameryk, ACONCAGUA. Małe siedem tysięcy metrów. Cóż to dla nas harcerzy?

   Ładnie tam jest...

 

1024px-Aconcagua_SouthSummit2007.jpg

 

   Generalnie do tej pory udawało mi się wcielić w życie swoje szalone pomysły. Wyprawa na Kilimandżaro i do Peru poszły zgodnie z planem i bez ociągania.

Tym razem było inaczej.

   Rozesłałam zapytania do biur turystycznych, a także do naszego TOPR-owca Edka Lichoty, z którym wspinaliśmy się w Tatrach, żeby zorientować się w skali trudności, niebezpieczeństwa, szansy na szczytowanie, no i w kosztach.

 

I tu poległam…

 

   Przede wszystkim długość wyprawy liczy się nie w dniach, jak na Kilimandżaro (6 dni łącznie w górę i w dół), lecz w tygodniach – od 3 do 4.

Chociaż zrobienie ostatniego tysiąca metrów zajmuje jeden dzień (ok. 12 godzin w górę), sama aklimatyzacja zabiera ponad 10 dni.

   Do tego klimat w Andach jest tak kapryśny, że podczas załamania pogody można utknąć w namiocie na 4-5 tysiącach i nie móc drgnąć przez kolejne 6 dni! Dziękuję, przy temperaturze minus 10-20 stopni i wietrze obniżającym ją jeszcze, odpadam.

   A liście koki ? W zasadzie nie słyszeli. A jeśli słyszeli, to nie używali. TO JAKI JEST SENS TAM JECHAĆ???

   No a tragarze? Do 4.300 m muły. Powyżej – 20 kg na plecy i dygamy. Tlenu coraz mniej, a na plecach coraz więcej.

 

   Na koniec koszty – pełna abstrakcja.  Zrobienie Kili kosztowało ok. 1600 USD razem z przelotem z Polski pod samą górę i z powrotem.

Wejście na Ancę z tamtejszym biurem może pochłonąć i 20.000 zł. Z polskim – min. 15.000 zł.

ZA OSOBĘ.

 

    Dwa dni. Tyle czasu TAM byłam, oddychałam rozrzedzonym, krystalicznie czystym i lodowatym powietrzem, robiłam foty i wymyślałam mądre usprawiedliwienia dla mamy. Przez moment było mi nawet trochę chłodniej.

 

   Ale wróciłam na poziom 100m. Znów oddycham rozpalonym, gęstym od spalin i żaru powietrzem.

   I czekam na cud, czyli wyjazd w Dolomity!

Jeszcze 1,5 tygodnia...!

 

 

   Aha, mój manualny cudotwórca od kręgosłupa i innych bolących członków przyjmuje teraz na Saskiej Kępie, na ul. Meksykańskiej w Centrum Osteopatycznym. Tel.509 866 718. Polecam.

 

 


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Siedzi baba w chałupie, czyli jak wytrwać do urlopu?...

czwartek, 06 sierpnia 2015 10:35

 

   Szwendam się bezradnie, szukam sobie miejsca. Do urlopu zostało 2,5 tygodnia, a tu nic, słownie nic nie pomaga w czekaniu.

   Saharyjski upał uniemożliwia jakąkolwiek aktywność poza domem,  a i w domu daje się poćwiczyć tylko o 7.00 rano. W dzień roboczy więc nie da rady.

   Zamiast robić sobie podkład, czyli wolne miejsce pod te strudle i grzańce w Dolomitach, czyli schudnąć, ja puchnę. Chyba z tej wody, co ją piję przez cały dzień, zgodnie z zaleceniem pani z telewizji.

    W pracy nie lepiej, bo klienci urządzili zbiorowy exodus na urlop, więc gadać nie ma  z kim. Czas się dłuży jeszcze bardziej.

 

   Dla odwrócenia uwagi przeczytałam notkę o tym, że w Rosji, w Kraju Stawropolskim doświadczają plagi szarańczy, niespotykanej od kilkudziesięciu lat. Ciężko z nią walczyć, bo jest obca, a "z własną lokalną poradziliśmy sobie już w czerwcu"

    Notka okraszona jest zdjęciem zatroskanego Putina.

   Jeszcze i to! Ropa leci na pysk, embarga niszczą gospodarkę, Krym pozbawiony turystów żąda miliardów rubli, a teraz jeszcze szarańcza! Brakuje tylko żab spadających z nieba i rzek płynących krwią, a mielibyśmy dowód na gniew Bogów.

   Może wreszcie ten ślepy naród uzna to za znak i przestanie darzyć go takim zaufaniem?

 

   Żeby wytrwać imam się różnych zajęć, na przykład odwiedzam rodziców w lesie. Syn zrobił im parę zdjęć..  

 Spacja, coś dla ciebie :-).

 

IMG_3021a.jpg

 

IMG_3050.JPG

 

  To trzymanie się za ręce po 58 latach małżeństwa (bez ustawki)...

Nie każdy ma tak dobrze. Muszę się dowiedzieć (a może ktoś mi podpowie), jak się załatwia jakiś medal czy dyplom gratulacyjny z gminy na okrągłą rocznicę. Za chwilę stuknie im sześćdziesiątka, chcę być przygotowana.

 

   Tata po wypadku nie wrócił do dawnych sił, ale co zrobić... Parafrazując piękne zdanie Tomasza Jastruna:

"Tata coraz mniej z nami jest, ale tyle ile go jest, wystarcza do wzruszeń."

A mama wciąż daje radę...

 

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  3 014 230